Szabes u Icchoka Lejbusza Pereca

Chcąc naprawdę poznać charakter człowieka, nigdy nie należy sugerować się jego wielkimi czynami. Wielkie działa zdarzają się w życiu niezwykle rzadko, raz czy dwa człowiek może zaprezentować się lepszym, niż jest w istocie.

Prawdziwy charakter poznaje się po rzeczach małych, w sytuacjach, które zdarzają się często, kilka razy na dzień. Wtedy nikt nie jest w stanie się maskować.

Stare przysłowie mówi: "Faln – falt men durch a klejn sztejndl un niszt durch a grojsn sztejn"1.

Kiedy zajmowałem się statystyką2, niemal mieszkałem u Pereca i przyglądając mu się z bliska w różnych momentach, miałem okazję dobrze poznać go jako człowieka, bez względu na jego zdolności literackie.

Perec był dobrym człowiekiem, gotowym dzielić się ostatnim kawałkiem chleba, ostatnim rublem. Był człowiekiem szczodrym, o prawdziwie żydowskim sercu. Były momenty, że w tej swojej szczodrości przypominał szlachcica z dawnych czasów.

Z usposobienia był orędownikiem zwyczajności, demokratą, który niewielką zwracał uwagę na stan i majątek. Wszystkich traktował na równi. Prostoduszny był czasem może nawet za bardzo. Jeśli kogoś nie lubił, od razu było to widać.

Perec był także bardzo gościnny. Kiedy jesienią wracał z rodziną z daczy do miasta, do własnego mieszkania przy ulicy Ceglanej pod numerem 1, jego dom zaraz stawał otworem dla każdego, bez żadnego fałszu i etykiety. Kto przychodził, siadał za stołem; wszedł głodny, a wychodził najedzony, mimo że Perec nie był wtedy szczególnie bogaty.

Żona Pereca była nie mniej gościnna, jak on. Przysiadała się do stołu i nieustannie częstowała dobrą kawą, zwijała papierosy dla męża i jego gości.

Jeśli akurat nikogo nie zastało się w domu, służąca Rózia sama częstowała. Wszystko było do dyspozycji.

Rózia razem z Perecem przyjechała z Zamościa i przez 23 lata była u niego jak członek rodziny. Miała wśród literatów swoje sympatie i antypatie.

Dinesohn3 nazywał ją: amta de-wej rabi4.

Kiedy wychodziła za mąż, na weselu bawili się wszyscy blisko skupieni przy Perecu.

Mieszkanie przy Ceglanej 1 wynajęła żona Pereca w towarzystwie Dinesohna i moim. Perec się do tego nie mieszał, zdając się na nasz gust.

Mieszkanie składało się z trzech niedużych pokoi z kuchnią.

Umeblowanie stanowiły jedynie sprzęty najbardziej potrzebnych w gospodarstwie, bez żadnych luksusów.

Biurko, przy którym Perec pisał, był to zwykły stół z kilkoma szufladami, bez zdobień.

Ten stół stoi teraz u Dinesohna.

Skromność tego mieszkania i jego wyposażenia nie przeszkodziła jednakowoż, by po jakimś czasie stało się ono centrum żydowskiej literatury. Miejscem, do którego pielgrzymować musieli wszyscy, którzy w tamtej dobie mieli cokolwiek wspólnego z żydowską literaturą i sztuką.

Myślę, że wśród całej plejady ówczesnych artystów żydowskich, twórców kultury i działaczy społecznych nie znajdzie się żaden, który by nie zawitał na ulicę Ceglaną pod numerem 1.

Takiego centrum brakowało w ówczesnej Warszawie.

Ludzi, którzy chcieli usłyszeć albo powiedzieć coś nowego, przybywało z dnia na dzień. Czasy, kiedy można się było obejść tak zwaną "haskalą"5, dawno minęły. Dawno już porzucono dywagacje, czy Żydzi są bądź nie są narodem; czy Żydzi mają prawo do własnej literatury lub nie. Młodzież chciała coś robić, wykazać się działaniem. Byliśmy jednak rozsiani i rozproszeni i nie było nikogo, kto miałby siłę zebrać wszystkich razem.

Wokół "HaCefiry"6, jedynego czasopisma żydowskiego w ówczesnej Warszawie, kręciło się kilku publicystów, lecz ośrodek literacki, nawet wyłącznie hebrajskojęzyczny, nie powstał tam i powstać nie mógł. Sokołów7 nie potrzebował pomocników i jak Ludwik XIV miał prawo powiedzieć o Francji: "L'etat c'est moi" (Państwo to ja), tak on miał wszelkie prawo, by powiedzieć: "Di 'haCefire' – dos bin ich' ("HaCefira" to ja).

To był, moim zdaniem, główny powód, dla którego wokół "HaCefiry" nie powstało centrum literackie. Prócz tego przyczyna tkwiła, być może, w arystokratycznej wyniosłości Sokołowa, który nie każdego chciał do siebie dopuścić.

Jak by nie było, faktem jest, że brakowało wtedy w Warszawie ośrodka, w którym wszyscy literaci żydowscy i aktywiści społeczni mogliby się zbierać i wokół niego się skoncentrować. Wyjątkowe zadanie stworzenia takiego centrum przypadło Perecowi. Wszyscy, którzy w Warszawie czuli wówczas potrzebę powiedzenia czegoś nowego w kwestii żydowskiej, żywili kult dla żydowskiej literatury i sztuki, wykazywali trochę inicjatywy społecznej – wszyscy oni powoli zaczęli grupować się wokół Pereca, mającego w sobie jakąś magnetyczną siłę przyciągania ludzi.

Wszystkich satelitów Pereca można było spotkać u niego w szabat.

Ten dzień był dla Pereca i wszystkich jego "dworzan" najlepszym momentem tygodnia. Perec był wtedy wolnym człowiekiem i jego "dodatkowa dusza" zajmowała się wyłącznie literaturą.

W szabat drzwi się u Pereca nie zamykały od samego rana, jeden wchodził, drugi wychodził. Zupełnie jak w gołębniku.

Od samego początku towarzystwo było różnorodne. Obok Jakuba Dinesohna spotkać można było kilku maskili z Płocka czy z Zamościa. Grosglika8 z gminy, Frejda, Frenka i innych. Później u Pereca tworzył się powoli salon o charakterze wyłącznie artystyczno-literackim. Można tam było już spotkać Dawida Pińskiego9, doktora Eljaszewa (Baal Machszowes)10, dra Klausnera11, dra Meszorera12, a później Asza13, Nomberga14, Rosenfelda15, Hirszbejna16, Wajsenberga17, Grünbauma18 i innych stojących wówczas u początku drogi. W szabat rozmawiało się u Pereca o wszystkich nowościach literackich, nie tylko z własnego podwórka, ale z całej Europy. Interesowano się teatrem Stanisławskiego i Reinhardta, malarstwem Liliena19; wiedziono dysputy na temat reformy teatru żydowskiego, domu ludowego, kasy literackiej itd.

U Pereca w szabat można było spotkać żydowskich literatów, wydawców, aktorów, rzeźbiarzy i malarzy z wszystkich stron świata. Dla ludzi z tego grona być w Warszawie i nie przyjść do Pereca, to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża.

Przyjeżdża do Warszawy jakiś kantor z Galicji, który uważa, że umie śpiewać żydowskie piosenki ludowe – spotyka się go u Pereca.

Skomponował Lewkow20 poemat muzyczny "Der pogrom", przynosi go w szabat do Pereca.

Można bez przesady powiedzieć, że w szabat u Pereca bił puls nowego ruchu w żydowskiej literaturze i sztuce. Kiedy raz musiałem opuścić jakiś szabat, brakowało mi tego – po prostu.

W szabaty zadomowieni literaci czytali na głos to, co napisali w ciągu tygodnia; opowiadali, co mają zamiar napisać, a całe towarzystwo poddawało pomysły krytycznej analizie. Perec też czytał na głos swoje dzieła i z wielką pokora wysłuchiwał nawet najostrzejszej krytyki.

Pamiętam jakiś szabat, kiedy Perec czytał pierwszy rozdział powieści – koniecznie chciał napisać wielką powieść.

Był napisany rozdział, bardzo pięknie, lecz zawierał już całą treść, tak jak Perec nowelista miał w zwyczaju tworzyć; nie było już wątku, który można by rozwinąć.

Dinesohn zwrócił mu na to uwagę. "Słuchaj – powiedział – w pierwszym rozdziale masz już przyszłego pana młodego, przyszłą pannę młodą i drugiego młodzieńca, który się w niej kocha, masz tu już nawet rodziców tych młodych ludzi, którzy ze sobą rywalizują. Cóż jeszcze może się wydarzyć?".

Perec popatrzył na niego zadumany i powiedział: "Dinesohn, masz rację", otworzył szufladę biurka i schował manuskrypt. O powieści Perec nigdy więcej nie wspominał.

Szabaty u Pereca były zawsze bardzo przyjemne. Dzbanek z kawą nie schodził ze stołu, wszyscy pili i rozpływali się w rozkoszy.

Najbliżsi znajomi zostawali na obiad.

Duszą tych szabatów, rozumie się samo przez się, był Perec. Siedział zwykle roznegliżowany i nieustannie perorował albo czytał swoje utwory bądź omawiał twórczość innych, wychwalając jednych pod niebiosa, a innym odmawiając krztyny talentu.

Prawie nie było takiego szabatu, żeby Perec nie odkrył jakiegoś nowego talentu, jakiegoś nowego pisarza.

Do ludzi, jak już wspomniałem, Perec miał nosa. Prędzej by się pomylił, znajdując wielki talent tam, gdzie go nie było, niż przeoczył talent prawdziwy.

Tak to u Pereca w szabat przez cały dzień wrzało jak w ulu, a wieczorem, na przymroczu, całkowicie zarzucano literaturę i zaczynano śpiewać żydowskie piosenki ludowe. Nomberg swoim słabym tenorem lirycznym intonował:

"Di bejmelech blijen,
di jorelech filjen,
do cajt gejt awek wi rojch..."21

i całe towarzystwo przyłączało się do śpiewu. Później przechodzono do "Undzer rebenju"22, "Majerke majn zun"23, "Di alte kasze24" i innych popularnych piosenek.

Atmosfera była sympatyczna, a Perec robił wtedy wrażenie cadyka otoczonego przez wiernych chasydów.

Źródło: Perec. A bisl zichrojnes, Warszawa 1919, s. 39-46.   Tłum. Anna Ciałowicz

1 (jid.) – "Człowiek o mały kamyk się potknie, a nie o wielki głaz".

2 Badania statystyczne prowadzona na zlecenie finansisty Jana Blocha.

3 Jakub Dinesohn (1856 Nowe Zagory k. Kowna – 1919 Warszawa) – prozaik, publicysta, działacz oświatowy.

4 (aram.) służąca domu pańskiego.

5 (hebr.) Haskala – oświecenie żydowskie.

6 HaCefira (hebr. Jutrzenka, Świt) – pierwsze w j. hebrajskim czasopismo w Królestwie Polskim, wznowione przez N. Sokołowa.

7 Nachum Sokołów (1859 [1861?] Wyszogród – 1936 Londyn) – pisarz, publicysta, działacz syjonistyczny.

8 Lejb Israel (Leon) Grosglik (? – 1904 Warszawa) – maskil, publicysta, od 1875 sekretarz gminy wyznaniowej żydowskiej w Warszawie.

9 Dawid Piński (1872 Mohylew – 1959 Hajfa?) – dramaturg, nowelista piszący w języku jidysz; tłumacz i wydawca.

10 Baal Machszowes (hebr/jid. Zadumany, Rozważny) (właśc. Izydor Eljaszew) (1873 Kowno – 1924 tamże) – krytyk literatury jidysz i hebrajskiej.

11 Josef Gedalia Klausner (1874 Olkieniki k. Wilna – 1958 Jerozolima) – krytyk literacki, historyk, syjonista.

12 Meszorer - ???

13 Szalom Asz (1880 Kutno – 1957 Londyn) – prozaik i dramaturg, klasyk nowoczesnej prozy żydowskiej, tworzący w języku jidysz.

14 Hirsz Dawid Nomberg (1876 Mszczonów – 1927 Otwock) – pisarz, publicysta, działacz polityczny i społeczny.

15 Samuel Rosenfeld (1869 w guberni chersońskiej – 1943) – publicysta, dziennikarz, współpracownik czasopism wydawanych w jęz. jidysz i hebrajskim.

16 Perec Hirszbejn (1880 pod Kleszczelami w grodzieńskiem – 1948 Los Angeles) – dramaturg i pisarz.

17 Icie Majer Wajsenberg (1881 Żelechów – 1938 Warszawa) – pisarz i dramaturg, krytyk, piszący w jęz. jidysz.

18 Izaak Grünbaum (1879 Warszawa – 1970 Gan Szmuel, Izrael) – przywódca syjonistyczny, publicysta, historyk.

19 Mosze Efraim Lilien (1874 Drohobych – 1925 Brunszwik) – rysownik, grafik, ilustrator, jeden z twórców ruchu "młodożydowskiego" oraz nowej sztuki żydowskiej, związanej z ruchem odrodzenia narodowego.

20 Lewkow – ???

21 (jid.) – "Kwiateczki kwitną, latka lecą, czas rozwiewa się jak dym".

22 (jid.) – "Nasz rebe" – żydowska piosenka ludowa.

23 (jid.) – "Majerke, mój synu" – żydowska piosenka ludowa.

24 (jid.) – "Odwieczne pytanie" – żydowska piosenka ludowa.

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 27 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3671203
UA-28053597-1