Czytelnia Breslera

czytelna breslera thumbPodwórko przy Nowolipkach 5

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
jest ciemne, zwłaszcza od lewej strony. Kiedy człowiek dotrze wreszcie do otwartych drzwi parterowego mieszkania i wejdzie choćby na jeden schodek, mrok staje się zupełny, można go niemal dotknąć.

Idąc korytarzem, ciągle wpada się na coś, co się rusza. Można się jedynie domyślać, że to człowiek. Potrącony nawet nie piśnie, nie ostrzega z daleka ani też nie złości na niezdarność, przyzwyczaił się już.

Zderzywszy się z jedną osobą, człowiek zaraz wpada na następną, na korytarzu bowiem panuje ruch. Na końcu otwiera się drzwi do pokoju oświetlonego lampką gazową nawet w środku dnia.

Z wnętrza pokoju bije para i przez pierwsze minuty trudno zmiarkować, co się w środku dzieje. Kiedy wzrok już się trochę przyzwyczai, człowiek dostrzega książki – półki pełne książek, cienkich, grubych, starych i nowych, z przeróżnymi płóciennymi grzbietami, czarnymi, szarymi, żółtymi i brązowymi. Na grzbietach białe numery, od jedynki i dalej. Jedynka, dwie jedynki, pięć jedynek. Pięć dwójek, trzy, cztery i tak do tysiąca, dwóch tysięcy i dalej.

W izbie pełno – mężczyzn, kobiet, młodych i starych. Są tam robotnicy z brudnymi rękoma w wysmarowanych ubraniach, prosto z warsztatu przyszli wymienić książkę. Przychodzą ludzie o wymęczonych twarzach i zapadniętych policzkach; mężczyźni z długimi włosami, o twarzach od kilku dni nie golonych – bezrobotni; ludzie wyglądający na inteligentów, młodzi doktorzy, studenci i uczniowie; a także posiwiali, spracowani starcy. Przychodzą brodaci i w okrągłych, warszawskich płóciennych czapkach "żydowskich", a także Żydzi bez bród – litwacy w kapeluszach. Pojawiają się osobnicy w zielonkawych ze starości, wystrzępionych kapotach oraz młodzi chłopcy z pejsami, z głowami ostrzyżonymi na krótko pod czapkami i tacy z okrągłymi myckami na głowach. Przychodzą dziewczęta z wstążkami wplecionymi w warkocze oraz "mademoiselle" w modnych płaszczykach i kapelusikach przystrojonych kwiatami. Spotyka się także staruszki w szajtlach1 i jupkach, które pokazują bezzębne dziąsła. Wszyscy mają książki pod pachami.

Za ladą stoi trzech mężczyzn. Jeden jest wysoki, tęgi, o promieniejącym obliczu. To Bresler.
– Panie Bresler, daj Pan coś dobrego – prosi staruszka – coś takiego… no, sami wiecie.,
– Spodobało się, babciu?
– Oby Pan w zdrowiu żył, panie Bresler. Przeczytałam wszystkie dziesięć części. Teraz dajcie mi coś takiego… sami wiecie.

Bresler wyciąga z szafy grubą książkę oprawioną w mocne, szare płótno.
– Macie, babciu. Spodoba się wam.

Bierze staruszkę na bok, streszcza jej fabułę, a kobiecinie aż się oczy świecą.
– A złoczyńcy naprawdę się nawrócili? – dopytuje. – Niech się panu szczęści, panie Bresler. Dobrego dnia.

Ledwo obsłużył staruszkę, już rozmawia z uczennicą.
– Przeczytała już panienka Ogniem i mieczem Sienkiewicza? To niech panienka weźmie teraz Faraona.2
– A pani, zdaje się, czyta teraz Szolema Alejchema. I jak, zadowolona?
– A mnie proszę dać Di wilde cilke3

Przepycha się także robotnik, który bierze Marksa albo Kautskiego5. Twarz Breslera poważnieje, rozmawia długo z czytelnikiem. Daje mu jeszcze jedną grubą książkę, pochlapaną tu i ówdzie woskiem.

I tak książki wędrują z szafy do czytelników i z powrotem. Książki wszelkiego rodzaju. Takie, nad którymi dziewczęta przelewały łzy z powodu swego nieszczęsnego losu. Powieści pożółkłe i poplamione łzami współczucia. Książki o kartkach poczerniałych i czasem przemieszanych przez spracowane dłonie. Książki, w których ludzie szukali odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania, szukali sensu świata albo pragnęli go zmieniać i zastanawiali się, w jaki sposób to zrobić.

A Bresler ze wszystkimi rozmawiał. Znał wszystkich swoich czytelników. Wiedział, co czytają, wiedział, co ich dręczy. Wiedział nawet, kto dzisiaj zjadł posiłek, a kto nie.

Za biurkiem stała także kobieta, blada, z wąskim nosem, w okularach – delikatne stworzenie. W młodości z pewnością uczyła się eksternistycznie w gimnazjum. Dziś jest żoną Breslera, bibliotekarką. Zapisuje kaucje, comiesięczną opłatę, wypożyczone książki.
– Jesteście winni za siedem miesięcy – wypomina czytelnikowi z zapadniętymi policzkami, rozgorączkowanym wzrokiem i czerwonymi, gruźliczymi plamami na twarzy.
– Niedługo dostanę pracę, mam już przyobiecaną, wtedy zapłacę za cały okres – młodzieniec się jąka. Plamy na twarzy czerwienieją jeszcze bardziej. Wie, że kłamie. Nie dostanie pracy, nie będzie mógł zapłacić.

Bibliotekarka także czerwienieje, jakby czuła się winna za to, że młody człowiek nie znajduje pracy.
– Nic nie szkodzi – pociesza go – jak dostaniecie pracę, zapłacicie.
– Miłego dnia, panie Bresler – przekrzykuje innych kolejny czytelnik.
– Co wzięliście? Der weg fun anarchizm? Jak skończycie czytać, to sobie porozmawiamy.

Przez stół przeskoczył właśnie chłopak, może osiemnastoletni, z długim nosem, o melancholijnym spojrzeniu. Podawał książki z szafy.
– Daj im A sztetl Asza6 – wołał Bresler – numer 1007, Di kliacze Mendelego7, numer – 989, Josele Dinezona8 – 825.

Znał na pamięć numery wszystkich książek, począwszy od starej książki religijnej (takie też były u Breslera), aż po powieści Szomera9 i ostatnie nowości.

* * *

Czytelnia Breslera należała do jednych z pierwszych wypożyczalni w Warszawie. Tysiące czytelników wychowało się na książkach wypożyczonych właśnie tam.

Co wieczór setki osób siedziały w czytelni aż do białego rana, chłonąc każde słowo z książek napisanych albo przetłumaczonych na jidysz przez żydowskich pisarzy i poetów.

Wkrótce pojawili się następni. Powstały dziesiątki nowych bibliotek, które wyparły Breslera, zabrały mu czytelników. Bresler zmarł, a jego bibliotekę przejął ktoś inny. Jednak przechodząc przez Nowolipki 5, nie można było przejść, żeby nie zajrzeć na podwórko i szepnąć "czytelnia Breslera".

Źródło: Jidisz-Warsze, Central-farband fun pojlisze jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 89-92.    Tłum. Aleksandra Geller

 

1. (jid). szajtl – peruka tradycyjnie noszona przez zamężne kobiety. [↑]
2. Klasyka literatury polskiej dostępna była także w języku jidysz. Tutaj prawdopodobnie chodzi właśnie o jidyszowe przekłady dzieł Prusa i Sienkiewicza. Bolesław Prus, Di krojn fun micrajim, przekł. Ezriel Natan Frenk, Wydawnictwo A. Gitlin, Warszawa 1918; Henryk Sienkiewicz, ,em>Mit fajer un szwerd, przekł. Mojsze Blajsztift, Wydawnictwo S. Jatszkowski, Warszawa 1924. [↑]
3. Di wilde cilke – powieść Zusmana Segałowicza wydana w roku 1922, w polskim przekładzie ukazała się w 1929 roku pod tytułem ,em>Cylka z lasu. [↑]
4. Zusman Segałowicz (Białystok 1884 – Nowy Jork 1949) – poeta i prozaik piszący w jidysz; od 1919 roku w Warszawie; od 1948 roku w Nowym Jorku. Dostępne po polsku są jego wspomnienia o warszawskim Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich: Tłomackie 13, przekł. Michał Friedman, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001. [↑]
5. Karl Kautsky (Praga 1845 – Amsterdam 1938) – działacz robotniczy, teoretyk socjalizmu. [↑]
6. Szalom Asz (Kutno 1880 – Londyn 1957) – piszący w jidysz prozaik, dramaturg, eseista; bywa nazywany "czwartym klasykiem" literatury jidysz; honorowy prezes jidyszowego PEN-Klubu. W 1904 roku ukazała się jego powieść A sztetl, najnowsze polskie wydanie tego dzieła: Miasteczko, oprac. Monika Adamczyk-Garbowska, Towarzystwo Przyjaciół Janowca nad Wisłą, Janowiec 2003. [↑]
7. Mendele Mojcher Sforim, Mendele Sprzedawca Książek; właśc. Szolem Jankew Abramowicz, (Kopyl 1836 – Odessa 1917) – pisarz, publicysta, nauczyciel; miał ogromny wpływ na kształtowanie się nowoczesnej literatury w językach hebrajskim i jidysz. Jego satyryczna powieść Di kliacze [Szkapa] ukazała się w 1873 roku. [↑]
8. Jankew Dinezon (Nowe Zagóry k. Kowna 1856 – Warszawa 1919) – pisarz, działacz społeczny i oświatowy; wieloletni przyjaciel i współpracownik Icchoka Lejba Pereca, współwydawca serii Di Judisze Bibliotek; w 1899 roku ukazało się jego opowiadanie dla dzieci Josele. [↑]
9. Szomer właść. Nochem Mejer Szajkiewicz (Nieśwież 1849 – Nowy Jork 1905) – autor ponad dwustu popularnych powieści w języku jidysz oraz kilkunastu sztuk teatralnych; dla wielu pisarzy i krytyków stał się symbolem literatury brukowej. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 37 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3620767