Tajemnica kolektur Lichtensztajna

 

    Rok mija od chwili, gdy w Warszawie gruchnęła wiadomość o złamaniu przedsiębiorstw bankowo-kolektorskich Lichtensztajna. Nie potrzebujemy przypominać, jakie to wówczas wywołało zdziwienie, gdyż Lichtensztajn, dzięki umiejętnej reklamie był wyjątkowo popularny, nie tylko w stolicy, ale i w miastach prowincjonalnych.
    Po krótkotrwałym zamieszaniu, kolektury przejął b. wspólnik Lichtensztajna, p. M. Wolanow, który obecnie zdążył sobie zaskarbić wziętość nie mniejszą od poprzednika.
    Minął rok i oto wychodzą na jaw zdumiewając kulisy tej historii, a w Otwocku, tuż pod Warszawą, zaczyna rozgrywać się ciąg dalszy upadłej firmy Lichtensztajna. Toczy się tam mianowicie niezwykły proces.

    Jak wygląda sąd

    Sąd w Otwocku w niczem nie przypomina zwykłych sądów. Procedura jest tam bardzo uproszczona, jeżeli nie brać pod uwagę skomplikowanej przysięgi. Rolę sędziów spełniają najwybitniejsi cadycy i rabini, a jest ich aż czternastu. Przewodniczy cadyk-cudotwórca z Kozienic, tzw. kozienicer rebe, posiadający sławę człowieka, który umie rzucać i odczyniać uroki.
    O powadze, jaką cieszy się gremium sędziowskie, świadczy szczegół, że nadrabin Lewin z Będzina przysłał depeszę w języku hebrajskim, tej treści: "Życzę sędziom szczęścia w obu światach – stop – żeby żyli po 120 lat – stop – żeby rozstrzygnęli sprawę zgodnie z wolą Przedwiecznego – stop”.
    Reb Alter z Góry Kalwarji wydelegował swoich dwóch synów pod opieką szamesa. Poza tem zjechali do Otwocka najwybitniejsi znawcy prawa talmudycznego, a więc cadyk z Mszczonowa, czyli „amszenower rebe”, cadyk z Husiatynia, cadyk z Kiernozi, cadyk z Przysuchy, z Czortkowa, z Żółkwi. Nawet z Bukowiny przyjechał święty rebe z Suczawy.

    Tło zatargu

    Trudno jest ustalić szczegóły zatargu, gdyż zeznania świadków rozpoczną się dopiero dziś o godzinie 7 rano. Przez cały dzień wczorajszy sędziowie modlili się w synagodze otwockiej, błagając Niebiosa o zesłanie światła na ich umysły. Zachowywali przy tem ścisły post i wzięli kąpiel rytualną.
    O godz. 8 wiecz. podano przesłuchaniu bohaterów procesu, mianowicie pp Lichtensztajna i Wolanowa. Zeznania ich nie były ogłoszone, a konfrontacja odbywała się przy drzwiach zamkniętych, w willi należącej co cadyka kozienickiego.
    Jedno można stwierdzić, nie popełniwszy błędu, że pp. Wolanow i Lichtensztajn procesują się o wysoką sumę, która sięga jakoby dwóch miljnonów.
    Proces będzie się ciągnął dość długo, gdyż p. Lichtensztajn powołał 58 świadków. To samo ma uczynić jego przeciwnik. Oporni świadkowie są sprowadzani przez żandarmerję sobotnią.

    „Rok będziesz w niemocy…”

    Przyjazd p. Lichtensztajna wywołał nie lada sensację, gdyż finansista ten, jak wiadomo, od roku leżał w łóżku, złamany niemocą. Jedynie w czasie uroczystych świąt odzyskiwał władze w nogach i podnosił się, i zasiadał do uczt rytualnych.
    Stało się to, jak twierdzą wtajemniczeni, za sprawą cadyka z Kozienic, któremu p. Lichtensztajn posyłał od 10 lat bogate dary. Posyłał też innym rabinom, a wydał na ten cel, co jest faktem, przeszło półtora miljona złotych.
    Otóż przed rokiem przybył do Warszawy "kozienicer-rebe", odwiedził p. Lichtensztajna i rzekł:
    – Synu mój, przychodzi na ciebie czarny okres. Los chce, żebyś cierpiał, ale ja mogę tak zrobić, że wszystkie nieszczęścia zwalą się jednocześnie. Rok będziesz pozostawał w niemocy, a potem odzyskasz siły, zdrowie i powodzenie w życiu. Ja tobie powiadam, że znów będziesz bogaty. A teraz kładź się do łóżka i choruj!
    Podobno wskutek tej klątwy, p. Lichtensztajn nie tylko zachorował, ale wpadł w tarapaty pieniężne.

    Potęga klątwy

    Nie była to złośliwa klątwa, jak przypuszczają niektórzy, lecz raczej zebranie klęsk w jedną całość, by zapewnić p. Lichsztajnowi, który już liczy 67 lat, szczęśliwe dni zbliżającej się starości. Że tak jest istotnie, można wnosić chociażby z tego, że zrujnowany finansista przechorował akurat 12 miesięcy i raptem poczuł się rześki jak młodzieniaszek.
    Jeżeli tak nagle powrócił do zdrowia, zawdzięcza to również rebemu z Kozienic, który odwiedził go w ubiegłym tygodniu.
    Wchodząc do mieszkania p. Lichtensztajna, cadyk obejrzał przede wszystkiem futrynę drzwi, czy aby „mezuza” wisi na właściwym miejscu, a stwierdziwszy, że wszystko jest w porządku, wkroczył do sypialni chorego i zawołał:
    – Ja tobie powiadam, że ty już jesteś zdrów i możesz wstawać!

    Lichtensztajn wstaje

    I rozegrała się scena przypominająca dramat Bjørnstjerne'a „Ponad siły”. Schorowany Lichtensztajn dźwignął się z łóżka i padł rebemu w ramiona, mówiąc:
    – Rabbi, więc to już naprawdę koniec? Więc ja będę naprawdę chodził, jak inni ludzie?
    – Jeżeli ty chcesz, to ja tobie pozwalam nawet jeździć na rowerze - odparł wzruszony cadyk. A pomyślawszy chwilę zagadnął:
    – Co ty robiłeś przez cały rok?
    Okazało się, że p. Lichtensztajn pisał w łóżku pamiętnik w języku hebrajskim, pisał bardzo starannie, wersetami, tzw. stylem "naniżanym", wzorując się na najstarszych zabytkach pisma aramejskiego. Stworzył potężne dzieło, zakończone przesłaniem do żony, do synów i córek oraz testamentem.

    Ściąganie świadków

    Wczoraj w godzinach wieczornych żandarmeria sobotnia rozpoczęła zwoływanie świadków do Otwocka. Ponieważ niektórzy kupcy nie chcieli stawić się dobrowolnie, brano ich bez ceremonji za klapy surduta i zaciągano na Dworzec Gdański.
    Wobec wyraźnego oporu cadyk kozienicki zapowiadał, że na nieposłusznych rzuci klątwę „a szwarc sof” [jid., „czeny koniec”]. Innymi słowy, że marny los ich spotka.
    Świadkowie, sprowadzeni do Otwocka, są zamykani w willi cadyka kozienickiego. Dostają jeść trzy razy dziennie, poza tem mają pełną swobodę zanoszenia modłów do Jehowy. W tym celu, aby modlitwy ich posiadały większa wagę, cadyk polecił umieścić w willi pergaminowe „rodały”.
    Za umiarkowaną opłatę 20 gr. każdy ma prawo pomodlić się przy świętych rękopisach. Tanio i wygodnie.

    Biada nieufnym

    O potędze rebego z Kozienic krążą istne legendy. Jest to, jakoby, jeden z najznamienitszych cudotwórców, przed którym drżą inni cadycy.
    Dość wspomnieć, że przed czterema laty "kozienicer rebe" rzucił klątwę na piłkę, zwyczajną piłkę footbolową, dzięki której młodzież żydowska ćwiczyła się w sporcie. Skutki tej klątwy były fatalne. Nazajutrz kapitan drużyny złamał nogę, a prawoskrzydłowemu obrońcy skradziono garnitur pepitowy.
    Podczas pobytu rebego w Otwocku, pewien Żyd hotelarz nie chciał dać cadykowi pokoju. Nazajutrz syn hotelarza uciekł z kelnerką do Druskiennik i roztrwonił 8 tysięcy złotych.
    W Otwocku, w pensjonacie „Eugenjo”, odmówiono pewnego razu rebemu szklanki wody. No, i proszę sobie wyobrazić, że pensjonat ten spalił się wkrótce, ponieważ zabrakło wody do gaszenia pożaru.
    Podobnych przykładów można cytować bez liku. To też nic dziwnego, że zgroza ogarnia każdego, kto ma do czynienia z cadykiem kozienickim. Wyrok sądu rabinów jest oczekiwany w społeczeństwie żydowskim z łatwo zrozumiałą niecierpliwością.

„Nowiny Codzienne”, 16 maja 1932 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 48 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3575607