Wykrycie farbiarni arbuzów w domu nr 1 przy ulicy Ptasiej

Zupełnie przypadkowo policja stołeczna wykryła fantastyczną pracownię, mianowicie farbiarnię białych arbuzów. Zakład ten mieści się przy ul. Ptasiej l, w hurtowni owoców południowych p. Grünberga.

Jak wiadomo, ulica Ptasia jest ośrodkiem hurtowego handlu owocami. Są tam wielkie składy należące do tzw. „grupy Wiślickiego". Hurtownie te sprowadzają z zagranicy owoce całemi pociągami, o czem pisaliśmy niejednokrotnie. Ta właśnie grupa czyniła zabiegi o monopol na import owoców południowych. Dzięki awanturze władze wykryły pikantny szczegół.

Kupiec detalista z ul. Grzybowskiej 12, Szloma Erlich, zgłosił się do wspomnianego wyżej hurtownika po tonę arbuzów. Grünberg zaprowadził go do składu, pokazał przekrajany owoc i zapewnił, że wszystko jest w porządku. Targu dobito, arbuzy pojechały na Grzybowską.

Po niewczasie Erlich zauważył, że padł ofiarą podstępu. Arbuzy nie były „malinowe", lecz białe, tzw. „trjestańskie", a wszak wiadomo, że odmiany tej publiczność warszawska nie chce nabywać.

Erlich pobiegł na ul. Ptasią i urządził w hurtowni tak głośną scenę, że aż interwenjowała policja. Podczas spisywania protokołu Grünberg oświadczył, że „ten głupi Erlich mógł zrobić tak, jak robią wszyscy, to jest ufarbować arbuzy na różowo".

Jak się dowiadujemy, farbowanie polega na tem, że między dwie połówki przekrojonego owocu wkłada się cienką bibułkę nasyconą barwnikiem. Po kilku godzinach barwnik przenika cały owoc i arbuz staje się „malinowy".

„Nowiny Codzienne”, 19 września 1932 r.

 

Zupełnie przypadkowo policja stołeczna wykryła fantastyczną pracownię, mianowicie farbiarnię białych arbuzów. Zakład ten mieści się przy ul. Ptasiej l, w hurtowni owoców południowych p. Grünberga.

            Jak wiadomo, ulica Ptasia jest ośrodkiem hurtowego handlu owocami. Są tam wielkie składy należące do tzw. „grupy Wiślickiego”. Hurtownie te sprowadzają z zagranicy owoce całemi pociągami, o czem pisaliśmy niejednokrotnie. Ta właśnie grupa czyniła zabiegi o monopol na import owoców południowych. Dzięki awanturze władze wykryły pikantny szczegół.

            Kupiec detalista z ul. Grzybowskiej 12, Szloma Erlich, zgłosił się do wspomnianego wyżej hurtownika po tonę arbuzów. Grünberg zaprowadził go do składu, pokazał przekrajany owoc i zapewnił, że wszystko jest w porządku. Targu dobito, arbuzy pojechały na Grzybowską.

            Po niewczasie Erlich zauważył, że padł ofiarą podstępu. Arbuzy nie były „malinowe”, lecz białe, tzw. „trjestańskie”, a wszak wiadomo, że odmiany tej publiczność warszawska nie chce nabywać.

            Erlich pobiegł na ul. Ptasią i urządził w hurtowni tak głośną scenę, że aż interwenjowała policja. Podczas spisywania protokołu Grünberg oświadczył, że „ten głupi Erlich mógł zrobić tak, jak robią wszyscy, to jest ufarbować arbuzy na różowo”.

            Jak się dowiadujemy, farbowanie polega na tem, że między dwie połówki przekrojonego owocu wkłada się cienką bibułkę nasyconą barwnikiem. Po kilku godzinach barwnik przenika cały owoc i arbuz staje się „malinowy”.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 58 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3673322
UA-28053597-1