Budki z papierosami

Na ulicach stoją setki, a może tysiące budek z papierosami.

Drewniane budki robią dobre wrażenie. Zawsze są świeżo odmalowane farbą olejną – wymaga tego Ministerstwo Handlu.

Nadają one miastu szczególny charakter; wprost nie można wyobrazić sobie Warszawy bez budek z papierosami.

Budka ma wymiar metr na  metr. W środku nie zmieści się więcej niż jeden człowiek. Koncesję na sprzedaż papierosów może otrzymać tylko inwalida wojenny lub weteran wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 roku.

Wiele zależy od lokalizacji budki. Każdej budce przypada inny los. Jeśli stoi na  Lesznie, naprzeciwko Solnej, „budkarz”1 ma pewny i stały zarobek. Jeśli jednak budka stoi na tak odludnej ulicy, jak Okopowa, gdzie nie przypadkiem znajdują się dwa cmentarze: żydowski i – nie przymierzając – chrześcijański, to w tej okolicy wiele się nie zarobi.

Budka musi być otwarta do później nocy, w przeciwieństwie do innych sklepów, które zamyka się o godzinie siódmej wieczorem. Dla palacza bowiem papieros jest – jak wiadomo – ważniejszy niż chleb. Wraca taki późnym wieczorem z odczytu lub przedstawienia teatralnego i  zawsze znajdzie czynną budkę. Kiedy pijak opróżni drugą flaszkę, musi zaciągnąć się papierosem. Dlatego budka, ze względu na niego, musi być otwarta. Gdyby była zamknięta, mógłby ją – nie daj Bóg – przewrócić. Dlatego budki są zawsze otwarte, nawet w  niedzielę, kiedy wszystko jest zamknięte.

Pan Gurman służył u  „Iwana”. Walczył nad Morzem Czarnym. Ma jedną z najlepiej zlokalizowanych budek. Stoi ona na gwarnym podwórzu przy ulicy Twardej 2 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
]. Gurman uwija się jak w ukropie. Sprzedaje całe paczki i pojedyncze papierosy. Zna swoich klientów. Wie, że wieczorem, około godziny dziesiątej, na pół godziny przed zamknięciem bramy, przyjdzie Józek, stróż spod dziesiątki i kupi trzy papierosy Wanda. Były to najtańsze papierosy, kosztujące 2 grosze za sztukę.

Innym jego klientem był Mosze-Mordechaj Kuperberg. Każdego ranka, idąc do domu modlitwy, kupuje u Gurmana paczkę papierosów marki Grand. Są to papierosy lepszego gatunku. Palą je kupcy, właściciele domów, a czasem też jakiś biedak, który chce uchodzić za milionera. Chociaż są papierosy droższe od grandów, ten gatunek uchodzi za „najlepszy”. Zapach grandów oczarowuje. Mosze-Mordechaj tak się do nich przyzwyczaił, że kiedy ktoś chce go poczęstować „cudzesami” lub popularnymi – kiwa przecząco głową: nie, to nie dla mnie.

W budce Gurmana kupuje wielu stałych klientów, a także zwykli przechodnie.

Natomiast budka pana Micmachera, która stoi przy szerokiej ulicy Miłej, niedaleko Smoczej, nie jest tak oblegana. Zarabiać, zarabia. Ze sprzedaży papierosów żyje mu się całkiem nieźle. I zawsze ma czas, żeby porozmawiać, podyskutować, na przykład o zamachu Piłsudskiego, o  arabskim pogromie w Hebronie. Piekli się: trzeba tam jechać i pomóc naszym braciom, wysłać trochę młodzieży, bejtarowców2, a oni już im pokażą!

Micmacher na wszystko ma czas. Trzeba postawić wózek dziecięcy na chodniku, wyskakuje z  budki niczym młodzieniec.

Kiedy siedzi w swojej budce, czyta broszury z serii „Biblioteka Groszowa”: Dziesięciu z Pawiaka, Powstanie, Mord na Nowolipiu 23 i inne dzieła wielkiej wagi...

Budka na ulicy Elektoralnej, przy bramie Szpitala św. Ducha, należy do Antka Pierackiego. Jego klientami są lekarze, pielęgniarki, pracownicy szpitala, jak również chorzy i ci, którzy ich odwiedzają. Każdemu, kto wchodzi do szpitala, życzy wszystkiego dobrego, czyniąc przy tym znak krzyża.

Pan Pieracki, nazywany też „Panie Antek”3, to taki goj, który zawsze jest zadowolony. Jest sam jak palec. Mieszkać, mieszka na terenie szpitala razem ze stróżem. Lubi zwłaszcza bawić się z dziećmi. Kupuje im zabawki4. Przyjaźni się z siostrą przełożoną z oddziału okulistycznego, Marią Staszewską. Jest to wdowa w wieku około 60 lat. Kobieta, kiedy ma chwilę czasu, lubi porozmawiać sobie ze starym. Nazywa go „Dziadkiem”.

Czymże byłaby Warszawa bez tych budek, zgodnie z surowym zaleceniem Ministerstwa Handlu odmalowanych olejną farbą, gdzie można kupić całą paczkę lub tylko kilka papierosów za parę groszy...

Beniamin Dawidsohn, Warsze szel mate, Riszon leCijon 1971, s. 17–20.
Książka jest dostępna pod adresem: http://ia600301.us.archive.org/25/items/nybc204606/nybc204606.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1 W  oryginale po polsku: „budkarz”. [↑]

2 Bejtar, zw. także Brith Trumpeldor (hebr., Przymierze Trumpeldora) – młodzieżowa organizacja rewizjonistyczna, utworzona w 1923 r. i  kierowana przez W. Żabotyńskiego. Bejtar dążył do budowy żydowskiej siedziby narodowej w Palestynie, nie cofając się przed walką zbrojną. Przed wojną Bejtar liczył ponad 100 tys. członków w 26 krajach, z czego większość stanowili Żydzi polscy. Przed wojną bejtarczycy przechodzili przysposobienie wojskowe; podczas okupacji działali w konspiracji, walczyli w powstaniu w getcie warszawskim, głównie jako bojowcy Żydowskiego Związku Wojskowego. [↑]

3 W  oryginale po polsku: „Panie Antek”. [↑]

4 W  oryginale po polsku: „zabawkes”. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3620760