Nalewki

Nalewki zaczynały się przy ulicy Długiej, która pachniała gotowaną kiszoną kapustą z wieprzowymi skwarkami. Długa prowadziła na powiślańskie Podwale, nad Wisłę, i uchodziła za kraniec warszawskiej dzielnicy żydowskiej. Z drugiej strony odchodziła od Długiej ulica Bielańska, swoiste przedłużenie Nalewek. Bielańska przez cały rok ukrywała swoją żydowskość. Dopiero gdy przychodziły święta Rosz haSzone1 i Jom Kiper2 dawało się zauważyć, że wszystkie tamtejsze sklepy są żydowskie. Podczas Jomim Norojim3, kiedy "trzęsie się nawet ryba w wodzie", odzywało się tam zeświecczone żydowskie serce.

Kupcy rezygnowali wówczas ze swych handlowych kalkulacji, nie bali się, że hrabia "Iks" ze swoją kochanką, artystką "Igrek", zobaczywszy zamknięty sklep, obrażą się i więcej nie przyjdą. Nie przejmowali się nawet tym, że antysemickie pisemko "Szabes goj" w ramach akcji "Swój do swego po swoje" zamieści fotografię zamkniętego sklepu z podpisem: "Aj waj, mamele, tatele, czulent, kugl", dając swoim czytelnikom do zrozumienia, że jest to sklep żydowski i nie należy tam kupować.

Podczas Rosz haSzone i Jom Kiper Bielańska oddawała cześć żydowskiemu Bogu; jedni pieszo, inni własnymi samochodami udawali się na Tłomackie modlić się w "niemieckiej synagodze"4.

Tak było jednak tylko w "święte dni". Przez resztę roku kupcy zdawali się bardzo nie-żydowscy, a klienci także nie byli Żydami. Kiedy jednak przeszło się na drugą stronę Długiej, wchodziło się w żydowskie Nalewki.

Początek ulicy był jeszcze mało żydowski. Na rogu Długiej i Nalewek znajdował się bowiem Arsenał, który służył jako więzienie. Zaraz obok mieściły się budynki straży ogniowej, które graniczyły z Arsenałem i ciągnęły się aż do Nowolipek.

Ta odrobina nie-żydowskości nie była jednak większa niż kawałeczek nieotynkowanej ściany, którą każdy Żyd budujący dom zostawia "na pamiątkę zburzenia Świątyni".

To było właśnie takie memento – niech Żydzi z Nalewek, z ulicy na wskroś żydowskiej, która prowadzi pobożne, tradycyjne życie, nie zapominają, że są na wygnaniu. Tu mieszkają także nie-Żydzi, patrzcie i nie zapominajcie. Chrześcijanie byli jednak tylko pewnym symbolem. Jak każdy symbol, zaprzątali myśli zwykłego człowieka tylko przez sekundę. Przechodzący obok Żydzi życzyli sobie: "Oby skończyło się nasze wygnanie". Wystarczyło jednak odwrócić się plecami od tego kawałka nie-żydowskiego świata, i już człowiek zanurzał się w żydowskości.

Nalewki 2. Tłoczno. Dwie żydowskie szkoły średnie w jednym domu. Szkoła dla chłopców i szkoła dla dziewcząt. Kogóż nie zachwycą gorące spojrzenia pięknych, czarnych oczu Moszków, Szlomków, Sar, a nawet Bronek. Podczas przerwy w oknach gromadzi się żydowska młodzież – po jednej stronie chłopcy, po drugiej dziewczęta – i niewinnie ze sobą flirtuje.

Fakt, że już w pierwszym nalewkowskim domu spotykamy młodzież, to oczywiście jest przypadek. Robi się jednak ciepło na duszy. Flirtujcie sobie, dzieci. Śmiejcie się, cieszcie. Być może część z was wybierze jutro inne drogi, ale większość zostanie przy nas. Rozmawiacie między sobą po polsku i ani razu nie słychać takich nazwisk, jak Bialik5, Czernichowski6, Perec7, Asz8

Trochę dalej znów "para" – dwa kluby sportowe, gdzie ćwiczy żydowska młodzież; Żydzi mają być silni, mieć zdrowe ciała i prężne muskuły. Przychodzą tu chłopcy i dziewczęta, a nawet dorośli, u których widać już pierwszą siwiznę. Przychodzą robotnicy z warsztatów i "ludzie" ze sklepów, uczniowie i studenci. Przychodzą przeróżne osoby z pakunkami – z kostiumami i przyrządami – część schodzi do sali w piwnicach domu przy Nalewki 2, gdzie mieści się "Morgensztern"9, inni wspinają się na czwarte piętro od klubu "Makabi"10.

Przez otwarte okna dochodzą okrzyki: z "Morgensztern" – Ejns, cwej!11, z "Makabi" – Echad, sztajim!12. Pierwsi wołają "Frisz, fraj!"13, drudzy "Chozek we-omec!"14. Ludzie gromadzą się na ulicy, przysłuchują się i cmokają: "Oby im wyszło na zdrowie".

Przy okazji święta państwowego albo ludowego tysiące sportowców wychodzą na ulicę w swoich strojach. Jeśli w zawodach żydowski klub pokona klub nie-żydowski, Nalewki pękają z dumy; aż trzeba się spojrzeć na nie-żydowską część ulicy – nie zapominajcie Żydzi, że jesteście na wygnaniu.

Kilka kroków dalej znajduje się "królestwo żydowskie" – Nalewki 2a. Mieszczą się tam centrale syjonistycznych organizacji Tarbut15, Keren Kajemet16 i Keren haJesod17, a także redakcja dziennika "Hajnt"18 oraz organizacja studencka Jardenia19 i młodzieżówka Gdod Keren Kajemet.

Ludzie wchodzą i wychodzą – Żydzi z Warszawy i z prowincji, z miast i miasteczek. Jedni przychodzili do żydowskich posłów na Sejm. Inni szukali wysłannika z Palestyny, który przyjechał do jednej z wielu organizacji syjonistycznych. Niektórzy spieszyli się na konferencję w słynnym pokoju numer szesnaście – sali konferencyjnej w dużej siedzibie centrali syjonistycznej. Jeszcze inni starali się zdobyć prelegenta na spotkanie Keren Kajemet albo przychodzili w sprawie wyborów gminnych w Ejszyszkach, Serocku, Pułtusku, Kałuszynie czy jednym z wielu małych żydowskich miasteczek rozsianych po całej Polsce.

Na Nalewkach 2a panowało wieczne zamieszanie. W pokoikach, czasem za zamkniętymi drzwiami, uprawiało się politykę, żydowską politykę w Polsce, czasem nawet wykraczającą poza sprawy żydowskie.

To tutaj powstał swojego czasu Blok Mniejszości Narodowych. Pośród wielu żydowskich twarzy widoczni byli tam także Ukraińcy, Niemcy, Białorusini oraz przedstawiciele innych mniejszości mieszkających w Polsce.

Tam przygotowywano się do kongresów oraz do wyborów do Sejmu, rady miasta i gminy. W przeddzień wyborów, przez dwadzieścia cztery godziny odbywały się tam spotkania. Drzwi do "szesnastki" nie zamykały się przez okrągłą dobę. Jeden mówca schodził z trybuny, zaraz wschodził następny. Kiedy jedna grupa wychodziła z sali po serii referatów, na ich miejsce natychmiast wchodzili inni. Przed budynkiem stała długa kolejka osób, które chciały posłuchać. Stał też sznur samochodów, które woziły referentów po różnych częściach miasta. Niektórzy mówcy, starzy i młodzi, wychodzili stamtąd całkiem ochrypnięci od ciągłego przemawiania. Tak uprawiało się politykę.

Na Nalewkach człowiek wpadał w wir handlu i komercji, które przybierały własne formy, niespotykane w podręcznikach, mówiących o "kapitale" i jego "pomnażaniu", o pracodawcach i pracobiorcach, o ekonomii i jej prawach.

Może nie przypadkiem w "bramie żydowskiego handlu", na samym początku handlowej części Nalewek, tkwiła – niczym mezuza20 na drzwiach pobożnych domów – dziedzina handlu, której nie sposób zaliczyć do kategorii "przedsięwzięć zyskownych". Był to raczej bastion kultury. Na samym początku dzielnicy handlowej mieściły się bowiem wydawnictwa i księgarnie dwóch znanych maskili: Gitlina i Kozaka.

Trudno powiedzieć, czy ta "mezuza" odcisnęła piętno na Nalewkach. Faktem jest, że ulica była kłębowiskiem wszystkich pokoleń Izraela, a Tora mieszała się tam z targowiskiem.

Tylko na Nalewkach mogły istnieć banki, których cały personel składał się z brodatych mężczyzn z pejsami i w jarmułkach; banki, zamknięte przez całą sobotę oraz w piątki po dwunastej w południe.

Na Nalewkach panował hałas i ścisk. Jedni kupowali, inni sprzedawali, jeszcze inni wymieniali. Skarpetki, bielizna, galanteria, złoto, srebro, waluty.

Nalewkowskie podwórza były jak ulice, stały w nich duże domy, a w każdym z nich setki pokoi. W każdym pokoju cztery kąty, a w każdym kącie kilku sprzedawców. Jeśli nie starczyło miejsca, schody też były dobre. Jeśli i tam było już za tłoczno, człowiek przywiązywał się do swojego towaru, byle tylko trzymać się Nalewek. Nie wiadomo, jakim cudem cały ten stos rzeczy jeszcze się utrzymywał; taki sprzedawca prawdziwie "zawiesił świat nad nicością"21.

Trudno sobie wyobrazić jakim sztukmistrzem musiał być handlarz, który z nie wiadomo jak daleka ciągnął ze sobą góry towaru; zręcznie żonglował nimi, zalewał świat swoimi dobrami, inkasując "miliony".

Klienci wchodzą i wychodzą. Ludzie pakują, noszą i ciągną paczki.

Wszystko można tu kupić i wszystko sprzedać. Nie trzeba płacić. Wszystko na słowo – "kmoj", "kimat", "ofn", "szloszim jomim"22.

rachunkowość prowadzi się według zasady "moje – twoje". Konta są na "reb Abrahama z Żelechowa23, oby jego światło długo świeciło" albo "reb Arele Kozienicera24, oby jego światło długo świeciło". To jest świętość. Ludzie ufają sobie, płacą, nie trzeba żadnych sądów.

Ludzie na Nalewkach są zabiegani i zaharowani, ale nie zapominają o porannej modlitwie. Zostawiają stos towaru na stoliku i wyskakują do bóżniczki na tym samym podwórku, żeby w ostatniej chwili zdążyć na modlitwę.

W każdym podwórku jest bóżnica. Każdy szynkarz zbudował sobie na podwórzu małą salkę do modlitwy, choć mógłby zbijać w tym miejscu pieniądze.

Modlitwy w bóżnicach nie cichną cały dzień. Jak tylko jeden skończy modlitwę już następny ustawia się przy pulpicie i od początku modli się nowy minjan25. Jeśli zdarzy się, że ktoś jest w żałobie i spóźni się na swój minjan, może zawsze wyskoczyć na Nalewki 15 lub 17. Tam też może spłacić swój "dług" wobec zmarłych i zmówić kadisz26.

Na Nalewkach są też nowocześni kupcy. Pojawia się polski szyld "Dom handlowy" firmy "G."; ma duże okna wystawowe, buchaltera i grube księgi "debet i kredyt".

Zdarzało się, że taki kupiec bankrutował. Wówczas ludzie opowiadali sobie historię, że całe życie zapisywał na ścianie "moje – twoje", powydawał córki za mąż i dobrze mu się wiodło, dopiero jak zatrudnił buchaltera… zbankrutował.

Ludzie się śmieją, choć za tym pierwszym "nowoczesnym" idą kolejni. "Domy handlowe" nie zmieniają jednak oblicza Nalewek. One także, jak wszystkie inne sklepy, są nieczynne w szabas. Muszą też zamknąć swe podwoje, gdy ulicą idzie pogrzeb. Wraz ze zwykłymi handlarzami kupcy – właściciele domów towarowych – wychodzą przed swoje sklepy i idą choćby dziesięć kroków, odprowadzając zmarłego na wieczny odpoczynek.

W tym nalewkowskim tłoku mieściła się także żydowska redakcja. Znany dziennik "Moment"27 miał swoją siedzibę przy Nalewkach 38. Hałaśliwymi Nalewkami spacerowali więc znani ludzie, literaci, pisarze, poeci. Handlarze nagle promienieli, przybierali uroczyste miny, zostawiali klientów i biegli zobaczyć – Och, Segałowicz28! Ach, Nojech Pryłucki29, Hilel Cejtlin30, Zalman Szneur31! I od razu zaczynała się rozmowa o ostatnim artykule przechodzącego właśnie pisarza albo o najnowszym wierszu poety. Wtrącił się subiekt, któremu nie spodobała się "antyproletariacka postawa" swojego pracodawcy. I dalejże dyskutować.

Dyskusje te kończył zawsze klient, umęczony kupiec z prowincji albo spedytor, który przyjechawszy do Warszawy, był tak zaganiany, że nawet nie zdążył zjeść chleba z cebulą, które miał w kieszeni odkąd wyjechał ze swoich Puław czy innego Garwolina.

Taki prowincjusz był zwykle bardzo zabiegany. Oprócz dziesiątków sklepów, które odwiedził na Nalewkach, musiał jeszcze załatwić kilka spraw w gminie, biec do "posła" na Nalewkach albo redaktora na Nalewkach 38, czasem nawet gnał pod Tłomackie 1332, żeby zaprosić jakiegoś pisarza na wieczór literacki w swoim miasteczku.

Proletariat także nie dawał o sobie zapomnieć. W dalszej części Nalewek znajdowało się kilka związków zawodowych: bundowskie związki krawców i metalowców na Nalewkach 34, należący do Poalej Cijon związek budowniczych i transportowców na Nalewkach 35 oraz nielegalna, "czerwona" giełda tekstylna na ulicznych chodnikach. Często widać tam było kolor czerwony. Czerwony – od licznych proletariackich flag, które powiewały przy okazji każdej manifestacji i przy każdym robotniczym święcie.

Żydowskie związki były silne i lepiej zorganizowane niż pozostałe. Nalewki były więc często świadkiem ogromnych manifestacji i zgromadzeń. Schodziły się tam tysiące żydowskich robotników z wszystkich związków. Ulica dobrze znała potężną pieśń o nadziei i wierze, że to będzie już ostatnia walka.

W piątkowe popołudnie Nalewki cichną. Zamknięto się sklepy. Właściciele i pracownicy poszli do domów. "Strażnicy szabasu" obeszli już wszystkie podwórka i pogonili ostatnich, opieszałych handlarzy. Ulica wygląda na wymarłą.

Nalewki ożywają znów pod wieczór, po tradycyjnej piątkowej wieczerzy.

Ulica pełna była wówczas ludzi spieszących po odrobinę strawy duchowej. Pobożni Żydzi szli słuchać kaznodziei w bóżnicy "Synaj" przy Nalewkach 2 albo kaznodziei z "Chewre Szas", Nalewki 37. Żydowscy narodowcy chodzili na Nalewki 2a słuchać syjonistycznych mówców. Robotnicy schodzili się do "Morgensztern" albo innych towarzystw słuchać "polityki".

Młodzież ucząca się hebrajskiego spieszyła na sąsiednią ulicę Przejazd do "ha-pina ha-iwrit"33. Idąc, chcą nie chcąc, podśpiewywali sobie różne pieśni, ot tak po prostu.

"Oto dlaczego płaczę"34. Żelazny słup – tam, gdzie kiedyś były Nalewki 2 – pozostałość wielkiego Pasażu Simonsa. Słup stoi i sterczą z niego dwa żelazne płaty, jak wyciągnięte ręce. Wygląda jakby pochylał się, płacząc nad zagładą Nalewek.

Niedaleko stoi kilka osmalonych drzew – wspomnienie po Ogrodzie Krasińskich.

Oto jedyni świadkowie życia i śmierci żydowskich Nalewek. Jeśli odwrócić się do nich plecami, widać, że chrześcijańska część ulicy – okolice Arsenału – pozostała niezniszczona.

Pozostała jako "pamiątka po zagładzie". Już nie jako symboliczne wspomnienie jerozolimskiej Świątyni, lecz jako prawdziwy znak zagłady Nalewek.

 

Źródło: Jidisz‐Warsze, Central‐farband fun pojlisze jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 21‐29.    Tłum. Aleksandra Geller 

 

 

1. Rosz haSzone (hebr./jid.) – Święto Trąbek (wrzesień) – żydowski Nowy Rok, rozpoczyna dziesięciodniowy okres pokutny. [↑]
2. Jom Kiper (hebr./jid.) – Dzień Pojednania (wrzesień) – święto, podczas którego społeczność żydowska pokutuje za grzechy całego roku. [↑]
3. Jomim Norojim (hebr./jid., straszne dni) – dziesięć dni między Nowym Rokiem a Jom Kipur, według tradycji w tym czasie Bóg sprawuje sąd nad wszystkimi ludźmi, ważąc ich dobre i złe uczynki i określając ich los na kolejny rok. [↑]
4. Niemiecka synagoga – Wielka Synagoga przy ulicy Tłomackie, zbudowana w 1878 roku, służyła kongregacji reformowanej i zastąpiła dawną, znacznie mniejszą synagogę przy ulicy Daniłowiczowskiej 5. Popularnie nazywano ją "synagogą niemiecką", gdyż nabożeństwa odbywały się tam na wzór niemiecki i częściowo także po niemiecku. W synagodze na Tłomackiem niemiecki zastąpiono już polskim. [↑]
5. Chaim Nachman Bialik (Rady, Wołyń 1873 - Wiedeń 1934) – jeden z największych poetów współczesnego języka hebrajskiego, nazywany "odnowicielem poezji hebrajskiej". [↑]
6. Saul Czernichowski (Michajłowka, k. Aleksandrowska 1875 - Jerozolima 1943) – jeden z największych poetów współczesnego języka hebrajskiego. [↑]
7. Icchok Lejbusz Perec (Zamość 1852 - Warszawa 1915) – poeta, prozaik, dramaturg, eseista, folklorysta; jeden z klasyków współczesnej literatury jidysz; mentor wielu młodych pisarzy języka jidysz; dzięki niemu Warszawa zyskała status centrum nowoczesnej literatury i kultury jidysz. [↑]
8. Szalom Asz (Kutno 1880 - Londyn 1957) – piszący w jidysz prozaik, dramaturg, eseista; bywa nazywany "czwartym klasykiem" literatury jidysz; honorowy prezes jidyszowego PEN-Klubu.{/tootnote}. Mówiąc jednak gestykulujecie i poruszacie się tak jak ojcowie, którzy kiwali się nad Talmudem. [↑]
9. Stowarzyszenie Wychowania Fizycznego "Morgensztern" (jid. "Jutrzenka") – organizacja sportowa założona w 1926 roku przez partię Bund. [↑]
10. Związek Żydowskich Towarzystw Gimnastycznych i Sportowych w Polsce "Makabi" – założona w 1929 roku organizacja sportowa, część istniejącego od 1921 roku światowego ruchu żydowskiego o tej samej nazwie. [↑]
11. (jid.) – "Raz, dwa". [↑]
12. (hebr.) – "Raz, dwa". [↑]
13. (jid.) – "Rzeźcy i wolni". [↑]
14. (hebr.) – "Siła i odwaga", [↑]
15. Tarbut (hebr., kultura) – założona w 1922 roku w Warszawie syjonistyczna organizacja oświatowa, która tworzyła świeckie szkoły z hebrajskim językiem wykładowym. Organizacja działała przede wszystkim w Polsce, krajach bałtyckich oraz w Rumunii; w 1939 roku działało ok. 270 szkół (od przedszkoli po gimnazja), uczyło się w nich około 45 000 uczniów. [↑]
16. Żydowski Fundusz Narodowy (hebr., Keren Kajemet Le-Israel) – utworzony w 1901 roku fundusz zbierający pieniądze na zakup i zasiedlenie ziemi w Palestynie. [↑]
17. (hebr.) Keren haJesod – założona w 1920 roku w Londynie międzynarodowa organizacja zbierająca pieniądze dla żydowskich osadników w Palestynie. [↑]
18. "Hajnt" (1908 - 1939) – jeden z największych warszawskich dzienników w języku jidysz. [↑]
19. Akademicka Organizacja Syjonistyczna "Jardenia". [↑]
20. mezuza (hebr./jid., odrzwia) – przymocowana do odrzwi mała szkatułka, w której znajduje się pergamin z fragmentem modlitwy Szema Israel. [↑]
21. (hebr.) "Tole erec al bli-ma" – "zawiesił świat nad nicością", fragment liturgii Rosz haSzone. [↑]
22. Słowa te w kolejności znaczą "jak", "prawie", "otwarty", "trzydzieści dni". W tym kontekście chodzi prawdopodobnie o specjalistyczną terminologię handlową. [↑]
23. Abraham Szalom Goldberg (bd - 1942) – cadyk, syn Joszui Aszera Dawida Goldberga, potomka chasydzkich dynastii ze Złoczowa i Kozienic. [↑]
24. Arele Kozienicer (włśc. Aron Jechiel Hofstein, 1889 - 1942) – cadyk, syn Jerachmiela Mojżesza Hofsteina z Kozienic. [↑]
25. minjan (hebr./jid.) – dziesięciu dorosłych mężczyzn stanowiących kworum do modlitwy. [↑]
26. Kadisz (hebr./jid.) – mylnie nazywany modlitwą za zmarłych, najczęstsza odmiana kadiszu należy do codziennej liturgii. [↑]
27. "Der Moment" (1910 – 1939) – jeden z największych warszawskich dzienników w języku jidysz. [↑]
28. Zusman Segałowicz (Białystok 1884 – Nowy Jork 1949) – poeta i prozaik piszący w jidysz; od 1919 roku w Warszawie; od 1948 roku w Nowym Jorku. Dostępne po polsku są jego wspomnienia o warszawskim Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich: Tłomackie 13, przekł. Michał Friedman, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2001. [↑]
29. Nojech Pryłucki (Berdyczów 1882 - Wilno 1944) – polityk, dziennikarz, folklorysta i filolog; jeden z przywódców Żydowskiego Stronnictwa Ludowego, tzw. fołkistów, w latach 1910 - 1936 redaktor dziennika "Der Moment". [↑]
30. Hilel Cejtlin (Korma 1871 - Warszawa 1942) – pisarz i publicysta, piszący w jidysz i po hebrajsku, redaktor dziennika "Der Moment". [↑]
31. Zalman Szneur (Szkłów 1887 - Nowy Jork 1959) – pisarz i poeta, tworzył w jidysz i po hebrajsku. [↑]
32. Tłomackie 13 – pod tym adresem mieścił się Związek Pisarzy i Dziennikarzy Żydowskich. [↑]
33. (hebr.) ha-pina ha-iwrit – "kącik hebrajski". [↑]
34. Cytat z Księgi Lamentacji – Lm 1:16. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 92 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3620487