Ferwor ogarnął cudotwórców po ostatnim ciągnieniem loterji

Wręcz fantastyczne kolej przechodził los loteryjny, nabyty przez obywatela Joska Herszenfusa w kolekturze J. Wolanowa. Był to cały los, złożony czterech ćwiartek.

Herszenfus, naciskany przez właściciela domu, Jakóba Cemacha (Nalewki 37), oddał mu los zamiast należności za komorne. Jednakże zastrzegł sobie, że w razie wygranej, otrzyma gotówką 10 procent.

Trzeba trafu, że w piątek czy też w sobotę padła na ów los wygrana w sumie aż 300 tysięcy. Dowiedziawszy się o tem, Cemach skakał z radości, a Heszenfus rzewnie zapłakał.

Dalej, gdy Herszenfus przybiegł do Cemacha, chcąc zainkasować nieszczęsne 10 procent, okazało się, że kamienicznik wyjechał. Po prostu uciekł do Otwocka, bowiem krewni zaczęli go napastować o pożyczki.

Wobec tego i Herszenfus sypnął się do Otwocka, nie mógł jednak Cemacha odnaleźć. Poszedł więc do zamieszkałego tam cadyka cudotwórcy Kozienicer rebe i obiecał mu 2 procent za odnalezienie Cemacha. W sposób zwykły lub z pomocą cudów.

Zachęcony możliwością zdobycia 2 tysięcy, Kozienicer rebe wybrał się ze swej strony do Warszawy, odwiedził słynnego reb Dona w rabinacie przy ul. Grzybowskiej i obiecał mu pół procent za odnalezienie Cemacha.

W ten sposób utworzył się łańcuch poszukiwawczy. Szuka Herszenfus, szuka Kozienicer i szuka słynny z mądrości reb Don.

Herszenfus lata jak kot z pęcherzem po Otwocku, a cudotwórcy ślęczą nad świętą księgą Zohar, szukając wskazówek w zawiłych tekstach aramejsko-hebrajskich. Tymczasem Jakób Cemach ukrywa się w którymś z pensjonatów i prawdopodobnie rżnie w karty, drwiąc sobie z cudów.

„Nowiny Codzienne", 11 września 1933 r.

Wręcz fantastyczne kolej przechodził los loteryjny, nabyty przez obywatela Joska Herszenfusa w kolekturze J. Wolanowa. Był to cały los, złożony czterech ćwiartek.

Herszenfus, naciskany przez właściciela domu, Jakóba Cemacha (Nalewki 37), oddał mu los zamiast należności za komorne. Jednakże zastrzegł sobie, że w razie wygranej, otrzyma gotówką 10 procent.

Trzeba trafu, że w piątek czy też w sobotę padła na ów los wygrana w sumie aż 300 tysięcy. Dowiedziawszy się o tem, Cemach skakał z radości, a Heszenfus rzewnie zapłakał.

Dalej, gdy Herszenfus przybiegł do Cemacha, chcąc zainkasować nieszczęsne 10 procent, okazało się, że kamienicznik wyjechał. Po prostu uciekł do Otwocka, bowiem krewni zaczęli go napastować o pożyczki.

Wobec tego i Herszenfus sypnął się do Otwocka, nie mógł jednak Cemacha odnaleźć. Poszedł więc do zamieszkałego tam cadyka cudotwórcy Kozienicer rebe [Aron Jechiel Hofstein] i obiecał mu 2 procent za odnalezienie Cemacha. W sposób zwykły lub z pomocą cudów.

Zachęcony możliwością zdobycia 2 tysięcy, Kozienicer rebe wybrał się ze swej strony do Warszawy, odwiedził słynnego reb Dona [Walknbrejt]w rabinacie przy ul. Grzybowskiej i obiecał mu pół procent za odnalezienie Cemacha.

W ten sposób utworzył się łańcuch poszukiwawczy. Szuka Herszenfus, szuka Kozienicer i szuka słynny z mądrości reb Don.

Herszenfus lata jak kot z pęcherzem po Otwocku, a cudotwórcy ślęczą nad świętą księgą Zohar, szukając wskazówek w zawiłych tekstach aramejsko-hebrajskich. Tymczasem Jakób Cemach ukrywa się w którymś z pensjonatów i prawdopodobnie rżnie w karty, drwiąc sobie z cudów.

 

„Nowiny Codzienne”, 11 września 1933 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 22 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3618374