Synagoga Nożyków i Asmodeusz

Pośród dziesiątków synagog i sztibli1, jakie przy ulicy Twardej oraz w okolicznych zaułkach istniały przed II wojną światową, dwie modlitewnie szczególnie wyróżniały się ze względu na swoją wielkość i popularność. Pierwszą była synagoga Arona Sardynera2 połączona z bejt ha-midraszem3 przy ulicy Twardej 4, drugą – synagoga Nożyków4

Budynek bóżnicy Arona Sardynera stał zaraz przy wjeździe, na obszernym, wyasfaltowanym podwórzu. Ścianę frontową, z trzema półkoliście zwieńczonymi oknami, w których wstawiono kolorowe szybki, oddzielał od podwórza wąski pas zieleni. Rosła tam zawsze wyschnięta od niepodlewania, mizerna trawa oraz dwa drzewa, rozłożyste akacje, stanowiące w tej okolicy prawdziwą rzadkość.

W bóżnicy Arona Sardynera przez cały tydzień, oprócz sobót i świąt, kiedy modlił się tylko jeden minjan5, od świtu do dziesiątej w nocy brzęczało jak w ulu. Modlitwa poranna, którą pierwszy minjan rozpoczynał wraz z pojawieniem się gwiazdy zarannej, minjan ostatni kończył około pierwszej po południu. Później spotykano się na modlitwie popołudniowej, która trwała, póki na niebie nie pojawiły się trzy gwiazdy. Wtedy rozpoczynano modlitwę wieczorną, która przeciągała się do godziny dziesiątej wieczorem, gdy reb Josef, szames6, prosił ostatnich Żydów, którym żal było rozstać się z synagogą, żeby kończyli recytować psalmy i szli do domu, bo musi zamykać.

W mieszczącym się obok bejt ha-midraszu, z uginającymi się pod ciężarem ksiąg (w większości rozlatujących się ze starości) półkami, ustawionymi przy czterech ścianach i sięgającymi aż do sufitu, nie było spokojnie ani przez chwilę. Przy długich dębowych stołach siedzieli na ławkach mężczyźni, dzień i noc kołysząc się nad Talmudem, Pięcioksięgiem i innymi księgami świętymi.

Bóżnica Arona Sardynera była dla ludzi pobożnych prawdziwym klejnotem. W moich latach chłopięcych często słyszałem, jak prawowierni Żydzi mówili, że bóżnica Arona Sardynera jest miejscem prawdziwie świętym i siły zła nie mają do niej przystępu. Święcie w to wierzyłem.

Zupełnie inaczej wyglądała synagoga Nożyków. Jej budynek nie był wcale mniejszy niż bóżnica Sardynera, a jednak nie rzucał się tak bardzo w oczy. Synagoga ta była bowiem schowana w trzecim podwórzu, przy ulicy Twardej 6. Wyglądało to tak, jakby było jej wstyd przed mieszkańcami tej ulicy, którzy w większości byli pobożnymi Żydami…

Synagoga Nożyków była ortodoksyjna. Mur wokoło wyasfaltowanego podwórza, na którym stała, zawsze był świeżo otynkowany. Do synagogi prowadziło sześć szerokich marmurowych schodów. Strażnik w czarnym uniformie i białej koszuli z czarnym fontaziem stał w ciężkich dębowych drzwiach i wpuszczał do synagogi tylko tych, którzy – jak w teatrze – zawczasu wykupili bilety, by posłuchać kantora z towarzyszącym mu chórem kilkudziesięciu chłopców, którzy odśpiewywali modlitwy, jak artyści w operze…

Synagoga miała także galerię, która służyła jako część dla kobiet; w Rosz haSzana i Jom Kipur bogate, eleganckie panie przychodziły ze swoimi mężami – bynajmniej nie po to, by u Stworzyciela wyprosić dobry rok, którego tak czy owak mogły się spodziewać, lecz by posłuchać tenorowego śpiewu kantorów, co sprawiało im wielką przyjemność.

Synagoga Nożyków miała boczne pomieszczenie, gdzie w sobotę po obiedzie schodzili się wypucowani młodzieńcy z na wpół zasymilowanych domów, by wysłuchać Lejba Margolina7 wykładającego przypadający na dany tydzień rozdział Tory.

Lejb Margolin był wysokim, przystojnym mężczyzną około pięćdziesiątki. Był posiwiały, miał przyciętą, okrągłą bródkę i wąsy. Ilekroć go widziałem, miał na sobie krótkie ubranie z fontaziem na koszuli i szary kapelusz. Należał do reformowanych Żydów, których chasydzi nazywali "Niemiaszkami". Mówiono o nim, że jest wielkim uczonym, dlatego młodzi ludzie z całej Warszawy przychodzili specjalnie po to, żeby posłuchać jego komentarza do parszy8.

W synagodze Nożyków pobożni Żydzi się nie modlili, a biedacy nawet nie ośmielali się podejść do niej bliżej.

***

W jeszywie9 Nuske Szpigelglasa przy ul. Śliskiej 43 uczył się ze mną w latach 30. chłopiec w moim wieku; nazywał się Lipe Bronsztajn. Był on niski, chudy, z bladą twarzą o niezdrowym wyglądzie, z której można było wczytać, że w domu jest głód. Jak wszyscy uczniowie tej jeszywy, pochodził z rodziny chasydzkiej. A ponieważ był niskiego wzrostu, wołaliśmy go "Lipele".

Mimo nikczemnego wzrostu i mizernej postury Lipe miał niewyparzony język: wyrzucał z siebie potok słów. Wykorzystując chwile nieobecności rabina opowiadał cudowne historie o cadykach, a opowiadał tak, że włosy stawały dęba. Nasłuchawszy się różnych historii w lubelskim sztiblu, gdzie w szabes modlił się z ojcem, przynosił je nazajutrz do jeszywy, a chłopcy rzucali się na nie jak na świeże, chrupiące bułeczki. Słuchali jak zaczarowani. Wprost spijali słowa z jego ust, bojąc się cokolwiek uronić.

Pewnego dnia Lipe zawołał gromadkę swoich słuchaczy i obwieścił, że usłyszał w sztiblu nadzwyczajną historię o synagodze Nożyków, którą w tej sekundzie musi nam opowiedzieć, ponieważ nasz udział w Olam haBa10 wisi na włosku…

I Lipe zaczął opowiadać.

"W szabes po modlitwie porannej zawiadowca uderzył pięścią w balemer11 i łamiącym się głosem powiedział:
Moiściewy! Spadnie z nieba kara za wszeteczność, jaka panuje w synagodze Nożyków. Boże miej nas w swojej opiece!
Od dawna wiadomo, że młodziki, "gołobrody", w szabes i święta przyjeżdżają dorożkami do synagogi Nożyków: jeden żeby Kadisz12 powiedzieć, inny posłuchać kantora, który nosi czarny biret jak jakiś pastor i tałes, co bardziej przypomina dziadkowy stary szalik. Stoi taki przy podwyższeniu i duka modlitwę jak, nie przymierzając, kobieta w okresie nieczystości miesięcznej. Powiadają także, że w szabes palą tam papierosy… Takie właśnie ich zachowanie spowodowało, że o północy przychodzi do synagogi Asmodeusz13 razem z Lilit14, niech ich imiona zostaną wymazane, otwierają aron ha-kodesz15, wyjmują rodały i czytają z nich, powodując, że stają się one niekoszerne. Spółkują w synagodze, Boże, zmiłuj się nad nami… Następnie wkładają rodały z powrotem do aron ha-kodesz i znikają…
Moiściewy! Wiadomo przecie, że "Kol Israel arewim ze le-ze"16.Usłyszcież więc moje wołanie: Który Żyd przekroczy próg tej strefnionej synagogi, nie będzie miał udziału w Olam haBa!… Zobowiązani jesteśmy rozgłosić to wszem i wobec, aby ostrzec cały lud Izraela! A sami mówmy psalmy, prosząc, by Stworzyciel w miłosierdziu swoim wybawił nas od kary, jaka czeka wszystkich grzeszników, którzy modlą się w tej synagodze"…

Kiedyśmy usłyszeli, co Lipe ma nam do zrelacjonowania, ogarnął nas strach…

Co się tyczy mnie, to byłem przestraszony bardziej niż inni chłopcy, ponieważ mój starszy brat, który był miłośnikiem śpiewu kantoralnego, lubił w piątkowy wieczór bądź w sobotę zaglądać do synagogi Nożyków, żeby posłuchać Gerszona Siroty17, Kusewickiego18 lub Szermana19, którzy popisami wokalnymi uświetniali Kaboles Szabes20 lub modlitwę dodatkową w sobotę. Brat śpiewał nam później ich kompozycje, sprawiając wszystkim domownikom wielką przyjemność. Bałem się powiedzieć w domu, co usłyszałem od Lipy. Cierpiałem na rozdwojenie jaźni. W jeszywie na równi z innymi chłopcami roztrząsałem historię o Asmodeuszu i Lilit. W domu jednak bałem się cośkolwiek na ten temat powiedzieć.

Słowa Lipy na temat Asmodeusza i Lilit poruszyły moją dziecięcą fantazję – nie tyle jeżdżenie do synagogi dorożką w szabes bądź uczynienie rodałów niezdatnymi do użytku, ile cielesne obcowanie Asmodeusza z Lilit…

Co się tyczy Asmodeusza, to były mi już znane przedstawienia postaci diabła. Jest czarny, ma rogi i pałające ogniem czerwone oczy, a w ręce trzyma trójząb, którym kłuje grzeszników w piekle. Za to Lilit przedstawiałem sobie jako czarną diablicę przebraną za blond piękność, która kusi, żeby schwytać w swą sieć uczniów jeszywy, a następnie strącić ich w piekielne otchłanie…

Kiedy słuchałem opowieści Lipy, że Asmodeusz i Lilit żyją ze sobą w synagodze, ogarnęło mnie jakieś ciepłe uczucie, którego nie mogłem pojąć swoim naiwnym dziecięcym umysłem. Przed moimi oczami stanęła płowowłosa Krysia, wnuczka stróża z naszego podwórka.

Ta siksa była w moim wieku. W święta chrześcijańskie rodzice zabierali ją w odwiedziny do dziadków, a byli to – stróż i jego żona – jedyni goje na podwórku, gdzieśmy mieszkali. W ciepłe letnie dni bawiłem się z dziećmi na podwórku, z Krysią też. Aż któregoś dnia tata zabronił mi bawić się z nimi. Dał mi do zrozumienia, że chłopcu, który już uczy się Pięcioksięgu, nie przystoi ganiać całymi dniami po podwórku, bawić się z dziećmi, zwłaszcza z dziewczynkami, a już szczególnie z tą siksą…

Z ucznia chederu stałem się studentem jeszywy. Krysia nadal przychodziła w odwiedziny do swojej babci, która tymczasem została wdową. Krysia wydoroślała i rozkwitła – stała się prawdziwą słowiańską pięknością. Jest dumna, odtrąca podrostków, którzy wcześniej bawili się z nią, a teraz próbują z nią "chodzić".

Kiedy ta piękna dziewoja o błękitnych oczach, z dwoma grubymi warkoczami, wielce powabna, pokazywała się w chrześcijańskie święta na naszym podwórku, przypominała mi się opowieść o Asmodeuszu i Lilit, nasuwając mi myśl o grzechu. W mojej fantazji Krysia była ucieleśnieniem diabelskiej Lilit…

Kilka lat później zamieniłem Talmud na literaturę żydowską i przeczytałem sarkastyczny poemat Monisz21 Icchoka Lejbusza Pereca22, który kończy się strofami:

"Króluje tu Lilith!
spacerOczy – roziskrzone.
Szatan tren jej niesie
spacerZ brabanckich koronek…

…A w drzwiach stoi Monisz,
spacerŁańcuchami dzwoni.
Tęgi ogień gorze,
spacerSposobi się rożen!"23

Wówczas opowieść Lipy o synagodze Nożyków z Aszmodajem i Lilit, którą wyobrażałem sobie w postaci blond piękności Krysi, prześladowała mnie jak koszmarny sen. Synagoga Nożyków jeszcze długo po skończeniu nauki w jeszywie była dla mnie tematem tabu.

Źródło: Awek mitn wint. Memuarn un dercejlungen, H. Lejwik-Farlag bajm Farajn fun Jidisze Szrajbers un Żurnalistn in Isroel, Tel Awiw 2006, s. 63-69.spacerTłum. Anna Ciałowicz
1. sztibel (jid., izdebka) – modlitewnia chasydzka. [↑]
2. Aron Sardyner (? – 1865 Warszawa) – żydowski działacz społeczny i filantrop. Z zawodu był kupcem. Uzyskany dzięki temu zajęciu majątek przeznaczał na cele dobroczynne. Ufundował m.in. bóżnicę przy ul. Twardej 4. Testamentowo przeznaczył cały swój majątek na cele społeczne. Jest pochowany na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie (kwatera 1 rząd 12 ). [↑]
3. bejt ha-midrasz (hebr.) – dom nauki. [↑]
4. Synagoga im. Zalmana i Rywki Małżonków Nożyk – ufundowana przez kupca Z. Nożyka, została oficjalnie otwarta w 1902; obecnie jedyna czynna synagoga w Warszawie, siedziba Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie.{/foonote} na sąsiednim podwórku pod numerem 6. [↑]
5. minjan (hebr./jid.) – dziesięciu dorosłych mężczyzn stanowiących kworum do modlitwy. [↑]
6. szames (jid., od hebr szamasz) – woźny, posługacz w synagodze. [↑]
7. [???] [↑]
8. parsze (jid., od hebr. parasza) – fragment Pięcioksięgu przeznaczony do czytania w czasie publicznej liturgii w bóżnicy bądź w synagodze w szabes rano i po południu oraz w każdy poniedziałek i czwartek. [↑]
9. jeszywe (jid., od hebr. jesziwa, "posiedzenie") – uczelnia talmudyczna. [↑]
10. Olam haBa (hebr., "przyszły świat"). [↑]
11. balemer (jid.) – podium w synagodze, z którego odczytuje się Torę, znane również pod hebrajską nazwą bima. [↑]
12. Kadisz (od hebr. kadisz, święty) – jedna z najważniejszych i najczęściej odmawianych modlitw w liturgii żydowskiej, napisana w jęz. aramejskim w czasach talmudycznych; wyraża wiarę w jedynego Boga i poddanie się Jego woli; popularnie nazywana modlitwą za zmarłych, gdyż żałobnik zobowiązany jest odmawiać ją codziennie przez rok po śmierci osoby bliskiej. [↑]
13. Asmodeusz (hebr./jid., Aszmedaj) – w demonologii żydowskiej zły duch, który sieje niezgodę między mężczyzną a kobietą. [↑]
14. Lilit (hebr.; jid. Liles) – żeński demon, jedna z głównych postaci żydowskiej demonologii. Lilit ma się pojawiać w postaci uskrzydlonej kobiety z długimi włosami i uwodzić w nocy samotnych mężczyzn, płodząc z nimi zastępy demonów. [↑]
15. aron ha-kodesz (hebr., święta skrzynia) – zabudowana wnęka we wschodniej ścianie synagogi lub dostawiona do niej szafa (zwana czasem "szafą ołtarzową), w której przechowuje się zwoje Tory. [↑]
16. (hebr.) – "Wszyscy Izraelici są odpowiedzialni jeden za drugiego". [↑]
17. Gerszon Sirota, zw. "żydowskim Caruso" (1874 Podole – 1943 Warszawa) – nadkantor Wielkiej Synagogi na Tłomackiem, tenor dramatyczny. [↑]
18. Mosze Kusewicki, zw. "królem kantorów swojego pokolenia" (1889 Smorgonie na Litwie – 1965 Nowy Jork) – kantor, tenor liryczny. Od 1928 do 1939 był nadkantorem Wielkiej Synagogi na Tłomackiem (po Gerszonie Sirocie). [↑]
19. Pinchas Szerman (1887 Staszów – 1942 Warszawa) – kantor. W 1909, w wyniku konkursu na drugiego kantora Wielkiej Synagogi na Tłomackiem, został w niej zatrudniony i na tym stanowisku pozostał aż do wybuchu II wojny światowej. [↑]
20. Kaboles Szabes (jid., hebr. Kabalat Szabat, Przyjęcie Szabatu) – obrządek poprzedzający piątkowe modły wieczorne. [↑]
21. Monisz – tytuł poematu I.L. Pereca, uważany za debiut tego pisarza w j. jidysz. Jego treścią jest owiany romantyczną i mistyczną aurą dramat żyjącego w małym miasteczku młodego talmudysty o imieniu Monisz, którym miotają rozterki duchowe między wiernością wobec tradycji oraz przywiązaniem do studiów a miłością do kusicielki Marii, czyli Lilit. Ulegając słabości, bohater zostaje potępiony. Poematu nie doceniła ówczesna krytyka żydowska. Wkrótce jednak stał się on manifestem nowoczesnej literatury jidysz. Pierwsza edycja w serii "Di Jidisze Bibliotek" (1888) została przeredagowana przez wydawcę, Szolema Alejchema. Perec odrzucił wówczas zmiany w tekście i opublikował własnym sumptem oryginalną wersję (1892). [↑]
22. Icchok Lejbusz Perec, zw. "ojcem poezji żydowskiej" (1851 Zamość – 1915 Warszawa) – poeta, prozaik, dramaturg, krytyk, klasyk literatury jidysz i hebrajskiej. W latach 1891-1895 wydawał serię "Jidysze Bibliotek" (jid., "Biblioteka Żydowska"). [↑]
23. Tłum. Adam Włodek. Zob. A. Słucki (red.), Antologia poezji żydowskiej, Warszawa 1983, s. 45. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3665509
UA-28053597-1