Ciepła herbata

Jak wiadomo, warszawscy Żydzi lubili pić herbatę. O świcie, jeszcze przed pójściem na modlitwę, część religijnych Żydów też pozwalała sobie na wypicie szklanki ciepłej herbaty, ale bez cukru. Tylko choremu wolno było posłodzić herbatę, a i to za przyzwoleniem sędziego prawa religijnego (mojre hojre).

Wszyscy przecież wiedzą, że kodeks Szulchan aruch1 zabrania jedzenia i picia przed modlitwą.

Reb Berisz jest właścicielem „mleczarni” przy ulicy Twardej. W czasie I wojny światowej przybył do Warszawy z guberni kieleckiej. Nie miał żadnego kapitału. Przyjechał z całym swoim majątkiem, czyli żoną i trójką małych dzieci. Starsza córka, Frumetl, jest już sporą dziewczynką – ma pięć lat. Druga córka, Frejdele, ma trzy i pół roku, a Fejwele, jedyny syn, przed Pesach2 skończy roczek.

W porze obiadu, kiedy reb Berisz zamyka swoją mleczarnię, idzie zawsze do synagogi Arona Sardynera3 przy ulicy Twardej 4 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
] i odmawia cały psałterz, należy bowiem do „bractwa psalmistów” (chwere tehilim). Podczas gdy pozostali członkowie bractwa odmawiają tylko „psalm dnia”, on recytuje całą księgę psalmów. Czyni tak, bo wyczytał w starych księgach, że kto codziennie odmawia cały psałterz, ten będzie miał dobry zarobek, a po śmierci pójdzie prosto do raju.

Reb Berisz, którego ze względu na pochodzenie z guberni kieleckiej nazywają reb Berisz Kelcer, bardzo lubi szklaneczkę herbaty. „Kto lepiej ode mnie może wiedzieć, że psalm i szklaneczka herbaty nie zaszkodzą” – mówi z dumą. Kiedy w piątek wieczorem, po uroczystej kolacji siądzie, by napić się herbaty, jest w tym niedościgniony. „Picie herbaty to jak druga natura – powiada. – Pić herbatę trzeba umieć”. Reb Berisz może wyliczyć wszystkie zalety picia herbaty. Przede wszystkim – szklanka musi być umyta wodą z sodą. Na szklance nie może być śladu spożytej rano jajecznicy lub czerwonej szminki, którą nieskromne kobiety malują sobie usta. „Podstawka”4 musi być bez wyszczerbień, żeby człowiek nie skaleczył sobie palców. Do szklanki trzeba nalewać wrzątku, żeby parzyło w górną wargę, a przy każdym łyku należy przynajmniej dwa razy krzyknąć: „Ach, ach, co za rozkosz!”. Cukier koniecznie musi być w kryształkach lub w kostkach, a nie sypki, do którego może dostać się źdźbło słomy, kawałek sznurka lub mysi bobek...

„Jak moja Chinkele zaparzy esencję – powiada reb Berisz – herbata ma i smak, i kolor. Sam przynoszę do domu wielkie pudła herbaty Wysockiego. Kupuję zawsze u Czałczyńskiego przy placu Za Żelazną Bramą. Pachnie z daleka. Można wręcz się upić, jakby się spożywało 96-procentowy spirytus. Bo na parzeniu herbaty trzeba się znać”.

Reb Berisz nie pije herbaty ze szklanki, lecz ze specjalnego kubka, który przynosi z domu. Ma on pojemność półtorej kwarty. Kiedy pociąga łyk, cały dom drży w posadach. Mimo że domownicy już zdążyli się przyzwyczaić, to jednak z niepokojem nadsłuchują, jak przy każdym łyku reb Berisz wydaje głośnie okrzyki. Najstarsza córka drży wtedy ze strachu. A reb Berisz krzyczy: „Aj, aj!”, „Ach, ach, jak dobrze!”...

„Chinkele, moja droga – powiada do żony – obyś długo żyła! Zestarzejemy się razem w zdrowiu i szczęściu. Herbata rozgrzewa moje kości. Ach, jak przyjemnie!”. Reb Berisz wypija jeden kubek i już prosi o następny. Kiedy żona w piątkowy wieczór poda tłusty rosół, reb Berisz też nie wie, kiedy skończyć. Dolewa sobie i je ze smakiem, aż w końcu padnie znużony na kozetkę.

 

Arele

Arele jest dziewięcioletnim chłopcem. Mieszka na Nowolipiu, ale do chederu chodzi na ulicę Prostą pod numer 10 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
]. W największy mróz, kiedy temperatura sięga minus 20-30 stopni Celsjusza, biegnie w czapce wsadzonej głęboko na uszy. Jego dłonie chronią dziurawe rękawiczki. Nogi ma przemarznięte, nos czerwony od mrozu. I w ten sposób codziennie przebywa drogę do chederu.

Po drodze, blisko skrzyżowania ulic Krochmalnej i Ciepłej, mieszka przyjaciel rodziny Szmuel-Eli z Grójca. Kiedy Arele zbliża się do jego domu, jest zmarznięty na kość. Z ust cieknie mu ślina. Do jego mieszkania wpada na wpół żywy.

Malkele, żona Szmuela-Eliego, wie, o której wpadnie Arele – o ósmej piętnaście – więc zawczasu przygotowuje dla niego szklankę herbaty z mlekiem. Kiedy Arele przychodzi pod drzwi, ledwo już porusza rękami. Musi tupać, żeby go usłyszano i otworzono drzwi. Malkele wita go radośnie.

– Dzień dobry, Arele! Dzięki Bogu, że cię widzę! Wchodź do środka, dziecino, mój gołąbeczku.

Arele zrzuca swój paltocik, zdejmuje rękawiczki i ogrzewa dłonie szklaną ciepłej herbaty. Na podstawce leży kawałek chałwy.

Po wypiciu „bawarki” Arele czuje się jak nowo narodzony. Wkłada płaszczyk, chwyta raniec5 i biegnie do chederu.

 

Reb Efraim Fiszel

Reb Efraim Fiszel jest człowiekiem zamożnym. Jest „górskim”chasydem, który mieszka w czteropokojowym mieszkaniu przy ulicy Twardej. U niego herbatę pije się przez cały szabat.

W salonie stoi wielki stół, przy którym mogą zasiąść 24 osoby. Drzwi nie zamykają się przez cały świąteczny dzień – jedni wchodzą, drudzy wychodzą. Na blacie leży kilka egzemplarzy Pięcioksięgu.

Pijąc herbatę, zagląda się do świętych ksiąg: Tory z komentarzem RaSZI-ego6, popularnego wydania Or haChaim7. Stoi tam samowar, w którym mieści się ze 100 litrów wody. Na ozdabiających stół serwetkach stoi kilka talerzyków, na których wyłożono bryłki cukru; na każdym talerzyku dodatkowo umieszczono cążki do kawałkowania cukru.

Córki reb Efraima Fiszla wnoszą herbatę na srebrnej tacy, na której mieści się ze 16 szklanek.

Aszer Sziper jest krawcem, który szyje jedwabne i alpagowe kapoty. Rozprawia o wojnie abisyńsko-włoskiej. „Italia to współczesne wcielenie Imperium Rzymskiego, które zburzyło Świątynię Jerozolimską – powiada. – Hajle Sellasje ma żydowskie konotacje... Powiadają nawet, że jest po prostu Żydem, a jego ród wywodzi się od króla Salomona. Zobaczycie, że Italia przepadnie z kretesem. Włochy muszą upaść!”.

Pan Baumczyk z dystrybucji powiada, że nie pamięta takiej zimy. „Wczoraj stałem w ogonku do składu węglowego przy ulicy Pańskiej i dopiero po dwóch i pół godzinie udało mi się kupić kilo węgla. Oby do wiosny!...”.

Tam usłyszeć można reb Szaloma opowiadającego o tym, jak Jasza wyswatał swego syna Chanana z posażną panną; ten syn to niczego sobie młodzieniec – student Jeszywas Chachmej Lublin8. Wszedł w koligacje z Fastagami9... „Narzeczona to prawdziwa krasawica, piękna jak królewska córka”.

„A jaka ma być – odzywa się Pesach Szochet – skoro opływała w miód i mleko. Oby nasze dzieci też miały tyle szczęścia”.

U reb Efraima Fiszla spędzają czas miłośnicy herbaty ze wszystkich warstw społecznych. Są wśród nich wyznawcy wielu cadyków: sochaczewskiego, parysowskiego, radzyńskiego, „górskiego”, a także zwykli Żydzi: kupcy, drobni handlarze, rzemieślnicy. Wypiwszy herbatę, jedni żegnają się na odchodnym, a inni sięgają po drugą i trzecią szklankę. Zebrani tymczasem słuchają plotek, wiadomości ze świata i komentarzy do bieżących wydarzeń.

Drzwi nie zamykają się od rana, gdy drugi minjan skończy modlitwy, aż do modlitwy popołudniowej; przez cały czas pije się herbatę. Setki ludzi rozkoszują się szklanką ciepłego, aromatycznego napoju. Reb Efraim Fiszel już dzięki temu, że zmarzniętym ludziom daje coś ciepłego do picia, będzie miał udział w świecie przyszłym. Jak powiada stary Chone: gdyby jedynym jego posłannictwem na tym świecie było częstowanie herbatą – już by nam wystarczyło...

 

Wydawanie herbaty na ulicy

Termometr na aptece Kazimierskiej przy ulicy Elektoralnej wskazuje 31 stopni mrozu. „Taczanki” pogotowia co godzinę przywożą ludzi z odmrożeniami uszu, nosa, palców. Jest niemiłosiernie zimno.

„Od trzydziestu lat nie było takiej zimy” – mówi pan Podolski. Magistrat postawił na ulicach koksowniki. Przechodnie przystają i grzeją sobie zziębnięte ręce i nogi. Ludzie biegną z wciśniętymi na uszy czapkami. Tragarze z Gnojnej i Ptasiej chuchają w ręce i tupią nogami, żeby trochę się rozgrzać. Kolejki przed składami węgla są coraz dłuższe. Żeby kupić węgiel i drewno opałowe, trzeba odstać kilka godzin. Drogi są nieprzejezdne. Nie można dowieźć węgla. Dworzec towarowy też stanął. Tory pokrywa mająca ponad metr warstwa śniegu. Radio podaje, że nad Wisłą temperatura spadła do minus 40 stopni. Powoli zaczyna brakować chleba. Rury zamarzają, pękają na mrozie. Na ulicy Bielańskiej pękła główna rura – jezdnia jest zalana. Szkoły już od kilku tygodni są zamknięte.

Tylko w chederach trwa nauka. Studiowania Tory nie wolno przerywać. To się nie godzi! Na ulicę dociera miły dla ucha zaśpiew towarzyszący nauce: „Wajomer – I rzekł, Adoszem – Pan Bóg, elaw – do niego, lemor – mówiąc”...

Mimo siarczystego mrozu na ulicach w dzielnicy żydowskiej jest tłoczno. Ludzie śpieszą się, biegną, pędzą – zarówno warszawiacy, jaki i Żydzi z prowincji w wypłowiałych płaszczach i butach zajeżdżających tranem. Prowincjusze myślą, że tran przedłuży butom żywot.

Dziesiąta rano. Chłopi, którzy przyjechali do miasta sprzedać warzywa, zbierają się w drogę powrotną do Miłosnej, Zielonki, Piaseczna. Czasem przejedzie wóz z piaskiem do posypywania podłóg. „Piasek biały jak śnieg! – wykrzykuje chłop ze wsi. – Po dwadzieścia groszy za kubeł!”.

Na podwórkach zaczynają pojawiać się zbieracze czerstwego pieczywa. „Stary chleb, stare chały, kromki i skórki! Rzucajcie, białogłowy, rzucajcie, nie dajcie spleśnieć żadnemu okruchowi!”.

Stróże zamiatają chodniki i jezdnie, z których tylko część jest wybrukowana. Listonosz biegnie, uważając, by się nie przewrócić. Magistrat zatrudnił setki ludzi do odśnieżania. Mróz aż szczypie.

Towarzystwo „Bajs Lechem”10, które troszczy się o ludzi będących w potrzebie, zaopatruje ich w paczki na święta Pesach, Sukot, akcją pomocową objęło teraz ogół ludności: wszystkich przechodniów bez wyjątku.

Towarzystwo wynajęło samochody. Na każdym samochodzie ustawiono kocioł, pod którym pali się koksem. W kotle przez cały czas wrze woda z esencją. W jednym kuble są blaszane kubki, a w drugim kromki chleba. Samochód zatrzymuje się na rogu Smoczej i Nowolipia. Kierowca wyskakuje z szoferki i woła na głos: „Hejse, kochedike tej! Gorąca, wrząca herbata!”. Herbatę rozdaje się za darmo. Przechodzący, a raczej przebiegający ludzie zatrzymują się na chwilę i kryjąc się w bramie, bo na ulicy nie wypada, wypijają kubek herbaty i spożywają kawałek chleba. „Ha-ochel be-szuk harej ze dome le-kelew”11. Tylko pies je na ulicy. Wiele osób odmawia błogosławieństwo „Sze ha-kol nichije bi-dwaro” – „że wszystko powstało na Jego słowo”.

Ludzie są zachwyceni. „Niezwykle cenna inicjatywa – powiada pan Munk z domu wydawniczego. – Tylko żydowska głowa mogła coś takiego wykoncypować!”.

Włodek kieruje omnibusem, który kursuje na linii Żelazna–Nowolipie–Smocza–Dzika i dalej. Siedzi wysoko w swojej kabinie. Tę kabinę od pasażerów oddziela szyba. Szyby są tak zamarznięte, że nic nie widać. Jedynie Władek dostrzega, co dzieje się na zewnątrz. Szofer musi mieć dobrą widoczność. Wiezie przecież pięćdziesięciu pasażerów. Przednia szyba jest zaopatrzona w takie urządzenie, które nie pozwala jej zamarznąć.

Józek, konduktor, który po sprzedaniu biletów ma teraz chwilę czasu, przysuwa się do szoferki i krzyczy: „Władek! Spójrz no przez szybę, a zobaczysz, jak Żydłaki12 piją gorącą herbatę!”.

„Tak! – odpowiada. – Widzę!”. Chętnie by wysiadł, żeby napić się herbaty, jeśli pasażerowie zechcieliby choć minutę poczekać...

Mimo że nosi skórzane rękawiczki, czubki palców ma całkiem przemarznięte.

„Oni mają rację13 – powiada. – To się nazywa mieć głowę na karku”. „A oni mają! Psiakrew! Cholera!”14 – odpowiada mu Józek.

Omnibus zatrzymuje się na postoju na rogu ulic Dzielnej i Smoczej. Jedni pasażerowie wysiadają, inni wsiadają, a Władek jedzie dalej. Józek nie może sobie tego darować.

„Dlaczego nasi rodacy nie potrafią zrobić czegoś podobnego? Czy to wielka sztuka postawić na ulicy kocioł z wrzątkiem? Czy tylko Żydzi lubią ogrzać się ciepłą herbatą? Nie, nie rozumiem tego...”.

Beniamin Dawidsohn, Warsze szel mate, Riszon leCijon 1971, s. 64–74.
Książka jest dostępna pod adresem: http://ia600301.us.archive.org/25/items/nybc204606/nybc204606.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1 Szulchan Aruch (hebr., Nakryty Stół) – podstawowy kodeks prawa żydowskiego, ułożony w XVI w. przez rabina Josefa Karo. [↑]

2 Pesach (hebr., pominięty; termin związany z biblijnym opisem „ominięcia” domów Izraelitów w czasie ostatniej z plag egipskich) – najważniejsze i najstarsze święto żydowskie, obchodzone już podczas wędrówki Żydów przez pustynię. Pesach obchodzi się na pamiątkę wyjścia Izraelitów z Egiptu. [↑]

3 W 1861 r. Aron i Perla Sardynerowie synagogę i dom modlitwy (mieszczące się w podwórzu przy ul. Twardej 4) przekazali warszawskiej Gminie Żydowskiej. [↑]

4 W oryginale po polsku: „podstawke”. [↑]

5 W oryginale po polsku: „raniec”, czyli tornister. [↑]

6 RaSzI (akr. od Rabi Szlomo Icchaki), właśc. Szlomo ben Icchak (1040 Troyes w płn. Francji – 1105 tamże) – rabin, uczony, którego komentarze do Biblii i Talmudu miały fundamentalne znaczenie dla rozwoju żydowskiej myśli filozoficznej i religijnej. [↑]

7 Or haChaim (hebr., światło życia) – popularny zbiór komentarzy do Pięcioksięgu ułożony przez XVII-wiecznego rabina Chaima ibn Atara. [↑]

8 Jeszywas Chachmej Lublin (hebr./jid., Uczelnia Mędrców Lublina) – założona przez rabina Majera Szapirę w 1930 r. uczelnia talmudyczna ciesząca się światową renomą. Jeszywa miała skupiać najbardziej utalentowaną młodzież i stać się światowym ośrodkiem nauki talmudycznej, zapewniając swoim studentom dobre warunki, m.in. internat. [↑]

9 Fastagowie – znana rodzina rabinacka. [↑]

10 Bajs Lechem (hebr./jid., Dom Chleba) – instytucja dobroczynna. [↑]

11 Ha-ochel be-szuk harej ze dome le-kelew (hebr.) - Jedzący na ulicy jest oto podobny do psa (Talmud Babiloński, Kiduszin 40b). [↑]

12 W oryginale po polsku: „Żydłakes”. [↑]

13 W oryginale po polsku: „Oni mają rację”. [↑]

14 W oryginale po polsku: „psiakrew, cholera”. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 83 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3668425
UA-28053597-1