Łapać go! Warjat! Szalony pościg na Bonifraterskiej. Schwytany przechodzień okazał się ofiarą pomyłki.

Zgroza ogarnia na samo wspomnienie przygody, jaką miał w dniu wczorajszym p. Ajzyk Tytelmen, popularny kupiec z ul. Twardej 13. Jak wiadomo, na ulicy tej mieszkają tylko nabożni chasydzi, dla których przepisy mojżeszowe są święte i nienaruszalne.

Otóż p. Ajzyk znalazł się wczoraj w okolicy parku Traugutta. Gdy skręcił w ulicę Bonifraterską, zerwała się wichura, której skutki były fatalne. Wiatr strącił z głowy czapkę p. Ajzyka, zwykłą okrągłą czapkę z niewielkim daszkiem, skrojoną i uszytą według przepisu „Hajnt-life'u".

Głupia czapka potoczyła się po jezdni z taką szybkością, że p. Ajzyk nie zdążył nawet krzyknąć z przerażenia. Potoczyła się i znikła na horyzoncie.

Położenie było straszne, gdyż Talmud zabrania mężczyźnie ukazywania się z gołą głową zwłaszcza w święto paschy. Co miał począć p. Ajzyk? Podbiegł do ulicznego sprzedawcy dzienników i kupił "Folks Zajtung", zmajstrował coś w rodzaju napoleońskiego kapelusza i wciągnąwszy na głowę, rzucił się pędem w kierunku Franciszkańskiej.

Zaledwie przebiegł kilka kroków, usłyszał za sobą krzyk:

– Warjat! Warjat! Uciekł od Bonifratrów! Łapać go – trzymać!

W chwilę potem do chóru głosów przyłączyły się okrzyki współwyznawców:

– Kikt! A maszygener lojt! [Kukt! A meszugener lojft! (jid.) – Patrzcie! Wariat biegnie!].

P. Ajzyk zmykał, jak zając ścigany przez harty. Z Bonifraterskiej przedostał się na Franciszkańską, chciał pobiec ku Twardej, lecz niestety do pościgu przyłączyła się policja, a nawet zjawił się posterunkowy na rowerze.

Poważnego kupca i ojca licznej rodziny ujęto, obezwładniono i zaprowadzono do komisarjatu. Rzecz szczególna, że im głośniej zapewniał wszystkich, że jest zdrów na umyśle, że nigdy warjatem nie był, tym większe niedowierzanie dostrzegał w oczach słuchaczów.

– Znamy się na tem – oświadczył dyżurny przodownik. I mrugnąwszy na jednego z posterunkowych porozumiewawczo, szepnął:

– Panie Jakubowski, pan wiesz, co trzeba zrobić.

– Wiem panie przodowniku.

Post. Jakubowski umieścił kupca w dorożce, polecił podnieść budę i zawiózł go do lekarza dzielnicowego. Przez cały czas trzymał mocno p. Ajzyka za ręce, powtarzając:

– No, no, tylko mi nie próbuj zmykać, bo cię i tak złapiemy.

Lekarz dzielnicowy długo badał p. Ajzyka. Pukał mu młotkiem w kolano, kazał chodzić po prostej linji z zamkniętemi oczyma, zadawał mu najrozmaitsze pytania, wreszcie orzekł:

– Czego wy od niego chcecie? Ten człowiek jest zdrów!

Jednakże policjant, pomny na przepisy, nie zwolnił od razu kupca do domu, lecz, po raz drugi zaciągnął go do komisarjatu, gdzie spisano sążnisty protokół. W wyniku p. Ajzyk Tytelman jest oskarżony o zakłócenie spokoju publicznego.

– Powiedz mi pan, panie kupiec, dlaczegoś tak uciekał? – spytał przodownik.

– Jak ja miałem nie uciekać, kiedy mnie wszyscy gonili?

„Nowiny Codzienne", 2 maja 1932 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 68 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3672882
UA-28053597-1