Kupiec z ulicy Pawiej nie pozwolił okaleczyć syna

Na ulicy Pawiej panuje wielkie poruszenie z powodu wydarzeń, o których mówi cała dzielnica. W domu nr 32 przy ulicy Pawiej mieszka Benjamin Frydman, kupiec, któremu przed kilkoma dniami narodził się pierwszy syn. Wiadomość tę rodzina przyjęła z niebywałą radością. Zgodnie z tradycją, krewni oczekiwali na uroczystość obrzezania nowonarodzonego, spodziewając się , że zamożny kupiec przyjmie ich porządną „kojzą" [kojse] i rybką.

Jednak zdumienie ogarnęło wszystkich, kiedy Frydman wręcz oświadczył, że nie ma zamiaru dopełnić obrządku, ponieważ jest przeciwnikiem krwawych rytuałów.

Ponieważ nalegania krewnych nie odnosiły skutku, przeto teść Frydmana, bogobojny chasyd Chaim Szpigelman, zwrócił się do zięcia z propozycją, aby udał się na sąd polubowny do rabina. Jednak Frydman propozycję tę odrzucił kategorycznie, mówiąc, że nie ma zamiaru wdawać się w sądy i że od swego postanowienia nie odstąpi.

Wieść ta niebawem rozeszła się po całej ulicy Pawiej, chasydzi ze zgrozą omawiali postępowanie kupca. Zawiadomiono „żandarmerję sobotnią", która stoi na straży rytuałów. „Żandarmerja" wysłała do p. Fydmana delegację.

– Jeśli pan nie dopełni obowiązku rytualnego – rzekli delegaci – to mogą być przykre następstwa.

Groźba ta nie uczyniła żadnego wrażenia na Frydmanie, który oświadczył, że do obrzezania i okaleczenia dziecka nie dopuści. Ponieważ jednak „żandarmi" zagrozili, że potłuką mu wszystkie szyby, Frydman wezwał policjanta.

„Nowiny Codzienne", 13 kwietnia 1934 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 23 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3593856