Dom literacki

Kilka lat później, w roku 1908 przeprowadziliśmy się z Wilna do Warszawy, gdzie ojciec cieszył się szczególną popularnością, przede wszystkim dzięki serii artykułów pod wspólnym tytułem Briwelech cu der jidyszer jugnt1, które drukował w tym czasie w gazecie "Hajnt"2.

Stosunek do żydowskiego pisarza, zwłaszcza do pisarza znanego i cenionego, był wtedy, zanim świat ogarnęła wielka pożoga, zupełnie inny niż dziś. W pisarzach młodzież żydowska upatrywała swoich mentorów, przewodników, okazywała im wielki szacunek, szczególną estymą otaczając ludzi pióra. Na "żydowskiej ulicy" nie zapanował jeszcze partyjny terror, a młodzież wiedziała, że niejeden wielki działacz partyjny niekoniecznie jest człowiekiem wielkiego formatu, zaś ulotki partyjne nie narzucały jeszcze trendów w literaturze i sztuce...

Już nawet na podstawie tego, jak do znanych twórców odnoszono się na ulicy, można było zauważyć ogromne zainteresowanie i szacunek okazywane przedstawicielom literatury żydowskiej i hebrajskiej, których traktowano wtedy jak prawdziwych przywódców i liczono się z ich osądem.

Pamiętam, że gdy tylko ojciec pojawiał się na ulicy, od razu otaczały go grupy wielbicieli, przede wszystkim młodzież w długich, chasydzkich kapotach, z gazetą lub książką pod pachą. Ci młodzi ludzie, zagorzali chasydzi Hilela Cejtlina, którzy chłonęli każde słowo z jego Briwelech... lub Benkszaft noch szejnkajt3 i wypełniali po brzegi sale przy Grzybowskiej, Długiej ("Harmonia"), Lesznie ("HaZomir"4) lub Nowiniarskiej (Hotel Angielski), a nawet byłą salę towarzystwa "Chowewej Sfas Iwri"5, gdzie ojciec sam lub z jakimś kolegą po piórze wygłaszał odczyty o literaturze lub na tematy filozoficzno-etyczne, nawet na ulicy nie odstępowali ojca, zasypując go różnymi pytaniami, na które miał od ręki dać odpowiedzi. W najlepszym wypadku po prostu czerpali radość z tego, że mogą odprowadzić go kawałek drogi, a ojciec w swoim szerokim czarnym kapeluszu, z długą brodą, w czarnym płaszczu do ziemi wyglądał jak cadyk oblegany przez tłum chasydów.

Pewnego razu (było to kilka dni po odczycie ojca na temat "Krojwes Elokim"6, który – jak pamiętam – wywołał burzę oraz ostrą polemikę ze strony I.L. Pereca7 i innych) wyszedłem z ojcem na spacer. Byłem już przyzwyczajony do towarzyszących mu zawsze grupek "chasydów", którzy otaczali ojca, gdy tylko wychodził z bramy na ulicę. Byłem też przyzwyczajony do żądnych sensacji gapiów, którzy stale wchodzili nam w drogę. Patrząc ojcu prosto w twarz, szeptali z zadowoleniem i z satysfakcją:

– Hilel Cejtlin... Hilel Cejtlin!...

Muszę też przyznać, że nieraz podziwiałem ojca, który z natury był raptusem, z jaką cierpliwością traktuje tych gapiów, spokojnie odpowiada niemal każdemu, powoli, uśmiechając się przyjaźnie. Jednak takiego jak wtedy tłumu "chasydów" nie widziałem jeszcze nigdy. Dłuższą chwilę szliśmy – ojciec i ja – na przedzie. Cała czereda – w milczeniu – za nami. Było cicho, lecz coś wisiało w powietrzu; czuło się, że musi nastąpić coś takiego, co przerwie tę ciszę. I rzeczywiście, od towarzyszącej nam grupy nagle oderwał się jakiś wysoki, chudy młody chasyd w kapocie do ziemi, w okularach na długim, cienkim nosie. Zrobił energiczny krok w kierunku ojca, zastępując mu drogę. Był mocno poddenerwowany, cały się trząsł. Dłuższą chwilę stał, nie mogąc wydobyć z siebie słowa; tylko ruch jego bladych warg zdradzał, że chce coś powiedzieć. Ojciec najwyraźniej chciał mu jakoś pomóc, bo zapytał:

– Czego pan sobie życzy, młody człowieku?

Młodzieniec zebrał się na odwagę i wypalił:

– I owszem, panie Cajtlin, chciałem pana spytać, czy Bóg istnieje i czy istnieje haszores ha-nefesz8?...

Ojciec, który zazwyczaj życzliwie reagował na pytania swoich wielbicieli, zwłaszcza tych, których zajmowały problemy filozoficzne, tym razem nie zdzierżył i powiedział zirytowany:

– A co to? Na jednej nodze mam panu odpowiedzieć?

Nieszczęsnego młodzieńca jakby zamurowało. Postał chwilę bez żadnego ruchu, a następnie bez pożegnania zawstydzony zrobił "w tył zwrot" i odszedł. W tej samej chwili grupa towarzyszącej nam młodzieży rozpierzchła się po cichu.

Wyglądało na to, że ów młodzieniec przemawiał nie tylko we własnym imieniu, prawdopodobnie był rzecznikiem całej grupy...

W Warszawie mieszkaliśmy w "literackim" podwórzu przy ul. Śliskiej 60.

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
"Literackim" nazywano je dlatego, że administrator domu, Aron Langzam9, choć był młodzieńcem "chasydzkim", to znaczy nosił jeszcze długą kapotę i chasydzką czapeczkę – hitele – na czubku głowy, wpadł już "jak śliwka w kompot". Był wielkim miłośnikiem pisarzy żydowskich i hebrajskich, ubóstwiał Sokołowa10, przede wszystkim zaś sam już pisał, a nawet opublikował szkice hebrajskie w "Safrus"11, czasopiśmie, które wychodziło pod redakcją Fryszmana12 i Lachowera13. Przyjacielem Langzmana w młodości był pisarz hebrajski C.Z. Wajnberg14 – jako chłopcy obaj uczyli się w bejt-midraszu na warszawskiej Pradze. To jeszcze bardziej zbliżało go do świata literatury.

Jako administrator domu starał się, czując sympatię do literatów i literatury, żeby mieszkało w nim jak najwięcej pisarzy lub przynajmniej takich osób, które miały jakikolwiek związek z pisarstwem. Właściciel domu, bogaty handlarz wołów, patrzył, jak się zdaje, niechętnie na te "wymysły" swojego administratora. Langzam jednak nie przejmował się tym i był dumny, że w jego domu mieszkają pisarze, a nie "byle kto". Nawet do remontu i malowania domu (wspólnych korytarzy i poszczególnych mieszkań) zatrudniał "pana brata", pisarza. Joel Mastbojm15, który z zawodu był malarzem pokojowym, ale wtedy pisał już i publikował nowele, przez długie lata dostawał stałe zlecenia na prace w "domu literackim". Robotnicy od Mastbojma – majstra, który miał swoich czeladników – byli dumni ze swojego szefa i mówili na niego: "literatnik"...

Langzman, dowiedziawszy się, że ojciec, który przez pewien czas mieszkał sam w Warszawie przy ul. Chłodnej, ma zamiar sprowadzić z Wilna rodzinę, prosił, żebyśmy zamieszkali u niego przy ul. Śliskiej. Wyszukał w podwórzu odpowiedni lokal i po przyjeździe do Warszawy, sprowadziliśmy się od razu do przygotowanego mieszkania.

W "domu literackim" oprócz nas i Langzmana mieszkali jeszcze: krytyk hebrajski F. Lachower ze swoją rodziną; Cwi Kahan16, który do Warszawy przyjechał, jak się wydaje, z Łodzi; Mosze Chajkin17, który pisywał przedtem do "HaCefiry"18, a później przeszedł na stanowisko korektora do "Hajntu". O Kahanie, który był krótkowzrocznym blondynem, Fryszman, o ile dobrze pamiętam, opowiadał, że na karcie wizytowej pod nazwiskiem miał napisane czarno na białym: Sofer iwri be-Israel 19 – po to widocznie, żeby go, broń Boże, nie brać za pisarza hebrajskiego wśród gojów...

Z pisarzy, którzy mieszkali na naszym "literackim podwórzu", szczególnie upodobałem sobie Fiszla Lachowera z powodu jego szlachetności i skromności. Był to prawdziwy "aksamitny młodzieniec". Z jego ust nigdy nie padło grubiańskie słowo. I chociaż prowadził działalność wydawniczą – był pisarzem, a jednocześnie nakładcą ("Sifrus", "Reszafim"20) – zawsze miałem wrażenie, że do dwóch nie umie zliczyć. Trzymał się zawsze na uboczu, przemykał jak cień. Do mieszkania Lachowera zachodziłem niemal codziennie, podziwiałem jego cichość, zamyślenie, powiedziałbym: jego oderwanie od rzeczywistości. Sprawy domowe go nie obchodziły. Nie mieszał się do tego. Kiedy Lachowerowi, gdy powracał do domu, żona zawracała głowę tym, co podczas jego nieobecności działo się w domu i na podwórku, on zamyślony patrzył gdzieś w bok, na sufit, nie słuchał, tylko uśmiechał się łagodnie i smutno.

Wyobrażałem sobie, że tak, jak prezentował się Fiszel Lachower – dosyć wysoki, szczupły, o jasnym czole, wysuniętej szczęce, dużych, jasnoniebieskich oczach – powinien wyglądać prawdziwy filozof. Z powodu jego delikatności, wewnętrznego piękna, subtelnego, a zarazem poważnego podejścia do pracy, ojciec bardzo go lubił, był do niego przywiązany. Całe dnie i wieczory spędzali razem, gawędząc wesoło lub zażarcie dyskutując. W czasie tych dysput cichy Lachower często robił się niezwykle bojowy i żywiołowy. I mimo że ojciec, u którego jasno krystalizował się filozoficzno-religijny ogląd literatury i życia, ze swoimi zapatrywaniami był już wtedy daleko od Lachowera, pojmującego literaturę z czysto estetycznego punktu widzenia, to jednak bardzo go cenił jako człowieka zadumanego metafizycznie, z którym czuł duchowe pokrewieństwo. Lachower zaś bardzo cenił mojego ojca, patrzył na niego z podziwem, uważał, że jest autorytetem, od którego – mimo że często nie zgadzał się z jego zdaniem – mógł się wiele nauczyć. Z tego właśnie okresu pochodzą eseje na temat ojca w "Reszafim" – cienkich, uroczych zeszycikach w zielonych okładkach, które pachniały młodym lasem.

Tak do nas, jak i do Lachowera zachodzili niemal wszyscy żydowscy bądź hebrajscy pisarze w Warszawie. Wizyty składali także w znakomitej większości pisarze z innych miast dawnej Rosji, którzy gościli w Warszawie. Z tych względów dom przy ul. Śliskiej 60 przez dłuższy czas stanowił centrum literatury żydowskiej, a jego mieszkańcy, zwykli śmiertelnicy, byli z tego dumni. Langzam tryskał radością.

Na "podwórku" można było zobaczyć stałych bywalców: Mastbojma o głębokich, zielono-niebieskich, pełnych żaru oczach, bujnej czuprynie i spiczastym nosie, który zawsze podśpiewywał jakąś arię operową (był wielkim melomanem), przebierając palcami w powietrzu; małomównego Jakuba Steinbarga21 o okrągłej, niemal młodzieńczej twarzy, zawsze elegancko ubranego; poruszającego się tanecznym krokiem, zawsze uśmiechniętego i dobrze usposobionego Icchaka Kacenelsona22 o pełnej, rumianej twarzy (nie było na podwórku dziecka, którego by nie uszczypnął w policzek); wysokiego, postawnego Jakuba Fichmana 23 o krótko strzyżonych blond włosach, niskim czole, z piegami na jasnym, roześmianym obliczu; wyrośniętego, szczupłego i melancholijnego Sz.Z. Zecera, który z powodu ciemnej karnacji wyglądał tak, jakby właśnie przyjechał z ciepłych krajów; Chaima Gildina24, który teraz odgrywa wielką rolę w Rosji Sowieckiej, a wtedy był reporterem "Hajntu", o małych, zielonych oczkach, grubych, spracowanych rękach, w szerokim, czarnym kapeluszu i długiej pelerynie; małego i drobnego A.I. Szyrmana25 o szpiczastej bródce, chorych, zaczerwienionych, na wpół zamkniętych oczach, którego Dawid Fiszman, z powodu nikczemnego wzrostu i miernej postury, nazywał "Piotrem Wielkim" (ów Szyrman, który był wybornym mówcą, wyjechał później do Erec Israel, gdzie zresztą został cenionym publicystą i działaczem społecznym, członkiem rady miejskiej i sekretarzem jerozolimskiej rady miasta); barczystego Wajsenberga26 o wysuniętej szczęce, krótko przystrzyżonych włosach i dużych, zażółconych zębach; Aleksandra Farbona27, który wtedy dopiero zaczynał pisać i zachodził do ojca, żeby czytać mu swoje pierwsze wiersze (jego żółta, mongoidalna twarz zupełnie nie pasowała do długiej, chasydzkiej kapoty i żydowskiej czapeczki, którą wtedy nosił); Szlomo Gilberta28, na którego ostro ciosanej, podłużnej twarzy zawsze błąkał się smutny uśmiech, chodzącego ciężkim krokiem, w złachmanionym ubraniu (zawsze przychodził w towarzystwie swojego bliskiego przyjaciela Icchaka Gersztenmana 29– dziwnego młodzieńca, chasyda w długiej kapocie – który też trochę pisał i publikował, a Gilberta uważał za ósmy cud świata, nie odstępował go na krok i patrzył na niego zakochanymi oczami; o tej dziwacznej "parze" Gilbert–Gersztenman przyjdzie nam jeszcze napisać osobno); chudego, nerwowego Eliezera Steinmana30 o rozbieganych, czarnych oczach i opadających wąsach.

Spośród częstych gości w "domu literackim" zamiętałem również: wysokiego, szczupłego Z. Segałowicza31, o smutnej twarzy, aksamitnych, czarnych, długich włosach i wystającej grdyce, która przy jego szczupłej kompleksji była szczególnie widoczna, gdy poruszała się w górę i w dół (Segałowicz dopiero co przyjechał z Białegostoku i wydał pierwszy tomik wierszy Sztile gezangen32 w żółtej okładce opatrzonej wizerunkiem autora o długich włosach i z założonymi rękami); cichego, skromnego Dawida Szymonowicza 33 A.Ch. Szepsa34 (A. Almi) o długich, rozwianych włosach, okrągłych, czarnych oczach i gładkiej, dziewczęcej twarzy; małego, drobnego Kawe35 (M. Wagwild) na chudych nóżkach i [z dziobatą twarzą], który miesiącami przygotowywał się do wystąpienia w "HaZomirze"36 na temat ojca i z tego powodu całymi dniami przesiadywał u nas, przeglądając jego drukowane działa i myszkując w rękopisach (odczyt Kawe w końcu się odbył, ale nie był udany; zdaje się, że trochę go wyśmiano, a reb Mordechele37 (Czemeryński) podczas dyskusji skwitował go mało eleganckim dowcipem, który miał coś wspólnego z kawą prawdziwą i kawą z cykorii); Menachema38 o pięknej, okrągłej twarzy, czarnej, kręconej czuprynie i niebieskich, pełnych żaru oczach; Dawida Drakona39, który za każdym razem po goleniu miał niebieskosine policzki i w swoich wysmakowanych ubraniach, które tak lubił, wyglądał jak dandys; i – acharon acharon chwiw40: Uri Nisan Gnessin 41 który ze swoimi blond włosami i niebieskimi, rozmarzonymi oczami przypominał bardziej Rosjanina niż syna rabina (z Urim przychodził często jego brat Menachem Genessin42, obecnie reżyser i artysta "HaBimy"43; wówczas był nauczycielem w szkole hebrajskiej).

Tak, był jeszcze jeden ciekawy typ: Ber A-bach.

Prędzej zaliczyłbym go jednak do mieszkańców, do lokatorów "domu literackiego" niż do odwiedzających. Kiedyś mianowicie przyszedł do nas w gości, zasiedział się do późnego wieczora i został na noc – i tak już osiadł na długie miesiące; nie miał dokąd pójść. Dawniej pisywał nowele po hebrajsku do pisma "HaSziloach" 44 a później drukował od czasu do czasu w dzienniku "Hajnt". Nigdzie jednak nie mógł zagrzać miejsca, ze wszystkimi się kłócił, wmawiając sobie, że go krzywdzą. Do tego nie wykazywał specjalnej ochoty do pracy – i siedział u nas gotów na wszystko.

Pewnego razu ojciec wrócił do domu dumny z siebie i obwieścił A-Bachowi, że po długich poszukiwaniach udało mu się na korzystnych warunkach załatwić dla niego, czyli dla A-Bacha, korepetycje w zamożnym domu. Miał nadzieję, że za jakiś czas A-Bach dostanie stałą pracę i będzie mógł się jakoś urządzić. A-Bach nie okazywał szczególnego zadowolenia z powodu tej wiadomości i chłodno, ze złością zapytał:

– A ile to na przykład odstanę za lekcję?

– Pięćdziesiątaka, być może...

Pięćdziesiąt rubli za lekcję to była w tamtych czasach olbrzymia suma.

A-Bach burknął coś pod nosem, ale poszedł udzielić korepetycji. Nie minęło pół godziny – A-Bach jest z powrotem.

– Co tak szybko, mój panie? Już po lekcji?

A-Bach nie odpowiada od razu. Patrzy w bok, zły, jakby go ktoś śmiertelnie obraził. W końcu gniewnie rzuca kapelusz i wbija w ojca rozwścieczony wzrok.

– Takie mi pan przysługi robisz? Za pięćdziesiąt rubli mam pracować przez cały miesiąc po godzinie dziennie? Tego byś pan chciał? Co za bezczelny typ!

A kiedy ojciec spojrzał na niego zdziwiony, dodał:

– Coś takiego! Byłem przekonany, że dostanę pięćdziesiąt rubli za lekcję, za jedną godzinę... Jakżeby inaczej...

Choćby nie wiem jak bardzo ojciec był rozgniewany, to nie mógł się powstrzymać od gromkiego śmiechu.

A-Bach jednak wcale się tym nie przejął. Od tamtej pory ojciec dał mu spokój, przestał się nim przejmować. A-Bacha niewiele to obeszło i dalej siedział u nas tak długo, aż w końcu mu to zbrzydło...

Z tego samego okresu pamiętam jeszcze niezwykle bolesną scenę, która rozegrała się u nas w domu między ojcem a Mosze Tajczem45.

Mosze Tajcz, jeden z tuzów literatury jidysz w Związku Sowieckim, często gościł w "domu literackim". Był to niski, siwy człowiek o małych, szarych, świdrujących oczkach i kłujących, siwych wąsach, z okularami głęboko osadzonymi na garbatym nosie, który chodził, jakby podskakując. Przesadnie bogaty widocznie nie był, skoro do "domu literackiego" przychodził nie tylko czytać swoje najnowsze wiersze, lecz także pożyczać od ojca drobne sumy.

Tajcz od czasu do czasu wydawał almanachy literackie i kiedyś przyszedł do ojca prosić właśnie o artykuł do almanachu, który miał się wkrótce ukazać. Tłumaczył, że znajduje się w trudnej sytuacji. Dlatego prosił ojca, żeby swój artykuł dał mu za darmo. Udało mu się: ojciec dał mu artykuł za darmo i – zapomniał o całej sprawie. Pewnego poranka ojciec bierze do ręki "Undzer lebn"46 Hochberga47 i – twarz mu się mieni wszystkimi kolorami tęczy, ręce trzęsą się ze zdenerwowania: artykuł, który niegdyś dał Tajczowi do jego almanachu, został wydrukowany w dzienniku "Undzer lebn" i podpisany drobnym drukiem: Hilel Cajtlin, bez żadnego komentarza odredakcyjnego. Każdy czytelnik mógł więc pomyśleć, że Hilel Cajtlin porzucił "Hajnt" i nagle zaczął współpracować z konkurencyjną gazetą "Undzer lebn".

Od razu zaczęli pojawiać się przyjaciele, znajomi. Drzwi się nie zamykały. Na twarzy każdego malowało się pytanie:

– Co się stało?

I nie czekając na odpowiedź, nie omieszkali z sarkastycznym uśmiechem dodawać:

– He, wszystkiego najlepszego! Moje gratulacje! Czy to prawda, że przeszedł pan do "Undzer lebn"?

(Skoro już mowa o "Undzer lebn", to aż się prosi, żeby w tym miejscu wspomnieć jego wydawcę Hochberga. Mogą z niego być dumni warszawscy... zecerzy. Hochberg mianowicie jako pierwszy stwierdził, że gazeta może się w zasadzie obejść w ogóle bez pisarzy, dziennikarzy; trzeba tylko mieć kilku zecerów, drukarzy i trochę papieru. Najważniejsze jest to – uważał – żeby papier był zadrukowany. Mniejsza z tym, co będzie wydrukowane. [A zecerom – zgodnie z oryginalnym pomysłem Hochberga – nie trzeba płacić za przekazanie praw autorskich do dzieła]...

Ojciec nawet opowiadał mi wiele lat później, że Hochberg przyszedł do niego naradzić się w sprawie tego "pomysłu".

– Co pan, jako łebski człowiek, powiesz na to?

I kiedy zobaczył uśmiech ojca, pohamował się nieco zażenowany.

– Moja żona, uważasz pan, twierdzi, że w gazecie nie potrzeba żadnych pisarzy... Ale ja... hmmm..., ja uważam, że jeden albo dwóch by się jednak przydało...).

Mój ojciec był oburzony; przechadzał się po jadalni, mrużył oczy i nerwowo przejeżdżał palcami po rozwichrzonej czuprynie.

– To tak się odpłaca za przysługę?

Roztrząsając tę sprawę, ojciec szybko doszedł do wniosku, że Tajcz zamiast wydrukować artykuł w swoim almanachu, zaniósł go do konkurencyjnego pisma, które – co oczywiste - chwyciło go obiema rękami (żeby choć na jeden dzień, na kilka godzin – póki opinia publiczna nie pozna prawdy – wbić konkurentowi szpilę i narobić zamieszania...). Ojca nie obchodziło, że Tajcz za cudzą pracę wziął niezłe pieniądze, które wsadził do własnej kieszeni, nie obchodziło go również specjalnie, że ten skandal przyczynił zgryzot wydawcom gazety, z którą współpracował (nieporozumienie zostało oczywiście szybko wyjaśnione) – smuciło go przede wszystkim to, jak chytrze został wykorzystany, jak mu się pięknie odwdzięczono...

Minęło kilka dni – jak gdyby nigdy nic zjawia się Tajcz. Przeszedł z niewinnym uśmiechem na ustach: Jak to? Czy warto robić tyle hałasu o takie głupstwo?...

Ojciec długo się mu przypatrywał, jakby go nie poznawał, jakby nie wierzył własnym oczom. Z niecierpliwością oczekiwałem, co będzie dalej. Nagle ojciec gwałtownie podniósł się z miejsca i nie mówiąc ani słowa, odwróciwszy się do Tajcza plecami, wybiegł do drugiego pokoju. Trzasnął za sobą drzwiami z taką siłą, że szyby i lampa nad stołem zaczęły się trząść. Tajcz stał oniemiały, blady. Z jego twarzy zniknął uśmiech. Świdrował oczkami jak krótkowidz, zaczął coś mówić po cichu, usprawiedliwiać się, ale odgłos trzaskania drzwiami wsiał w powietrzu. Nikt nie rozumiał, co Tajcz mówi. Dłuższą chwilę stał zdezorientowany, a później bez "do widzenia" ruszył jak niepyszny w kierunku wyjścia.

Muszę przyznać, że w takiej chwili zapomniałem o wyrządzonej ojcu krzywdzie. W tym momencie budziła się we mnie litość dla... Tajcza. Bolałem nad jego zawstydzeniem i nad zniewagą, jaka spotkała go w naszym domu. A później, kiedy widywałem Tajcza na ulicy, wydawało mi się, jakby od tamtej sceny w "domu litrerackim" zmalał, skurczył się, a jego głowa – tak mi się zdawało – zapadła głębiej w ramiona...

Elchanan Cajtlin, In a literariszer sztub. Bilder, bagegeniszn, epizodn, Central-Farband fun Pojlisze Jidn in Argentine, Buenos Aires 1946, s. 45-57.
1 Briwelech cu der jidyszer jugnt (jid., "Krótkie listy do żydowskiej młodzieży"). [↑]
2 "Hajnt" (1908-1939) – jeden z największych warszawskich dzienników w języku jidysz. [↑]
3 Benkszaft noch szejnkajt (jid. "Tęsknota za pięknem"). [↑]
4 "HaZomir" (hebr./jid. słowik) – Żydowskie Towarzystwo Literacko-Muzyczne. [↑]
5 "Chowewej Sfas Iwri" (hebr./jid., Miłośnicy języka hebrajskiego). [↑]
6 Krojwes Elokim (jid., hebr. krowat Elokim) – "pragnienie bliskości Boga" (Iz 58:2). [↑]
7 Icchok Lejbusz Perec, zw. "ojcem poezji żydowskiej" (1851 Zamość – 1915 Warszawa) – poeta, prozaik, dramaturg, krytyk, klasyk literatury jidysz i hebrajskiej. W latach 1891-1895 wydawał serię Jidysze Bibliotek (jid., "Biblioteka Żydowska"). [↑]
8 haszores ha-nefesz (jid., hebr., haszarat ha-nefesz) – nieśmiertelna dusza. [↑]
9 Aron Langzam [???]. [↑]
10 Nachum Sokołów (1859 [1861?] Wyszogród – 1936 Londyn) – pisarz, publicysta, działacz syjonistyczny. [↑]
11 "Safrus" (hebr., "Literatura"). [↑]
12 Dawid Fryszman ([1859?] 1865 Zgierz – 1922 Berlin) – literat, tłumacz. Studiował filozofię, filologię i historię sztuki na uniwersytecie we Wrocławiu. W latach 1895-1910 mieszkał w Warszawie. Dwukrotnie przebywał w Palestynie (1911 i 1912). Tworzył w jęz. hebrajskim poezję i prozę; w swoich nowelach i esejach opisywał życie Żydów na przełomie stuleci, kryzys ideowy żydostwa w czasie powstawania ruchu syjonistycznego, do którego odnosił się krytycznie. Przełożył na jęz. hebrajski dzieła J.Ch. Andersena, G.G. Byrona, W. Szekspira, A. Puszkina, T.S. Eliota i in. [↑]
13 Fiszel Lachower [???]. [↑]
14 C.Z. Wajnberg [???]. [↑]
15 Joel Mastbojm (1882 [1884] Międzyrzec Podlaski – 1957 Tel Awiw) – nowelista piszący w jęz. jidysz. Pochodził z zamożnej rodziny przedsiębiorców (właściciele huty szkła i cegielni). Wziął udział w ruchu rewolucyjnym 1905 r. Wówczas to przeniósł się do Warszawy, gdzie musiał pracować jako malarz pokojowy. W 1906 r. debiutował na łamach pisma "Der Weg". Włączył się w krąg młodych pisarzy, skupionych wokół D. Fryszmana. W 1933 r. wyemigrował do Palestyny. [↑]
16 Cwi Kahan [???] [↑]
17 Mosze Chajkn [???]. [↑]
18 "HaCefira" (hebr., "Jutrzenka") – pierwsze w jęz. hebrajskim czasopismo w Królestwie Polskim, założone w Warszawie przez Chaima Zeliga Słonimskiego, ukazujące się od stycznia 1862; od 1875 wydawane było – z przerwami – w Warszawie aż do 1931. [↑]
19 Sofer iwri beIsrael (hebr.) – Pisarz hebrajski wpośród Izraela. [↑]
20 "Reszafim" (hebr., "Iskry"). [↑]
21 Jakub Steinbarg (1887 Biała Cerkiew – 1947 Tel Awiw) – poeta, nowelista i eseista, piszący w jęz. hebrajskim. W 1903 r. przeniósł się do Warszawy; współpracował z prasą hebrajską i jidysz. Tu też debiutował jako poeta oraz wydał swój pierwszy tom wierszy w jęz. hebrajskim (1905). Po wybuchu I wojny światowej osiadł na stałe w Palestynie. Porzucił wówczas pisanie w jęz. jidysz. Jego twórczość poetycka, utrzymana w tonie tzw. duchowego realizmu, była oceniana jako wysoce oryginalna i pozostająca pod wpływem symbolizmu. [↑]
22 Icchak Kacenelson (1886 Karelicze k. Nowogródka – 1944 Oświęcim) – poeta, dramaturg, tworzący w językach hebrajskim i jidysz, pedagog. W młodości, wraz z rodziną, przeniósł się do Warszawy, gdzie współpracował z pismami "HaCefira", "HaDor" oraz z Jidisze Bibliotek, wydawaną przez I.L. Pereca. W 1904 r. debiutował jako pisarz. Od stycznia 1940 r. przebywał w getcie warszawskim, gdzie współpracował z Archiwum Ringelbluma. Tu powstały jego poematy, m.in. Dos lid fun ojgehargetn jidiszn folk (Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie). [↑]
23 Jakub Fichman (1881 Belcy w Besarabii – 1958 Tel Awiw) – poeta i krytyk literacki piszący w jęz. hebrajskim oraz jidysz. Debiutował w 1901 r. W 1912 osiadł w Palestynie, gdzie wykładał historię literatury żydowskiej w seminarium pedagogicznym w Jafie. W okresie I wojny światowej przebywał w Odessie, a w latach 1922–1924 w Warszawie, na zaproszenie wydawnictwa Sztybel. W 1925 r. powrócił na stałe do Palestyny; był redaktorem literackich czasopism hebrajskich oraz wydawcą. [↑]
24 Chaim Gildin [???]. [↑]
25 A.I. Szyrman [???]. [↑]
26 Icie Majer Wajsenberg (1881 Żelechów – 1938 Warszawa) – pisarz i dramaturg, krytyk, piszący w języku jidysz. Debiutował w 1904 r. w kręgu literackim I.L. Pereca opowiadaniami o życiu w sztetlu oraz powieścią Dor hojlech we-dor bo (jid., "Pokolenie, które odchodzi, i pokolenie, które przychodzi") ukazującą relacje między ojcem robotnikiem, a synem obserwującym, jak staje się on przedmiotem wyzysku. [↑]
27 Aleksander Farbon [???]. [↑]
28 Szlomo Gilbert (1885 Radzymin – 1942 Treblinka) – pisarz tworzący w jęz. jidysz. Cierpiał z powodu biedy i gruźlicy. Większość czasu spędzał na studiowaniu w bejt ha-midraszach. Od 1907 r. publikował w prasie jidysz. Najczęściej podejmował tematykę związaną z życiem lumpenproletariatu żydowskiego. Pisał również dramaty. W getcie warszawskim był współpracownikiem IKOR-u. [↑]
29 Icchak Gersztenman [???]. [↑]
30 Eliezer Steinman ([1890] 1892 Obwodówka na Podolu – 1970) – pisarz tworzący w jęz. jidysz i hebrajskim. Otrzymał tradycyjne wykształcenie religijne (ordynowany na rabina). W początkach swej kariery literackiej korzystał z pomocy D. Fryszmana i uczył jęz. hebrajskiego w Odessie. Był stałym współpracownikiem "HaCefiry". W 1920 r. przeniósł się do Warszawy. Współpracował z prasą hebrajską i jidysz ("HaCefira, "Der Moment"). Założył miesięcznik "Kolot" (hebr., "Głosy"), w którym publikowali młodzi pisarze. W 1924 r. osiedlił się w Tel Awiwie. Działał w stowarzyszeniu pisarzy hebrajskich i m.in. uczestniczył w wydawaniu jego organu "Ktuwim" (hebr., "Pisma"). Był jednym z najpłodniejszych pisarzy hebrajskich swego pokolenia. [↑]
31 Zusman Segałowicz, pseud. Swengali, Aleksander Jaawec (1884 Białystok – 1949 Nowy Jork) – poeta i prozaik. piszący w jęz. jidysz. Debiutował wierszem w jęz. rosyjskim w 1903 r., a w jęz. jidysz – w 1904. Jidysz pozostał już wierny do końca życia. Brał udział w rewolucji 1905 r. Okres I wojny światowej spędził w Rosji. W 1919 r. osiadł w Warszawie. Współpracował z wieloma czasopismami, m.in. z "Hajntem" i "Momentem". Segałowicz działał w Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich, w którym m.in. pełnił funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. W 1939 r. Segałowicz opuścił Warszawę, by w 1941 r. dotrzeć do Palestyny. Ostatecznie osiadł w Nowym Jorku (1947). [↑]
32 Sztile gezangen (jid. "Ciche śpiewy"). [↑]
33 Dawid Szymonowicz (Szimoni) (1886 Bobrujsk – 1956 Tel Awiw) – poeta tworzący w jęz. hebrajskim. Był synem maskila. Debiutował przekładem wiersza S. Fruga z jęz. rosyjskiego dla pisma "Gan Sza'aszuim" (hebr., "Ogród Zabaw"). Szymonowicz związał się z ruchem rewolucyjnym i od 1906 r. pisał w jidysz. Represjonowany, niedopuszczony do studiów, w 1909 r. wyjechał do Palestyny. W latach 1911-1914 studiował na uniwersytetach w Berlinie, Heidelbergu i Würzburgu. Tuż przez I wojną światową powrócił do Rosji. Rewolucję przeżył w Moskwie, gdzie był sekretarzem redakcji pisma "HaAm" (hebr., "Naród"). Tłumaczył L. Tołstoja, M. Lermontowa i A. Puszkina. W 1921 r. przyjechał do Palestyny i napisał dzieło o rewolucji Mi-midbar le-midbar (hebr. "Z pustyni na pustynię"). Szymonowicz uważany jest za głównego piewcę drugiej aliji i ciężkiej pracy pionierów w Palestynie. Poeta był m.in. przewodniczącym Akademii Języka Hebrajskiego i Związku Pisarzy Hebrajskich, laureatem wielu prestiżowych nagród, w tym Ch.N. Bialika oraz izraelskiej nagrody państwowej. [↑]
34 A.Ch. Szeps (A. Almi). [↑]
35 Kawe (właśc. M. Wagwild). [↑]
36 "HaZomir" (hebr., "Słowik") – Żydowskie Towarzystwo Literacko-Muzyczne, klub dla inteligencji żydowskiej w Warszawie, od 1914 r. ogniskowało się tam życie artystyczno-literackie tej społeczności. [↑]
37 Mordechaj Czemeryński [???]. [↑]
38 Menachem [???]. [↑]
39 Dawid Drakon [???]. [↑]
40 acharon acharon chawiw (hebr., "i wreszcie na końcu najbardziej ukochany) – nawiązanie do wersów "Jakub podniósł wzrok i zobaczył, że nadchodzi Ezaw, a z nim czterdziestu ludzi. Rozdzielił dzieci pomiędzy Leę, Rachelę i dwie służące. Ustawił służące i ich dzieci najpierw, Leę i jej dzieci za nimi, a Rachelę i Józefa za nimi" (Rdz 33:1-3); ukochanego syna, Józefa, Jakub ustawił w orszaku na samym końcu. [↑]
41 Uri Nisan Gnessin (1880[1881] Starodub – Pochep k. Briańska) – pisarz hebrajski. Zwrócił na siebie uwagę tomem opowiadań Cilelej ha-chajim ("Cienie życia", 1899). Wykorzystując własne doświadczenia, podjął w nim temat młodzieży żydowskiej, jej porywów i zapałów intelektualnych oraz tragicznego szamotania się wśród tytułowych "cieni życia" w strefie osiedlenia. [↑]
42 Menachem Gnessin. [↑]
43 "HaBima" (hebr., "Scena") – zespół teatralny założony przez Nachuma Dawida Cemacha w 1917 r. w Moskwie, który stał się najsławniejszym teatrem hebrajskim swych czasów. Działał początkowo jako półprofesjonalna scena przy Moskiewskim Teatrze Artystycznym (MChAT), korzystając z pomocy Konstantina Stanisławskiego. Znalazło się w nim kilku aktorów trupy białostockiej, którą Cemach założył razem z Menachemem Gnessinem. Sławny reżyser rosyjski Jewgienij Wachtangow, nieznający jęz. hebrajskiego, wyreżyserował dlań legendarne spektakle Dybuka Sz. Ań-skiego i Golema H. Lejwika. Zespół występował z powodzeniem w Związku Radzieckim oraz – gościnnie – w Europie (w tym w Polsce) i w Stanach Zjednoczonych. Z końcem tournée w 1926 r. rozwiązał się; większość aktorów wyjechała do Palestyny. Cemach przyjechał do Tel Awiwu, gdzie utworzył drugi zespół "HaBimy". [↑]
44 "HaSziloach" (hebr., "Goniec") - miesięcznik literacko-naukowy, wyrażający idee duchowego syjonizmu, wydawany w jęz. hebrajskim, od 1896 r. w Odessie (pod red. Achad haAma), a w latach 1903-1905 najpierw w Krakowie i krótko w Warszawie (pod red. J.G. Klausnera). Po półtorarocznej przerwie, od stycznia 1907 r., "HaSziloach" zaczął ukazywać się pod tą samą redakcją w Odessie. Kierownikiem działu literackiego był Ch.N. Bialik. Pismo osiągnęło nakład ponad 2 tys. egzemplarzy, stając się przez I wojną światową czołowym pismem inteligencji żydowskiej, czytającej po hebrajsku, a zwłaszcza trybuną literacką, miejscem ważnych dyskusji i ścierania się różnych poglądów w kwestiach narodowych. W Odessie "HaSziloach" był wydawany do 1920 r. Kiedy Klausner przeniósł się do Palestyny, podjął jego wydawanie w Jerozolimie (1921-1926). [↑]
45 Mosze Tajcz (1882 Wileńszczyzna – 1935) – prozaik, poeta, publicysta piszący w jęz. jidysz. Pod wpływem A. Rajzena w 1902 r. rozpoczął karierę literacką. W 1904 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie zajął się pracą dziennikarską jako jeden z grupy literatów litwaków. Potem osiadł w Odessie. Po rewolucji 1917 r. tworzył wiersze mieszczące się w nurcie liryki rewolucyjnej i opowiadania. Współpracował z wydawanym w Moskwie dziennikiem "Emes" (jid., "Prawda"). [↑]
46 "Undzer lebn" (jid., "Nasze Życie") - dziennik wydawany w Warszawie w latach 1907-1912 przez Saula Hochberga, pod red. M. Spektora. [↑]
47 Hochberg [???]. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 66 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3578981