Ohydny mord seksualny przed sądem okręgowym w Warszawie

Proces „Zośki Pomidor” o mord rabunkowy, dokonany na aktorze żydowskim Abramie Gotfrydzie, przez cały dzień wczorajszy toczył się przy drzwiach zamkniętych, ponieważ sąd okręgowy uznał, że drastyczność tej sprawy obraża obyczajność publiczną.

Procesy seksualne

Procesy seksualne w Warszawie są rzadkością. Na przestrzeni kilkunastu lat było kilka zaledwie spraw tego rodzaju. A więc przypomnieć należy sprawę o zabójstwo starca Meklenburga, który padł podobno z ręki niewykrytych młodocianych zabójców, sprawę zabójstwa 70-letniego bibliofila Smolikowskiego, którego uduszono ręcznikiem, a w sprawę zamieszane były 16-letnie ulicznice. Przypomnieć jeszcze należy sprawę mordu na osobie Grobickiej, zabójstwa popełnionego jeszcze za okupacji niemieckiej. Inne sprawy, w których momenty seksualne były wysuwane, to proces Kempnera, zabójcy Ferensównej, proces Królikowskiego o „trupa w walizce”.

Mocne emocje

Abram Gotfryd, popularny aktor teatru „Palace” w Białymstoku, prowadził tryb życia podwójny. O jego zwyrodnieniu, polegającem na szukaniu mocnych emocji w duszeniu za gardło, wiedziało tylko kilka kobiet z najniższych sfer prostytucji, t.zw. Chustkowej. Zofja Kuzia, nosząca przezwisko „Zośki Pomidor”, wygląda odrażająco. Bezzębna, o zniszczonej twarzy, robi wrażenie wulgarnej 60-letniej niemal ulicznicy.

Strzępy kobiet

Kuluary sądowe przepełnione są podobnemi do niej typami. Są to ćmy nocne, istoty będące na dnie upodlenia, zachowujące się wyzywająco, niektóre z nich są nawet pijane. Wszystkie przyszły świadczyć. Wezwał je sąd. Z chwilą usunięcia publiczności z sali rozpraw, ogólna uwaga zwrócona jest na te strzępy kobiet. Ciekawi różni młodzieńcy o podejrzanym wyglądzie, a nawet młode kobiety starają się nawiązać rozmowę. Koleżanki „Zośki Pomidor” opryskliwie odmawiają udzielenia jakichkolwiek informacyj. Mówią tylko zdawkowe rzeczy, że Gotfryd był takim typem, którego jeszcze nigdy nie widziały. Z danych sprawy wiemy, że włóczył się po podejrzanych knajpach i bywał w towarzystwie zapijaczonych prostytutek z peryferyj miasta.

Specyficzny handel

„Zośka Pomidor” udzieliła sądowi o sobie skąpych informacyj. Niby jest wdową, miała troje dzieci, z których tylko jeden żyje. Kiedyś, jeszcze przed wojną, oficjalnym fachem jej była prostytucja. Mąż wyciągnął ją z tego bagna,w którem pogrążyła się znów obecnie. Niby trudni się handlem , ale handel to jakiś specyficzny...

Jeżeli sięgnąć do medycyny sądowej, to określenie naukowe stanu upadku, w jakim żył ostatnio Gotfryd, nazywa się masochizmem. Polega ona na chęci upodlenia ofiary tego zwyrodnienia, co idzie w parze ze zboczeniem seksualnem.

Zaciśnięty krawat

Znalezione zwłoki Gotfryda odrazu policji nasunęły przypuszczenie co do mordu seksualnego. Potwierdzenie znaleziono w sekcji zwłok, dokonanej przez zakład anatomji. Znaleziona po dłuższych dochodzeniach sprawczyni mordu przyznaje się tylko do faktu zaciśnięcia krawatu na szyi Gotfryda. Oskarżenie posiada jednak dwa momenty, któremi operuje obciążająco dla oskarżonej. Krawat został zadzierzgnięty podwójnie na dwa węzły i tak silnie, że bardzo trudno było go rozwiązać, trzeba było aż przeciąć. „Zośka Pomidor”, odchodząc od wijącego się w paroksyzmie Gotfryda, zabrała jego marynarkę z pieniędzmi. Oto dowody jej rozmyślnego działania w celu zabójstwa i to z chęci zysku. Morderczyni opowiada, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że była zamroczona alkoholem, bo wypiła razem z Gotfrydem dużo wódki na miejscu wypadku i jeszcze przedtem. Robiła tylko to, co jej kazał. A on jej obiecywał bezkarność, mówił, że może jej dać kartkę, na której napisze, że wykonywała tylko jego polecenia. Na co jej była kartka? Przecież i tak jest analfabetką, nie umie czytać ani pisać, nie wiedziałaby nawet, jaka jest treść napisana przed Gotfryda.

W pewnym momencie spostrzegła, że ofiara straszliwego, a nie zrozumiałego dla niej zboczenia nie żyje. Wtedy zabrała marynarkę i kilka złotych i czemprędzej uciekła. Ale rabunek nie był jej celem. Zabrała swe rzeczy, jak twierdzi, za zapłatę.

Naukowa obrona

Sąd ma nader trudne zadanie do rozwiązania. Trzeba rozpatrzyć, czy chodzi tu o rozmyślną zbrodnię, czy też o nieszczęśliwy wypadek, za który oskarżona odpowiadałaby w granicach pozostawienia ofiary w niebezpieczeństwie i nie udzielenie jej pomocy. Ta koncepcja jest najprzychylniejsza dla oskarżonej. Obrońca jej uzbroił się w naukowe dzieła, traktujące o zbrodniach seksualnych, i przytacza w nich wypadki rzeczywiście rzadkie i przerażające.

Prokurator Missun domagał się skazania Zofji Kuzi za zwykłe zabójstwo. Po przemówieniach stron sąd okręgowy zamknął materiał dowodowy i ogłosił, że wyrok nastąpi w poniedziałek o g. 12 w południe.

„Nowiny Codzienne”, 21 stycznia 1933 r.

http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/publication/9954?tab=1

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 84 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3643805
UA-28053597-1