Lejbele Mincberg

Jasne oblicze, niebieskie oczy, mały nosek, cienkie, ostro zarysowane wargi – można by pomyśleć, że to kobieta, gdyby nie blond bródka, starannie rozczesana. W cylindrze na głowie, ubrany w typowo warszawską kapotę (tzw. gehakte), zawsze rześki, odprasowany, jak spod żelazka. Czarne buty błyszczą czystością.

Senator to, a może oficjalny przedstawiciel, przewodniczący gminy?

Nie. Lejbele Mincberg przed sobą nosi zawieszoną na postronkach skrzynkę. To jego kram z cukierkami, migdałami, marmoladkami i czekoladkami. Na skrzynce widnieje napis, który obwieszcza:

„Kupujcie u Lejbele Mincberga”.

Lejbele Mincberg nic nie mówi, tylko się uśmiecha. Jeżeli kupić coś u niego, uśmiecha się, a jego oczy jakby mówiły: „Jedz! Niech ci będzie na zdrowie!”. A kiedy się nie kupi, też się uśmiecha, a jego oczy mówią: „Choć nie zrobiliśmy interesu, życzę wszystkiego najlepszego”. Kiedy klienci się targują, uśmiecha się, a kiedy się nie targują, też się uśmiecha.

Lejbele Mincberg nie namawia do kupna. Całą jego reklamę stanowi ta skrzynka z towarem i szyld: „Kupujcie u Lejbele Mincberga”. Bardziej niż szyld klientów przyciągają jego uśmiech i niebieskie oczy.

Lejbele Mincberg handluje już rok, dwa lata, zna go cała Warszawa. Kiedy się wzbogaci, kupuje więcej towaru, przybija jeszcze jedną półkę w swoim kramiku i jego sklepik na postronkach się powiększa.

Z nastaniem poranka Lejbele Mincberg wychodzi ze swoją skrzynką i przechadza się wszystkimi ulicami żydowskiej Warszawy. Od zamożnych Nalewek, Gęsiej, Franciszkańskiej po biedną Smoczą, Miłą, Stawki. Na wszystkich ulicach przychodzą dzieci kupować cukierki u Lejbele Mincberga. Wszystkich klientów traktuje on jednakowo. Uśmiecha się tak samo do zasobnego dzieciaka, który kupuje cukierków za całego złotego, jak do biednego, który robi zakupy za dwa grosze.

Zdarza się, że Lejbele Mincberga zatrzyma policjant pod pretekstem, że handluje bez zezwolenia, i prowadzi go na posterunek; Lejbele idzie uśmiechnięty. Policjant czuje się zawstydzony z powodu tego uśmiechu, cylindra, czystej kapoty, lśniących butów i mówi mu na ucho: „Uciekaj!”1. Teraz policjantowi wstyd, że powiedział na „ty”, więc się poprawia: „Idź pan prędzej”2, i odwraca się na pięcie.

Idzie więc dalej Lejbele Mincberg ze swoją skrzynką, błękitne oczy się uśmiechają, a szyld przyzywa:

„Kupujcie u Lejbele Mincberga!”.

 

Mosze Zonszajn, Jidysz Warsze, Central-farband fun pojlisze Jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 160-161.
książka dostępna pod adresem: http://ia700307.us.archive.org/25/items/nybc207562/nybc207562.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1 W oryginale po polsku. [↑]

2 W oryginale po polsku. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 104 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3575879