Żydowski parlament w Warszawie

Siedziba Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie (ul. Grzybowska 26)Po I wojnie światowej, kiedy Polska odzyskała niepodległość, młode państwo ujęło w swojej konstytucji punkt, który jasno i wyraźnie stanowił o równouprawnieniu ludności żydowskiej tak pod względem ekonomicznym, jak i narodowym.

Czas jednak pokazał, że konstytucyjny zapis o równouprawnieniu ludności żydowskiej pozostał jedynie na papierze, zaś życie toczyło się własnym torem, przynosząc kolejne prześladowania: w fabrykach nie dopuszczano żydowskich robotników do pracy przy maszynach; z powodu przegłosowania w Sejmie przepisu nakazującego przymusowy niedzielny odpoczynek żydowscy kupcy i fabrykanci, którzy przestrzegali szabatu, byli zmuszeni do wprowadzenia dwudniowej przerwy w ciągu tygodnia; urzędy podatkowe stosowały specjalną taryfę dla Żydów, która wysysała z nich ostatnie żywotne soki. Tak w praktyce wyglądało „równouprawnienie” Żydów w Polsce.

Władze centralne starały się nie lekceważyć tego zapisu konstytucyjnego, a przynajmniej nie robić tego publicznie. Jednak organa wykonawcze, zwłaszcza na prowincji, zupełnie nie liczyły się z zaleceniami odpowiednich ministerstw i do Żydów odnosiły się z lekceważeniem, wręcz po chuligańsku. Krótko mówiąc, kiedy szło o choćby najmniejsze ustępstwo wobec Żydów, każdy nawet niewiele znaczący urzędnik sabotował zarządzenia swojej władzy zwierzchniej, absolutnie przekonany, że nikt nie ukaże go za czynienie Żydom wstrętów. Gwoli prawdy trzeba dodać, że wcale się nie mylił...

Los zrządził, że służbę wojskową odbywałem w kawalerii. Kiedy podczas urlopu przychodziłem do redakcji przy Tłomackiem 13 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
] – w mundurze ułana, z szablą u boku, w butach z cholewami i z brzęczącymi ostrogami – koledzy stroili sobie ze mnie żarty. Najbardziej zalazł mi za skórę Zusman Segałowicz1: „Przyznaj się, ile razy spadłeś z konia?” – pytał, udając zatroskanie. Ciekawe, że Ozjasz Thon2, przewodniczący żydowskiego koła parlamentarnego i działacz syjonistyczny z Krakowa, kiedy po raz pierwszy zobaczył mnie w redakcji, miło zaskoczony, krzyknął radością w głosie: „Żyd w kawalerii!?”.

Jego zdziwienie wzięło się stąd, że w Galicji, która do końca I wojny światowej pozostawała pod władzą liberalnej monarchii austro-węgierskiej, Żydów nie przyjmowano do kawalerii.

Wspominam o tym zdarzeniu przy sposobności, gdyż do pewnego stopnia oddaje nastroje polskich Żydów w tamtym czasie, usiłujących z każdej sytuacji wyciągnąć jakieś wnioski: dr Thon, który wraz z drem Leonem Reichem, posłem ze Lwowa, był zwolennikiem ugody żydowsko-polskiej, upatrywał w tym dowodu na poparcie tezy, że więcej można osiągnąć na drodze porozumienia niż w twardej walce o prawa Żydów, za czym opowiadał się radykalny Icchak Grünberg3.

*

Wydarzyło się to w pierwszy piątkowy wieczór po tym, jak wszyscy rekruci 5 pułku ułanów złożyli przysięgę wojskową. Tego wieczoru na uroczysty apel naszego szwadronu przybył sam komendant Józef Walkowski. Był najmłodszym oficerem w randze rotmistrza (kapitana) i – jak u nas mówiono – syn hrabiego z Galicji.

Kiedy staliśmy w równych szeregach, wygłosił następującą przemowę:

„Chłopcy, ułani! Od dziś nie jesteście już rekrutami. Od dziś wszyscy jesteście ułanami polskiej armii, gdzie nie ma różnicy między Żydem, Polakiem, Ukraińcem i Białorusinem. Wszyscy jesteście pełnoprawnymi obywatelami państwa polskiego, które za was odpowiada, a wy powinniście spełnić wobec niego swój obowiązek”. Zaraz też zwrócił się do wachmistrza tymi słowami:

„Wachmistrzu Wągrodzki! Jutro o ósmej rano wyda pan nowe mundury wszystkim ułanom wyznania mojżeszowego i zwolni ich z ćwiczeń wojskowych, żeby mogli pójść do synagogi na szabat”.

Wachmistrz zasalutował komendantowi na znak, że rozkaz zostanie wykonany, dodając przy tym, że z powodu choroby dwóch podoficerów ma trudności z odprowadzeniem ułanów do miasta (nasze koszary były położone cztery kilometry od Ostrołęki). Komendant Walkowski odpowiedział mu z uśmiechem: „Żydowscy ułani mogą iść do miasta bez obstawy, bo nikt z nich się nie upije i nie będzie robić żadnych awantur”.

W synagodze spotkaliśmy żydowskich ułanów z innych szwadronów, z wyjątkiem tych z trzeciego szwadronu, którym nie udzielono pozwolenia na wyjście. Tamci ułani użalali się na swój los, na swojego rotmistrza, antysemickiego „poznańczyka”, który zwracając się do żydowskiego ułana, nieodmiennie używał określenia: „Machabeusz”.

Ta sprawa bardzo mnie zainteresowała i dowiedziałem się, że rozkaz o zwalnianiu żydowskich żołnierzy na szabat i święta wydał generał Sikorski, pełniący funkcję ministra spraw wojskowych. Drogą urzędową rozkaz ten dotarł do naszego pułku za pośrednictwem dowódcy 2 Dywizji Jazdy, słynnego generała Orlicz-Dreszera. Jednak nie wszyscy komendanci szwadronów go respektowali.

Zgodnie z przepisami wojskowymi ów „poznańczyk”, pełniący funkcję komendanta trzeciego szwadronu, mógł być postawiony do raportu za niewykonanie rozkazu władzy zwierzchniej, za co należała się dotkliwa kara. Pytanie brzmi, kto chciałby ująć się za Żydami? Robił więc po swojemu i nikt nie czynił mu żadnych przeszkód.

Kiedy Ministerstwo Wyznań i Oświecenia Publicznego opublikowało ustawę o gminach wyznaniowych żydowskich w Polsce, na „żydowskiej ulicy” zapanowało ożywienie; nastała, można tak ująć, wielka radość. W ustawie, przyjmującej zasadę, że w wyborach do gminy mają uczestniczyć wszyscy Żydzi, był także jasno sformułowany punkt, że gmina ma prawo ściągać podatek od swoich członków, i to nawet pod przymusem. Kiedy ktoś uchyla się od płacenia nałożonego przez gminę podatku, ma ona prawo ściągać opłatę siłą, tak jak instytucje samorządowe lub państwowe.

W ustawie, co prawda, podkreślono bardzo mocno religijny charakter gminy, jeśli chodzi o jej obowiązki względem społeczności żydowskiej. Jednak ramy jej działalności były tak szerokie, że nawet partia taka jak Bund, która była nastawiona antyreligijne, zauważyła, że jest to zwiastun narodowej autonomii Żydów w Polsce, o którą Bund usilnie walczył.

O potędze warszawskiej Gminy żydowskiej może świadczyć choćby fakt, że liczba pracowników zatrudnionych w jej instytucjach sięgała 1700 osób, począwszy od profesorów, nauczycieli, mełamedów, inżynierów (Gmina prowadziła szkoły zawodowe, w tym także dla ślusarzy), a na personelu kuchennym i pracownikach instytucji dobroczynnych skończywszy.

Warszawska Gmina żydowska był to parlament w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ciałem prawodawczym była rada, która składała się z 90 członków (parnasów), wybranych w tajnym głosowaniu. Walka wyborcza na „żydowskiej ulicy” niczym nie różniła się od wyborów do Sejmu: spotkania wyborcze, krzykliwe plakaty różnych partii, które obiecywały gwiazdkę z nieba; ostre polemiki podczas spotkań wyborczych i artykuły sponsorowane w gazetach. Na płaszczyźnie obywatelskiej najzacieklejszą walkę toczyli syjoniści (wliczając w to mizrachistów i rewizjonistów) z agudystami i innymi ugrupowaniami religijnymi. Bund zaś zwalczał i jednych, i drugich, popierając koncepcję Gminy świeckiej i występując przeciwko Gminie religijnej. Bund startował w wyborach samodzielnie; nigdy nie tworzył bloków wyborczych ani z Poalej Syjon-Prawicą, ani z Poalej Syjon-Lewicą. Mimo że Bund miał duże poparcie żydowskiej biedoty i zdobywał bardzo wiele głosów, nigdy nie zapewnił swemu przedstawicielowi stanowiska przewodniczącego Rady Gminy lub Zarządu Gminy. Żydowska arena partyjna, zarówno w samej Warszawie, jak i na prowincji, kształtowała się tak, że żadna partia nie mogła w pojedynkę uzyskać większości wyborczej. Po wyborach partie musiały dojść do porozumienia, by utworzyć Zarząd (egzekutywę).

Sytuacja w Gminie przy ulicy Grzybowskiej 26 przedstawiała się w ten sposób, że większość można było osiągnąć tylko w wyniku porozumienia dwóch największych partii (syjoniści i agudyści), które mogły utworzyć Zarząd. I tak, przykładowo, zdarzyło się, że w trakcie kadencji przewodniczącym Rady Gminy był Eli Kirszbraun4, przywódca Agudy, a przewodniczącym Zarządu – mizrachista Heszel Farbstein5. W następnej kadencji przewodniczącym Rady był syjonista dr Gotlib6, błogosławionej pamięci, a przewodniczącym Rady – agudysta Eli Mazur7. Bund pozostawał w opozycji i zdarzało się niejednokrotnie, że otwarte posiedzenia Rady (ze specjalną galerią dla publiczności) miały wyjątkowo burzliwy przebieg. Podobnie jak w każdym parlamencie europejskim, także w Radzie Gminy żydowskiej obowiązywał zakaz interwencji policji bez pozwolenia przewodniczącego.

Był taki moment, w którym żydowski parlament w Warszawie wykonał wielką robotę polityczną, mającą historyczne znaczenie. Niewątpliwe zapisze się ona złotymi zgłoskami w historii walki o naszą godność narodową.

Nastąpiło to wtedy, kiedy z hitlerowskich Niemiec zaczęły docierać smutne wiadomości o prześladowaniu miejscowych Żydów. Sąsiednia Polska, mająca największą populację ludności żydowskiej na świecie, nie mogła wobec tego faktu pozostać obojętna. Na posiedzenie żydowskiego parlamentu przy ulicy Grzybowskiej 26 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
] wezwano przewodniczących gmin żydowskich z największych miast, na czele z drem Rafałem Landauem z Krakowa8. Tego wieczoru całą ulicę Grzybowską tłumnie wypełniali Żydzi, którzy chcieli dowiedzieć się o ustaleniach tego wielkiego zgromadzenia. Przybyli także liczni korespondenci zagraniczni.

Na tym historycznym zebraniu jednogłośnie uchwalono bojkot niemieckich towarów, który był ściśle przestrzegany. Na tym samym zebraniu podjęto decyzję o wielkim proteście przeciwko reżimowi, wyrażającym się tym, że tego samego dnia na godzinę zostaną zamknięte wszystkie żydowskie sklepy w całej Polsce.

Ów doniosły akt polityczny był szeroko komentowany w światowej prasie, wywołując wszędzie wielkie wrażenie.

Icchak Borensztajn, Warsze fun nechtn, São Paulo 1967, s. 46–51.
książka dostępna pod adresem: http://archive.org/details/nybc206123
tłum. Anna Ciałowicz

1 Zusman Segałowicz, pseud. Swengali, Aleksander Jawec (1884–1949) – poeta i prozaik piszący w jęz. jidysz. Debiutował wierszem w jęz. rosyjskim w 1903 r., a w jęz. jidysz – w 1904. Jidysz pozostał już wierny do końca życia. Brał udział w rewolucji 1905 r. Okres I wojny światowej spędził w Rosji. W 1919 r. osiadł w Warszawie. Współpracował z wieloma czasopismami, m.in. z „Hajntem” i „Momentem”. Segałowicz działał w Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich, w którym m.in. pełnił funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. W 1939 r. Segałowicz opuścił Warszawę, by w 1941 dotrzeć do Palestyny. Ostatecznie osiadł w Nowym Jorku (1947). [↑]

2 Ozjasz Thon (1870–1936) – rabin postępowej synagogi Tempel w Krakowie, przywódca syjonistyczny. [↑]

3 Icchak Grünberg (1979–1970) – przywódca syjonistyczny, publicysta, historyk. W latach 1919–1933 był posłem na Sejm. [↑]

4 Eliasz Kirszbraun (1882–1931) – działacz Agudy. W 1926 r. został wybrany na przewodniczącego Rady Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie; w latach 1922– 1931 był posłem na Sejm. [↑]

5 Joszua Heszel Farbstein (1870–1948) – syjonista, przywódca partii Mizrachi. Był posłem na Sejm (1919-1927), członkiem warszawskiej Rady Miejskiej (1916–1926) i prezesem Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie (1926–1931). [↑]

6 Joszua Heszel Gotlib – syjonista, działacz ugrupowania Et Liwnot, z ramienia którego zasiadał we władzach Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. [↑]

7 Eliasz Mazur (1889–1973) – nazywany „warszawskim Rotszyldem”; przemysłowiec, działacz Agudy, blisko związany z cadykiem z Góry Kalwarii. W 1931 r. został wybrany na prezesa Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. [↑]

8 Rafał Landau – adwokat, działacz społeczny; w latach 1918–1939 był prezesem krakowskiej gminy żydowskiej. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 58 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724295
UA-28053597-1