Ongiś tak było

    Pomoce domowe zorganizowały się w związek zawodowy już w 1918 roku. Pierwszymi założycielkami związku były: Mania Cegiełka, Chajka (jej nazwiska nie mogę sobie przypomnieć), Sara Wajcman i Beniamin Walker, szewc, stary rewolucjonista i dawny bundowiec. Beniamin był chorym kuternogą. Towarzysz Beniamin przeszedł na stronę komunistów i przebywał na emigracji w Związku Radzieckim. Był on wybornym mówcą. Na samym początku to on prowadził nasze zebrania. Wtedy nikt z nas nie miał jeszcze żadnego doświadczenia w działalności w związkach zawodowych i robocie partyjnej, bo gdzie i jak mieliśmy je nabyć? Mało kto z nas umiał czytać i pisać.
    Życie dziesiątek tysięcy biednych żydowskich dziewcząt w dawnej Polsce przedstawiało sobą obraz nędzy i rozpaczy: wygnane przez panującą na wsi i w sztetlu biedę, wyruszały w świat za kawałkiem chleba. Zarobić na chleb jednak wcale nie było łatwo. Bez domu, bez najbliższych, przy dużym bezrobociu, które panowało we wszystkich grupach zawodowych, wiele z nich nie miało innego wyjścia, jak tylko nająć się za służącą u bogatych państwa. A było to naprawdę życie niewolnicy. Harowało się przez cały tydzień, czasem tylko za sam wikt, od bladego świtu do późnego wieczora. Jedynie w szabes pozwalano nam wyjść na kilka godzin. Sytuacja tej, której zdarzyło się małe spóźnienie, przyszła odrobinę później, była nie do pozazdroszczenia. Dostawała od swojej „madame” nie lada burę. Nierzadko zdarzało się, że ze taki „grzech” madame od razu wyrzucała z posady. O jakimkolwiek zasiłku socjalnym nie było mowy. Jej „pokój” stanowiła kuchnia.
    Poniżanie i upokarzanie, kaprysy „madame”, które trzeba było znosić, synalkowie i „kształcone” córeczki, lekceważący stosunek „szejne Jidn”1 do panien służących, wpływały na wiele z nas przygnębiająco, powodowały niewiarę w to, że własnymi siłami możemy poprawić nasze położenie.
    Przypominam sobie, ile wysiłku i potu kosztowało nas, grono uświadomionych pomocy domowych, stworzenie związku zawodowego. Zwołując pierwsze zebranie pokonałyśmy niezliczoną ilość pięter. Chodziłyśmy od mieszkania do mieszkania, aż zebrałyśmy kilkadziesiąt panien służących. Zebranie odbyło się w prywatnym mieszkaniu pewnego rymarza, w suterenie przy świeczce, przy ul. Nalewki 32

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
. Niewielka liczebnie była grupa osób, które wzięły na siebie trudne zadanie założenia związku zawodowego. Lecz powodowane biedą i silną wolą polepszenia naszego losu, stopniowo doprowadziłyśmy do sytuacji, w której w 1921 roku związek liczył już ponad 300 członkiń. Ze składek członkowskich byłyśmy w stanie opłacić sekretarza i duży lokal przy ul. Długiej 61 Drukuj
.
    Fala rewolucyjna, która w tamtych latach porwała szerokie masy społeczeństwa żydowskiego, a także członów Bundu, nie ominęła również panien służących. W naszym związku większość sympatyzowała z „Kom-Bundem”2. Później związek nasz znalazł się w sferze wpływów Kompartii.
    Przyszło nam działać w skrajnie trudnych warunkach. Lokal związku został zamknięty w 1923 roku z powodu ujawnienia pierwszej krajowej konferencji młodzieży żydowskiej, która tam się odbywała. To jednak nas nie przestraszyło. W sieniach związku drobnych kupców przy ul. Leszno ustawiło się stolik i robota szła dalej. Udaje nam się wywalczyć polepszenie warunków pracy i płacy. W pierwszym rzędzie: legalizację związku wraz zakazem zwalniania bez wiedzy związku. Dalej: trzy razy w tygodniu wolny wieczór, kasa chorych, urlop i ludzkie traktowanie.
    Jak wiele związków, którym przewodzili komuniści, tak i nasz związek nie uniknął szykan ze strony policji. Co kilka miesięcy związek zamykano. Nie pomagała zmiana nazwy lub podpisy za każdym razem innych osób na podaniu o zalegalizowanie. W ten sposób byłyśmy zmuszone prowadzić naszą działalność na ulicy, nielegalnie, na tak zwanych „giełdach”. W najtrudniejszych warunkach, na mrozie i w śnieżycy. Przeganiane z jednego miejsca, przenosiłyśmy się na inne miejsce. Nie dopuściłyśmy do tego, by służba domowa była zdana na widzimisię rajfurek i różnych „madames”.
    Prócz działalności związkowej prowadziłyśmy także robotę polityczną i partyjną. Komórka partyjna w latach 1927-1928 liczyła około 50 członkiń i była obsługiwana przez towarzyszy: Szymona Zachariasza3, Jonę Dzbanka, Mosze Grinbauma (głuchego), Adelę Herc, Judla Rozenfelda, Abrahama Rozenfelda, Fajwla Malarza, Karola ze związku pracowników igły i innych, których nazwisk już nie pamiętam. Mieliśmy także spore koło MOPR4, które było obsługiwane przez towarzyszy Chaima Kramarza, Lubę Szmulowicz i Helenkę Graff.
    Czerwona frakcja w liczbie 80 osób była obsługiwana przez drogich i oddanych towarzyszy Gecla Gutermana ze związku piekarzy i Bernarda Frajdkesa, który poległ śmiercią bohaterską w Hiszpanii. Największe zasługi miał towarzysz Sender Kaner (Sender „Masowiec” – malarz). On i inni poświęcili ogrom trudu i czasu na rzecz organizacji panien służących.
    Nie oglądając się na szczególnie trudne warunki, brałyśmy udział we wszystkich demonstracjach, rozklejałyśmy plakaty, kolportowałyśmy prasę partyjną, oddawałyśmy do dyspozycji lokale naszych gospodarzy, kiedy ci wyjeżdżali na daczę, na posiedzenia i składy nielegalnej literatury. Pracując później jako łączniczka Centralnego Biura Żydowskiego i sekretariatu Komitetu Centralnego KPP największą pomoc miałam ze strony towarzyszek służących.
    Do najbardziej oddanych związkowi i partii, o ile dobrze pamiętam, należały między innymi: Ester Szpaker (otrzymała wysokie odznaczenie państwowe ze działalność rewolucyjną), Hela Leks, Róża Migdał, Róża Wajnworcel, Ida Bersztajn (obecnie przebywa w związku Radzieckim).
    Sala Jedlina – wspaniała postać, zginęła w białostockim getcie. Głodni i prześladowani komuniści mogli u niej zawsze znaleźć schronienie. Była oddana partii na śmierć i życie. Chana Kotlarz, którą towarzysze nazywali „Aniołkiem”. Wskakiwała na stragan na bazarze przy ul. Smoczej i prowadziła masówki dla żydowskiej biedoty, wzywając ją do walki przeciwko wysokim podatkom, drożyźnie i eksmisjom. Jej ciemna izba kuchenna, gdzie pracowała przy ul. Niskiej, służyła za stały skład nielegalnej literatury.
    Takie one były, te pomoce domowe – najbardziej poszkodowane i najbardziej prześladowane ze wszystkich poszkodowanych i prześladowanych. Dopiero Kompartia wprowadziła je do szeregów walczącego proletariatu i uczyniła z nich to, co opisałam powyżej: bojowniczki.

E. Bomsztyk, Azoj iz gewen amol, [w:] Unter der fon fun KPP. Zamlbuch, Zakład Historii Partii przy KC PZPR, Warszawa 1959, s. 212-214.
tłum. A. Ciałowicz
1„szejne Jidn” (l.mn., jid., „piękni Żydzi”) – elita duchowa, ludzie jaśniejący wewnętrznym blaskiem. [↑]
2 Kom-Bund – grupa komunizujących działaczy Bundu, która w 1922 r. oderwała się od partii; później zgłosiła swój akces do KPP. [↑]
3 Szymon Zachariasz (1900 Ostrów Mazowiecka – 1970 Warszawa) – działacz komunistyczny. Był funkcjonariuszem KPP od 1922 r., pełnił funkcję m.in. sekretarza Centralnego Biura Żydowskiego oraz redaktora wydawanego przez nie czasopisma „Fraje Trubune” (jid., „Wolna Trybuna”). Wybuch II wojny światowej zastał do w więzieniu w Berezie Kartuskiej. Od 1944 r. pracował w Biurze Komunistów Polskich przy KC KPZR. Po powrocie do Polski był centralną postacią Frakcji PPR przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce. Od 1946 r. pracował też w Wydziale Organizacyjnym KC PPR (później PZPR). [↑]
4 MOPR – organizacja komunistyczna założona w 1922 roku w Moskwie w celu niesienia pomocy rewolucjonistom w zwalczaniu kapitalizmu (wspierała wspierała więźniów i ich rodziny). Podporządkowana była Międzynarodówce Komunistycznej. Została rozwiązana w 1947 r. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 37 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3722834
UA-28053597-1