Rebe sam pierze i zachęca żandarmów do prania

Misia Glat do 40 wiosny życia zachowała cnotę i nikomu nie oddała ręki. Ciężko pracując na kawałek chleba, z drobnych oszczędności zebrała kapitalik, wynoszący 120 dolarów. Dowiedziały się o tem życzliwe dusze i zaczęły męczyć Misię, by wyszła za mąż.

Nadarzyła się znakomita okazja. Bo oto Luzer Neuman z ulicy Żelaznej 44, stolarz z zawodu owdowiał i na gwałt szukał gospodyni, która poprowadziłaby mu dom, gotowała obiady, pilnowała troje dzieci i cerowała skarpetki.

„Kik", czyli pierwsze spotkanie, odbyło się wedle zwyczaju w cukierni Kotlickiego za Żelazną Bramą. Wprawdzie Misia nigdy nie przypatrywała się zbytnio przedstawicielom płci odmiennej, ale w danym wypadku musiała ulec: Luzer spodobał jej się, co tu wiele gadać. Zawarto umowę, według której 120 dolarów miała wpłacić na ręce Neumana natychmiast, po podpisaniu aktu stanu cywilnego.

Uroczystość ślubna odbyła się skromnie, bez muzyki i bez hałasu. Po prostu młoda para udała się do rabina i w obecności kilku świadków małżeństwo zostało zawarte.

Wszystko ułożyłoby się jak najlepiej, gdyby nie charakter Luzera. Jak opowiada Misia był niemożliwy:

Czy potrzeba czy nie, to się złościł, robił awantury o każde głupstwo. Na przykład, jak mu podawałam herbatę, to chciał mleka, a jak mu dałam mleka – to chciał herbaty!

Luzer również nie był zadowolony ze swej drugiej małżonki.

Sto dwadzieścia dolarów, to nie jest posag – powtarzał.

W dniu wczorajszym para udała się do rabinatu. Jak zwykle, zwrócono się do reb Dona, który długo się zastanawiał nad tem, kto właściwie ma rację,.

Czy ty koniecznie chcesz go puścić kantem? – zwrócił się do Misi

Ja? Ani mi się śni. To on chce.

A co ty powiesz? - zagadnął Don Luzera

Ja jej więcej znać nie chcę i wyrzucam ją z domu.

Usłyszawszy takie oświadczenie, reb Don polecił Luzerowi zaczekać. Wybiegł na korytarz, bąknął coś na ucho zebranym, a po chwili, wróciwszy do pokoju, zawołał:

Teraz możesz wyjść! Przyjdziesz po sobocie.

Gdy Luzer wyszedł na podwórze, opadła go gromada dziarskich żandarmów sobotnich. Bez uprzedzenia zaczęli prać kijami. Walili tak mocno, że krzyki słychać było aż na Krochmalnej.

Tem praniem kierował reb Don, powtarzając:

Maz rozwód! To jest dodatek do te sto dwadzieścia dolary!

Wzburzone umysły uspokoił sprowadzony policjant.

„Nowiny Codzienne", 14 maja 1932 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 83 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3575643