Gabaj reb Elie

Tę historię opowiadam w związku z powiedzeniem: „Kejner wejst niszt, wemens morgn es iz”1, które wśród Żydów było bardzo popularne.

Kiedy dziś słyszę to powiedzenie, przychodzi mi na myśl historia, która przydarzyła się reb Eliemu, gabajowi2 w sztiblu3 chasydów z Turzysk przy ulicy Twardej w Warszawie, podczas wyprawiania chasydzkiego wesela. Przypominam sobie również, jak reb Elie wyzionął ducha. Nikt z osób, które go znały, nie mógłby przypuścić, że właśnie historia reb Eliego, człowieka w średnim wieku, stanie się ilustracją przysłowia mówiącego o kruchości ludzkiego życia.

Historia, która przydarzyła się reb Eliemu, chasydowi z Turzysk (trisker chosid), wiąże się z chasydyzmem i z cadykiem z tej miejscowości.

Na początku lat 30. mieszkał w Chełmie wnuk Magida z Turzysk4 (rabin Abraham, syn rabina Mordechaja), reb Mojsze-Lejbenju Twerski5, który po dziadku i ojcu odziedziczył urząd cadyka (rebistwe) wraz z częścią wyznawców.

Cadyk z Turzysk (trisker rebe), reb Mojsze-Lejbeniu Twerski, miał w Warszawie dwustu chasydów, którzy byli rozdzieleni między dwa sztible: na Nalewkach 35

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
(150 wyznawców) i przy ulicy Twardej 32 Drukuj
(cztery minjany).

Sztibel na Nalewkach był niczego sobie, składał się z czterech pomieszczeń. Jedno z nich było przeznaczone na bejt ha-midrasz6, gdzie Żydzi ślęczeli nad księgami; tam „trisker rebe” [cadyk z Turzysk – A.C.] odprawiał „tisz”7, kiedy przyjeżdżał do Warszawy. Zatrzymywał się wtedy u reb Szlomy Perlmutera – wysokiego, postawnego mężczyzny o krótko przystrzyżonej rudej brodzie. Perlmuter miał na Nalewkach [manufaktur-geszeft], mieszkał zaś w pięknym mieszkaniu przy ulicy Muranowskiej 30

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
. Większość wśród chasydów modlących się w sztiblu na Nalewkach stanowili zamożni kupcy i fabrykanci z najbliższej okolicy; niektórzy z nich posiadali własne kamienice. Utrzymywali oni sztibel na przyzwoitym poziomie.

Zupełnie inaczej wyglądał sztibel przy ulicy Twardej, w którym modlił się mój ojciec, a reb Elie był w nim gabajem. Sztibel składał się z jednego pomieszczenia z ciemną kuchnią. W Rosz haSzana8 i Jom Kipur9 w kuchni modliły się kobiety.

Ów sztibel był podarunkiem dla cadyka z Turzysk od dwóch braci będących jego wyznawcami: Szyji i Hilela Hubermanów; do tego ostatniego należał dom przy ulicy Twardej 32. Modlono się w nim tylko w szabat i święta. W dni powszednie był zamknięty, bo spośród kilkudziesięciu stałych bywalców nie dało się wtedy zabrać nawet jednego minjanu. Większość chasydów związanych z tym sztiblem ciężko pracowała na życie, wielu było biedakami, a nawet skrajnymi nędzarzami, a jedynie tylko kilku mogło się zaliczać do ludzi zamożnych.


***


Cadyk z Turzysk, rebe reb Mojsze-Lejbenju Twerski, był niski, chudy i zasuszony jak „figa rabiego Cadoka”10. Miał siwą, krótką, rzadką bródkę i pejsy, w których można było policzyć włosy. Przyjeżdżał do Warszawy ubrany zawsze w bekieszę, kwiecistą kapotę i niski sztrajmel z trzynastu futrzanych ogonów. Wzorował się na rabim Cadoku11, tanaicie12, który przez czterdzieści lat pościł, chcąc przybliżyć nadejście czasów ostatecznych. Postanowił pościć do przyjścia Mesjasza... Rano i wieczorem spożywał kawałek chleba lub chałki wielkości oliwki tylko po to, żeby przed i po jedzeniu móc zmówić odpowiednią modlitwę. Na obiad jadł siedem łyżek rosołu z makaronem, odrobinę mięsa i najmniejszy kawałeczek chleba (wielkości oliwki), nad którym można odmówić błogosławieństwo.

Za to przez cały dzień popijał mocną herbatę, do której dodawał ćwiartkę kostki cukru. Tych zwyczajów żywieniowych przestrzegał także podczas „uczt duchowych”, które urządzał w czasie swojej bytności w Warszawie.

Mieszkając w odległym Chełmie, Mojsze-Lejbeniu Twerski nie mógł mieć wielu wyznawców, był więc niezamożny. Jego warszawscy zwolennicy rzadko go odwiedzali: biednych nie było stać na podróż, a bogatym bardziej opłacało się, by cadyk razem z szamesem przyjechali do Warszawy. Co roku cadyk z Turzysk w towarzystwie swojego szamesa, reb Gerszona, przyjeżdżał więc pociągiem do Warszawy. W stolicy zatrzymywał się u handlującego manufakturą reb Szlomy Perlmutera przy ulicy Muranowskiej 30, a „tisz” odprawiał w nalewkowskim sztiblu lub u bogatego kupca wyrobów żelaznych reb Barucha Josfana – Żyda o szlachetnej twarzy okolonej patriarchalną, czarną, gęstą brodą – który mieszkał przy ulicy Bagno 5

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
. Cadyk, goszcząc u Josfana, „tisz” odprawiał w jego domu. Chasydzi, zwłaszcza ci bogaci, zjawiali się przed jego obliczem z kwitkami (kwitlech)13, opłacając mu się okupem za duszę (pidjen)14 i pieniędzy towarzyszących obrzędowi „hatarat nedarim”15 (nedarim-gelt) w ilości wystarczającej, by cadyk i jego rodzina mieli za co żyć przez okrągły rok.


***


W piątkowe popołudnie – było to latem - chasydzi przybywający na nabożeństwo powitania szabatu (kaboles-szabes)16 do sztibla przy ulicy Twardej zobaczyli przybite na drzwiach ogłoszenie. Pismo w języku hebrajskim brzmiało:

„Mam zaszczyt zaprosić chasydów z Turzysk na ślub mojej córki, błogosławionej dziewicy Hodel, z jej wybrańcem, studentem jeszywy, młodzieńcem wielkiego umysłu (ile)17 Jakubem-Icchakiem, które odbędzie się w moim mieszkaniu przy ulicy Muranowskiej 30, we wtorek, w tygodniu czytania rozdziału 'Chukat'18, w dniu święta nowego miesiąca (rosz chodesz) tamuz, w roku 5690 [1930 – A.C.]. Ślub odbędzie się w obecności naszego świętego rabina, nauczyciela i mistrza ze świętej gminy Turzysk, który osobiście poprowadzi ceremonię.

Uroczyste wywołanie pana młodego do czytania Tory (ojfrufn)19 odbędzie się w szabat, w tygodniu czytania rozdziału 'Chukat', w sztiblu przy ulicy Nalewki 35. W dniu ślubu cadyk w godzinach porannych będzie przyjmować w pomieszczeniu, które specjalnie dla niego przygotowałem”.


Szlomo haKohen Perlmuter


Kiedy śpieszący na modlitwę przeczytali zaproszenie, zaczęło się gadanie. Chasydzi jęli wychwalać ojca panny młodej, oblubienicę wesela, przede wszystkim jednak byli pod wrażeniem, że cadyk z Turzysk osobiście pofatyguje się na ślub, czyniąc reb Szlomie wielki zaszczyt.

Gabaj reb Elie brał aktywny udział w komentowaniu ogłoszenia. Dywagował na temat niemal każdej litery. Rozwodził się nad wielkimi zaletami „naszego drogiego” reb Szlomy Perlmutera, jego nabożnej żony i udanych dzieci, a przede wszystkim nad przyjazdem cadyka.

Reb Eliego nie tyle obchodził ślub, ile przyjazd cadyka. Był człowiekiem ubogim, nie mógł sobie pozwolić na wyjazd do Chełma i z niecierpliwością wyglądał każdej wizyty reb Moszje-Lejbenju Twerskiego w Warszawie. W czasie „uczt duchowych” zasiadał w gronie ważnych i zamożnych chasydów, tak jak oni otrzymywał od cadyka niedojadki (szirajim)20 i spijał z jego ust każde słowo.

Była jeszcze inna przyczyna wyczekiwania tego lata przez reb Eliego na przyjazd cadyka. Chciał mianowicie „odprawić się” (prawen zich)21 u niego i otrzymać błogosławieństwo dla swojego syna Isroela-Josla, który zboczył z prostej drogi, co reb Eliego napawało głęboką troską.


***


Reb Elie kilka lat po ślubie został wdowcem; przedwcześnie zmarła żona zostawiła go z małym dzieckiem. Kiedy syn uczył się w chederze, a później w jeszywie, w piątek po rytualnej kąpieli reb Elie zabierał go do sztibla, gdzie Isroel-Josl pomagał zamiatać i myć podłogę, odkładać na miejsce książki, wkładać świece do sześciu lichtarzy stojących na pulpicie; w wigilię Jom Kipur pomagał ojcu przygotowywać skrzyneczki z piaskiem, do których wtykało się wysokie świece zaduszne (naszome-licht). Zimą razem z ojcem przynosił ze składu węgiel i drewno, żeby rozpalić wysoki piec kaflowy, który trzymał ciepło aż do soboty wieczór. Wykonywał także inne prace, które powierzał mu ojciec.

Tutaj jednak diabeł spłatał sztuczkę.

Reb Elie był bardzo ubogi. Utrzymywał się jedynie ze sprawowania funkcji gabaja w biednym sztiblu chasydów z Turzysk, gdzie dzierżył prawo (hazoke)22 do sprzedawania w święta zaszczytu bycia wywołanym do odczytania fragmentu ze zwoju Tory (alija) na „licytacji”, przyjmował też „nedarim-gelter” od tych, którzy chcieli, by w trakcie modlitwy wspomnieć imiona ich zmarłych bliskich. W wigilię Jom Kipur i w post Estery23 kładł na stole talerz z kilkoma srebrnymi monetami, które nazywano „nedarim-gelt”. Chasydzi brali te monety do ręki, oglądali je i dorzucali kilka złociszy. W ten sposób odkupywali swoje grzechy... Oprócz stałych „jontew-nedarim”24 w szabat, przy odczytywaniu ze zwoju Tory przypadającego na dany tydzień fragmentu, wpadło mu czasem parę groszy za powiedzenie „Mi-szeberach”25 za chorego lub położnicę; z rzadka dostawał jakąś sumę za udzielenie komuś zaszczytu odczytania fragmentu ze zwoju Tory podczas uroczystości bar micwy lub „ojfrufn” (uroczystość w szabat przed ślubem, kiedy uroczyście wzywa się pana młodego do odczytania fragmentu ze zwoju Tory).

Przy tak skromnych dochodach reb Elie musiałby pewnie żebrać po domach, gdyby bardziej zamożni chasydzi nie dokładali mu od czasu do czasu kilku złotych, żeby – Boże broń! - nie umarł z głodu.

Mimo skrajnego ubóstwa reb Elie był żarliwym chasydem. Do modlitwy zakładał dwie pary filakterii (tefilin)26, co dzień studiował jedną kartę Talmudu (daf jomi)27, jego brody i pejsów, które nie chciały siwieć, nigdy nie dotknął grzebień. Uważał, że czesanie brody może skutkować przypadkowym wyrwaniem włosa, co oznaczałoby przekroczenie zakazu: „Nie będziesz golił włosów po bokach brody”28. Za to rozczesywał brodę palcami i za każdym razem szedł opłukać ręce pod kranem i wypowiedzieć błogosławieństwo: „Aszer jocer”29.

Isroel-Josl, który pod opieką ojca wyrósł w strasznej biedzie i fanatycznej religijności, z czasem zarzucił naukę i zatrudnił się przy wyrobie damskich torebek. W pracy go wykorzystywano, udał się więc po pomoc do związku zawodowego pracowników branży skórzanej i został jego oddanym działaczem. Z czasem stał się komunistą i za plecami swojego pobożnego, biednego ojca zajmował się nielegalną działalnością polityczną aż do czasu, gdy na jego trop wpadła „defensywa”.

Pewnego dnia przyszła policja, żeby szukać u reb Eliego jego syna. Żyd - jak to Żyd – boi się własnego cienia; na widok policjantów celujących z rewolwerów reb Elie zaczął się trząść jak osika. Po polsku nie znał dobrze ani słowa, więc na pytanie, gdzie jest syn, zaczął coś bąkać łamaną polszczyzną, co policjantów setnie ubawiło. Zaczęli natrząsać się z Żydka, który udając głupiego, ukrywa komunistę. Zrobił się zamęt; przybiegli sąsiedzi i wmieszali się do sprawy. Policjanci zaczęli straszyć reb Eliego: jeśli nie powie, gdzie ukrywa się syn, to go aresztują. Sąsiedzi zwracali się do policjantów, mówiąc, że ojciec nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest jego syn... Policjanci przekonani, że od reb Eliego niczego się nie dowiedzą, zostawili „powiastkę”, czyli wezwanie, żeby Isroel-Josel natychmiast zameldował się na komendzie, i poszli. Kiedy Isroel-Josel dowiedział się, że jest poszukiwany przez policję, zniknął z rodzicielskiego domu. Reb Elie teraz wierzył, że wraz z przyjazdem cadyka na ślub otworzy się w niebie brama miłosierdzia: będzie prosił cadyka o błogosławieństwo, niech jedyny syn (kadisz) wróci do domu i naprostuje swe ścieżki.

Mój ojciec, który ze swoich starszych synów też nie miał pociechy, bo bieda zmusiła ich do porzucenia nauki i zarabiania na chleb, również wyglądał przyjazdu cadyka jak kania dżdżu. Miał nadzieję, że cadyk przyjmie go wraz ze spłodzonym na starość synem (ben zkunim), który zaczął uczyć się Talmudu, i pobłogosławi go: niech chociaż jeden spośród wszystkich męskich potomków wyrośnie na człowieka znającego Prawo, przestrzegającego przykazań i spełniającego dobre uczynki.


***


Ślub odbył się w jeden z najdłuższych letnich dni. Tata przez kilka dni przygotowywał mnie do audiencji u cadyka; uczył, jak odpowiadać na jego pytania. W dniu ślubu wysłał mnie do fryzjera i poszedł ze mną do mykwy30 przy ulicy Gnojnej 7

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
. Kiedy zmęczony wróciłem do domu, obiad już czekał na stole. Po posiłku mama kazała, bym przebrał się w czyste ubranie i szabatowy chałat, a tata poszedł ze mną na ulicę Muranowską 30, a piechotą było to około sześciu kilometrów.

Przybyliśmy pod koniec dnia. Było suche i ciepłe polskie lato. Rzadkie, białe obłoki lekko przesuwały się po błękitnym niebie, od czasu do czasu próbując zakryć słońce, jakby szły z nim w zawody; chciały ulżyć nagrzanemu miastu, lecz były na to za słabe.

Przyszliśmy na ślub jako jedni z ostatnich, zmęczeni i spoceni. Reb Elie już się uwijał w gęstym tłumie, podochocony kieliszkiem wódki i uradowany obietnicą cadyka, że jego syn – z Bożą pomocą – wkrótce zjawi się w domu.

Mój ojciec próbował dostać się przed oblicze cadyka przed rozpoczęciem modlitwy popołudniowej (minche). Reb Gerszon, szames, siedział przy stoliku obok drzwi do pokoju cadyka i przygotowywał karteczki z prośbami (kwitlech) chasydom, którzy ledwo umieli napisać coś w jidysz, a co dopiero po hebrajsku. Mój ojciec przyszedł do cadyka z kwitkiem napisanym w domu. Po krótkim oczekiwaniu weszliśmy do niego.

Cadyk wstał z krzesła, wyciągnął do mojego ojca rękę i przywitał się z nim kordialnie: „Szolem alejchem, reb Awrom!”.

Tata, uradowany serdecznym przywitaniem, odpowiedział: „Alejchem szolem, rebe!” i położył na stole kwitek razem z okupem za duszę.

Chudeński cadyk, który stał w przepasanej gartlem31 kapocie, z mycką na kanciastej głowie, wyglądał na jeszcze mizerniejszego i mniejszego niż w rzeczywistości. Wziął kwitek ze stołu i odczytał na głos:

„Abraham, syn Frejdy, prosi cadyka o błogosławieństwo dla swojego syna, żeby zaczął uczyć się Talmudu”.

Zadowolony – nie tyle może z tego, że zacząłem uczyć się Talmudu, ile z wysokiego datku, jaki ojciec dołączył do kwitka – cadyk, patrząc mi w oczy, zapytał:

– Czego się uczysz, chłopcze?

Wyrecytowałem zdanie z Miszny, z traktatu „Nezikin”, mówiącego o szkodach.

– Mógłbyś dodać, co Miszna mówi dalej? - zapytał rebe.

Przygotowany zawczasu przez ojca, mówiłem dalej, aż cadyk mi przerwał, zwracając się do niego:

– Abrahamie! Będziesz mieć z niego pociechę! Twój syn wyrośnie na porządnego Żyda.

Cadyk położył obie ręce na mojej głowie i z zamkniętymi oczami powiedział: „Jewarechecha Haszem”32. Dalszych słów nie usłyszałem, nie zrozumiałem. Ojciec wyszedł od cadyka, promieniejąc radością.


***


Z powodu późniejszego rozpoczęcia modlitwy wieczornej (majrew) uroczystość zaślubin przeciągnęła się do nocy. Uroczystość zaślubin trwała dosyć długo i zakończyła się tradycyjnym okrzykiem: „Mazel tow!”. Marszałek wesela (badchen) opiewał pannę młodą, swoimi rymami wyciskając z oczu kobiet łzy... Klezmerzy odegnali ten rzewny nastrój, grając wesoło. Państwa młodych spod ślubnego baldachimu (chupa) zaprowadzono do oddzielnego pomieszczenia i zamknięto... Kiedy po pewnym czasie wyszli, ojciec i dziadek zatańczyli z oblubienicą wesela „micwe-tanc”33, a goście rozsiedli się w kilku pokojach przy zastawionych stołach.

Po zaślubinach kobiety zniknęły. Na weselu prócz panny młodej nie została żadna niewiasta. Skryły się przed wzrokiem mężczyzn...

Wesele było w toku. Uczta przeciągała się z powodu obecności cadyka. Goście najedli się, zmówili błogosławieństwo po posiłku i „siedem błogosławieństw” (szewa broches)34. Następnie rzucono się w wir chasydzkiego tańca.


***


Kiedy publika w najlepsze śpiewała i tańczyła, z oddali rozległo się tłumione wołanie: „Jidn! Raaateeewec mioch! De go wet mioch dahargenen!”35. Temu wołaniu towarzyszyły w tle jakieś krzyki po polsku, które w pierwszej chwili były niezrozumiałe. Kiedy wołanie o pomoc rozległo się bliżej mieszkania, w którym trwało wesele, również okrzyki po polsku stały się głośniejsze i wyraźniejsze. Można było usłyszeć złorzeczenie: Gudłaj, psia krew! Idź do cholery! Nie miałeś gdzie szczać, tylko u mnie w pokoju!”36.

Weselnicy byli wystraszeni. Wołanie: „Ten goj mnie zabije!” i krzyki po polsku rozlegały się coraz bliżej. Klezmerzy przerwali granie i śpiewanie; goście zatrzymali się w tańcu i ostrożnie podchodzili do okien, żeby zobaczyć, co się dzieje. Ojciec panny młodej razem z szamesem wzięli cadyka pod ręce, zaprowadzili do pokoju i tam go zamknęli. Mój ojciec, wystraszony, odszukał mnie wśród tłumu i wziąwszy z rękę podprowadził do okna. Wyjrzałem na podwórze, które spowijała ciemność bezksiężycowej nocy. W oddali ujrzałem płomyk, który zbliżał się do nas. Usłyszałem coraz głośniejsze krzyki po żydowsku i po polsku.

Nagle drzwi otwarły się z trzaskiem i pojawił się w nich ledwo żywy reb Elie, który ostatkiem sił wpadł do mieszkania, a za nim wtoczył się stróż z okopconą lampą naftową w ręce. Reb Elie histerycznie krzyczał: „Ten goj mnie zabije!”, a stróż wrzeszczał: „Ten gudłaj zaszedł do mnie do mieszkania i naszczał na podłogę! Ja jego nauczę! Psia krew!”37.

Zrobiło się wielkie zamieszanie. Wszyscy mówili naraz, pytając jeden drugiego: co się stało?

Reb Szlomo zebrał się na odwagę, podszedł do stróża i po przyjacielsku, biorąc go pod ramię, zaprowadził do stołu. Bez słowa nalał szklankę i wręczył stróżowi. Na jego skinienie ktoś przyniósł z kuchni porcję ryby i chałę. Na widok ryby i wódki stróża zatkało... Od razu zmiękł; odstawił okopconą lampę i zamiast się awanturować, jednym haustem wychylił szklanicę wódki. Zajadając się rybą, zapomniał, że reb Elie nasikał mu na podłogę; jął wychwalać reb Szlomę i jego rodzinę, którą miłuje całą duszą. Kiedy był już pod dobrą datą, opowiedział, co się stało.

– Usłyszałem dzwonienie do bramy, więc wstałem z łóżka. Wziąłem lampkę, która pali się u mnie przez całą noc, i wyszedłem otworzyć bramę. Otwierając, zamieniłem kilka słów z panem Goldwaserem, który zwykle późno wraca do domu, potem wróciłem do mieszkania. Podszedłem do drzwi, które zawsze zostawiam otwarte, gdy wychodzę; widzę, że ten tu Żyd (wskazuje na reb Eliego) stoi pośrodku pokoju i szcza!... Zaczynam krzyczeć, on ucieka, a ja za nim. Chciałem wiedzieć, kto to jest i dlaczego odlewa się na środku mojego mieszkania...

Goście wybuchnęli śmiechem. Reb Szlomo, umiejący sobie poradzić w takiej sytuacji, wyjął z kieszeni monetę i wciął ją stróżowi do ręki. Ów wstał zadowolony z krzesła, powiedział: „Dziękuję panu bardzo”, i poszedł sobie.

Reb Elie siedział przy stole blady, ze zwieszoną głową, nie mogąc z siebie wydobyć słowa. Goście, z reb Szlomą na czele, zaczęli radzić, co robić dalej. Udali się do pokoju cadyka, żeby mu powiedzieć, co się stało. Cadyk kazał odprowadzić reb Eliego do domu.

Lecz kto pójdzie z nim w ciemną noc? I jak? Padło na Chaima, syna reb Szlomy. Miał sprowadzić dorożkę i razem z moim ojcem, który mieszkał po sąsiedzku, odwieźć reb Eliego.

Ta niespodziewana przygoda była dla nas wielką wygraną. Nie musieliśmy w nocy łazić po mieście.

W drodze do domu reb Elie doszedł do siebie i zaczął opowiadać. Ojciec i Chaim, korzystając z okazji, zaczęli go wypytywać, co się stało, i wydusili z niego następującą opowieść.

- Taaa!... Wajs jach wues!...38 Po prostu chciałem się wysikać! Więc cóż, poszedłem do ubikacji, ale tam była kolejka. Nie mogłem wytrzymać... Jak długo można czekać... A przecież zgodnie z prawem Mojżeszowym człowiek nie może zwlekać z oddaniem moczu. Zszedłem więc na dół, żeby poszukać klozetu. Skąd mogłem wiedzieć, że wesele urządza się na podwórzu, gdzie panują egipskie ciemności? Szukałem więc klozetu po ciemku. Namacałem drzwi i pomyślałem, że to klozet, więc się wysikałem. Oddając mocz, zobaczyłem, że jakaś postać z lampą chce wejść do środka. Pomyślałem, że ktoś też potrzebuje do ubikacji, więc się odsunąłem. A ten w krzyk, że mnie zabije... Przestraszyłem się i uciekłem. Ja biegnę, a on za mną...

Więcej reb Elie nie chciał powiedzieć. Jakby mu mowę odebrało...

Jadąc w kołyszącej się dorożce uśpionymi ulicami Warszawy, przy monotonnym stukaniu podków o kamienny bruk zapadłem w sen.

Kiedy dojechaliśmy pod dom reb Eliego, ojciec obudził mnie i wysłał do domu.

Wszyscy trzej: mój tata, Chaim i dorożkarz, wyciągnęli reb Eliego z pojazdu, zanieśli go do domu i położyli do łóżka.

Ojciec mój zauważył, że stan reb Eliego nie poprawia się: leży w malignie i nie może mówić. Wtedy razem z moim starszym bratem odnaleźli Isroela-Josla, który – ku radości mojego ojca – opuścił swoją kryjówkę.

Isroel-Josel wezwał lekarza. Ten powiedział, że z reb Eliem jest kiepsko... Isroel-Josel siedział przy łożu konającego... Po kilku dniach reb Elie oddał Bogu swoją duszę.


***


Opowiadając później tę historię, ojciec kończył morałem: po pierwsze - „Kejner wejs niszt, wemes morgn es iz...”, po drugie – błogosławieństwo cadyka, że - z Bożą pomocą - syn wróci do domu, spełniło się w całej rozciągłości...


Aron Szapiro, Awek mitn wint, Tel Awiw 2006, s. 23-35
książka dostępna pod adresem: http://archive.org/details/nybc217372
tłumaczyła z jidysz: Anna Ciałowicz

1„Kejner wejst niszt, wemens morgn es iz” (jid., dosł. Nikt nie wie, do kogo należy jutro) – powiedzenie żydowskie, którego polskim odpowiednikiem może być przysłowie: „Myślał kogut o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli”. [↑]

2gabaj (hebr., szafarz) – funkcjonariusz synagogi, wybierany przez członków społeczności administrator. [↑]

3sztibel (jid., izdebka) – modlitewnia chasydzka. [↑]

4Magid z Turzysk (właśc. Abraham Twerski, 1806-1889) – syn Mordechaja z Czarnobyla; wśród jego zwolenników byli świątobliwi z Parysowa, Grodziska Mazowieckiego, Aleksandrowa Łódzkiego. [↑]

5Mojsze-Lejb Twerski (1873 Talno – 1939 Warszawa). [↑]

6bejt ha-midrasz (hebr.) – dom nauki. [↑]

7tisz (jid., stół) – uczta duchowa, podczas której cadyk wygłasza naukę. [↑]

8Rosz haSzana (hebr. dosł. głowa roku) – pierwszy dzień kalendarza żydowskiego (1 tiszri). Święto upamiętnia stworzenie świata i przypomina o sądzie Bożym; otwiera okres pokuty – Jamim Noraim (hebr. Straszne Dni) – trwający do święta Jom Kupur (10 tiszri). [↑]

9Jom Kipur (hebr., Dzień Pojednania) – dzień pokuty i postu; jedyny nakazany przez Torę post, obchodzony jesienią; uznawany za najważniejszy i najbardziej uroczysty dzień roku w kalendarzu żydowskim. [↑]

10rabi Cadok należał do drugiej genracji tanitów, a jego opinie są często cytowane w Talmudzie. [↑]

11rabi Cadok pościł przez 40 lat, mając intencję, by Jerozolima nie została zburzona. Gdy chciał się posilić, prosił, by przynieść mu figę; z figi wypijał sok, a resztę wyrzucał. (Talmud, Gitin 56a). [↑]

12Tanaici – sześć generacji rabinów, którzy działali od 20 (70) roku n.e. do 220 roku n.e.; ich komentarze zostały zebrane w Misznie. [↑]

13kwitl (jid., l.mn., kwitlech) – kwitek, karteczka z prośbą, przedstawiana cadykowi. [↑]

14pidjen (hebr./jid., okup za duszę) – ofiara pieniężna, którą składa się, wręczając cadykowi kwitek. [↑]

15hatarat nedarim (hebr. anulowanie obietnic) – obrzęd sprawowany zwykle przed Rosz haSzana, polegający na tym, że mężczyzna wyznaje w obecności trzech świadków swoje niewypełnione obietnice; sąd daruje mu niewywiązanie ze złożonych w mijającym roku obietnic, a podsądny ofiaruje pieniądze na cele dobroczynne (hebr//jid. nedarim gelter). [↑]

16kaboles-szabes (hebr./jid., powitanie szabatu) – obrządek poprzedzający piątkowe modły wieczorne. [↑]

17ile (jid.; hebr., iluj) – określenie genialnych, cudownych dzieci, które wyróżniają się rozległą wiedzą talmudyczną. [↑]

18„Chukat” – czytanie z Księgi Liczb (19,1:22,1). [↑]

19ojfrufn (jid., wywołanie) – uroczyste wywołanie pana młodego do odczytania fragmentu ze zwoju Tory podczas porannego nabożeństwa w sobotę poprzedzającą ślub. [↑]

20szirajim (hebr., l.mn., resztki, pozostałości) – resztki jedzenia pozostawione przez cadyka. W czasie uroczystych posiłków w szabat i święta chasydzi wręcz biją się o „obiedziny”, wierząc, że zostały one uświęcone przez kontakt ze świętością przepełniającą cadyka. Geneza tego zwyczaju wiąże się ze znaczeniem i świętością tych ofiar, które nie zostały skonsumowane przy ołtarzu w Świątyni Jerozolimskiej. [↑]

21prawen zich (jid., odprawiać się) – chasydzki zwyczaj polegający na odbyciu „odprawy” u cadyka, czyli złożeniu mu wizyty z „kwitkiem” i „okupem zadusznym” w celu uzyskania rady i błogosławieństwa. [↑]

22hazoke (jid.; hebr., hazaka) – prawo pierwszeństwa (np. do sprawowania jakiejś funkcji). [↑]

23Post Estery (hebr. taanit Ester) – post obchodzony od świtu do zmierzchu w przeddzień święta Purim. [↑]

24jontew nedarim (hebr./jid.) – pieniądze ofiarowane z okazji świąt: dla funkcyjnych w synagodze (szames) lub dla synagogi. [↑]

25„Mi szeberach” (hebr., „Ten, który błogosławił”) – modlitwa za chorego. [↑]

26tefilin (hebr./jid.) – dwa skórzane pudełeczka (jedno na czoło, drugie na lewą rękę) zakładane przez mężczyzn w czasie modlitwy. [↑]

27daf jomi (hebr., karta dzienna) – zgodnie z propozycją rabina M. Szapiry, zgłoszoną podczas I Światowego Kongresu Agudat Israel (Wiedeń 1923), wszyscy Żydzi na świecie studiujący Talmud powinni czytać każdego dnia jedną, tę samą kartę. W ten sposób w siedmioletnim cyklu cała światowa społeczność religijnych Żydów studiuje Talmud w poczuciu mistycznej jedności. [↑]

28Kpł (19:27). [↑]

29„Aszer jocer” (jid.; hebr. „Aszer jacar” – który stworzyłeś [człowieka mądrze i stworzyłeś w nim liczne otwory i liczne szpary]) – błogosławieństwo po wyjściu z toalety i dotykaniu miejsc intymnych. [↑]

30mykwa (hebr.) – łaźnia rytualna. [↑]

31gartel (jid.) – pas noszony dla oddzielenia górnej części ciała od dolnej, nieczystej. [↑]

32„Jewarechecha Haszem” (hebr., Oby Bóg cię błogosławił [i strzegł. Oby Bór rozświetlił dla ciebie swoje oblicze i okazał Ci łaskę. Oby Bóg zwrócił ku tobie swoje oblicze i zesłał ci pokój]) – błogosławieństwo dla dzieci. [↑]

33„micwe-tanc” (hebr./jid.) – taniec weselny, podczas którego wybitni rabini, a także z członkowie rodziny (ojciec, dziadek) oddają cześć pannie młodej, tańcząc z nią, przy czym tańczący nie dotykają się; panna młoda trzyma jeden koniec gartla, a tańczący z nią mężczyzna – drugi koniec. [↑]

34„Szewa broches” (jid., hebr. „Szewa brachot” – „Siedem błogosławieństw”) – ostatni etap ceremonii zaślubin, podczas którego wygłasza się pod chupą siedem błogosławieństw. [↑]

35 „Jidn! Raaateeewec mioch! De go wet mioch dahargenen!” (jid., dialekt warszawski) - „Ludkowie! Ratujcie mnie! Ten goj mnie zamorduje!”. [↑]

36W oryginale po polsku. [↑]

37W oryginale po polsku. [↑]

38 Wajs jach wues! (jid., dialekt warszawski) – „A bo ja wiem!”. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 71 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724794
UA-28053597-1