Rischon L'Zion

Było to po pogromach 81 go roku zeszłego stulecia. Garstka „marzycieli”, „fantastów” wzięła rozbrat z diasporą i wywędrowała do Palestyny, aby z opuszczonej ziemi przodków stworzyć ojczyznę dla siebie i przyszłych pokoleń . Nie mając pojęcia o uprawie ziemi, nabyła ta garstka mieszczan z dziada pradziada piaszczyste wydmy pod Jaffą i powstał Rischon L'Zion – pierwsza kolonja żydowska w Sjonie. Od tej chwili minęło lat 25. Piaski pod Jaffą okryły się bujną roślinnością, winnicami, rozmajetymi plantacjami, miejsce marnych lepianek i namiotów pierwszych pionierów zajęły kamienne, w europejskim stylu budowane domy – wyrosła kolonja gęsto zaludniona, bogata w życie duchowe, mająca przed sobą wielką przyszłość. Rischon L'Zion obecnie to centrum kolonji Judei, to najbogatsza kolonija żydowska, posiadająca wielką fabrykę win, najrozmaitsze urzdząnia kulturalne, szkoły, dom ludowy, towarzystwo muzyczne itp. Oto owoc 25-letniej żmudnej i ciężkiej pracy. Tak, niezmiernie żmudna i ciężka to była praca zanim Rischon L'Zion zostało tem, czem jest obecnie – klejnotem kolonji Judei. Ile to razy zdawało się, że wszystko ginie, że nic uratować się już nie da! Ileż to zawodów doznano w tym krótkim okresie, ileż to rozpaczliwych walk stoczono!

Naiwnym mieszczanom założycielom zdawało się, że na piaskach Rischon L'Zion uda się stworzyć kolonję rolniczą. Ci marzyciele śnili o powrocie nie tylko do ojczyzny, lecz do ziemi – karmicielki, do przyrody, do pracy na roli. Lecz sny te nie ziszczyły się i kolonja musiała przejść do gospodarki plantacyjnej. To przejście dokonane już zostało pod kierownictwem barona Edmunda Rotszylda, który jak „anioł zbawiciel” zjawił się w chwili, gdy kolonje żydowskie z Rischon L'Zion na czele przeżywały ogromnie ciężki kryzys. Nastąpił okres „opieki”. Rotszyld szafował pieniędzmi, zakładał winnice, zbudował tłocznię, nie żałował środków, aby rozwinąć i udoskonalić dzieło kolonizacji w Palestynie, które za swoje dzieło wyłącznie uważał. Administracja Rotszylda postępowała samowolnie, nie licząc się ani z poglądami, ani ze zdaniem kolonistów. Koloniści otrzymywali miesięczne zapomogi, myślała i gospodarowała za nich administracja, oni nawet często-gęsto pracować nie potrzebowali. Czuła ta opieka zdeprawowała kolonistów, poniżyła ich i omal do zguby nie doprowadziła. Lecz ulegli nie bez szemrań, nie bez buntów. Historja kolonji Rischon L'Zion z okresu regime'u administracji Rodszylda zna wypadki wydalania, wygnania obywateli kolonji, zna wypadki buntu kolonistów. „Opieka” przeżyła sama siebie. Nastąpiła chwila, kiedy baron sam przekonał się, że metoda jego doprowadzić może do coraz większych wydatków, że stworzy nowe siedlisko korzystających z jałmużny sznorerów. Dokonał tedy reformy swego dzieła. Nie wyzwolił kolonji, nie darował jej samodzielności, jak tego sobie koloniści życzyli i o co go błagali, lecz oddał ją pod opiekę nowej administarcji – „Ica”. Ta zmieniła metodę. Cieplarniane stosunki powoli znikać poczęły. Kolonię pozostawiono samej sobie. Wreszczie nawet oddano fabrykę win pod zarząd syndykatu kolonistów. Opieka w najpoważniejszej i najbardziej szkodliwej swej części znikła. Oto w najogólniejszych zarysach dzieje Rischon L'Zion i – z małymi wyjątkami – innych kolonji Palestyny. Nie bogate to dzieje. Nie ma w nich ani wielkich walk, ani wstrząsających cierpień – nie opromienione są bohaterstwem widocznem dla każdego, namacalnem, że tak powiemy. Walka kolonistów – to była codzienna, szara, niedostrzegalna walka, ich cierpienia były wielkie, lecz również codzienne, szare, chwilami poniżające, więc też bohaterstwo było szare, codzienne. Uchylmy czoła przed takiemi cierpieniami, przed takiem bohaterstwem! Stokroć trudniej przynieść siebie w ofierze szarości życia, cierpieć codziennie, co chwila z powodu tej szarości, z powodu poniżeń, doznawanych ze strony jakiegoś administratora Rotszylda, aniżeli paść na polu walki, na barykadach na stosie. Stokroć łatwiej jest cierpieć, potężnie, iść przebojem, niosąc swe życie w ofierze, aniżeli wlec sobą taczkę powszednich drobniejszych i większych cierpień, takich, co to życia nie opromieniają, lecz czynią go szarym, nudnem i zwykłem. Nie przesadzamy ani na chwilę, nie widzimy we wszystkich kolonistach Rischon 'u ani też Palestyny, podobnych świadomych bohaterów. Przeciwnie, wiemy doskonale, że dużo jest wśród nich ludzi zwykłych, przeciętnych, których ta świadomość bohaterstwa tylko demoralizowała. Ale to nie zmniejsza ani doznanych bólów, ani przyniesionych przez nich ofiar. A wśród kolonistów, szczególnie wśród pionierów, było dużo świadomych męczenników, co szli za promienną gwiazdą Sjonu, dużo cichych bohaterów. Nie wszyscy zachowali pod brzemieniem „opieki” barona tę iskrę bożą, tę potęgę i świeżość uczucia, lecz w mniejszym lub większym stopniu wszyscy ją posiadali. Ciężka, żmudna była droga lecz przebyto ją. Nowy okres kolonizacji Palestyny, w którym obecnie występujemy, będzie wolny od wielu błędów, przede wszystkiem od opieki filantropów. Kolonje już istnieją i rozwijają się samodzielnie. Koło nich powoli skupia się nowa ludność miejska i wiejska – powstaje i rośnie nowa żydowska Palestyna. Nie na próżno cierpiano, nie daremne, to były ofiary. Uroczysta to dla nas chwila, dzień 15 aba, jubileusz Rischon L'Zion. Kto wie, może w przyszłości dzień ten czczony będzie przez całe żydostwo, jako obecnie dzień zwycięstwa Machabeuszów. My w to wierzymy, i wiara ta opromienia nasze ponure życie w golusie, daje nam siły do walki o przyszłość wolną. W uroczystej tej chwili święta młodego żydostwa, zasyłamy serdeczne braterskie pozdrowienie pracującym na niwie palestyńskiej, kującym bezpośrednio naszą wolną przyszłość . Pamięć wasza – pierwsi w Sjonie – wiecznie żyć będzie w naszych sercach!

„Życie żydowskie”, 26 lipca 1907

http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/publication/9471?tab=1

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 19 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3697316
UA-28053597-1