"Synagoga niemiecka"

Synagoga na Tłomackiem bądź „synagoga niemiecka” [ul. Tłomackie 7]

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
, jak nazywali ją religijni Żydzi, była budowlą przykrytą kopułą, a do jej wejścia prowadziły szerokie, marmurowe schody zakończone masywnymi, żelaznymi drzwiami. Na dachu, nad wejściem – kamienne tablice Przymierza, które Mojżesz przyniósł z góry Synaj, zawierające słowa: „Ja jestem Pan, Bóg twój” i „Nie będziesz”, wszystkie zakazy, którymi Święty – niech będzie błogosławiony! – raczył obdarzyć Żydów, kiedy poślubił go sobie na wieki, poślubił przez wiarę, przez prawo i sprawiedliwość, poślubił przez łaskę i miłosierdzie1.

Synagoga na Tłomackiem jest świątynią żydowską i modlą się w niej Żydzi, lecz obcy jest, i ten dom modlitwy, i ludzie przychodzący do niego, by służyć Bogu, który na wieki ich sobie poślubił.

W szabat rano żelazne drzwi strzegące wejścia są otwarte, zapraszając: „Chodźcie, Żydzi, na modlitwę!”.

Przybywają Żydzi wystrojeni we fraki o długich połach i błyszczących klapach. Jak woźnice powożący dorożkami w ślubnym orszaku, na głowach noszą cylindry, a na rękach – białe rękawiczki. Część przyjeżdża własnymi autami pod samo wejście i idą „się modlić”2.

Przybył bankier N. z małżonką. Pod rękę pokonują niewielką odległość do schodów. Krok za krokiem, bez pośpiechu zbliżają się do synagogi. Twarze promienieją intymną atmosferą święta. Dziś mają święto rodzinne – ich syn będzie uroczyście wywołany do odczytania fragmentu z Tory w szabat przed ślubem (ojfrufn)3.

W tygodniu zostanie wyprawiony „ślub”4 panny Stefy, córki bankiera N., która wychodzi za mąż za doktora F. Zaślubiny odbędą się w synagodze.

Przyjdą goście – arystokracja z rodzinnego kręgu – pozostający nadal Żydami; przyjdą krewni z rodzin mieszanych: żydowscy rodzice i ich ochrzczone dzieci; przyjdą prawdziwi goje: zięć lub synowa pochodzący ze zubożałej szlachty, z którymi wchodzono w koligacje, by poprawić swoje notowania u genealogów. Przyjdą nie-żydowscy przyjaciele – wspólnicy w domu bankowym i majątkach.

Zbliżywszy się do synagogi, mąż i żona lustrują się wzrokiem: czy aby nie będą musieli się wstydzić przed zaproszonymi gośćmi nie-Żydami? Zdaje się, że jednak nie, bo na twarzy bankiera maluje się beztroski uśmiech.

Bankier N. nie jest w synagodze zupełnie nieznany. „Modli się”5 tu w każdy Jom Kipur6. Wtedy jednak jest zajęty „sądnym dniem” – sądem, który tego dnia odbywa się w niebie i gdzie zapada też wyrok.

W zasadzie nie jest to żaden sąd – przekonuje sam siebie bankier N. – to tylko zawarcie kontraktu, rodzaj rocznego raportu. Może sobie dokładnie wyobrazić, jak to wygląda: tam, w górze, jest biuro z opasłymi księgami, oprawnymi w szare płótno, jak księgi rachunkowe w jego banku. Na każdej stronie starannie wykaligrafowano stan konta, z podaniem nazwiska i adresu danego „klienta”. W biurze siedzi główny anioł – archanioł – z kilkoma pomocnikami, aniołami7 podrzędniejszymi. W ciągu całego roku zapisują oni wszystko, co człowiek robi, a w Jom Kipur sporządzają bilans. Praca nad bilansem rozpoczyna się nieco wcześniej – w „trąbki”8 (Rosz haSzana9), ale to nie ma większego znaczenia10. Wtedy pracują tylko buchalterzy, którzy dopiero przygotowują materiał dla dyrektora.

„Zupełnie jak u mnie w banku” – myśli sobie bankier N. – „Buchalterzy wszystko sumują, ale nie decydują o niczym. W dalszym ciągu kredytować, czy cofnąć kredyt – decyzja należy wyłącznie do mnie”.

„W niebie – snuje dalej swoje rozważania – wyciągi z konta przedstawia się tamtejszemu dyrektorowi, 'Panu Bogu'11, i on podejmuje decyzję”.

W Jom Kipur bankier N. przybywa do synagogi. Lepiej, żeby był obecny, kiedy sprawdzają jego konto, choć jest pewny swojej renomy i tego, że otrzyma kredyt na przyszłość. Wie, że na jego koncie po stronie „ma” zapisano bardzo dużo dobrego: wybudował dom starców – było to niedługo po tym, jak za jego pieniądze wzniesiono kościół pw. Najświętszej Marii Panny (nie mógł odmówić swojemu gojskiemu zięciowi); a to znowu ufundował kilka łóżek dla żydowskiego szpitala dziecięcego. Tak się jakoś składa, że co miesiąc biorą od niego datek na utrzymanie „jeszybotu”12, gdzie naucza się Starego Testamentu. Ma więc na swoim koncie, nie zapeszając, dużo dobrych uczynków, ale to zawsze lepiej, jak swoich spraw pilnuje się osobiście. Na wszystko trzeba mieć baczenie. Czyż nie zdarzyło się, że ktoś zrobił wpłatę, a pracownik omyłkowo zapisał ją na inne konto? Czyż i jemu nie zdarzyło się w niewytłumaczalny sposób odmówić klientowi wiarygodnemu, a kredyt dać niewiarygodnemu? Tak więc bankiera N. nie może w Jom Kipur zabraknąć. A kiedy już przyjdzie, nie interesuje się błahymi sprawami, nie rozgląda na boki, podziwiając piękne malowidła na ścianach i lśniące kandelabry. Nawet kantor i chórzyści zbytnio go nie interesują. Nie wsłuchuje się w kazanie rabina. Taką już ma naturę: jest skoncentrowany, drobiazgi nie rozpraszają jego myśli. Skupia się na tym, co najważniejsze. A najważniejsze jest – uważa bankier N. – żeby tam, w niebie, nie zapomniano o jego dobrych uczynkach. Siedzi więc w synagodze i podsumowuje wszystko, czego dokonał w mijającym roku. Nie pomija niczego, co mogłoby podnieść jego zdolność kredytową w niebie. Przy tym obiecuje sobie w myśli, że wybuduje pawilon w domu starców i ufunduje jeszcze kilka łóżek w szpitalu. Pozwala, aby wezwano go do czytania ze zwoju Tory. Z kartki, którą podetkano mu pod nos, odczytuje zapisane łacińskimi literami „benedykcje”13. Przy „[]” tłumaczą mu na polski, a on zobowiązuje się podarować to wszystko, o czym sobie wcześniej pomyślał.

***

Pan N. wraz z małżonką przybyli dziś w szabat powszedni. Synagoga jest w połowie pusta, „zapowiedzi”14 ślubnych nie ma wiele. Żałobników zobowiązanych do odmawiania Kadiszu15 też jest mało, przecież nie wszyscy muszą stawiać się osobiście. Mają opłacanych przez siebie ludzi, którzy ich zastępują i za jednym razem wspominają dusze kilku „nieboszczyków”16.

W drzwiach synagogi stoi trzech szamesów17, ubranych jak księża. W biretach na głowach kłaniają się gościom w cylindrach i otwierają im drzwi. Gdy jednak zjawi się tu Żyd z długą brodą, ubrany w długą chasydzką kapotę, który po modlitwie w swoim sztiblu przyszedł, by posłuchać Kusewickiego18 lub Siroty19, zapraszający do środka przyjemny uśmiech znika z twarzy szamesów. Wejścia nie ma. Chasydzkie uparciuchy jednak nie ustępują, kręcą się przed synagogą tam i z powrotem, jakby spacerowali, wcale nie mając zamiaru wejść do wnętrza... Gdy szames odwróci się na chwilę, wtedy oni rzucą się w kierunku synagogi, wbiegną po schodach i już są w środku. Wdarłszy się do wnętrza, spoglądają wokół ze strachem i zdziwieniem. Wszystko tu się świeci i połyskuje. Światło bije od setek lamp elektrycznych, do których nie są przyzwyczajeni. Jak dzwonki dźwięczą cienkie głosy chłopców: alty i soprany; basy i tenory są jak bicie potężnych dzwonów. Przy akompaniamencie słodkiej muzyki organowej niesie się chóralny śpiew. Pienie kantora przebija się przez ten śpiew przy noworocznych błogosławieństwach i modlitwach szabatowych. Piękno tego miejsca olśniewa, przyciągając wzrok i słuch, a jego inność budzi strach: jest pięknie, lecz nie ma to żydowskiego ducha. Chasydzi rzucają spojrzenia w stronę uczestników nabożeństwa: zamiast tałesów mają oni na szyjach coś w rodzaju szalików.

– Całe szczęście – myśli sobie taki chasyd – że wcześniej pomodliłem się w moim sztiblu. Jakże mógłbym teraz spowić się w taki jedwabny szalik z wyprutymi nitkami, które chyba mają przypominać frędzle tałesu20? Jak zmówić błogosławieństwo przed okryciem się w coś takiego21? Może inni, tak jak ja, też byli wcześniej w prawdziwej synagodze, a tu przyszli tylko po to, żeby posłuchać kantora?

Spogląda w stronę wschodniej ściany, na podwyższenie, gdzie stoją kantor z rabinem, na ławki, w których siedzą gabaje22 – mieszanina cylindrów i księżowskich strojów. Coś tam robią wokół Tory. Tak samo jak w innych domach modlitwy odczytują rozdział na bieżący tydzień (parsza), ale brzmi to jakoś obco i sztucznie.

„Też mi Żydzi” – myśli z politowaniem chasyd i opuszcza tę synagogę, dzięki składając Najwyższemu, że pokierował go właściwą drogą i sprawił, że żyje jak chasydzki Żyd.


Mosze Zonszajn, Jidysz Warsze, Central-farband fun pojlisze Jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 133-137.
książka dostępna pod adresem: http://ia700307.us.archive.org/25/items/nybc207562/nybc207562.pdf
tłumaczyła z jidysz: Anna Ciałowicz

1 Por. Ozeasza 2:21 („I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie”). [↑]

2 W oryginale po polsku. [↑]

3 ojfrufn (jid., wywołanie) – uroczyste wywołanie pana młodego do odczytania fragmentu ze zwoju Tory podczas porannego nabożeństwa w sobotę poprzedzającą ślub. [↑]

4 W oryginale po polsku. [↑]

5 W oryginale po polsku. [↑]

6 Jom Kipur (hebr., Dzień Pojednania) – dzień pokuty i postu; jedyny nakazany przez Torę post, obchodzony jesienią; uznawany za najważniejszy i najbardziej uroczysty dzień roku w kalendarzu żydowskim. [↑]

7 W oryginale po polsku. [↑]

8 W oryginale po polsku. [↑]

9 Rosz haSzana (hebr. dosł. głowa roku) – pierwszy dzień kalendarza żydowskiego (1 tiszri). Święto upamiętnia stworzenie świata i przypomina o sądzie Bożym; otwiera okres pokuty – Jamim Noraim (hebr. Straszne Dni) – trwający do święta Jom Kipur (10 tiszri). [↑]

10 W dniu Rosz haSzana w niebie otwarte są trzy księgi; do Księgi Życia Bóg zapisuje wszystkich, którzy spełniają dobre uczynki, do Księgi Śmierci – niepoprawnych grzeszników, a do trzeciej – tych, których nie można jednoznacznie ocenić; wyrok na nich zostaje zawieszony do dnia Jom Kipur i zależy od tego, jak będą postępować podczas owych 10 dni. [↑]

11 W oryginale po polsku. [↑]

12 Tak w oryginale. [↑]

13 Przed i po czytaniu ze zwoju Tory wezwany recytuje stosowne błogosławieństwa. [↑]

14 W oryginale po polsku. [↑]

15 Kadisz (od hebr. kadisz, święty) – jedna z najważniejszych i najczęściej odmawianych modlitw w liturgii żydowskiej, napisana w jęz. aramejskim w czasach talmudycznych; wyraża wiarę w jedynego Boga i poddanie się Jego woli; popularnie nazywana modlitwą za zmarłych, gdyż żałobnik zobowiązany jest odmawiać ją codziennie przez rok po śmierci bliskiej osoby [↑]

16 W oryginale po polsku. [↑]

17 szames (jid., od hebr szamasz) – woźny, posługacz w synagodze. [↑]

18 Mosze Kusewicki, zw. „królem kantorów swojego pokolenia” (1889 Smorgonie na Litwie – 1965 Nowy Jork) – kantor, tenor liryczny. Od 1928 do 1939 był nadkantorem Wielkiej Synagogi na Tłomackiem (po Gerszonie Sirocie). [↑]

19 Gerszon Sirota, zw. „żydowskim Caruso” (1874 Podole – 1943 Warszawa) – nadkantor Wielkiej Synagogi na Tłomackiem, tenor dramatyczny. [↑]

20 cyces (jid.; hebr., cicit) – cztery frędzle przywiązane do rogów tałesu, przypominające Żydom o ich obowiązkach religijnych. [↑]

21 Przez okryciem tałesem odmawia się błogosławieństwo: „Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, nasz Bóg, Król świata, który uświęcił nas Swoimi przykazaniami i nakazał nam okrywać się [okryciem] z cicit”. [↑]

22 gabaj (hebr., szafarz) – funkcjonariusz synagogi, administrator wybierany przez członków społeczności. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 60 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724784
UA-28053597-1