Lasciate ogni speranza

Tak a nie inaczej określić można stan w Żydostwie. Ten dantejski napis wyryty na odwiecznych drzwiach inferno mieści w sobie ogrom niewysłowionego uczucia tępej beznadziejności.

Lasciate ogni speranza. Wieczna beznadziejność.

Przywódcy Izraela chcą bowiem zgodzić się, ba! Nawet zaproponować Komisji Królewskiej w Palestynie parytet polityczny. Dyplomatyczna te definicja, naogół tak niewinnie sformułowana, tak dziewiczo i naiwnie przyrumieniona, oznacza ni mniej nie więcej samobójstwo idei Odrodzenia Żydostwa we własnej ojczyźnie.

Parytet polityczny oznacza, że Żydzi zrzekają się na wieki wieków swych praw do Palestyny jako do ojczyzny i przyjmują na siebie i wobec świata obowiązek nigdy nie być większością w Erec Israel. Nie mieć nigdy praw gospodarczych w Palestynie, nie mieć nigdy ojczyzny tam. Palestyna ma się stać drugim kolektywnym ghettem na Wschodzie; ghettem okraszonym śliną wspomnień o dawnej świetności, o królach i prorokach żydowskich „ongiś”. Ghetto, mające przywilej nalepiać znaczki hebrajskie, zapalać w chanukach menorę publicznie w Tel-Awiwie (oczywista nie nad portem, bo to może drażnić) i utrzymywać centralną jeszybot dla bakalarzy rabinicznych na górze Scopus, scilicet z własnych funduszów.

I na tym koniec. Większością nigdy staą się nie mogą. I nasza przyjaciółka Wielka Brytania nie zadawala się gołosłownymi przyrzeczeniami prowodyrów żydowskich. Rozumie ona, że nasi przywódcy (Boże, bądźcie miłościwi) zgodzą się na taką propozycję, a w duchu knuć będą plany wielkiej emigracji do Palestyny, by jak najszybciej ubiec Anglię i Arabów w stworzyć większość żyd. Czcigodna tedy matka parlamentaryzmu i intryg światowych, matrona Anglja żąda gwarancji, drobnej, ale skutecznej. Żydzi, czytaj „przywódcy” nasi, mają podpisać i zobowiązać się pod „chejrem”, że nie pozwolą na emigrację do Palestyny, któraby przekroczyła przyrost naturalny ludności arabskiej w Palestynie. Innymi słowy, ile arabczyków raczą napłodzić w turbany i „abaje” odziani brązowi synowie Allaha, tyle i tylko tyle Żydów ma prawo wjazdu do Palestyny. To będzie regulacją przypływu Żydostwa, by nie stało się większością.

I mogą się wić w męczarniach miliony Żydów na świecie, mogą ginąć w rozpaczy agonii i niewysłowionych tortur rafinowanej eksterminacji i udręki gospodarczej, to ani jeden Żyd nie będzie mógł ulżyć swej niedoli i wrócić do swej ojczyzny bo... za mało arabczyków opuściło brzuchy brudnych arabek na ziemi palestyńskiej.

O hańbo ludzkości, o bezduszna Anglio, o skarłowaciali przywódcy nasi.

Śmieszną jest ta dwutorowość myśli waszych. Sądzicie, że należy dziś ulec, by jutro, kiedy siła będzie po naszej stronie, stanąć do boju o swe prawa. O naiwności, imię twe „wódz syjonistyczny”. Jeśli teraz zrezygnujecie z praw naszych, nigdy nikt nam ich nie zwróci. Nie dojdzie nigdy w Palestynie do barykad w walce o wolność, gdyż okroją nam nasze możliwości i przykroją na modłę wiecznego niedołęstwa. Urzygniecie nas na wieki większość arabsko-palestyńska i nigdy ie nasunie się możliwość porwania za broń, by wywalczyć ojczyznę. I Israel nigdy ojczyzny mieć nie będzie. Wy, wy „przywódcy” będziecie mordercami matki Izraela, jeśli się na to zgodzicie.

Nie łudźcie się fałszywymi nadziejami bezzębnych mądrości dyplomatycznych. Jeśli teraz, mając w ręku prawo i przyrzeczenie świata (zawarte w mandacie), że nam ojczyznę odbuduje, niczego dopiąć nie możecie, cóż wam zostanie po tym, jeśli się tych praw zrzekniecie. Płacz po niewczasie i załamanie rąk. I zacznie się na nowo wieczny, wieczny golus, nie opromieniony nawet błyskiem nadziei na odbudowę (w najdalszej choćby przyszłości) ojczyzny.

Palestyna miast stać się ojczyzną, gdzie my stanowić mamy większość i rządzić – rządzić po naszemu, po żydowsku – sprawiedliwie i moralnie – stanie się zwykłym terytorium, zamieszkanym przez Żydów, otoczonym kontrolą nieżydowską. I znowu będziemy „Schutzjuden”, Żydami, których obca policja i obce wojska bronić mają, ludźmi bez ojczyzny, bez ziemi, bez honoru.

Nie! Milionkrotnie nie!

Ona będzie naszą i będzie ojczyzną. I krwawą będzie pomsta narodu na tych, którzy frymarczą jego świętością, którzy sprzedają naszą przyszłość po wsze pokolenia za bezwartościowy uśmiech angielskiego gentlemana. Sprzedajni albo, co gorsza, cierpiący na uwiąd starczy „pasterze” Izraela, trzoda z wami nie pójdzie.

„Hande ab” od dzieła Syjonu, jeśli te ręce są takie brudne i takie chore.

My na parytet, na perspektywę wiecznego golusu w Palestynie nigdy nie pójdziemy.

A nasza wola zwycięży.


Dr R. Feldszuh


„My Sami. Pismo Społeczno-Literackie”, 25 listopada-15 grudnia 1936 r.

http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/doccontent?id=1971&from=FBC

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 63 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3672878
UA-28053597-1