Oskarżam plutokrację

         Przywódca Obozu Młodożydów, mec. Wilhelm Rippel, nadesłał nam poniższy artykuł. Przypominamy, że sylwetka mec. Rippla ukazała się w zeszycie 31 Merkuryusza z  bieżącego roku. Szczegóły pamiętnego marszu chaluców są znane. Mało kto wie natomiast, że mec. Rippel, który chciał zapoczątkować masową wędrówkę żydów do  Palestyny, spotkał się z zaciekłym oporem w sferach plutokracji żydowskiej. Zwalczany w sposób nikczemny, doprowadzony do ruiny finansowej, nie zaniechał jednak projektów i wierzy, że exodus nastąpi.
         O swej walce, o wysiłkach młodzieży żydowskiej, opowiada autor na łamach naszego pisma, gdyż prasa żydowska odmówiła mu gościny.

         Wrogi stosunek żydowskiej prasy burżuazyjnej zmusza mnie do szukania przyczyn tego zupełnie niezrozumiałego, zdawałoby się, zjawiska.
         Wczoraj jeszcze byłem bohaterem, ba, nawet postacią historyczną, jak chcieli niektórzy, a dzisiaj jestem warjatem, oszustem i aferzystą.
         Człowiek przeciera oczy i pyta: ja to, czy nie ja? Czy to sen tylko, czy naprawdę jawa?
         Czy może jakieś nieporozumienie?
         Nie, czytam wyraźnie moje nazwisko.
         Przez noc z bohatera stałem się szubrawcem! Tak chciała prasa i ci, co za nią się kryją: bankierzy, wszechpotężni dyrektorzy i prezesi, jednym słowem: żydowscy magnaci.
         Należę do kategorji ludzi, którzy się coraz mniej dziwią, za dużo bo wiem na świecie jest łajdactwa. Stwierdzam tylko fakty, analizuję je i wyciągam odpowiednie z  nich wnioski.
         Prasa – to zbyt poważny czynnik w życiu każdego społeczeństwa, by obojętnie przejść nad nią do porządku dziennego w wypadkach szczególnej wagi.
         Możliwe jest to tylko w razie sporadycznego wybryku. Ale, gdy te wybryki łączą się w  nieprzerwany łańcuch, gdy stają się systemem, metodą, wtedy byłoby to  karygodnym niedbalstwem, tchórzostwem nawet udawać, że się tego wszystkiego nie widzi, albo nie rozumie.

Fałsz i obłuda

         Uważam, że moim obowiązkiem nie tylko społecznika i kierownika politycznego ruchu, ale i człowieka, jest zareagować z całą bezwzględnością na jaką stać mnie, jednostkę niezależną, gdy widzę, że tam gdzie koncentrować się powinno maksimum poczucia obywatelskiej odpowiedzialności i uczciwości, gnieździ się fałsz, obłuda i to wszystko, co określam krótko mianem: kanalja.
         Nic nie ukryję, niczego nie zataję, choć wiem, że oskarżenie moje wywoła burzę, która w pierwszej chwili grozić będzie zmieceniem mnie samego, za to, żem się ośmielił zerwać maskę z ziejącej nienawiścią i fałszem żydowskiej prasy burżuazyjnej.
         Już w tem miejscu z całą stanowczością podkreślić muszę, że nie cofnę się przed nikim i nieczem i że nie spocznę, póki tej potwornej stugłowej hydrze, której na imię: żydowska prasa, ostatniego z gardzieli nie wyrwę języka, by dla dobra żydowskiej sprawy zamilkła.
         O  względy żydowskiej prasy nigdy nie zabiegałem, bo wiem, kto siedzi za  redaktorskim tam stołkiem i kto za redaktorskimi kryje się plecami.
         Znam podłoże ideowe tych panów i wiem, ile są warte ich postępki.

Listopad 1936

         Gdy w listopadzie ub. Roku wyruszyłem z garstką szaleńców, garnęli się do mnie panowie z prasy, bo poczuli nie lada dla siebie żerowisko.
         Mówili, że akcja moja im wprawdzie nie odpowiada, ale ponieważ „ulica” jest za tem, więc pisać o mnie muszą. Pisali, opiewali, umieszczali fotografje, zrobili ze mnie bohatera, bo tak «ulica” chciała, a on na tem zarobili.
         „Ulica” chciała i ja chciałem – chcieliśmy wszyscy, by się w życiu naszem coś zmieniło, chcieliśmy, aby nam, całemu narodowi było lepiej.
         Ale oni tego nie chcieli. Pisali, bo musieli.
         Tragedja ulicy była dla nich tylko sensacją, okazją dla doraźnych zysków. Pisze się tylko to, co się opłaca i powiększa nakład. Robota ideowa to rzecz nieintratna.
         Prasa, o której mówię – to dla jej wydawców tylko handel, interes jak każdy inny.
         Kupuje ją ten, kto lepiej płaci.
         Tragarz, wózkarz albo inteligent, śledziem i wodą żywiący się, nie mają do niej prawa.
         Nie stać ich na to, by ją opłacić.
         Płacą i kupują żydowską prasę bankierzy i ci wszyscy, którzy idą za nimi.

W służbie plutokracji

         Więc komu ta prasa służy? Odpowiedź jasna: plutokracji.
         Bankier jest duszą prasowego przedsięwzięcia, on rządzi i dyktuje, co i jak pisać wolno. Jednych pasuje na bohaterów, innych, niewdzięcznych albo niewygodnych, błotem obrzuca.
         Początkowo, gdy gwiazda moja zabłysła na politycznym firmamencie, myśleli, że będę ich człowiekiem i powolnym w ich rękach sługą. Pisałem odważnie, atakowałem wrogów. To im przypadło do gustu. Ale rychło się przekonałem, że wpierw własne trzeba oczyścić podwórko, że największym naszym wrogiem są ci, u których zawsze szukamy zbawienia i opieki, nasi «wielcy”, żydowska prasa i sprzymierzona z  nimi finansjera.
         Odezwa przeciwko plutokracji zrobiła swoje. Zawrzało w szeregach bogatych żydów jak w  ulu. Posypały się na mnie gromy. Zmieszano mnie z błotem. Suchej na mnie nie pozostawiono nitki. Zrobiono ze mnie prowokatora i zdrajcę. Od tej chwili trwa wojna. Cierpliwie znosiłem dotąd wszystko. Na kalumnie i oszczerstwa nie reagowałem, choć za pieniądze na poczekaniu wszystko sprostować mogłem.
         Wolałem jednak wroga obserwować, jego słabe poznać strony.
         Dzisiaj wołam: dosyć!
         Nadeszła chwila obrachunku.
         Dzisiaj ja przechodzę do ataku.

Za słuszną sprawę

         Idę sam, zbrojny tylko w wiarę, że sprawa moja jest słuszna, a walka święta, bo w  imię najwznioślejszych podjęta ideałów.
         Na  moim sztandarze wypisane jest hasło: „wolność”, na ich obskurnych szyldach czytasz zawsze i wszędzie: «pieniądze”.
         Niech raz wreszcie nędze żydowska pozna swego prawdziwego wroga!
         Niech się świat dowie, że żyda, którego zwalczać trzeba, który jest wrogiem wszystkich, szukać należy nie na Wołyńskiej, Miłej lub Krochmalnej, lecz w  Juracie, w Alejach albo na Nowym Świecie.
         Tam są ci, którzy wszystko mogą, mają wpływy, pieniądze i prasę.
         Tym patentowanym, wiecznym, naszym opiekunom, ja dzisiaj mówię jasno i dobitnie czem są w rzeczywistości.
         Skończyć się wreszcie musi ich samowolne i dowolne reprezentowanie żydów i autorytatywne w ich imieniu przemawianie. Skończyć się musi to ciągłe biadanie i ujadanie żydowskiej prasy, to wieczne jej krytykowanie i wyśmiewanie innych dlatego tylko, bo jej nie dość są mili albo wygodni.
         Krzywdy wyrządzone żydostwu przez prasę żydowską i jej bankierskich protektorów są tak wielkie, że odprawa, jaką zamierzam dać tej bankierskiej prasie, zamienić się musi w potężne: „Oskarżam!”.

Dlaczego i jak długo?

         Chcę, by naród żydowski wiedział, dlaczego cierpi i gdzie cierpień jego kryją się przyczyny. Chcę, by naród żydowski wiedział, jak długo jeszcze trwać będą jego męki. Dlaczego o jak długo jeszcze – oto dwa najtragiczniejsze w życiu każdego żyda pytania.
         Pytania, na których odpowiedź daremnie czekamy już wieki.
         Kto i jakim prawem skazał naród żydowski na wieczne konanie?
         Gdzie jest ta siła, która nam tak cierpieć każe?
         Wiem – powiecie, że moje słowa to bluźnierstwo. To wy, przeklęci samozwańcy, na  każdym bluźnicie kroku.
         Dlaczego na mesjasza czekacie już 2000 lat? Bo wam tak wygodnie.
         I granice państwa, które nam chcieli podarować inni, powiadacie, że nie są od Boga. I niezmazalne piętno, które narzuciliście żydom, nazywając je «przymierzem bożym”, to tylko kajdanki, które które robią z nas waszych i tylko waszych wiecznych niewolników. Tak od zarania naszego bytu wy, wielcy naszego narodu, nadużywacie imienia Tego, który powinien być tylko chwalony.
         Nam tylko rozpacz każe się tak pytać.
         To krzyk narodu, który chce żyć.
         Powiadacie, że Bóg nam, żydom, tak cierpieć każe?
         Nieprawda, potworne kłamstwo!
         Tak Bóg nie każe! Ten, który daje życie i odbiera, i najwyższym ludzkości jest sędzią, jest sprawiedliwy, a wyrok: „potępieni na wieki” – byłby okrutny i  niesprawiedliwy.

Odwieczne kłamstwo

         Czyja więc w tem wszystkiem wina, pytam. Jeżeli mamy cierpieć, wiedzieć chcemy dlaczego. Dzisiaj, gdy rozpacz żydów znowu wezbrała, żydzi znów pytają: dlaczego? Czy 2000 lat cierpień i poniewierki to nie dość już pokuty za  najcięższe nawet grzechy i przewinienia?
         Czy nie czas, by i dla nas nadeszła chwila radości i wyzwolenia?
         Ale wy sami tego nie chcecie! Wam rozproszenie żydów potrzebne jest do realizowania waszych celów politycznych! Wy wszystkiemi potężnemi środkami paraliżujecie wyzwolenie żydów! Wy, jak kłoda leżycie na drodze do Wolnego Państwa żydowskiego!
         Dlaczego, gdy nas proszą, gdy nam mówią: «weźcie”, wy, którzy powiadacie, że idziecie z  Bogiem i usta zawsze dla innych pełne macie frazesów – dlaczego wy pierwsi krzyczycie, że nie chcecie.
         Dzisiaj miarka naszej cierpliwości się przebrała.
         Dzisiaj my, mali i nieznani, powiadamy wam: dosyć! Wszystko, co w nas od wieków wmawiacie, jest zwyczajnem oszustwem i kłamstwem. Słuchajcie! Naszej 2000 lat trwającej tragedji jesteście winni tylko wy, którzy wiecznie na naiwności żydowskiego tłumu żerujecie i zabijacie majątki.
         Naród żydowski na wieczną skazaliście poniewierkę, wy, żydowscy krezusi i potentaci. Podstępnem rozumowaniem przy pomocy oddanej wam prasy oszukujecie nas, dla egoistycznych celów Słowo Boże przekręcacie i do fałszu i zbrodni się uciekając, jesteście winni, że naród żydowski cierpi!
         Wiarę, entuzjazm i poświęcenie macie za nic. Ludzi uczciwych, ludzi wiary nazywacie oszustami. Wy, którzy jesteście największymi aferzystami świata.

Ucieczka od własnego państwa

         Naród żydowski jest biedny i zmęczony i jedno tylko ma pragnienie: żyć spokojnie, żyć jak inni, żyć we własnej Ojczyźnie.
         Ale waszem dążeniem jest, by żydzi w cięgłem byli piekle, by nigdy pewnego jutra nie mieli. Czy nie dlatego właśnie od własnego uciekacie państwa? Czy nie dlatego właśnie naród żydowski na tysiączne rozbiliście odłamy i partje?
         Wychowany w atmosferze nie ghetta, nie wiedziałem nawet, że jestem żydem. Żadnej przykrości z tego powodu nie doznałem. Jako młodzieniec walczyłem na frontach, siedem lat śmierci patrzyłem w oczy. Ale jeden tylko moment wystarczył, by zrobić ze mnie żyda.
         Widziałem, jak żywcem palono żydów.          

Mój bunt

         Widok tysięcy trupów na wojnie nie zrobił tego, co scena mordowania bezbronnych i  niewinnych. Coś się we mnie wówczas zbuntowało. Odczułem zniewagę i całą niemoc żyda. Zawrzała ze mnie po raz pierwszy krew żydowska. Od tej chwili jestem żydem. Zacząłem szukać prawdy, która się kryje za naszą tragedją. Wszędzie z  jedną spotykałem się tylko odpowiedzią: musisz cierpieć, jesteś żydem.
         Poszedłem do tych, którzy głoszą zbawienie wszystkich, do socjalistów! Dla żyda i tam zrozumienia i sprawiedliwości nie znalazłem. Szukałem dalej i wciąż pytałem: dlaczego? Nie mogłem więcej spocząć, bo straszna we mnie dojrzewała myśl, że  tragedia żydowska jest z winy samych żydów. Zacząłem organizować tworzyć zastępy młodych. Chciałem, by żydzi nauczyli się przede wszystkiem inaczej myśleć, by wyzbyli się swojej przeklętej niewolniczej mentalności. Sprawa szła opornie. Brak było środków. Starsi i wpływowi stronili ode mnie. Widzieli we  mnie niebezpiecznego nowatora. To „buntowszczyk” wołali i gdzie mogli szkodzili.
         Mimo wszystko młodzież i robotnicy garnęli się do mnie. Przychodzili i pytali: «Mecenasie, co robić, by było lepiej”. Lubiłem tych prostych, uczciwych żydów, choć był to dla mnie świat obcy. Oni są biedni, bardzo biedni, nie dlatego, że często przymierają głodem, tylko dlatego, że się źle, że się tak obco wszędzie czują.
         Jakaś dziwna każdego z nich ogarnia tęsknota za czemś dalekiem, nieznanem. Sami sobie nie zdają sprawy, za czem tak tęsknią.

Ojczyzna wzywa

         To  daleka ojczyzna tak ich do siebie woła i nęci. Ojczyzna, a wraz z nią spokój, którego nigdy nie zaznali.
         Młodzi nie pytają, co będzie później. Oni tulić się chcą do swojej matki – ziemi. Zrozumiałem, że tylko ziemia tym ludziom szczęście dać może i że dla tej ziemi gotowi są poświęcić życie i zdrowie.
         Świadomość, że tylko własna ojczyzna potrafi być prawdziwą opiekunką żydów, każe mi dalej walczyć.
         Palestyna stała się jedynym dla mnie drogowskazem. Niestety, kraj ten sercem tak bliski, tak bardzo jest od nas daleki. I w tem największa żydów tkwi tragedja.
         Nie możemy dotrzeć tam, dokąd pójść mamy prawi. Tysiącami przeszkód odgrodzono nas od naszego kraju. Nie chcą, by tu pozostawać, a iść nie pozwalają.
         Pójść przebojem? I to próbowałem. Wrócić nam kazano. Dzisiaj, gdy znowu głos zabieram, głos ten musi być słyszany wszędzie. Słyszeć go muszą wszyscy.          

Dlaczego tu piszę

         Nie oburzajcie się na mnie, że apelując do żydów, nie przemawiam ze szpalt prasy żydowskiej. Zapytajcie żydowskich wydawców, czy zgodziliby się na to.
         Odpowiedzą wam, że Rippel to człowiek niepewny, szalony, że „taktyka” nie pozwala im drukować jego nawoływań.
         Słuchajcie mnie, Młodzi! Nadejdzie dzień, w którym sądzić będziemy naszych ciemiężycieli. Jeżeli się okaże, że dokonali zbrodni na własnym narodzie, nasz wyrok będzie może okrutny, ale sprawiedliwy.
         Młodzi! W listopadzie ubiegłego roku zdobyliśmy się na czyn, który był dowodem , że  żydo golusowy chce walczyć o swoje wyzwolenie.
         Oni nazwali to szaleństwem.
         Tak, jesteśmy szaleni, ale do szaleństwa pchnęła nas rozpacz.
         Oni nie ocenili szlachetnego buntu, naszych wysiłków. A kto wie, gdyby nas wsparli, nie byłoby może dalszych ofiar i przeklętej kwestji żydowskiej.
         Chcieliśmy utorować Młodym drogę do Ojczyzny, bogacze nie przyszli nam z pomocą. Niechże się teraz nie dziwią, że widzimy w nich wrogów.

Do was, bogacze

         Nie wińcie świata całego, że źle się żydom dzieje. Gdyby naprawdę przyczyną naszych nieszczęść byli tylko obcy, to czy w ciągu stuleci nie byłoby się już coś na  naszą korzyść albo niekorzyść zmieniło?
         Pocieszacie nas, że jesteśmy wieczni. I wciąż na tem samem tkwimy miejscu.
         I  dzisiaj mimo wojen, a może właśnie dlatego, świat idzie naprzód. Ale wy narodowi żydowskiemu ruszać się nie pozwalacie.
         Wasze narady, wiece i uchwały, to jedna wielka od wieków trwająca komedja.
         Nie chcecie, by prosty żyd przejrzał, by was poznał. Komisja lorda Peela, albo jakieś tam ligowe uchwały są wam potrzebne, ale wam tylko, by znowu mocniej zasilić «wasze” Kajemety i Chajesody.
         Celowo i świadomie utrzymujecie naród w ciemności i bezwładzie. Wsza taktyka coraz to  nowe unieszczęśliwia pokolenia.
         Sami krzewicie odrębność, tolerujecie odrębne stroje, szkoły, obyczaje. Czy to nie to samo co żółte łaty albo osobne ławki?! Kto stwarza i utrzymuje ghetto? Wy, czy inni? Tysiączne macie fundusze, dysponujecie miljonami, a lud żydowski ginie.

Co dla młodych?

         Chcemy wiedzieć, jakie sumy z funduszów, któremi rozporządzacie, dajecie na oświatę i  na przysposobienie Młodych do życia?
         Gdzie są zawodowe szkoły, gdzie tanie kuchnie, ochronki i szpitale?
         Tego wszystkiego powinno być więcej, znacznie więcej, bo na to macie ogromne kapitały. Dlaczego ich nie uruchamiacie? Czy boicie się, że nie starczy na  wasze prezesowsko-dyrektorskie pensje, wobec których nikną ministerjalne gaże?
         Co robią Jointy, Hiasy i inne?
         Dlaczego Ort za nędzne krawieckie czy gorseciarskie kursy odbiera biednym dziewczętom?
         Wszystko robicie tylko na pokaz, dla reklamy. Macie przecież prasę, ona wam wiernie służy. Na każdym kroku fałsz, obłuda i wstrętne reklamiarstwo.

Certyfikaty

         Nie będę mówił o waszych zbrodniach w Palestynie. Nie ma tu miejsca i czasu.
         O  jednej jednak wspomnieć muszę ohydzie. Za to, co każdy żydowski młodzieniec ma najświętsze prawo otrzymać, za certyfikaty, każecie sobie płacić. To podłość, jakiej nie zna historja żadnego z narodów. Gdzie podzieliście miljony z  przepadłych certyfikatowych zaliczek?
         Wiele załamanych istnień, wiele zawiedzionych nadziei! To wasza wina. Kiedyż wynagrodzicie krzywdę tysięcy chaluców, dla których szpalty prasy żydowskiej są zamknięte?
         Bezczelnie ich za drzwi wyrzucacie, gdy przyjdą się upomnieć o swoje ostatnie na wasze „fundusze” wydane grosze.
         Tak wygląda wasza gospodarka.

Zapowiedź sądu

         Jutro, być może, przemówię wyraźniej. Wymienię nazwiska, instytucje, organizacje, obliczę sumy, które znikły w waszych przepastnych kieszeniach, powołam świadków, przytoczę dowody.
         Sądzić was będzie najmniejszy, najnędzniejszy «żydek”, robotnik, chałupnik, żydowski inteligent, wszyscy, cały naród, bo to wszystko wasze ofiary.
         Sądzić was będą tu w Polsce – nie w Genewie.

*

         Ludzie poszli za mną i wrócili. Jaka tego, że wrócić musieli, była przyczyna? Czy mam wierzyć tym, którzy twierdzą, że wy i tu nie jesteście bez winy. Że waszym zabiegom zawdzięczać należy, że nas wówczas zawrócono? Pytam, czy ktoś z pośród was tymi ludźmi się zaopiekował? Czy nasza sprawa nie była i waszą? Dlaczego żadnej nie okazaliście nam pomocy?
         Czy wiecie, że my, szaleńcy, porzuciwszy pracę, warsztaty i rodziny, później przymieraliśmy z głodu? Czy ktoś z was choć jedną pomógł nam złotówką? Czy choć jeden zaofiarował nam bochenek chleba? Czy przysłał ktoś do nas lekarstwa? A  wszak wielu wróciło chorych.
         Ostrzegano mnie, że tak będzie. Nie wierzyłem. Setkom ludzi w mojem, wówczas jeszcze 6-pokojowem mieszkaniu, udzielałem gościny. Czy ktoś z was zapytał, skąd się na  to wszystko bierze?
         A  kiedy już byłem zrujnowany, pisaliście złośliwie o mnie i moich zarobkach na  tej „imprezie”. Rozumiem. Każdy z was na takiej «imprezie” na pewno by zarobił. My straciliśmy wszystko.

Memento „Moment”

         Czy mam zamilczeć o tem, że kiedy już musiałem zamieszkać na peryferjach, w dwóch tylko pokoikach, żydowska prasa («Moment”) bezczelnie się z tego naigrywała.
         Czy może kłamstwem jest, że opłacane przez kogoś indywidua wypłaszały klientelę z  pod drzwi mojej kancelarji? Że nawet dziś, po upływie roku, nadal w ten sam sposób jestem niszczony?
         Wszystko to robicie dlatego, by mnie w opinji publicznej skompromitować wraz z moimi młodymi przyjaciółmi.
         Niech wie żydowska ulica, z którą tak bardzo się liczycie, jakim ma w was opiekunów.
         Pamiętajcie, że są jeszcze szaleńcy, których nie wytępicie.
         My, Młodożydzi, stajemy do walki o niepodległe Państwo Żydowskie. Waszych gróźb się nie ulękniemy. Pójdziemy przebojem, gdy trzeba będzie, to zmieciemy was z drogi.
         Przysięgi złożonej w listopadzie 1936 roku nie złamiemy.

Wilhelm Rippel

„Merkuryusz Polski Ordynaryiny”, nr 42(182), 31 października 1937 r.

 

{module Merkuryusz 182}         

         

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 66 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3642237
UA-28053597-1