W oparach krwi. Reportaż z rzeźni miejskiej w Warszawie

Autor niniejszego reportażu był jedynym dziennikarzem żydowskim, który za specjalnym zezwoleniem odwiedził rzeźnię warszawską w pierwszych dniach po wejściu w życie nowej ustawy o uboju,,rytualnym” i ,mechanicznym”.

Szary zimowy poranek zastał nas w kolejce ludzi u wrót wielkiej rzeźni warszawskiej (Praga 2). Dokoła nalane twarze robociarzy o szerokich barach, zdradzających niezwykłą siłę. Biała kartka, zezwolenie naczelnego dyrektora, umożliwia nam wstęp do wielkich hal i przestrzennych podwórzy, skąd dochodzi głośny poryk bydła przygotowanego do uboju. Jak w ogromnym mrowisku, wszędzie uwijają się ludzie. Rzeźnik biegnie na swe stanowisko, zakłada fartuch, zasuwa wielki nóż na cholewę buta i czeka.

Koledzy po fachu witają się. – Hallo Chaimek! – krzyczy, szczerząc wesoło zęby jakiś robotnik. – Dzień dobry, Stacho – pada odpowiedź. Tu nie ma różnic rasowych. Wszyscy są tu równi. Polacy i Żydzi. Jedna ich placówka, jedno mają źródło chleba – od dziesiątków lat – rzeźnia.

„Maskaraden-marsch”

Nagle, jakby pod wpływem różdżki czarodziejskiej, praca w rzeźni rusza. W oka mgnieniu rozwija się szalone tempo. Rozdzwoniły się łańcuchy i haki zawieszone wysoko na żelaznych szynach, pędzą wagonetki, otwierają się ogromne magazyny, skrzypią żelazne kraty w chłodniach, dzwonią noże, bydło ryczy – wielka kakofonia.

Poprzez długie podwórze,między oborami a szklaną halą, gdzie odbywa się szlachtowanie, ciągnie się wąski korytarz, utworzony z dwóch żelazem obitych parkanów. Po obu stronach parkanu ciśnie się ciżba ludzka. Prawie wszyscy, to pracownicy rzeźni, od lat pracujący na tym terenie, a jednak, pchają się tu teraz, by zobaczyć te,,nowe porządki’’, które zamiast ulżyć zwierzętom – godzą w ludzi.… Ciężko otwierają się wysokie wrota obory. Ukazują się w nich,,poganiacze’’, mocujący się z całych sił z czymś w oborze. W kilka chwil po tym wyciągają z obory wielkiego byka. Tylnymi nogami trzyma się kurczowo ziemi, potrząsa rozpaczliwie wielkim łbem na wszystkie strony. U rogów ma uwiązane powrozy, za które ciągną go,,poganiacze’’. Boi się iść – słychać pomruk między stojącymi za parkanem. Ktoś obok nas wyjaśnia: – Spójrz pan! Jak ma iść, kiedy nic nie widzi. Przecież włożono im maski na łby. Dawniej, dodaje filozoficznie, mniej było przy wyprowadzaniu męczenia dla,,poganiaczy" i mniej mąk dla bydła. Zaczynają okładać byka gumowymi pałkami i dopiero wtedy rusza. Idzie niespokojnie, śmiertelnie przerażony. U pyska ma przywiązaną czarną skórę – dla zaoszczędzenia bydłu widoku krwi.… Poganiacze są zziajani i spoceni. Wyprowadzanie każdej sztuki bydła zabiera im wiele sił i czasu. Dawniej przeganiano bydło małymi stadkami, łatwo i szybko.P rzez długi korytarz, od obór do hal, ciągnie jeden wielki łańcuch oślepianego bydła – smutny, tragiczny w swej bezsilnośc i ,maskaraden-marsch”.

Mechaniczni „rzeźnicy”

W wielkiej hali uboju, między bydłem, przywiązanym już teraz sznurami do nozdrzy do haków u ziemi, uwija się dwóch mocnych, krępych młodzieńców o roześmianych twarzach. Oni są obecnie centralnymi figurami w tej hali –,,mechanicy’’, którzy jednego dnia zajęli miejsca starych, bogobojnych rzeźników. Oni, mały Zelig i jego kompan Antek, dla swego nowego,,zawodu" nie sterali swych młodych lat na ślęczeniu nad ,gemarą’’, nad zawiłą,,halachą szechity”, nie stawali do egzaminów rabinackich, by otrzymać po wielu trudach,,kabalot” – wykonują swą pracę,,improwizowaną’’ – maszynowo… Z dumą bawi się Zelig,,rewolwerem", którym zaraz będzie ubijał. Oglądamy ten aparat z bliska. Nikolwa rurka, długości około 30 cm, zakończona jest cyngielkiem jak u rewolweru. Wewnątrz gruby stalowy kolec mocno naciągnięty na sprężynę. U boku otwór dla umieszczenia pocisku prochowego. Gdy pociąga się za cyngiel, pocisk wybucha, a siła inercji zwalnia sprężynę. Wówcas kolec wylatuje z ogromną siłą i trafia poprzez czoło w mózg bydlęcia. Tak oto wygląda nowoczesne narzędzie rzeźnickie, które ma za zadanie,,ułatwić” śmierć bydłu.

Ubój „humanitarny”

Następuje,,ceremonia” uboju. Stoimy przed młodym, silnym bykiem, który potrząsa nerwowo łbem, chcąc się uwolnić ze sznurów, które zatknięto boleśnie w nozdrza. Weterynarz w białym fartuchu daje znak. Dwóch rzeźników ujmuje byka. Jeden ciągnie go za ogon,drugi za rogi. Tanecznym krokiem podchodzi Zelig. Zamaszyście dokłada,,rewolwer’” do łba byka w sam środek. Znak ręką… Pada strzał… Zabity? To rzeczywiście trwa krótko… Lecz oto biegną do leżącego byka dwaj inni rzeźnicy. W ich rękach błyszczą długie noże. Bezlitośnie wtykają noże w szeroką gardziel byka i tną zaciekle i długo. Z rozciętej gardzieli bucha krew strumieniami. Nagle zwierzę zaczyna się ruszać… Silny ból rozciętych tętnic i upływu krwi zwrócił mu snać świadomość, mimo ogłuszenia kolcem rewolweru. Ogromny byk wydaje straszne przedśmiertne ryki przez rozcięte gardło. Wyraźnie się odczuwa, iż zwierzę cierpi niesamowicie i ginie z pełną świadomością. Straszliwy ból nie pozwala mu spokojnie konać. Byk próbuje się podnieść, długimi kopytami wywija dziko, a łbem ciężko uderza o kamienną podłogę rozpryskując krew dokoła… Rzeźnicy uciekają czym prędzej w popłochu. Powoli, w męczarniach, kona zwierzę. W minutę potem odbywa się ta sama procedura i z innym bykiem. Ze wszystkich stron słychać strzały i głuchy tętent padających ciężkich cielsk zwierzęcych. Wszędzie widać rzucające się w ostatnich, bolesnych drganiach, konające bydło. Kamienna podłoga, kaflowe ściany i sufit, narzędzia i ludzie – wszystko topi się w jednym wielkim jeziorze krwi… Mija 5–6 minut. Tu i ówdzie widać trzepoczące się cielsko byka – a potem koniec… Teraz głos mają oprawcy… Ponury jest widok zarzynanych bydląt. Życie trzyma się kurczowo i uparcie w cielskach byków: niewiele pomaga zdaje się ogłuszanie,,humanitarnym” kolcem..

Poczwórna śmierć

W drugiej hali ubijają mechanicznie cielęta. Na małych drewnianych,,warsztatach” leżą do góry nogami, przywiązane mocno pasami. Cielaki wierzgają ze strachu, przewracając ślepiami. Rzeźnik bierze w ręce długie narzędzie w kształcie obcęgów, które kończą się z jednej strony czerwonymi blaszkami, z drugiej zaś są połączone z kontaktem z sieci elektrycznej. Tymi kleszczami obejmuje rzeźnik łeb cielęcia. Naciśnięcie guzika… i przez kleszcze zaczyna przepływać prąd elektryczny w ciało zwierzęcia. Kleszcze ogłuszają zwierzę przy pomocy słabego prądu z ogólnej sieci. Zwierzę zaczyna się szybko rzucać, chce uciekać, lecz pasy nie pozwalają. Wyciąga nóżki i powoli… powoli sztywnieje… Wtedy przecinają gardło cielaka zwykłym nożem. Wypływa czarna krew. Cielę znowu się rzuca, drga bólem i powoli, powoli sztywnieje… Stojący dokoła rzeźnicy żydowscy kiwiają głowami. Poczwórna śmierć – wyjaśnia jeden.

„Niepotrzebni” ludzie

Kilkadziesiąt kroków od głównej hali, w oddzielnym pokoju, siedzą ci, którzy byli tu do niedawna,,pierwszą ręką”, a teraz już niepotrzebni – rzezacy żydowscy. Siedzą ubrani w białe fartuchy, obok nich leżą idealnie wyostrzone,chałafy”. Czekają… Nie ma roboty… Już tak od dłuższego czasu. Więc wspominają owe dni, kiedy to ,pan rzezak” był przez wszystkich poważany. O świcie już stali z zakasanymi rękawami przy pracy. Obecnie siedzą bezczynnie, smutni, złamani na duchu. Starcy o patriarchalnych brodach z oczami pełnymi łez – nowa specyficzna kategoria bezrobotnych.

Ubój rytualny

Przez 40 lat tak było – skarżą się ludzie w rzeźni. Po całodziennym oczekiwaniu kolejki, głodnych i zdenerwowanych, dopuszcza się wreszcie, pod wieczór żydowskich rzezaków do uboju. Z 500 byków dziennie idzie teraz pod nóż rzezacki tylko 20 Wprowadzają bydło. Według rozporządzenia noszą i te byki, które idą na ,koszer”, czarne maski na pyskach. Byka zarzynanego rytualnie kładzie się przed ubojem, związanego, na ziemię (zaoszczędza się tu widzom strasznego widoku padania,,zestrzelonego” cielska zwierzęcego). Dwóch rzeźników przytrzymuje zwierzę, naciągając niczym strunę, szyję byka. Podchodzi stary, rutynowany rzezak. Cicho zmawia modlitwę i nachyla się nad bykiem. Podają mu błyszczący, długi nóż. Rzezak po raz setny upewnia się czy nóż (,chałaf”) jest należycie ostry. Przecina włosek w powietrzu… Potem… Trwa to jedną tylko chwilę. Jedno, jedyne energiczne przeciągnięcie nożem po sztywnej szyi byka – i już… Dobrze wyszkolony rzezak jednym zamachem przeciął pasmo życia zwierzęcia. Głowa jest odcięta od tułowia i trzyma się na kości pacierzowej. Z rozciętej gardzieli wypływa szybko krew i przyspiesza śmierć. Nie ma okropnego wierzgania kopytami, nie ma strasznego walenia cielska o kamienną podłogę i rozbryzgiwania krwi. Tu nie dobija się tępym nożem. Życia zostaje przecięte celnym pociągnięciem noża.

Aleksander Rozenfeld
„Nowy Głos”, 31 marca 1938 r.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 44 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724769
UA-28053597-1