Między Parysowem a Czortkowem. Zawierucha w brodatem społeczeństwie

Izak Goldman, sędziwy kupiec branży galanteryjnej, szanowany w północnej dzielnicy za pobożność i uczynność, przechodzi ciężkie tarapaty z powodu przywiązania do cudownego cadyka z Parysowa.

Był zwolennikiem cadyka od lat kilkudziesięciu, podziwiał jego mądrość i szczodrość, jeździł często do cadyka i brał udział w poważnych rozmowach. Gdy cadyk z Parysowa umarł, pozostawiając po sobie jak najlepsze wspomnienia, miejsce jego zajął syn, który nie udał się jednak. Był mniej hojny i brakowało mu pięknych zalet serca, co zraziło doń Goldmana.

Kupiec nalewkowski zaciągnął się zatem do szeregów wielbicieli cadyka z Czortkowa, a gdy cadyk podczas wojny przeniósł się do Wiednia, jeździł tam często, wydając mnóstwo pieniędzy, byle móc tylko obcować ze „skarbnicą mądrości".

Goldman od szeregu lat miał zwyczaj chadzania do bóżnicy przy ul. Twardej 22. Tam zbierali się jednak zwolennicy cadyka z Parysowa, którzy poczęli krzywo patrzeć na „odszczepieńca". Ogół odnosił się do niego nieprzychylnie, lecz pokorny Goldman nie brał tego do serca.

Ale rozpoczęły się szykany. Gdy Goldman w rocznicę śmierci swego ojca odprawiał nabożeństwo, nie został przywołany do odczytania z Tory nabożnego wersetu, co uznał za wielką obelgę.

Wystąpił zatem przeciwko cadykowi z Parysowa, wzywając go na dysputę rabiniczną:

– Ja jestem taki sam biegły w sprawach religijnych, jak i cadyk – mówił. – A jeżeli okaże się, że cadyk mnie pokona, to dziwnego w tem nic nie ma, bo od tego on jest cadyk. A jeżeli ja jego pokonam, to się okaże, że ja jestem lepszy. Jak się nie boi, niech przyjdzie, a jak nie przyjdzie, to się boi. Jak przegram – wola Boska, muszę cierpieć, jak sobie życzy cadyk.

Cadyk z Parysowa nie dał się jednak wziąć na kawał i na dysputę nie stanął, a przysłał tylko delegata, twierdząc, że siła wyższa nie pozwala mu wdawać się w rozmowy z plebeuszem.

– Miałem objawienie – odpowiedział możny cadyk z Parysowa. - I Anioł zwiastun zabronił mi przychodzić do Goldmana. Tak samo Najwyższy zabronił mi wyjawiać przyczyny, dla której nie mogę z Goldmanem rozmawiać i wskazać mu motywu mojej odmowy.

Takie, pełne jasnego stylu, orzeczenie cadyka z Parysowa zrobiło podniosłe wrażenie w bóżnicy przy ul. Twardej 22. W czasie najbliższych świąt gabe rzucił na Goldmana tzw. „afer", czyli wyobcowanie z grupy modlących, a gdy przyszedł mimo to jeszcze raz do bóżnicy, rzucił na niego drugi raz „afer", wzmocniony postanowieniem niewpuszczania więcej starca do domu modlitwy.

W najbliższą sobotę Goldman zastał drzwi do bóżnicy zamknięte, a gdy próbował wejść, czterech krępych chasydów rzuciło się nań i czynni znieważyło. Wtedy Goldman, nie zwracając się już więcej do żadnych cadyków ani rabinów, skorzystał z drogi prawa i zaskarżył czterech brodatych drabów do sądu grodzkiego – o pobicie, samowolę i obelgi. Oskarżonych zwolniono od kary, uznając, że odpowiedzieli on samowolą na samowolę.

Goldman zaapelował. Sąd postanowił wezwać słynnego w Warszawie rabina Posnera na eksperta dla ustalenia – czy zamiar wejścia przez pobożnego Żyda do bóżnicy jest bezprawiem i samowolą.

„Nowiny Codzienne", 20 czerwca 1933 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3593865