Czaty przed bóżnicą. Dziewicza broda patrjarchy i wyrok w sądzie grodzkim

W domu przy ul. Twardej 21 mieści się bóżnica, utrzymywana przez cadyka cudotwórcę z Parysowa. Cadyk wprowadził tam własne rytuały, z odwracaniem twarzy na wschód, wąchaniem tymianku i biciem oklasków po przeczytaniu każdego psalmu.

Stałym bywalcem tego domu modlitwy był sędziwy Icek Goldman, który jednak trzymał się przepisów, opracowanych przez cadyka z Góry Kalwarji. Na tem tle wynikały ciągłe nieporozumienia. Gdy trzeba było wykręcić się ku wschodowi, Goldman zaczyna się kiwać. Gdy należało bić oklaski, Goldman śpiewał Pieśń nad pieśniami. Wszystko to tak zdenerwowało „gabego", że zabronił mu wstępu do bóżnicy. Dla wszelkiej pewności ustawił przed wejściem wartę, złożoną z 8 tęgich chasydów.

Przed kilkoma tygodniami Goldman poczuł gwałtowną potrzebę modlitwy. I choć wiedział, czem mu to grozi, poszedł na ulicę Twardą. Przed bóżnicą wartownicy zbili go na kwaśne jabłko i wyrwali mu brodę z korzeniami. Z tego powodu, w sądzie grodzkim VI okręgu toczyła się sprawa o poturbowanie. Napastników oskarżał adw. Ludwik Perel, bronił adw. Tempel.

Przedmowy mecenasów były świetnie opracowane. Poruszano w nich swobodę modlitwy oraz poddano ocenie wartość brody pana Goldmana. Mec. Perel, powołując się na komentarze do Starego Zakonu, zaznaczył, że na widok takiej brody, jaką do niedawna miał Goldman, sam Jahwe uśmiecha się w niebie. Broda taka – to skarb, zwłaszcza jeżeli jest dziewicza.

– Cóż to znaczy dziewicza broda? – zagadnął zdumiony sędzia?

– To jest taka – objaśnił adwokat – której nie tknęły nożyce.

Po krótkim namyśle sąd orzekł, że stróże bóżnicy, jako wykonawcy rozkazu „gabego", nie ponoszą odpowiedzialności. Mec. Perel oznajmił, iż sprawę skieruje do apelacji.

„Nowiny Codzienne", 10 lutego 1933 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3618384