W masce i bez maski

Chodź!
Będę na ciebie czekać przy bramie triumfalnej Albatrosa... Poprowadzę cię przez lampionami ustrojone sale tam, gdzie zaczarowane mimozy pląsają w ekscentrycznych tańcach... pod skrzydłami pijanej kolorami arabskiej kawiarni Kokus...
Nie jest to liścik miłosny napisany przez „bujającego w obłokach” młodzieńca. Nie jest to także nowoczesna sztuka „uduchowionego” poety. Broń boże! To zaproszenie na bal maskowy u żydowskich plastyków...
Zwykły anons prozą, napisany z całkiem przyziemną intencją – żeby rozpalić fantazję. Żeby pokazać lekki i frywolny charakter balu.
Proszę nikomu nie brać tego za złe. Wiadomo – artyści, bohema, cały rok zaharowani – ekspresjonizm, kubizm, futuryzm, dadaizm...
Więc cóż...
W Związku Literatów śmieją się. Artyści śmieją się razem z nimi. Wiedzą, że bal maskowy odniesie wielki finansowy sukces. Kasa artystów będzie uratowana. Będzie można załatać wiele dziur. Może też kilku biednych artystów wyprowadzić na prostą...
Czegóż więcej trzeba?
Ludzie uwijają się. Przygotowują. Przede wszystkim – kobiety: jedna maskę, druga kostium, taką suknię, inną suknię.
Iza Wagman1, Cesia Tunkel2, Edzia Żytnicki3, Fania Melamed4 – rozmawiają, mądrzą się, zadają pytania.
Klara Segałowicz5 nie jest zainteresowana.
Ile by nie dokładały starań, żeby wciągnąć ją do rozmowy, bez rezultatu.
Siedzi milcząca. Wzrok utkwiony w obrazku na ścianie. Zaciąga się papierosem. Wypuszcza kłęby dymu. Strząsa popiół – do mojego kompotu...
U Klary taka poza to nic nowego. Ludzie już się przyzwyczaili. Wiadomo – wszystko jest jeszcze takie świeże.
Takie świeże...
Tak, to był wtedy bolesny moment. Oboje byli zdenerwowani. Oboje mówili cicho, lecz – stanowczo.
Będą się rozwodzić. Proszą, żebym poszedł z nimi do rabina...
Wiedziałem, w czym rzecz. Wiedziałem, że chodzi o zazdrość. Wszystko jedno. Nie można do tego dopuścić. Może przejrzą na oczy i zobaczą, że to wariactwo.
Lecz nie przejrzeli...
A. Lerman6, który ulitował się nad nimi i jeszcze tego samego dnia zaprowadził do pokątnego rabina, na ulicę Stawki 41 – opowiadał, że rozwód nie trwał dłużej niż dziesięć minut...
Dodał, że w drodze do domu Segałowicz7 prowadził ją pod rękę, że przy pożegnaniu, koło jego bramy na ulicy Długiej – pojawiły się w jej oczach łzy:
– Dokąd teraz pójdziesz?... Gdzie znajdziesz nocleg?...
Nie odpowiedział. Odrzekł: „Dobranoc”. Pocałował ją w czoło. Oboje płakali...
Teraz znów przychodzą do Związku.
On siedzi osobno. Ona osobno. Nie rozmawiają ze sobą. Unikają się, lecz – co widać – ciężko to przeżywają. Widać – nie uwolnili się jedno od drugiego...
Teraz Segałowicza nie ma. Na obiedzie też go nie było. Możliwe, że to jest przyczyna jej obecnego, odrobinę za dużego roztargnienia. Upartego wpatrywania się w obrazek – wiszący obok drzwi...
Nagle odrywa wzrok od obrazka. Głęboko zaciąga się papierosem i gwałtownie odwraca głowę:
– Czy mógłby mi pan wyświadczyć przysługę?
– Na przykład?
– Chciałabym pana prosić, czy byłby pan tak dobry i zaszedł dziś ze mną do artystki Sonii Szwarcbard8.
– Po co?
– Pani Szwarcbard wypożycza kostiumy i suknie... Coś wybiorę... Może niech to się nazywa, że szukam czegoś dla pańskiej siostry... Zależy mi na tym, żeby nikt nie wiedział, że idę na bal...

*

Sonia Szwarcbard była kiedyś piękna i młoda, grała główne role, została ulubienicą publiczności wraz ze swoim mężem Markusem; nawet prowadziła własny teatr.
Dziś – co jej z tego wszystkiego zostało? Album ze zdjęciami niegdysiejszego blichtru. Recenzja w rosyjskiej gazecie, w której porównują ją do motyla. Kilka afiszy, które anonsują ją jako „primadonnę”. Stos garderoby jej i męża...
Tak, jest szczęśliwa, że ma u siebie takich gości. - Proszę wybaczyć bałagan w mieszkaniu. Teraz u niej „szczyt sezonu”. – W jednym dniu aż trzy bale maskowe...
– Co? Kostium lub sukienka dla pana siostry? Klarcia pomoże panu wybrać? Bardzo dobrze. Można całkowicie zdać się na jej gust.
I zaczyna zasypywać rzeczami. Do każdej dodaje objaśnienia. Podaje „rodowód”.
– Widzicie? To jest królowa Ester... A to Papus ze sztuki Goldfadena9 Bar Kochba... A to Zła Kobieta ze sztuki Józefa Latajnera10... A tu macie Brejndele Kozak... Marię Stuart... Josefa haCadika... madame Pompadour... Szmendrika... Ludwika XIV...

*

Chodź!
Będę na ciebie czekać przy bramie triumfalnej Albatrosa...
Gdzie? Jak? Ani bramy triumfalnej, ani albatrosa, ani śladu jakiegokolwiek innego ptaka. Jedyna ptaszyna, którą rzeczywiście można spotkać w sali, to poeta I.M. Nejman11, podpisujący się "A Fojgl”...
Jest ptaszyna, czy jej nie ma – ludzie lecą. Pędzą. Przepychają się łokciami.
Szybko, w dzikim pędzie. Jakby chodziło o ratowanie życia – z jednej sali do drugiej, z drugiej do trzeciej i z powrotem do pierwszej...
Jest jeszcze wcześnie. Od otwarcia drzwi nie upłynęło pół godziny. Mimo to sale są już zapełnione. Już kłębi się tłum. Maski już zaciągają kawalerów do bufetów. Już sypie się konfetti na rozkołysane pary.
To i ówdzie pieje blaszany kogucik. Wije się, ze świstem, różnokolorowy wąż z papieru. Z hukiem pęka czerwony lub żółty dmuchany balonik.
Śmiechy, żarty, dwie orkiestry przygrywają. Śpiew do taktu:

„Titine, ach Titine,
s'iz chejnewdik dajn mine”12...

Nikt nie stoi obojętnie. To zaraźliwe. Ludzie dają się porwać. Gwałtem wciągnąć w maskaradę, wpleść w misternie snutą intrygę...
Naftali Prywes13 – syn reb Mosze Prywesa14 – walczy z dwoma maskami, które chcą mu włożyć na głowę papierowy kapelusz z rogami... Jakaś maska prowadzi pod rękę tłumacza Marka Rakowskiego15, a oboje są spowici w kolorowe wstęgi z papieru... Kilka masek nastaje na jasnowidza dra Messinga16, żeby pokazał jakąś sztuczkę, żeby bombonierki same przyfrunęły tu z bufetu... Działacz szkolny Szlomke Zusman17 prosi na stojąco maskę, żeby zlitowała się nad nim i powiedziała, jak ma na imię...
Maski... maski...
Gwałtu, co za pomysłowość! Ile czasu, umiejętności i energii strwoniono na wymyślanie, łamanie sobie głowy, jak zrobić te oto maski i kostiumy:
Perecowy18 Monisz, Meri Szaloma Asza19, Cylka z lasu Segałowicza, Marite Joela Mastbauma20...
Postacie historyczne, bohaterowie sztuk teatralnych i przebrania zaczerpnięte z bujnej wyobraźni, niewiele znaczące:
przekupka uliczna, wróżka, Żydówka z napisem na chusteczce: „Rajfurka Jenta”. Dama w sukni z głębokim dekoltem, wyszywanej pestkami dyni. Skromnie ubrana dziewczyna z napisem na czole: „Dodatek literacki”, a na bluzce – z kilkudziesięcioma nazwiskami pisarzy żydowskich...
Któż by to wszystko wyliczył? Kto mógłby każdemu poświęcić uwagę? Gdzie się nie obejrzeć – maska. Młode i nie całkiem młodzieńcze. Głęboko wydekoltowane i skromnie zasłonięte. Nikt nie stoi w miejscu. Lecą, pędzą – żeby się, broń Panie Boże, nie spóźnić...
Pisarka Mali Brojn21, artystowska Ida Rozencwajg22, malarka Teofila Centnerszwer23, Bracha Einhorn24, Pua Lew25, Regina Kaganowski26, Gitla Majzl27, Róźka Melamed28, artystka Aniela Poliakow29 – poznaję je wszystkie30. Niektóre próbują się wypierać. Innym znowu wcale nie zależy na tym, żeby pozostać nie rozpoznanymi. Maski – powiadają – założyły tylko dlatego, że to jest bal maskowy...
Tak, Klarę Segałowicz też poznaję. Rozpoznaję ją w stroju Marii Stuart, który wybrała u pani Szwarcbard. Ładnie w nim wygląda. Gdyby nie ten ubiór, który widziałem, jak sama wybierała, w żadnym wypadku bym jej nie poznał.
A „Rajfurka”? Czego plącze się pod nogami? Podchodzi. Kłania się trzy razy:
– Dobry wieczór, łaskawco. Nie potrzebuje pan służącej?... Upierze bieliznę, kaszę ugotuje, da alibi – w sam raz dla pana... Proszę się nie gniewać. Nie chcę, broń Boże, pana urazić. Nie mógłbym sobie pozwolić na taką bezczelność... Lecz – czy pan nie wie? To przebieraniec. W peruce i kiecce... Prawda, mój głos też mógłby brzmieć bardziej kobieco... Cóż, nie szkodzi. Taka jest najnowsza moda: kobiety obcinają się na krótko, grają w karty, palą papierosy, wyrażają się grubiańsko...
– Czegóż więc pan chce?
– Niczego. Chciałem zwyczajnie powiedzieć „Dobry wieczór”!
– A kim pan jest?
– A co, nie wie pan, kim ja jestem? Nie poznaje mnie pan? To wybornie, palce lizać... Sza... Panu mogę powiedzieć. Jestem Jankele... Jankele Minc31... W zeszłym tygodniu odwiedziłem pana w redakcji...
– Co takiego? Jankele Minc? Pan też na balu maskowym?
– A dlaczego nie? Czy z innej gliny jestem ulepiony?... Lecz proszę się nie obawiać. Nie przyszedłem tutaj dla zabawy. Ktoś mnie prosił. Mam tu coś do zrobienia...
– To znaczy?
– Do widzenia panu.
Niepojęte. Jankele Minc na balu maskowym.
Pochodzący z chasydzkiej rodziny, z bogatego domu, biegły w nauce i po swojemu pobożny – w młodości zboczył na niebezpieczne ścieżki. Robi ludziom kawały, wmawia niestworzone rzeczy. Wyjawia największe sekrety.
Dokłada nie tylko chasydzkiej burżuazji. Nie uszanuje również arystokracji, chasydzkich dworów.
Ten się rozwodzi. Córka tamtego zakochała się w szajgecu. Tamten znów wyłudził od wdowy ostatnie grosze. A jeszcze inny stoi na skraju bankructwa.
On wie wszystko.
Żadnej tajemnicy nie ukryje się przed nim.
I wie też, jak to „rozdmuchać”.
Wie, że w redakcji go wysłuchają, a nazajutrz – będzie o tym wiedział cały świat...
Rodzice rwą sobie włosy z głowy, zaangażowali się również rabini. Nadaremnie. Na wszystkie ich pretensje ma jedną odpowiedź:
– Kto nie je czosnku, ten nie śmierdzi... Maurycy Minkowski (rys. Feliks Frydman)

Titine, ach, Titine...

Orkiestra rżnie. Brat Moszego Appelbauma32, Lejzer, przygrywa na ustnej harmonijce. Grupa malarzy – z Feliksem Frydmanem33, Jankielem Adlerem34, Izraelem Rabinowiczem35, Icchakiem Lichtensztajnem36, Icchakiem Braunerem37, a nawet z już niemłodym i głuchym jak pień Maurycym Minkowskim38 – puszcza się w tany. Pociągają za sobą następnych. Kobiety w maskach i bez nich też dołączają. Przyłącza się również piękna żona Minkowskiego, Rywa. Wcale nie ma zamiaru tańczyć. Chce ochronić swojego męża. Powoli wyciągnąć go z tanecznego koła...
Od wypadku podczas balu Towarzystwa Głuchoniemych „Spójnia”, kiedy Minkowski podczas tańca źle się poczuł, żona go pilnuje. Nie pozwala mu tańczyć. Robi to dyskretnie. Z wdziękiem. Żeby nikt nie zauważył. Żeby nie uchybić honorowi jej wielkiego męża.
Jakoś jej się to udało; ludzie tańczą dalej.
A stary Julius Oskar39 – dobiegający osiemdziesiątki aktor, co to Bóg jeden wie, kto go tu przyprowadził i po co męczy się przez całą noc – jest ucieszony jak dziecko. Przytupuje do taktu. Klaszcze w dłonie:
– Ot azoj!... Ot azoj!...
Ktoś łapie mnie za rękę. To Klara Segałowicz. Odwodzi na stronę:
– Proszę mi wybaczyć... Nie chcę pana obciążać... Powiada się, że kobieta powinna być kurą domową... Ale tak się złożyło... Trzeba czasem wyjść z domu, choćby i na bal...
Przyglądam się jej. Tak, to „Maria Stuart”. Ta sama stylizacja, którą wybraliśmy u pani Szwarcbard. Te same rzeczy, które miała ubrać Klara. Lecz – to nie Klara. Nie jej głos. Nie jej sposób mówienia...
A może...
Nie daje mi pomyśleć. Zdejmuje z palca pierścionek i trzyma go tak, żeby nikt nie widział:
– W imię przyjaźni, proszę wziąć ode mnie ten pierścionek...
– Nie rozumiem...
– Chcę podejść do pewnej osoby, a nie chcę, żeby mnie rozpoznała...
– Ale...
Przerywa mi:
– Proszę się nie gniewać za tę bezczelną prośbę, za tę hucpę... Powiadają, że na balu maskowym wszystko można wybaczyć... A w dodatku – ja nie mam wyjścia... Ten pierścionek może mnie zdradzić...
– Kim pani jest?
– Jestem maską... Swoje imię zostawiłam w domu... A poza tym – i tak by pan nie wiedział. Nie zna mnie pan...
– A pani mnie?
– Ja pana – tak... Kilka razy pana widziałam... Znam pańską rodzinę...
– Czyli...
Ona gwałtownie podnosi wzrok. Wpatruje się w środek sali, jakby dojrzała tam kogoś. Pospiesznie wciska mi do ręki pierścionek.
– Proszę milczeć... Odbiorę go od pana... Proszę trzymać...
Obserwuję ją. Chcę wiedzieć, kogo tam dojrzała. Widzę braci Menasze i Efraima Seidenbeutlów40. Widzę artystę Maksa Brina41, artystę Arona Poliakowa42, Szymona Szpigla43, Jechiela Aronsona44, Zeliga Melameda45. Jednak nie. Nie zatrzymuje się przy żadnym z nich. Znika w następnej sali.
Jestem jak pijany. Nie wiem, co ze sobą począć. Obracam pierścionek w palcach. Oglądam go uważnie.
Piękny złoty pierścionek. Z wierzchu litera „szin” wykonana ze złotej plecionki, a każda z trzech nóżek ma na czubku brylancik...

*

Titine, ach Titine,
s'iz chejnewdik dajn mine!...

Odtańczone. Trudno ustać na nogach. Tu i ówdzie kobiety noszą już maski w rękach. Inne obnoszą się ze swoimi „trofeami” – kwiatami, zabawkami, bombonierami – w części zdobycznymi, a w części – kupionymi poza loterią...
Wszystko jedno, nikt nie pozna. Nie ma żadnych oznaczeń, czy rzecz jest wygrana, a może kupiona...
Malarska brać – organizatorzy balu – próbują jeszcze ożywić atmosferę. Próbują wskrzesić ducha. Przy bufecie jest jeszcze parę rzeczy do sprzedania...
W salach mimo to robi się luźniej. Niektórzy już poszli. Inni kręcą się w płaszczach. Rzucają pożegnalne spojrzenia, ostatnie słowa na odchodnym...
Zaczynam szukać po salach, już najwyższy czas. Z powodu pierścionka nie chcę, wychodzić ostatni.
W małej salce. Stoi obok jakiejś kobiety. Zobaczyła mnie. Idzie w moim kierunku:
– Pan mnie szuka? Myśli pan, że podrzuciłam mu pierścionek?...
Bierze pierścionek. Dziękuje. Żegna się. Ściska rękę.
Próbuję nawiązać rozmowę. Mówię ogródkami. Próbuję coś od niej wyciągnąć na temat Klary. Jak to się stało, że nosi jej przebranie? Lecz ona tylko patrzy. Uśmiecha się, jeszcze raz ściska rękę:
– Wiem, że coś pana zaprząta... Chce pan coś ugrać... Nadaje się pan do tego tak samo, jak ja... Pod tym względem możemy podać sobie ręce...
Przyglądam się jej. Jeszcze chciałoby się o coś zapytać. A tu ktoś śmieje się do ucha:
– Ha-ha-ha!... Tragedia miłosna?...
Ha?... Klara... To, zdaje się, jej głos...
Tak, Klara. Przeprasza. Wtedy się rozmyśliła. Chciała ubrać się inaczej. Poszła sama do pani Szwarcbard. Wymieniła strój na ten, który teraz nosi...
Znów się roześmiała:
– Myślał pan, że to ja i że zawarłam znajomość z jakąś damą... Ona uciekła, a ja zostałam ze złamanym sercem...
Złamane czy nie złamane – człowieka takie rzeczy intrygują.
Całą noc grzałem pierścionek w ręce. Razem z pierścionkiem podgrzewałem nadzieję. Podgrzewałem jakieś nieokreślone, niejasne oczekiwanie. Słodką mrzonkę...
I co?
„Nadaje się pan do tego tak samo, jak ja”...

Żydowscy pisarze i malarze na balu maskowym artystów
żydowskich

*

– Mazl tow!
– Mazl tow!... Mazl tow!...
– Czy pan nie miał jechać wczoraj?
– A można to się było wyrwać?...
– Miałem jechać rano, pociągiem o siódmej. Później pociągiem o ósmej dziesięć. A jak pan widzi – dopiero teraz jestem gotowy.
Żydzi, którzy prowadzą tę rozmowę, ani nie siedzą, ani nie stoją – oni wiszą...
Uwiesili się na czyichś placach, zawiśli na ramionach sąsiadów – byle tylko wtłoczyć się do wagonu. Byle tylko jechać...
Nikt nie ma pretensji. Nikt się nie skarży, uchowaj Bóg. W ścisku jest przyjemnie. Miły jest unoszący się w powietrzu zapach. Wszyscy wiedzą – za dziesięć, piętnaście minut będą już w Falenicy. Tam podróż się kończy. Pogratulować!
Szaul Wagman46, redaktor „Naszego Przeglądu”47, złości się. Ktoś mu nadepnął na odcisk. W ogóle jest zdenerwowany. Nie może sobie darować, że się zgodził. Że dał się namówić na wyjazd do Falenicy.
Józef Tunkel48 śmieje się z niego. "To nie pasuje – powiada – żeby redaktor polskojęzycznej gazety złościł się po żydowsku...”.
I.J. Singer49 też niespecjalnie jest zadowolony z tej wyprawy. Wolałby już iść na piechotę...
Tylko Jankele Minc milczy.
Siedzi wbity w kąt przy oknie. Głowa wystaje mu spomiędzy ramion, dając złudzenie, jakoby był wysokiego wzrostu. Wygląda to tak, jakby głowa barana wystawała ponad całym stadem stulonych owieczek. Uśmiecha się szyderczo...
,,Górski'' cadyk Abraham Mordechaj Alter ze swoim szamesem To przecież jego sprawka, że „pismaki” tłoczą się w wagonie. On im opowiedział o „górskim” cadyku, reb Abrahamie Mordechaju Alterze50, i o jego żonie Fajdze Mindl51, córce reb Majera Biedermana52. Naopowiadał, co to się nie będzie działo w Falenicy. Jak będzie przebiegała uroczystość obrzezania w rodzinie świątobliwego...
Wawer, Radość, Miedzeszyn, Falenica...
Przy wysiadaniu ścisk. Peron zatłoczony. Ludzie się przepchają, szukają znajomych:
– Mosze!
– Jankiel!
– Chaim!
O znalezieniu miejsca w pensjonacie lub choćby w domu zajezdnym można tylko pomarzyć. Wszystko zajęte. Ludzie przyjeżdżali wczoraj, przedwczoraj. Wielu zawczasu dokonało telefonicznej rezerwacji.
Kto by się o to teraz martwił? Kto tu przyjechał, żeby wypoczywać w pensjonacie? Przede wszystkim trzeba dostać się w pobliże willi, w której zatrzymał się cadyk. Zobaczyć, jak to tam wygląda.
A niech się pismak dusi w tłoku. To przecież jego praca. Kogóż to nie spotyka się po drodze: Menachem Kipnis53, Elchanan Cajtlin54, współpracownik ortodoksyjnej gazety „Jud”55 Ajzyk Meir Eckerman56, rzeźbiarz Feliks Rubinlicht57, przywódca organizacji „Poalej Agudas Isroel”58 Aleksander Zysze Frydman59 i chasydzi – z Warszawy, Łodzi, z niezliczonych bliżej i dalej położonych miasteczek.
Wiadomo, że nie spóźnią się na uroczystość. Obrzezanie odbędzie się dopiero jutro. Jednak idą szybko. Spieszą się. Kto wie, jaki już tam jest tłum.
Tak, tłum – obszerna willa oblężona dookoła przez chasydów. Chodzą, stoją, siedzą na trawie. Jedni rozmawiają, inni zaglądają do pobożnej lektury, a jeszcze inni wyjmują przekąski z walizeczki, z tobołka, zawinięte w chusteczkę...
Nie każdy może być personą na miarę Josla60 Kaca, Eliego Kirszbauna61, Efraima Rundo62 – tych wszędzie wita się z pompą, czekają na nich najlepsze apartamenty i suto zastawione stoły.
Cóż to dla nas. Każdy wziął ze sobą to, co mógł: jajko, bułkę, jakiś owoc – byle coś przekąsić. Żeby całkiem nie opaść z sił.
Znajdzie się ktoś, to ma flaszeczkę „najn-un-zechciker”63, inny wyciągnie szkło, zbierze się trzech do odmówienia błogosławieństwa po posiłku, a później dziesięciu do wspólnej modlitwy.
– Ludzie, nie pozwalajcie!
Żydzi rozglądają się. Niektórzy zakrywają sobie twarze, inni uciekają.
– Co się stało?
– Fotograf... „Zdejmuje” – robi zdjęcia...
Tak, fotograf. To Jechiel Bojm64. Fotograf prasowy. Już okrążyły go dziesiątki chasydów:
– Co za hucpa!
– Bezczelny typ!
– Śmichy chichy sobie robi z poważnych ludzi... Myśli, że tu jest teatr.
I zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, jakiś młodzieniec z długimi pejsami wyrwał Bojmowi aparat, cisnął go o ziemię i rozdeptał butem.
– Masz...Niech cię piekło pochłonie...
Bojm wyrywa się do tego młodzieńca. Kilku chasydów przytrzymuje go. Sprawa robi się poważna, trzeba interweniować. Aleksander Zysze Frydman już nadbiega. Ludzie krzyczą, mówią, uciszają się nawzajem. Bojm obiecuje, że nie wykorzysta tych klisz – i wycofuje się z roztrzaskanym aparatem. Starszy Żyd wymyśla młodzieńcowi, który rozbił aparat, wyzywając go od szajgeców65, którzy wszystko bezmyślnie niszczą. Inny znów twierdzi, że nic się nie stało. Abraham, nasz praojciec, też rozbijał bożki...
– Tymczasem – znów zamieszanie. Znów bieganina...
– Co jest?
– Rebe...
– Rebe odbiera hołd i pozdrawia wiernych...
Obok obszernego drewnianego domu, gdzie znajduje się pokój cadyka, stoi wielki tłum chasydów. Trudno jest zaprowadzić porządek. Zajmuje się tym trzech starszych Żydów. Ludzie ustawiają się rzędem przy ścianie; kolejka ciągnie się wzdłuż całego domu.
Nie wszyscy ustawiają się w kolejce. Wielu złożyło hołd już wczoraj. Wielu dziś rano. Inni – bliżej związani z cadykiem lub znaczniejsi – wchodzą i wychodzą swobodnie.
To wszystko trwa. Cadyk szybko nie wyjdzie. Lecz ludzie potulnie czekają. Stoją z powagą. Z nabożną czcią.
I oto
– Rebe... Rebe...
Niewysoki, korpulentny, z twarzą okoloną srebrzystosiwą brodą i pejsami – cadyk zatrzymuje się na progu. Powoli wystawia głowę przez szparę w drzwiach. Wyciąga rękę. Porządkowi dają znak. Pierwszy w kolejce zbliża się, dotyka cadykowej dłoni:
– Szolem alejchem!
– Mazl tow!
Identycznie postępuje drugi, trzeci, czwarty, piąty – trwa to długo. Bez uroku, czeka prawdziwy tłum. Ktoś podtrzymuje rękę cadyka. I dalej – jeden z drugim, jeden za drugim:
– Szolem alejchem!
– Mazl tow!

*

Chłodny wieczór.

Po upalnym dniu, kiedy słońce hojną ręką sypało złote promienie, wionął orzeźwiający wietrzyk.
We wszystkich niemal oknach jest jasno. Tu i ówdzie rozbrzmiewają niguny66, tradycyjne melodie na piątkowy wieczór. Wyłącznie chasydzi, w lśniących atłasowych kapotach lub z czarnego jedwabiu, prą już w kierunku ogromnej, specjalnie na tę okazję przygotowanej altany, gdzie w piątkowy wieczór odbędzie się powitanie nowo narodzonego dziecka (szalom zacher). I gdzie cadyk poprowadzi „tisz”67.
Pomieszczenie jest niemal w całości wypełnione ludźmi. Setki, setki chasydów – pośrodku, przy ścianach, po kątach, w oknach.
I w powietrzu... ponad głowami...
Gwałtu, jak oni to robią?! Jak wleźli tak wysoko? Ośmiolatkowie, dwunastolatkowie i starsi. Ci starsi pod sufitem, na belkach, gartlami68 przywiązani do legarów konstrukcyjnych, trzymają się rękami i nogami.
Spoglądam w górę. Nie mogę oderwać wzroku. Jeden obok drugiego. Jak przylepione do belek – kapotki, czapeczki, jarmułki, pejsiki, oczęta...
Takie jaśniejące, takie błyszczące, czarniutkie, błękitne oczęta...
Co za poświęcenie! Co za oddanie! Ponad głowami wszystkich, ponad stołem cadyka – byle zobaczyć świątobliwego. Byle usłyszeć jego wzniosłe słowa, pojąć chasydzką mądrość...
Ojcowie są szczęśliwi. Ojcowskie serca biją radośnie. Drżą z niepokoju:
– Josele, trzymaj się!...
– Jankele, zawiąż się jeszcze raz gartlem!...

Robi się ruch. Zdaje się, że cadyk nadchodzi. Trzeba przebić się bliżej stołu.
To przychodzi z łatwością. Ludzie są łagodnie usposobieni. Czy mnie rozpoznali, czy z innego powodu – przepuszczają. Stoję niedaleko od stołu. Prawie pierwszy na skraju.
– Sz-sz-sz!...
– Cicho! Rebe idzie!...
– Rebe... Rebe...
Rozlegają się czołobitne powitania. Ludzie patrzą z nabożnym drżeniem i wtem – wszyscy razem:
– Gut szabes!...
Rebe pośrodku. Za nim chasydzi, chasydzi. Tłum ich zna. To w większości stali uczestnicy „uczt duchowych”. Również paru nowo przybyłych. Zaproszonych specjalnie na tę uroczystość. Siadają do stołu. Inni ustawiają się dookoła. Zdaje się, że wszystko zostało z góry ustalone. Wcześniej uzgodnione – kto i gdzie.
Cadyk kładzie chustkę na stole. Spogląda na tłum. Na dzieci u powały. Później znów na tłum, zatrzymując wzrok – jak się wydaje – na mnie. A może tak mi się tylko zdaje. Lecz to trudno stwierdzić. Dwaj wysocy, barczyści Żydzi stają przede mną. Inni ustawiają się za mną.
Ci dwaj stoją niewzruszeni. Jak mur...
Nie, oni nie stoją, idą. Poruszają się. Poruszają się ruchem wstecznym – do tyłu, do tyłu...
Z tyłu ściana ludzi. Nikt nie rusza się z miejsca. Od przodu tych dwóch osiłków, jak dwa pancerne pojazdy – napierają w tył, w tył...
Stoję zakleszczony. Nie mam jak się ruszyć. Nie mogę podnieść ręki ani nogi.
A szerokie plecy tych dwóch – jak dwie czernią połyskujące ściany – napierają do tyłu, do tyłu...
Cadyk, jak się wydaje, zaczyna coś mówić. Trudno dosłyszeć choć słowo. W głowie szumi, ściska za gardło. Brakuje tchu...
– O... Przepuście mnie, puśćcie... Duszę się...
Ścisk ani trochę nie zleżał, ludzie napierają z każdej strony, a ci szerokoplecy patrzą takimi wielkimi, błyszczącymi oczami. I napierają... i ja razem z nimi... i robi się tak jasno... Robi się tak... tak...

*

Kuksaniec... Świeże powietrze...
– Co się stało?
– Nic.
– Tu, tu... Tu go połóżcie.

*

Otwieram oczy. Leżę na zewnątrz, obok jakiegoś domku. Przed domkiem, nad drzwiami – wielka lampa.
Dwaj chłopcy oddalają się. Obok mnie starsza kobieta. W pobliżu jakiś młody człowiek z czarną bródką. Trochę dalej – kobiety, dziewczęta, dzieci.
Kobieta pochyla się nade mną:
– Już panu lepiej?
– Ha?... Tak, lepiej... Głowa trochę ciężka...
– Nic panu nie będzie. Zaraz przyniosą krople walerianowe. Lecz – po co to panu było? Po co pan się pchał? Gdyby chociaż trzymał pan z nimi...
Młody człowiek przerywa kobiecie:
– Mamo...
Kobieta odwraca głowę:
– Czego chcesz? Czy ja coś mówię?...
Z domku wychodzi dziewczyna, a może młoda kobieta, w każdej ręce ma szklankę.
– No, jak się pan czuje?
– Dziękować Bogu.
– Dobrze. Dam panu lekarstwo. Nie można tak stać dookoła. Potrzebny dostęp powietrza.
Dziewczyna podchodzi. Siada na zydelku:
– Proszę się nie bać. Nic panu nie jest. Straszny upał. Powierza brak. Zasłabł pan.
Podaje młodemu człowiekowi szklankę herbaty:
Masz, potrzymaj na chwilę.
I znów do mnie:
– Wypije pan krople walerianowe. Później szklankę herbaty z cytryną. Poleży pan trochę na trawie, na świeżym powietrzu; będzie pan jak nowy... Niech pan pozwoli... Proszę leżeć w tej pozycji...
Światło wiszącej nad drzwiami lampy pada na jej dłoń. W głowie zaświtało.
Na palcu – pierścionek. Z wierzchu litera „szin” wykonana ze złotej plecionki, a każda z trzech nóżek ma na czubku brylancik...

Ber Kuczer, Gewen amol Warsze, Paryż 1955, s. 201‐220.
książka dostępna pod adresem: http://ia700302.us.archive.org/17/items/nybc209842/nybc209842.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1 Iza Wagman [???]. [↑]

2 Cesia Tunkel [???]. [↑]

3 Edzie Żytnicki [???]. [↑]

4 Fania Melamed [???]. [↑]

5 Klara Segałowicz, właśc. Klara Borodino (1897 Kijów – 1943 Warszawa) – aktorka. W 1911 r. osiedliła się wraz z rodziną w Tomaszowie Mazowieckim. Tam zadebiutowała w kilku przedstawieniach teatru amatorskiego. W 1921 r. przeniosła się do Warszawy i trafiła do żydowskiego Centrel-Teater. W 1922 r. poślubiła poetę i pisarza Zusmana Segałowicza, z którym rozwiodła się po półtora roku. Zadebiutowała już pod nazwiskiem męża w sztuce Fiszela Bimko pt. Ganowim (Złodzieje). Szybko zdobyła sławę i uznanie. W latach 30. była uznawana za gwiazdę kina i teatru żydowskiego. Grała w teatrach Warszawy, Łodzi i Wilna. [↑]

6 A. Lerman [???]. [↑]

7 Zusman Segałowicz, pseud. Swengali, Aleksander Jawec (1884 Białystok – 1949 Nowy Jork) – poeta i prozaik piszący w jęz. jidysz. Debiutował wierszem w jęz. rosyjskim w 1903 r., a w jęz. jidysz – w 1904. Jidysz pozostał już wierny do końca życia. Brał udział w rewolucji 1905 r. Okres I wojny światowej spędził w Rosji. W 1919 r. osiadł w Warszawie. Współpracował z wieloma czasopismami, m.in. z „Hajntem” i „Momentem”. Segałowicz działał w Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich, w którym m.in. pełnił funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. W 1939 r. Segałowicz opuścił Warszawę, by w 1941 dotrzeć do Palestyny. Ostatecznie osiadł w Nowym Jorku (1947). [↑]

8 Sonia Szwarcbard [???]. [↑]

9 Abraham Goldfaden (Stary Konstantynów, Ukraina 1840 – Nowy Jork 1908) – dramaturg i pisarz, tworzący w jidysz i po hebrajsku; uważany jest za twórcę nowoczesnego żydowskiego teatru. [↑]

10 Józef Latajner (1853-1935) – autor popularnych sztuk teatralnych. [↑]

11 J.M. Nejman, ps. A Folgl (jid. Ptaszyna). [↑]

12 (jid.) – Titina, ach, Titina, / piękna jest twoja mina. [↑]

13 Naftali Prywes [???]. [↑]

14 Mosze Prywes [???]. [↑]

15 Marek Rakowski (1890 Małkinia – 1982 Warszawa) – krytyk literacki, tłumacz literatury polskiej, rosyjskiej, angielskiej, francuskiej, hiszpańskiej, niemieckiej i włoskiej na język hebrajski i jidysz. Był jednym z założycieli Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich. Debiutował jako krytyk literacki w 1916 r. Więziony w obozie w Berezie Kartuskiej. [↑]

16 Wolf Messing (1899 Góra Kalwaria – 1974 Moskwa) – jasnowidz. Dzieciństwo spędził w cyrku objazdowym, występując w pokazach jaki hipnotyzer. W 1921 r. powrócił do Polski i służył w wojsku. Po wybuchu II wojny światowej uciekł do Związku Radzieckiego, gdzie pozostał do końca życia. Jego rosnąca sława już w dzieciństwie przyciągnęła uwagę Alberta Einsteina. Fizyk zaprosił Messinga do swojego domu wraz z psychoanalitykiem Zygmuntem Freudem. Obaj naukowcy zaczęli przeprowadzać swoje eksperymenty. W okupowanej Warszawie pojawiły się hitlerowskie ulotki, że za schwytanie Messinga wyznacza się nagrodę w wysokości 200 tys. marek. Miała to być zemsta; w 1937 r. Messing publicznie ogłosił: jeśli Hitler zaatakuje Związek Radziecki, III Rzesza przegra wojnę. [↑]


[↑]

17 Szlomke Zusman – obecnie w Nowym Jorku, nadal działa w szkolnictwie (przyp. autora). [↑]

18 Icchok Lejbusz Perec, zw. „ojcem poezji żydowskiej” (1851 Zamość – 1915 Warszawa) – poeta, prozaik, dramaturg, krytyk, klasyk literatury jidysz i hebrajskiej. W latach 1891-1895 wydawał serię „Jidysze Bibliotek” (jid., „Biblioteka Żydowska”). [↑]

19 Szalom Asz (Kutno 1880 – Londyn 1957) – piszący w jidysz prozaik, dramaturg, eseista; bywa nazywany „czwartym klasykiem” literatury jidysz; honorowy prezes jidyszowego PEN Clubu. [↑]

20 Joel Mastbaum (1882 [1884] Międzyrzec Podlaski – 1957 Tel Awiw) – nowelista piszący w jęz. jidysz. Pochodził z zamożnej rodziny przedsiębiorców (właściciele huty szkła i cegielni). Wziął udział w ruchu rewolucyjnym 1905 r. Przeniósł się wówczas do Warszawy, gdzie musiał pracować jako malarz pokojowy. W 1906 r. debiutował na łamach pisma „Der Weg”. Przyłączył się do grona młodych pisarzy skupionych wokół D. Fryszmana. W 1933 r. wyemigrował do Palestyny. [↑]

21 Mali Mrojn [???]. [↑]

22 Ida Rozencwajg [???]. [↑]

23 Teofila Centnerszwer [???]. [↑]

24 Bracha Einhorn [???]. [↑]

25 Pua Lew [???]. [↑]

26 Regina Kaganowski [???]. [↑]

27 Gitla Majzl [???]. [↑]

28 Róźka Melamed [???]. [↑]

29 Aniela Poliakow [???]. [↑]

30 Ida Rozencwajg i Regina Kaganowski – obecnie w Argentynie; Pua Lew i Gitl Majzel – w Izraelu; Aniela Poliakow – w Paryżu (przyp. autora). [↑]

31 Jakub Minc [???]. [↑]

32 Mosze (Maurycy) Appelbaum (1886 Mszczonów – 1931 Katowice) – malarz, grafik, krytyk artystyczny, scenograf. Pochodził z ubogiej rodziny chasydzkiej. Studiował malarstwo w Liverpoolu, Londynie, a także w Holandii, Francji, a być może w Wiedniu i w Niemczech. Wykonał polichromię w wielkiej synagodze w Będzinie, ozdobił też salę w siedzibie Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich. Malował przede wszystkim sceny rodzajowe z życia Żydów. [↑]

33 Feliks Frydman (1897 Warszawa – 1942 tamże) – malarz, grafik, krytyk sztuki. Studiował w Warszawie i Paryżu. W l. 30. był prezesem Zrzeszenia Żydowskich Artystów Plastyków. Malował martwe natury, kwiaty, pejzaże, sceny rodzajowe i portrety – początkowo naturalistyczne, później pozostające pod wpływem impresjonizmu. [↑]

34 Jankiel Adler (1895 Tuszyn k. Łodzi – 1949 Aldbourne k. Londynu) – malarz, grafik, ilustrator, krytyk sztuki, członek grupy literacko-artystycznej „Jung Jidysz”. Pochodził z rodziny chasydzkiej; zamierzał zostać rabinem. W 1912 r. wyjechał do Belgradu, gdzie uczył się zawodu grawera u swego wuja. W 1913 r. przeniósł się do Bremen, gdzie studiował w Kunstgewerbeschule. Mieszkał w Paryżu, a w latach 1935-1937 w Warszawie. Przywiązany do tradycji żydowskiej, w przebraniu chasyda odwiedzał żydowskie miasteczka, by czerpać tematy do pracy artystycznej. Wczesna twórczość Altera związana jest z symbolizmem M. Chagalla oraz ekspresjonizmem niemieckim. W późniejszych latach związał się z nurtem awangardy; największy wpływ na jego twórczość wywarła sztuka Pabla Picassa i Paula Klee. [↑]

35 Izrael Rabinowicz [???]. [↑]

36 Icchak Lichtensztajn – obecnie w Nowym Jorku (przyp. autora). [↑]

37 Icchak Brauner (1880 Łódź – 1944 Oświęcim) – malarz, grafik, scenograf, członek łódzkiej grupy literacko-artystycznej „Jung Jidysz”. Uczęszczał do prywatnej szkoły rysunków J. Kacenbogena, brał także lekcje gry na skrzypcach. W latach 1908-1911 studiował w berlińskiej akademii sztuki oraz w klasie skrzypiec w tamtejszym konserwatorium. Mieszkał w Łodzi. W malarstwie inspirował się sztuką Van Gogha, Chagalla i Jankiela Adlera. Dojrzała twórczość artysty związana jest z symbolizmem i ekspresjonizmem; najczęściej pojawiają się w niej tematy zaczerpnięte z folkloru i tradycji żydowskiej. [↑]

38 Maurycy Minkowski (1882 Sosnowiec – 1939 Buenos Aires) – malarz. Kształcił się w Krakowie. Malował sceny z życia Żydów. [↑]

39 Julius Oskar [???]. [↑]

40 Menasze i Efraim Seidenbeutelowie (1902 Warszawa – 1945 KL Flossenbürg) – bracia bliźniacy, malarze związani z Bractwem św. Łukasza i Szkołą Warszawską. Ich starszym bratem był Józef Seidenbeutel. [↑]

41 Maks Brin [???]. [↑]

42 Aron Poliakow [???]. [↑]

43 Szymon Szpigel [???]. [↑]

44 Jechiel Aronson [???]. [↑]

45 Zelig Melamed [???]. [↑]

46 Szaul Wagman [???]. [↑]

47 „Nasz Przegląd” – dziennik wydawany w Warszawie w latach 1923–1939. Formalnie „Nasz Przegląd” nie był związany z żadną partią, w praktyce jednak sympatyzował z ruchem syjonistycznym, a szczególnie z frakcją Et Liwnot; w końcu lat 30. zaczęły w nim dochodzić do głosu wpływy Mizrachi i ugrupowań religijnych. [↑]

48 Józef Tunkel (1881 Bobrujsk – 1949 Nowy Jork) – pisarz, satyryk, tłumacz, karykaturzysta, tworzący pod pseudonimem Der Tunkeler. Od 1911 r. był stałym współpracownikiem „Momentu”, m.in. jako redaktor działu satyrycznego „Der Krumer Szpigl” (jid., Krzywe Zwierciadło). [↑]

49 Izrael Jehoszua Singer (1893 Biłgoraj – 1944 Nowy Jork) – prozaik, dramaturg i publicysta piszący w jęz. jidysz; starszy brat i pierwszy mistrz Icchaka Baszewisa Singera. W 1918 r. debiutował opowiadaniami w „Dos Jidisze Wort”. Później współpracował z „Folks-Cajtung” i „Hajntem”. Przez krótki czas był współwydawcą pisma „Di Jidisze Welt”, a później członkiem redakcji „Literarisze Bleter”. Jego pozycję w żydowskim świecie literackim ugruntowała powieść Josie Kałb (Josie Kałb, 1932; wyd. pol. 1934, 1992), ukazująca dramatyzm namiętności ludzkich na tle galicyjskiego dworu chasydzkiego. Podobnie jak inne powieści Singera, doczekała się ona adaptacji scenicznej. Po emigracji do Stanów Zjednoczonych Singer w 1933 r. osiadł w Nowym Jorku, gdzie współpracował z dziennikiem „Forwerts”. [↑]

50 Abraham Mordechaj Alter (1866 Góra Kalwaria – 1948 Jerozolima) – czwarty cadyk w chasydzkiej dynastii z Góry Kalwarii. [↑]

51 Fajga Mindl Alter [???]. [↑]

52 Majer Biederman [???]. [↑]

53 Menachem Kipnis (1878 Uzymir na Wołyniu – 1942 Warszawa) – śpiewak, pisarz, folklorysta, popularyzator muzyki. [↑]

54 Elchanan Cajtlin (1902 Rohaczów k. Homla – 1941 Warszawa) – pisarz, poeta, dziennikarz, działacz społeczny i polityczny związany z ruchem folkistowskim; syn Hilela Cajtlina. Był sekretarzem generalnym warszawskiego oddziału Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej w Polsce (TOZ) i sekretarzem Związku Pisarzy i Dziennikarzy Żydowskich. Przez pewien czas redagował kronikę warszawską w dzienniku „Der Moment”. Był czołowym publicystą i krytykiem teatralnym w gazetach „Unzer Express” i „Express”. [↑]

55 „Der Jud” (jid., Żyd) – tygodnik, a od 1919 r. dziennik, założony z inicjatywy środowiska chasydów skupionych wokół cadyka z Góry Kalwarii, wydawany w Warszawie w latach 1918-1929 przez członka zarządu krakowskiej Gminy Żydowskiej, senatora Mosze Deustschera, pod redakcją Hilela Seidmana; z czasem stał się organem ortodoksów związanych z Agudą. Po reorganizacji, od 1929 r., ukazywał się jako „Dos Jidisze Togblat”. [↑]

56 Ajzyk Meir Eckerman [???]. [↑]

57 Feliks Rubinlicht [???]. [↑]

58 „Poalej Agudas Israel” (hebr./jid., Robotnicy Agudy) – przybudówka Agudy działająca wśród żydowskiego proletariatu. [↑]

59 Aleksander Zysze Frydman – rabin, publicysta, wybitny działacz instytucji edukacyjnych związanych z Agudą, m.in. Centralnej Organizacji Oświatowej „Chorew”. [↑]

60 Josl Kac. [↑]

61 Eliahu Kirszbaun (1882 Warszawa – 1931 tamże) – działacz Agudy w Polsce. Brał udział w założycielskiej konferencji Agudy w Katowicach (1912). W 1926 r. został wybrany na prezesa warszawskiej Gminy Żydowskiej. W latach 1922-1931 był posłem na Sejm RP. Pełnił funkcje przewodniczącego frakcji Agudy i wiceprezesa Koła Żydowskiego w Sejmie i Senacie RP. [↑]

62 Efraim Rundo [???]. [↑]

63 (jid.) - wódka zawierająca 69 proc. alkoholu. [↑]

64 Jechiel Bojm [???]. [↑]

65 szajgec (hebr./jid.) – łobuz, hultaj; w języku żydowskim pejoratywne pokreślenie chrześcijańskiego chłopaka. [↑]

66 nigun (hebr., melodia) – w chasydzkiej muzyce pieśń bez słów, nucona melodia o emocjonalnym, natchnionym, poważnym lub radosnym charakterze. [↑]

67 tisz (jid., stół) – uczta duchowa, podczas której cadyk wygłasza naukę. [↑]

68 gartel (jid.) – pas noszony dla oddzielenia górnej części ciała od dolnej, nieczystej. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 39 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3722836
UA-28053597-1