Kopel „Mohel”

    Położył rewolwer na etażerce i w wielkim gniewie rzekł: „Zabiję nas wszystkich: ciebie, dziecko i siebie”. Madame Kesler krzyknęła: „Boże mój!”1... Nie, ona do tego nie dopuści, nie podda się. Żeby w dwudziestym wieku dokonywać takiego barbarzyńskiego aktu – co to, to nie! Po moim trupie!
    Nic nie dały argumenty męża, pana Keslera, kiedy swojej żonie Maruszce perswadował, prosząc i błagając, że jej tata, dziadek i dwaj bracia, Józek i Ejbusz, są obrzezani, a tę tradycję Żydzi na całym świecie kultywują niezależnie od okoliczności. „Najbardziej zasymilowana rodzina strzeże tego starożytnego zwyczaju, który jednoczy Żydów na całym świecie, jest dla żydowskiego mężczyzny jego »dowodem osobistym«”.
    Koło łóżka, na którym leżała położnica, stał „Kopel Mohel”, znany warszawski specjalista wykonujący zabiegi obrzezania (brit). Prosił ją i błagał, zaklinał na wszystkie świętości: „Niech mi pani wierzy. Jestem mohelem2 z czterdziestoletnim doświadczeniem. Mam rekomendacje od profesora Zajczyka i doktora Narutowicza. Na mojej liście widnieje ponad 30 tysięcy obrzezanych chłopców: dzieci i wnuki pana Joselewicza, właściciela hotelu Królewskiego przy placu Trzech Krzyży; męskie potomstwo Schorrów, Bałabanów, Pryłuckich, Dawidsohnów, Szpigelglasów i setki innych zacnych familii!”.
    Dla mohela Kopla był to trudny szabat. Wyszedł z domu od razu po pierwszym minjanie, około godziny jedenastej. Odprawił „kidusz”3, zjadł kawałek jabłecznika i udał się na ulicę Żelazną 22 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
], niedaleko dworca kolejowego.
    Srebrny pojemnik z przyrządami do zabiegu niósł mu dziesięcioletni wnuk Welwele – na wypadek, gdyby „eruw”4 nie był w porządku (mógł się przecież w piątek zerwać i jeszcze nie zdążono go naprawić).
    Mohel Kopel zawsze tak robi: kiedy w szabat idzie na uroczystość obrzezania, bierze ze sobą wnuka lub dziecko sąsiada. Dla chłopca to był zaszczyt, jeśli mógł ponieść mu narzędzia chirurgiczne.
    Mohel Kopel pochodził z rodu kapłańskiego. Był człowiekiem o szlachetnym obliczu i dostojnym wyglądzie. Mimo że zbliżał się do sześćdziesiątki, jego broda była kruczoczarna. Trudno było znaleźć w niej choć jeden siwy włos.
    W szabat nosi jedwabną kapotę, na którą zarzuca modnie skrojone palto (gehakt sakl). Na głowie ma tradycyjną żydowską czapeczkę (hitl). Mimo że jest ubrany w tradycyjny żydowski strój, bardziej przypomina doktora niż mohela. Za swoją pracę nie pobiera wynagrodzenia. Dziękować Bogu, jest człowiekiem zamożnym. Należą do niego dwa wielkie składy tapet przy ulicy Bielańskiej. Poza tym jest właścicielem trzech kamienic: przy placu Muranowskim 1, przy ulicy Grzybowskiej pod numerem 20 i na Nowolipiu 49, tak więc o utrzymanie nie musi się martwić. Fachu nauczył go teść, reb Pinie Lipszyc, słynny mohel z warszawskiej Pragi. Jego teść także wprowadzał dzieci do przymierza Abrahama całkowicie bezpłatnie.
    Powiadają ludzie, że widząc w domu skrajne ubóstwo, „Kopel Mohel” czasem dyskretnie zostawi na stole kilkadziesiąt złotych.
    W dodatku ma złote ręce. Patrzeć, jak wykonuje swoje zadanie, to czysta przyjemność. Zanim przystąpi do pracy, prosi, by rozdzielono zaszczytne funkcje: sandaka, który podczas zabiegu trzyma dziecko na kolanach, kumy i kuma, którzy przynoszą dziecko i pokazują je mohelowi. Kiedy jest już po wszystkim, błyskawicznie odmawia błogosławieństwo. Dziecko nie zdąży nawet zapłakać. Kobiety mówią o nim, że jest aniołem. Żeby tak dziecko wdało się w niego... Tradycyjnie takie życzenia składa się nowo narodzonemu dziecku: żeby nie było gorsze od mohela...
    Tamtej pamiętnej soboty, w tygodniu, kiedy przypada czytane rozdziału „Wajece”5, zaraz po obowiązkowej części (kedusza) w modlitwie dodatkowej (musaf), kiedy „Kopel Mohel” zdjął tałes, wszyscy wiedzieli, że dziś ma do wykonania zabieg obrzezania.
    „Kopel Mohel” lubił sobotnie zabiegi obrzezania. Nie uważał, żeby zakłócały mu one świąteczny odpoczynek; przeciwnie – bardzo się cieszył, jeśli zabieg obrzezania miał wykonać w szabat.
    Kiedy wychodził z domu, prószył lekki śnieg. Jego nakrycie głowy szybko zrobiło się białe, podobnie jak zszyta tradycyjnie z ośmiu części czapeczka jego wnuczka.
    „Kopel Mohel”, mimo że jest człowiekiem postawnym, ma lekki chód i szybki krok. Na miejsce dotarł w niespełna godzinę.
    Kiedy przybył do bramy kamienicy przy ulicy Żelaznej pod numerem 22, jego czoło było zroszone słonym potem; dziś jest święto; musi szybko uporać się z zadaniem, bo w domu czeka na niego rodzina.
    Keslerowie, bogata, na wpół zasymilowana rodzina, zgotowali mu niecodzienne przyjęcie. W powietrzu czaiła się śmierć trojga ludzi... Gdyby nie mądrość i rozsądek mohela Kopla, który zdołał madame Kesler przekonać do swojej opinii, skończyłoby się wielką tragedią.
    Pan Kesler stoi koło etażerki, na której leży parabellum. W lewej ręce trzyma złoty zegarek, który dostał od swojej Maruszki z okazji ich zaręczyn. Spogląda to na nią, to na zegarek. Myśli sobie: „Oto nasz pierworodny. A co będzie, jeśli drugie dziecko też będzie chłopcem?”. Nie – myśli – to się musi skończyć! Drugi raz to nie może się wydarzyć! Wystarczy tego wstydu za wszystkie czasy! Na Pradze nigdy nic takiego się nie zdarzyło! Nigdy nie było mowy o tym, że Maria nie pozwoli obrzezać naszego syna. Jej dziadek był przecież członkiem warszawskiej synagogi „Synaj”.
    Maria leży w łóżku, a koło niej nowo narodzone dziecię. Już w piątek w nocy wróciła z „zakładu”6. Jest jeszcze słaba, blada, a tu rozgrywają się takie sceny. Jej Romek stoi obok i patrząc na nią jak zbój, trzyma w ręce nabity rewolwer, gotów pozabijać całą rodzinę...
    „Kopel Mohel” krąży między pokojem a korytarzem. Co ma robić? Czy otworzyć drzwi i wyjść, zostawić małżeństwo w tak dramatycznej sytuacji? Mąż może spełnić swoje groźby. Mohelowi nie chodzi już o obrzezanie niemowlęcia, lecz o to, by zapobiec straszliwej zbrodni.
    W mieszkaniu Keslerów przez kwadrans panowała martwa cisza. „Kopel Mohel” krążył między sypialnią a korytarzem, z jednego pokoju do drugiego, z salonu do gabinetu i z powrotem do sypialni, gdzie leżała położnica.
    Wyszedł na balkon, żeby złapać trochę świeżego powietrza... A pan Kesler stoi koło toaletki jak zamurowany. Od czasu do czasu spojrzy w lustro. Chce zobaczyć swoje odbicie. W lustrze widzie bladą, zatrwożoną postać. Sam nie może siebie poznać. "To ja?” – myśli sobie. – To jest Romek?”. Widzi, że z nerwów drżą mu mięśnie twarzy.
    Z wielkiego zmęczenia matka usnęła. Jej prawa ręka leży na poduszce dziecka. Nawet we śnie instynktownie chroni swoją pociechę.
    Biały pies, który należy do mieszkającego trzy piętra niżej, na parterze, adwokata Piaseckiego, od czasu do czasu zaszczeka. Właściciel widocznie zamknął go w mieszkaniu. Z pobliskiego dworca towarowego słychać też gwizd lokomotywy. Przez okna sypialni widać kłębiący się gęsty dym, który wiatr momentalnie rozwiewa.
    Ciszę przerwało wejście do kuchni Stefy, chrześcijańskiej służącej, która chciała przygotować dla dziecka butelkę ze smoczkiem. Ujrzała wtedy taką scenę: pan Kesler stoi przy toaletce i przegląda się w lustrze, a pani Kesler, leżąca w łóżku, to otwiera, to zamyka oczy. W korytarzu kręci się wysoki mężczyzna, przystojny jak filmowy amant. Kiedy dojrzała leżący na etażerce rewolwer, złapała się za głowę. „Matko Boska!”7 – krzyknęła i szybko zniknęła w służbówce.
    Kopel „Mohel” nie wie, jak się to skończy. Drzwi wejściowe są na wpół otwarte. Wychodzi i naciska dzwonek. Ostry dźwięk dzwonka wszystkich postawił na nogi. Przybiegła Stefa, a za nią pan Kesler. Dzwonienie obudziło też położnicę. Wszyscy stanęli przy jej łóżku: „Kopel Mohel”, Romek i Stefa.
    Kopel „Mohel” zaczął jej po raz kolejny tłumaczyć, jaki obowiązek spoczywa na rodzicach wyznania mojżeszowego. Wygłosił cały referat o historii narodu żydowskiego, o tym, jak Żydzi przez wieki narażali swe życie, by dopełnić obowiązku obrzezania. Kiedy okrutny władca zakazywał Żydom obrzezania noworodków płci męskiej, robili to potajemnie – tak było i w starożytności, i w czasach hiszpańskiej inkwizycji...
    Kiedy już wyglądało na to, że pani Kesler się zgodzi, nagle wybuchnęła wielkim płaczem. Stefa próbowała ją uspokajać. „Kopel Mohel” ujął ją za rękę i tłumaczył jak komu dobremu, że jest już godzina druga, niedługo zrobi się ciemno, a obrzezanie trzeba wykonać za dnia.
    Jego piękne wysławianie się po polsku musiało na niej zrobić wrażenie. „Kopel Mohel” dał Stefie znak, żeby wyjęła dziecko z łóżka. Za dwie minuty rozległ się głośny płacz i słowa błogosławieństwa: „Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, nasz Bóg, Król świata, który uświęcił nas swoimi przykazaniami i nakazał nam obrzezanie”.
    Przez dwie i pół godziny, które Kopel „Mohel” spędził u Keslerów, Welwele bawił się na skwerze. Przyglądał się wystawom8 na dworcu towarowym, liczył wagony z węglem, które toczyły się powoli. Naliczył trzysta siedemnaście wagonów... Szlaban był zamknięty przez 45 minut. Czas mu się nie dłużył.
    Nazajutrz „Kopel Mohel” nie ruszył do swoich składów. Od razu po śniadaniu poszedł do rabinatu i opowiedział, co mu się przytrafiło poprzedniego dnia.
    Relacjonował, jak to on, mohel mający za sobą obrzezanie ponad trzydziestu tysięcy noworodków płci męskiej, musiał prosić, żeby matka pozwoliła obrzezać swojego syna. Specjalny nóż do obrzezania położył na stole w pokoju reb Dona9, sędziego prawa religijnego, i powiedział: „Od kan!” – Nigdy więcej! To musiał być znak z nieba, żebym zaprzestał swojej działalności jako mohel”.
    Rabin reb Don, znany powszechnie jako reb „Don Dajan”10, nie jest człowiekiem bez grosza przy duszy. Przez jego ręce przechodzą wszystkie sprawy rozwodowe. Jeśli jemu nie uda się pojednać zwaśnionych małżonków, to znaczy, że nastąpił ostateczny rozpad związku i od rozwodu nie ma odwrotu.
    Teraz reb Don kazał zawołać reb Zoracha i reb Issachara Grosmana, członków sądu rabinackiego, i odezwał się do „Kopla Mohela” w te słowa: „Postanowieniem sądu rabinackiego pod przewodnictwem reb Issachara Grosmana nie zwalania się pana z powinności wykonywania obrzędu obrzezania, lecz przeciwnie – nakazuje się, by nadal obrzezywał pan noworodki płci męskiej – do stu dwudziestu lat!”.
    „Kopel Mohel” prosił o zmiłowanie: „Jestem przekonany, że znak dany mi z nieba świadczy o tym, że mam porzucić zajęcie mohela”.
    Reb Don uniósł brwi, zaczął krzyczeć: "Do stu dwudziestu lat! Do stu dwudziestu lat! Wyrok zapadł i nie podlega apelacji!”.
    Macewa „Kopla Mohela” na cmentarzu przy ulicy Gęsiej stoi niedaleko ohelu Pereca11 – jakieś pięćdziesiąt metrów na prawo.
    Nagrobek ozdobiono symbolem dłoni złożonych w geście błogosławieństwa kapłańskiego, zaś inskrypcja głosi: „Tu spoczywa Jakub Kopel, syn Szlomo haKohena, który dziesiątki dzieci żydowskich wprowadził do przymierza Abrahama, naszego Praojca. Niech jego dusza będzie związana w węzeł życia”.

Beniamin Dawidsohn, Warsze szel mate, Riszon leCijon 1971, s. 158-167.
Książka jest dostępna pod adresem: http://ia600301.us.archive.org/25/items/nybc204606/nybc204606.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1 W  oryginale po polsku: „Boże mój!”. [↑]

2 Mohel (hebr.) – specjalista wykonujący zabiegi obrzezania noworodkom płci męskiej; zabiegu dokonuje się w ósmym dniu życia dziecka. [↑]

3 Kidusz (hebr., uświęcenie) – modlitwa odmawiana przez pana domu w  obecności całej rodziny nad kielichem wina w wigilię szabatu (innego święta) oraz następnego dnia rano. [↑]

4 Eruw (hebr.) – powiększenie „sfery publicznej” przez otoczenie danego obszaru sznurem lud drutem. Pozwala to w szabat, kiedy obowiązuje zakaz noszenia, przenosić przedmiotu z domu na zewnątrz (i odwrotnie), a także nosić je w obrębie wyznaczonym przez „eruw”. [↑]

5 Tora jest podzielona na 54 rozdziały (parsza), które odczytuje się w kolejne soboty. Rozdział „Wajece” obejmuje wersy z  Księgi Rodzaju 28:10–32:3. [↑]

6 W  oryginale po polsku: „zakład”. [↑]

7 W  oryginale po polsku: „Matko Boska!”. [↑]

8W  oryginale po polsku: „wystawes”. [↑]

9 Prawdopodobnie chodzi o reb Dona Wolkenbrejta, barwną postać, która nieraz gościła na łamach prasy. [↑]

10 Dajan (hebr.) – sędzia sądu rabinackiego. [↑]

11 Ohel, który na grobie I.L. Pereca postawiono w 1924 r., zaprojektował Abraham Ostrzega. Razem z Perecem spoczywają w nim Sz. Ań-ski i J. Dyneson (kw.44, rz. 1). [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 52 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3581056