Niegdyś...

W dziecięcych latach, zwłaszcza w chederze przy ulicy Kępnej 4 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
] u mełameda Machele (za plecami nazywano go „Mechele Panc”), miałem dużo kolegów.

Później wielu z nich poszło się uczyć w szkołach ludowych, zamożniejsi kontynuowali naukę w gimnazjach, a bardziej pobożni – w jeszywach1.

Ja poszedłem do „szkoły Garbarza”, która znajdowała się w podwórzu praskiej synagogi. Szkoła ta należała do Gminy Żydowskiej. Naszymi nauczycielami byli: Szafbuch, Buber, Erlich, Garbarz. W szkole panowała ostra dyscyplina, zwłaszcza na lekcjach Bubera. Większa swoboda była u Erlicha, który uczył nas języka hebrajskiego.

Jeszcze później, kiedy dorośliśmy, wielu z moich kolegów poszło do różnych zawodów i zbliżyło się do rozmaitych partii. Nasze drogi rozeszły się: jeden został syjonistą, kolejny sympatyzował z Poalej Syjon-Lewicą2, inni związali się z Bundem3, rewizjonistami, komunistami – to były różne światy. Czasami zwalczaliśmy się ideologicznie, jednak - ogólnie rzecz ujmując - zawsze trzymaliśmy się razem.

Kiedy wspominam dziecięce lata, przypominam sobie, jak żyło się na Pradze. Żydowskie święta stanowiły jedyne radosne momenty w ciężkim żywocie polskich Żydów, zwłaszcza nas, dzieci, napawając radością. Opiszę tu skrótowo kilka z nich.

Purim: przebieranki, roznoszenie prezentów (szlachmones)4, hałasowanie kołatkami i tupanie, ilekroć podczas czytania Księgi Estery padało imię Hamana5.

Pesach: pokazywanie się kolegom w nowym ubraniu i z nową czapeczką, nowe buty (kogo było na nie stać), granie w orzechy, czekanie na proroka Eliasza, choć oczy już zamykały się ze zmęczenia, kiedy na koniec odprawiania wieczerzy paschalnej otwierano drzwi i recytowano „Szfoch chamatcha”6, wykradanie afikomenu7.

Sukot: pomaganie w budowaniu kuczki (suka) i nakrywaniu dachu, robienie łańcuchów z papieru do przyozdobienia kuczki od wewnątrz.

Simchat Tora: piękne chorągiewki zwieńczone czerwonym jabłkiem z zatkniętą w nie świeczuszką, hakafot, okrążanie bimy w radosnym korowodzie i wywoływanie do odczytania fragmentu ze zwoju Tory, śpiewanie „Szoszanat Jakow”8, uczestniczenie w uroczystym kiduszu, popijanie chyłkiem piwa z butelki, smaczne jedzenie, czyli gołąbki, cymes z marchwi z rodzynkami, kugiel na różne sposoby (jadło się go rękami), wygłupy i tańce.

Szabaty: ojciec mój, reb Symcha-Ber, niech spoczywa w pokoju, z samego rana szedł do synagogi, by posłuchać, jak rebe Szyjele Berlewi objaśniał rozdział Tory, którego czytanie przypadało na dany tydzień (parsza). Rebe Szyleje był prawą ręką ślepego rebego – świeć, Panie, nad jego duszą – który mieszkał przy ulicy Brukowej 30 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
].

Było to obszerne podwórze, w którego obrębie mieścił się również cheder. Mełamed miał na imię Mojszele, nazywano go „Mojszele Krucik”, a to dlatego, że był mizernego wzrostu – w otoczeniu uczniów nie było go widać. Kiedy zaczynał wymachiwać rózgą i dziatwa się rozbiegała, dopiero wtedy widoczna była sylwetka drobnego człowieka w wielkim tałesie z długimi frędzlami (cicit), które sięgały niemal do ziemi.

Jego „cheder” był w zasadzie „zerówką”, w której dzieci pobierały nauki wstępne przed pójściem do prawdziwego chederu. Uczyły się jedynie alfabetu i „ha-moci”9, czyli błogosławieństwa nad chlebem, jak również błogosławieństw na inne okazje. Jednak „cheder” prowadzony przez „Mojszele Krucika” był popularny na całej Pradze. W tym miejscu trzeba powiedzieć, że mimo tej popularności mełamed nie jadał do syta, mówiło się nawet, że przymiera głodem. Kiedy widziałem, jak reb Mojszele każdego ranka spożywa siekaną cebulę z odrobiną oleju i soli, a do tego mały kawałek chleba, nie mogłem ścierpieć takiego widoku i wychodziłem na podwórko pobawić się z kolegami. Tak żyli ubodzy mieszkańcy Pragi, a jednak nie skarżyli się i wszystko przyjmowali „be-ahawa” [hebr., z miłością].

Kiedy skończyłem osiem lat – w czasie I wojny światowej – na Pragę wkroczyli Niemcy i od razu zaczęli rabować: zabierali miedź, mosiądz, krowy i na wszystko wydawali pokwitowania, które nigdy nie były realizowane. Przynieśli ze sobą głód i tyfus. Wycofywali się w 1918 roku, a Polska odzyskała niepodległość. Wkrótce rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Mój starszy brat, Jankiel, został zmobilizowany i walczył w rejonie Wilna. Kiedy wydarzył się „cud nad Wisłą”10, przybył na kilka dni do domu. Bardzo się cieszyliśmy.

Mój wujek Jankiel Fridman również odbywał służbę w polskiej armii. Był jednak natchniony duchem rewolucyjnym i w wojsku prowadził nielegalną działalność razem z kilkoma towarzyszami. Kilku z nich zapamiętałem: Zyskinda, który mieszkał przy ulicy Jagiellońskiej 20, Herszela Wasersztruma z ulicy Wileńskiej 7 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
], Herszela Edelsona z ulicy Ząbkowskiej 7 [  Drukuj
] i pewnego chrześcijanina, nazywanego„Walczyk”. Cała grupa liczyła trzynaście osób. Mieli sporo sympatyków, nawet wśród polskich oficerów. Jednak nie brakowało donosicieli, którzy poinformowali kogo trzeba i grupa została „wsypana”. Groził im sąd polowy.

Moja matka, która była świecką kobietą, udała się wprost do Noacha Pryłuckiego11, żeby coś zrobił. Z początku kręcił nosem, ponieważ było to w stanie wojny, wskazał jednak adwokata, który podjął się ich obrony. Był to adwokat Beylin12. Przygotował ich, jak mają zeznawać na procesie, lecz oni w ostatniej minucie się speszyli i dostali po dwa lata więzienia.

Do piętnastego roku życia uczyłem się hafciarstwa. Razem z moim młodszym bratem otwarłem fabryczkę i nie szło nam źle. Przyjaźniłem się z Mosze Najmanem, Mosze Kuflem, Herszlem Bednarzem z ulicy Kępnej 4 i ze Szlojmele z Grochowa.

Pewnego razu na nielegalnym zebraniu aresztowano dziesięć osób, które dostały wyroki po dziesięć lat więzienia. Niedługo potem Herszel został zastrzelony. Mówiło się, że był prowokatorem, który wydał dziesięciu swoich towarzyszy.

Do piętnastego roku życia uczyłem się hafciarstwa. Razem z moim młodszym bratem otwarłem fabryczkę i nie szło nam źle. Przyjaźniłem się z Mosze Najmanem, Mosze Kuflem, Herszlem Bednarzem z ulicy Kępnej 4 i ze Szlojmele z Grochowa.

Pewnego razu na nielegalnym zebraniu aresztowano dziesięciu ludzi, którzy dostali wyrok dziesięciu lat więzienia. Niedługo później Herszel został zastrzelony. Mówiło się, że był prowokatorem, który wydał dziesięciu swoich towarzyszy.

W mojej głowie dokonał się przewrot – stałem się bezpartyjny. Pozwoliło mi to uczestniczyć we wszystkich przedsięwzięciach Bundu, Poalej Syjon, a także bywałem często w Żydowskim Domu Akademickim13. Dzięki Gieni Grejcerównie z ulicy Brzeskiej 17 poznałem tam zdolnego akademika nazwiskiem Szwarc. Był to interesujący człowiek. Należałoby o nim napisać osobno.

Wspomnę tu o pewnym przypadku losowym. Mój kolega Josele Birenbaum chodził z dziewczyną z ulicy Targowej. Miła na nazwisko Taśma. Josele miał w Argentynie bogatego brata, który go tam sprowadził. Następnie Josele sprowadził swoją dziewczynę i tam się pobrali. Pewnego razu stoję sobie z Powązkerem, moim kolegą z ulicy Brzeskiej 20. Było to już w roku 1939 roku, kiedy toczyła się wojna z Niemcami. Kiedyśmy sobie gawędzili, napatoczyła się na żona Josele z Argentyny. Spojrzeliśmy po sobie, a ona uderza w płacz. Próbuję ją pocieszyć, lecz wewnątrz czuję całą grozę wojny. Co dalej? Została zamordowana razem i innymi najbardziej mi drogimi i najbliższymi Żydami z warszawskiej Pragi.

Chciałem jeszcze opisać całe piekło, jakie przeszedłem w latach wojennej poniewierki, lecz to zadanie mnie przerosło. Było to ponad moje siły.

Abraham Kibowicz, Funem amol, [w:] Sefer Praga, Izrael 1974, s. 234-237.
Książka dostępna pod adresem: http://yizkor.nypl.org/index.php?id=1405
Tłumaczyła z jidysz: Anna Ciałowicz

1 Jeszywa (hebr., posiedzenie) – wyższa uczelnia talmudyczna. [↑]

2 Poalej Cyjon (hebr., Robotnicy Syjonu) – ruch robotniczy łączący w swojej ideologii hasła syjonistyczne i socjalistyczne, opierający się przede wszystkim na żydowskim proletariacie. W 1920 r. w partii doszło do rozłamu, w wyniku którego wyłoniły się dwa ugrupowania: Poalej Syjon-Lewica i Poalej Syjon-Prawica. [↑]

3 Bund (właśc. Ogólnożydowski Związek Robotniczy „Bund” na Litwie, w Polsce i w Rosji) – najliczniejsza i najsilniejsza żydowska partia robotnicza w Polsce w okresie międzywojennym, utworzona w 1897 r. w Wilnie. [↑]

4 Szlachmones (hebr./jid. "posyłanie prezentów") – zwyczaj obdarowywania rodziny i znajomych smakołykami podczas święta Purim. [↑]

5 Podczas odczytywania Księgi Estery zagłusza się imię Hamana (królewskiego ministra, który chciał doprowadzić do zagłady wszystkich Żydów), hałasując kołatkami. [↑]

6 Szfoch ha-matcha (hebr., Wylej gniew Twój [na narody, które Cię nie uznają]) – słowa psalmu 79:6-7, które recytuje się przy otwartych drzwiach na koniec obrzędu wieczerzy paschalnej. [↑]

7 Afikomen (hebr./jid.) - kawałek macy spożywany na koniec wieczerzy paschalnej. Tradycyjnie afikomen chowa się, a dzieci muszą go znaleźć przed końcem uroczystego posiłku. [↑]

8 „Szoszanat Jaakow” (hebr., Róża lub Lilia Jakubowa) – tradycyjna piosenka purimowa, której słowa mówią o
„błogosławionym Mordechaju”, „przeklętym Hamanie” oraz „błogosławionych sprawiedliwych” i „przeklętych złoczyńcach”. [↑]

9 Przed spożywaniem chleba odmawia się błogosławieństwo: „Baruch Ata, Haszem, Elokejnu, Melech haOlam, ha-moci lechem min ha-arec” (hebr., Bądź błogosławiony, Boże, Panie nasz, Królu Świata, który wydobywasz chleb z ziemi. [↑]

10 W oryginale po polsku. [↑]

11 Noach Pryłucki (1882–1942?) – publicysta, adwokat, etnograf, filolog, literat, działacz społeczny i polityczny, poseł na Sejm. W czasie wojny polsko-bolszewickiej jeździł po Polsce, broniąc przed sądem polowym Żydów oskarżonych o współpracę z wrogiem. [↑]

12 Gustaw Beylin – adwokat i satyryk, specjalista od prawa autorskiego. Reprezentował w sądzie m.in. Tadeusza Boya-Żeleńskiego. [↑]

13 Żydowski Dom Akademicki – wybudowany w latach 1924–1926. W 1944 r. budynek zajęło NKWD, a następnie Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa. Tutaj katowano działaczy polskiego podziemia. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3576798