Żydzi z Nowej Pragi

Pamięci mego ojca, bp. Sane Bryskina, poświęcam.


Beniamin Lajtajzen

Beniamin w dzieciństwie został osierocony, był pod opieką owdowiałej matki. Nie zaznał rodzinnego ciepła, wychowała go ulica.

Wyrósł z niego „szterker” [jid., silny], bił się z łobuzami, którzy „czepiali się” żydowskich handlarzy z nowopraskiego bazaru. Polscy chuligani bali się go śmiertelnie.

Później został atletą: podnosił ciężary, giął i prostował żelazne sztaby i  dawał pokazy siły w warszawskim cyrku.

Mimo że nie był związany z żadną partią polityczną ani nawet z żadnym klubem sportowym – zawsze występował w biało-błękitnym kostiumie z  gwiazdą Dawida. W ten sposób demonstrował polskiej publiczności swą przynależność do narodu żydowskiego.

Ożenił się z ubogą dziewczyną pochodzącą z dobrej rodziny, został kupcem, prowadził życie na szerokiej stopie i był hojny. Kiedy należało było komuś pomóc lub wystąpić w czyjejś obronie, Beniamin zawsze był na  miejscu, w pierwszym szeregu.


Szmuel Lewiński

Był najmłodszym synem nowopraskiego „rebele”1 – człowiekiem uczonym, mędrcem, obeznanym we współczesnej literaturze żydowskiej i nauce. Uwielbiał prowadzić polityczne dyskusje. Przy tym był biedny jak mysz kościelna. Utrzymywał się z dawania korepetycji.

Z powodu swoich dzieci był narażony na wiele nieprzyjemności, lecz wszystko znosił „be-ahawa” [hebr., z miłością], a nawet – z dumą.

Alterke, jego najstarszy syn, był znanym działaczem komunistycznym – „okręgowcem” po kursach w Moskwie, wielokrotnie odsiadującym wyroki więzienia. Adolf (Abraham) był funkcjonariuszem partii komunistycznej, a córka Dorka (Dwojra) – aktywną komunistką. Ocalał tylko jeden syn, Feliks, który mieszka w Izraelu.

W mieszkaniu Lewińskiego zawsze było pełno jego dzieci, które „kryły się” przed policją lub odsiadywaniem wyroku. Często zaglądała tam z „wizytą” tajna policja, „zapraszała” go do „Defy”, gdzie brano go w  krzyżowy ogień pytań. Podejrzewali, że wie, gdzie są jego dzieci. Ciągle więc miał do czynienia z policją, sądami, procesami, z posyłaniem „wałówki”, interweniowaniem u  prokuratora. Został nawet przyjęty przez komisarza policji Pogorzelskiego, u którego próbował wyjednać obniżenie wyroku dla swoich dzieci.

Był dumnym ojcem swoich dumnych dzieci.


Reb Jokl Feldman

Był to Żyd o  orientacji narodowej, mający zamożne gospodarstwo domowe. Prowadził duży interes i administrował kilkoma domami. Dlatego nazywano go „reb Jokl Rządca”. Dobrze orientował się w polskich przepisach administracyjnych i bezpłatnie udzielał porad prawnych. Sam pisał podania do różnych urzędów, pomagając w ten sposób nowopraskim Żydom wyplątać się z różnych trudnych sytuacji.

Miał pięciu synów i  dwie córki. Wszyscy – aktywni syjoniści. Najstarszy, Abraham, był przewodniczącym rewizjonistycznej organizacji „Kadima”. Tylko z jednego syna, Jechezkiela (Chaskele), nie miał pociechy, ponieważ był on aktywnym komunistą. Z niego jednak ojciec też był dumny, bo wiedział, że w każdej sytuacji Jechezkiel gotów będzie bronić honoru Żydów. I rzeczywiście, niejeden raz obił boki polskim chuliganom, którzy „czepiali się” Żydów z Nowej Pragi.


Reb Szymon Szochet

W okresie międzywojennym rzezakiem rytualnym (szochet) na Nowej Pradze był reb Szymon Herszberg. Był to człek uczony – wyznawca cadyka z Góry Kalwarii, uparty jak osioł fanatyk religijny. Miał czterech synów i córkę. W swoim ekstremalnym fanatyzmie zaszedł tak daleko, że  kiedy jego najstarszy syn, Dawid, w latach 20. wyemigrował do  Palestyny, żeby uniknąć służby w polskim wojsku – ojciec odsiedział po nim siedmiodniową żałobę (sziwa).

Na Nowej Pradze nie było legalnej ubojni, więc reb Szymon musiał zarzynać zwierzęta nielegalnie, kryjąc się przed okiem policji. Uboju dokonywał u rzeźników w ich piwnicach, u handlarzy gęsiną w ich kramach i u  siebie w domu.

Polscy sąsiedzi, jak również administrator domu, byli strasznymi antysemitami, przysparzającymi mu wielu kłopotów. Ciągle go prześladowali i niejednokrotnie, akurat w wigilię Jom Kipur, kiedy zarzynał kury i  koguty na ofiarę (kapara), nasyłali na niego policję. Policjanci zresztą dobrze wiedzieli o tym procederze i za łapówkę często przymykali oko, lecz pod naciskiem sąsiedzkich donosów w  końcu byli zmuszeni spisać protokół i postawić go przed sądem.

Pobożny i  uparty reb Szymon jednak się nie poddawał. Z narażeniem życia nadal wykonywał ubój rytualny, co uważał za swój święty obowiązek i służbę bożą.


Zlate, żona szocheta

Szochet Szymon był fanatycznie pobożny, lecz niezaradny, zaś jego żona Zlate (nazywana również „Zlate Mazik”) przeciwnie – była kobietą do rany przyłóż, ze wszystkim dawała sobie radę. Sprzedawała białe płótno (na raty) i losy na loterię. Większość jej klientów stanowili chrześcijanie, którzy obdarzali ją wielkim zaufaniem i wierzyli, że na kupiony u niej los musi paść wielka wygrana.

Dużą część swoich zarobków oddawała na cele dobroczynne. Dobrze znała sytuację materialną szacownych, choć znajdujących się w potrzebie Żydów i zawsze im pomagała.

Często też pokazywała się w polskim sądzie i swoimi mądrymi słowami, artykułowanymi nie najlepszą polszczyzną, wykłócała się z sędzią, chcąc doprowadzić do uchylenia lub zmniejszenia kar zapisanych w  protokołach, które polska policja jakże często sporządzała na  niekorzyść biednych żydowskich kramarzy za lada wykroczenie.


Chazani

Ojciec mój przez długie lata sprawował funkcję gabaja2 w nowopraskiej synagodze [GoogleMaps]. Jako że miał dobry głos i  był znawcą muzyki kantoralnej, jego zadaniem było też zajmowanie się przyjezdnymi chazanami3; jeden z nich zjawiał się z zamiarem poprowadzenia modlitwy w Jom Kipur, inny – chcąc zarobić parę złotych na uświetnianiu swym śpiewem modlitwy w szabat.

Przychodzili oni do  naszego mieszkania, a ojciec ich przesłuchiwał. W domu czuło się wtedy przyjemną atmosferę. Sąsiedzi nadsłuchiwali i przychodzili wyrazić swoje zdanie. Część polskich sąsiadów również dała się wciągnąć w przesłuchania i wygłaszała swoje opinie.

Na podstawie tego, jak i  czym nasz ojciec podjął danego chazana, my, dzieci, wiedzieliśmy, czy dostanie on pracę lub jej nie otrzyma. Byliśmy pierwszymi, którzy zachwalali nowego kantora.


„Linat ha-cedek”

Mój ojciec miał ważną funkcję w „Linat ha-cedek”4. Ubogim Żydom z Nowej Pragi wydawał talony na bezpłatną pomoc medyczną. Niejednokrotnie zdarzało się, że po talony zgłaszali się do niego ludzie, którzy byli w stanie sami zapłacić. Im także nie odmawiał. Ale co? Na talonach umieszczał stosowny znak i ambulatorium żądało uiszczenia pewnej opłaty.

Jednym z najważniejszych źródeł dochodu były dla „Linat ha-cedek” kalendarze. W  okresie Chanuki, przed chrześcijańskim Nowym Rokiem, ojciec przywoził z Warszawy pokaźną paczkę z kalendarzami. Były to  zwykłe kalendarze na każdy dzień roku Reznika, tyle że ze specjalną okładką dla „Linat ha-cedek”. Na bordowoczerwonych okładkach miały wydrukowany emblemat „Linat ha-cedek”: ambulans i dwóch sanitariuszy niosących chorego na noszach.

My, dzieci, mocowaliśmy te kalendarze na specjalnych podkładkach i według listy roznosiliśmy Żydom z Nowej Pragi. Taki kalendarz kosztował od 2 do  5 zł. Byli jednak ludzie, którzy płacili o wiele więcej, wierząc, że datek dla „Linat ha-cedek” chroni od choroby.


Akcja węglowa

Bardziej skomplikowana była dystrybucja darmowych przydziałów węgla, które warszawska gmina żydowska każdej zimy przysyłała dla potrzebujących Żydów z Nowej Pragi. Było to mniej więcej pięćdziesiąt worków węgla po pięćdziesiąt kilogramów każdy. Ma się rozumieć, było to o  wiele za mało, więc często jeden worek należało podzielić między dwie rodziny.

Tu jednak korzystaliśmy z cichej podpowiedzi nowopraskiego parnasa Żółtka5. Rada była następująca: kiedy wóz z węglem będzie przejeżdżał przez określone ulice, trzeba wtedy zdjąć kilka worków, a furmani mają udawać, że nic nie zauważyli. Mój ojciec chodził potem do  gminy żydowskiej z pretensjami, że ktoś ukradł kilka worków i  dla wszystkich nie starczyło. I tutaj przychodził z pomocą parnas Żółtek, który wypraszał kilka dodatkowych worków. W ten sposób, dzięki pomocy parnasa Żółtka, kolejne rodziny otrzymywały darmowy węgiel.

Dow Bryskin, Naj-Prage Jidn, [w:] Sefer Praga, s. 153-158.
Książka dostępna pod  adresem: http://yizkor.nypl.org/index.php?id=1405
Tłumaczyła z jidysz: Anna Ciałowicz

1 Fajwel Lewiński, krawiec, specjalizujący się w „ubiorach męskich”, na początku XX wieku mieszkał na ulicy Bródnowskiej 6. Zasłynął jako rabin-cudotwórca, do którego po radę i modlitwę przybywały głównie kobiety z Pragi i miejscowości podwarszawskich. [↑]

2 Gabaj (hebr./jid.) – funkcjonariusz synagogi; administrator wybierany przez członków społeczności. [↑]

3 Chazan (hebr.) – kantor (często wykształcony muzycznie solista), prowadzący modlitwę w synagodze. [↑]

4 Linat haCedek (hebr., Sprawiedliwy Nocleg) – organizacja dobroczynna zajmująca się udzielaniem pomocy medycznej ubogim i starym. [↑]

5 Lejb (Leon) Zółtek – radny (parnas) Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w  Warszawie, prezes praskiej Wielkiej Synagogi i Związku Przedsiębiorstw Przewozowych. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 19 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3722818
UA-28053597-1