Bomba w redakcji...

Bomba w redakcji...

 

Przy wejściu do Gminy Żydowskiej, Grzybowska 26

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
, zatrzymuje się dorożka z postawioną budą:

– Już!... Można!...

Jakby tylko na to czekano. Nikt nie odpowiada. Nikt nawet nie obejrzy się na tego, kto przyniósł tę wiadomość. Ludzie z impetem cisną się do wejścia, a stamtąd – na przestronne, jasne podwórze:

– Już można!...

Nie wiadomo tak na pewno, o co poszło. Nie wiadomo, z jakiego powodu ten przestój. Wiadomo tylko, że o ósmej rano podwórze było już pełne. Wszystko by gotowe do wymarszu.

Lecz – nikt się nie ruszył. Coś przeszkodziło. Czekano na coś.

I oto:

w jednym kącie młodzież z „Makabi”1, ze swoją orkiestrą i biało-niebieską flagą. W drugim kącie – żeńskie gimnazjum Sz. Pryłuckiego – z wyłożonymi na bluzki białymi kołnierzami. Tu – gminne warsztaty, tam – gimnazjum Kryńskiego, gimnazjum Finkla, „Chinuch”2, „Tarbut”3, szkoły gminne...

Ustawiają się równo, sprawdzają szeregi, padają komendy:

– Uwaga! Uwaga!

Kierujący pochodem podnosi chorągiewkę. Dobosz z „Makabi” zaczyna uderzać pałeczkami. Pociąg rusza:

– Achat! Sztajim! Szalosz! Arba!4

Na przedzie – prezes Gminy Herszel Farbstein5, wiceprezes Mosze Feldsztajn6, „dozor”7 Stanisław Rozenberg8, „dozor” Icchak Sztikgold9. Wszyscy w cylindrach, wszyscy prezentują się poważnie, odświętnie.

Pogoda sprzyja. Wcześniej spadł ożywczy deszczyk. Ludzie myśleli, że już po święcie. A tu nagle takie rozpogodzenie. Przejaśniło się. Zupełnie jakby na cześć pochodu niebo rozciągnęło ponad miastem jasnoniebieski gobelin.

Jakby na cześć uroczystości słońce wystroiło się w swoją najpiękniejszą, mieniącą się złotem suknię...

Ludzie wyglądają odświętnie. Entuzjazm rośnie. Gra orkiestra.

Za każdym razem inny okrzyk:

– Jechej!...

– Niech żyje!...

– Zol lebn!...

Ten ostatni nie za często. Nie ta młodzież. Nie z tych kręgów...

Szkoły CISZO10 nie idą. Bundowscy11 członkowie zarządu w ogóle są przeciwni temu, żeby Gmina Żydowska świętowała dziesięciolecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Żeby Gmina Żydowska manifestowała z udziałem młodzieży szkolnej.

Członkowie zarządu reprezentujący Agudę12 – a cała manifestacja to właściwie ich pomysł – też w ostatniej chwili odmówili przysłania uczniów z chederów.

Będą manifestować osobno.

Po pierwsze, nie podoba im się demonstrowanie w piątek, bo może doprowadzić do złamania szabatu. Po drugie – i to jest chyba najważniejsze – dowiedzieli się, że na czele pochodu idzie młodzież z „Makabi”, z biało-niebieską flagą...

Jednak święto to święto. Ulice, którymi przejdzie pochód, są pełne. Żydzi tryskają radością. Goje świdrują oczami, śmieją się pod nosem:

– Żydzi pchają się, gdzie ich nie potrzeba... Cieszą się z naszej niepodległości...

A Herszele Danielewicz13, ludowy poeta, który nadchodzi z naprzeciwka – zupełnie nie może tego zrozumieć:

– To jak? Już nie będą bić Żydów?...

To zupełnie nie w jego stylu. Patrzy z ironią, z sarkazmem, a na jego niemal dziecięcych ustach błąka się drwiący uśmiech...

On sam jest jak dziecko. Mały, naiwny, zabawny. Podobnie jak jego sposób mówienia, reagowania na różne zdarzenia, a nawet te wierszyki, które pisze – krótkie, zabawne linijki – wszystko jak z krainy dziecięcej wyobraźni.

Herszele – autentyczny poeta ludowy. Tyle że nie dorósł do świata.

Lub odwrotnie – to świat nie dorósł do niego...

Długo był kawalerem. Ktoś się nad nim ulitował. Wynalazł mu dziewczynę z Henrykowa pod Warszawą. Wesele było w Związku Literatów14. Związek go wywianował, otworzył mu sklepik w Henrykowie, a po kilku miesiącach – Herszele nocuje w Związku, na krzesłach...

– Co się dzieje, Herszele? Dlaczego nie jedziesz do domu?

Unosi swoją małą główkę. Wytęża swoje rozmarzone, dziecięce oczy:

– A interes?

– Co znaczy: interes? Masz przecież sklepik.

– Jeszcze gorzej... Sklepik musi jeść... Jak sklepik ma pusty brzuch, to chudnie, źle wygląda, a przede wszystkim – nikt nie chce zajrzeć...

– No więc?

– No nic... Przecież tak chcieliście... Wyprawiliście mi ślub... Niech będzie... Ona rozwodu mi nie da... Będę musiał skombinować dla niej trochę nafty...

Czy ma inne wyjście? Musi skombinować. Musi przecież kiedyś wrócić do żony.

Czasem, raz na ruski rok, opublikuje gdzieś wierszyk. Przepracuje dzień w jakiejś redakcji, przetłumaczy dla kogoś parę linijek lub złapie gdzieś parę groszy i – skombinuje trochę nafty...

Jedyna rzecz, którą może udobruchać ciągle zagniewaną żonę – to nafta...

I jeśli czasem mu się poszczęści i może załatwić sześć-osiem litrów nafty do sklepiku, jest w siódmym niebie. Nie musi już spać na twardych krzesłach w siedzibie Związku. Może wtedy pojechać na tydzień do domu – nawet bez nafty...

 

*

 

„Jeszcze Polska nie zginęła,

póki my żyjemy!”...

Wszystkie już chyba polskie pieśni patriotyczne zostały odśpiewane. Hymn państwowy też grają już po raz drugi. Bramy Zamku Królewskiego, gdzie rezyduje prezydent Mościcki, mimo to nadal są zamknięte.

Ludzie nie rozumieją. Wiedzą, że kancelaria prezydencka zapewniała, iż prezydent osobiście przyjmie delegację Gminy. Została dokładnie wyznaczona godzina, na którą delegacja ma się stawić na zamku. A tu – wartownicy przy bramie o niczym nie wiedzą. Nie mają rozkazu – powiadają.

A tłum rośnie. Ludzie oblegają plac Zamkowy. Policjanci muszą się naharować, żeby utrzymać porządek. Orkiestra gra. Dzieciarnia wznosi patriotyczne okrzyki. Inni podchwytują.

Tu już nie słychać języka hebrajskiego. O żydowskim nie wspominając. To przecież plac Zamkowy. Na zamku rezyduje głowa państwa...

Lecz – dlaczego prezydent nie przyjmuje? Przecież nie przychodzą o nic go prosić. Przychodzą go tylko uczcić. Wyrazić swoją wierność. Przkazać błogosławieństwo z okazji dnia niepodległości.

*

 

Już. Można już wchodzić. Przyszedł rozkaz. Prezydent przyjmie.

Idą. Członkowie zarządu – w imieniu Gminy Żydowskiej. Nauczyciel z dwoma uczennicami – w imieniu szkół żydowskich. Przedstawiciel Polskiej Agencji Telegraficznej. Fotograf...

Może też iść? Może wpuszczą?

Nie ma czasu na myślenie. Za chwilę może być za późno.

Szybko przebieram nogami. Ustawiam się razem z innymi gośćmi i – tak. Wpuścili. Nie liczą ludzi, którzy wchodzą do środka. Nie sprawdzają nazwisk. Wartownicy przy wejściu salutują. Portierzy w drzwiach kłaniają się, odbierają garderobę, idą przodem po szerokich, błyszczących schodach. Wprowadzają do sławnej Sali Malinowej...

Sza, nie jestem sam... Z innej gazety też dostali się w ten sposób... I to z ortodoksyjnego dziennika „Jud”15... I to nie kto inny, tylko chasydzki pisarz Mosze Mark16...

Sala – wielka i pusta. Krzesła tylko przy ścianie. Nad krzesłami – freski o tematyce historycznej.

Lecz – nie ma komu usiąść na tych krzesłach, nie ma komu podziwiać fresków. Audiencja krótka. Wchodzą prezydent z pierwszą damą. Farbstein czyta z kartki. Dwie uczennice wręczają kwiaty. Para prezydencka dziękuje, całuje dziewczynki i – już. Audiencja skończona. Można już iść...

I wszystko na stojąco. Wszystko na jednej nodze. Z oficjalną powagą. Z teatralną podniosłością. Jak gotowa scena z operetki...

 

*

 

Z powrotem idziemy szybko. Spieszymy się. Portier, który odpowiada za garderobę, ma czas. Co go to obchodzi, że wszyscy wychodzą naraz.

Jest uprzejmy. Kłania się dwadzieścia razy. Tytułuje każdego: „panie doktorze”, tłumaczy się, przeprasza, nie wiedzieć dlaczego...

Nareszcie koniec.

Szybko odbieram płaszcz. Zbiegam po schodach. Ledwo ukazałem się w drzwiach – umundurowani strażnicy, ujrzawszy mnie, przykładają do ust trąbki...

Potężny tłum na zewnątrz również wita mnie gromkimi oklaskami...

Nie rozumiem. Czuję się niekomfortowo. Kręci mi się w głowie. Co za huczna parada. A może to omyłka?...

Grają fanfary. Tłum się entuzjazmuje. Nie mogę stać jak malowana lala...

Staram się iść prosto, lecz nogi mi się plączą. Twarz płonie. W głowie szumi. Fanfary, tłum, policjanci na koniach, którzy pilnują porządku – wszystko kręci mi się przed oczami.

– Uwaga! Dawać baczenie!

Nie wiem, o co i o kogo chodzi. Przebiegam w kierunku zgromadzonych. Chcę się wmieszać w tłum. Malarz Natan Korzeń17 łapie mnie za rękę:

– Sz-sz-sz... Spokojnie... Proszę się nie cisnąć... Prezydent stoi.

– Ha?... Prezydent?...

– Tak, prezydent... Stoi na balkonie, nad bramą wejściową... Wyszedł pokazać się tłumom...

A więc to na jego cześć te fanfary... Na jego cześć ten aplauz...

Jest mi wstyd. Na szczęście nikt tego nie widzi. Wzrok wszystkich skierowany jest na prezydenta.

A fanfary grają...

 

*

 

Nareszcie. Kłopot z głowy. Kurtuazyjna wizyta na zamku u prezydenta odbyta, jak również u marszałka Piłsudskiego w Belwederze. Manifestanci przeszli ulicami. Z pieśniami patriotycznymi na ustach. Żydzi spełnili powinność obywatelską nie gorzej niż Polacy.

I to w dodatku przed czasem. Pospieszyli się. W pierwszy z trzech wolnych dni.

Prawda, zarząd Gminy wykalkulował, że lepiej nie manifestować w niedzielę razem z gojami. Kiedy u gojów wesele, lepiej siedzieć w domu...

Co to za różnica? Święto odfajkowane. Odbyło się. Powrót z Belwederu. Dzieci są zmęczone. Czuj duch!

– Achat, Sztajim! Szalosz! Arba!

Krzyki, zamieszanie. Wyjeżdżająca z ulicy Próżnej na Marszałkowską platforma zderzyła się z pochodem. Kilkoro dzieci leży na ziemi. Inne się rozbiegają.

– Hej! Stój!

Ktoś łapie konia za uzdę i prowadzi nazad. Miesza się do tego woźnica, który wywija batem ponad głowami.

Znów krzyki, znów zamieszanie. Nadbiega dwóch policjantów. Ten radzi tak, tamten siak – i już mają „winnych”. Już ciągną dwóch żydowskich młodzików...

– Gwałtu! Gdzie są członkowie zarządu?

– Tam, na czele pochodu.

– Szybciej! Trzeba biec!

Wtem do policjantów energicznie podchodzi jakiś młodzieniec. Jest zdecydowany i zły. Mówi, jak się nazywa, oświadcza, że widział przebieg wypadków i nie posiada się z oburzenia.

– Te dzieci idą z Belwederu. Przyjmował je marszałek Piłsudski, który wygłosił do nich przemówienie. Idą wesoło, śpiewając patriotyczne pieśni, a tu furman wdziera się w tłum i wywija batem nad ich głowami. To jest niewiarygodny skandal! Znieważenie marszałka Piłsudskiego. Znieważenie Święta Niepodległości.

Policjanci czują się winni. Zostali złapani za rękę. Tymczasem nadchodzi Herszel Farbstein. Przynoszą też dziewczynkę z zakrwawioną twarzą. Policjanci spisują tego młodego człowieka. Farbsteina też spisują. Każą furmanowi wsiąść na platformę. Każą jechać na komisariat.

Ludzie patrzą na młodzieńca. Powiedział im do słuchu! Z jaką energią ujął się za Żydami!

Któż to może być? Czy ktoś wie?

Tak. Wiadomo, tak. Jakaś dziewczynka podsłuchała, kiedy się legitymował. To dyrektor włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego. Nazywa się Międzyrzecki.

– Na pewno jakiś Włoch.

– Jaki Włoch? Ma czysto polskie nazwisko.

– Wszystko jedno. Przyzwoity goj...

 

*

 

Ararat w 1927 rokuNie, Wcale nie goj. To Żyd.

I to jeszcze jaki!

Syn rabina Menachema Międzyrzeckiego18. Szwagier redaktora gazety „Jud” i założyciela szkół „Bajs Jakow”19 reb Jehudy Lejba Orleana20. Przyjaźnił się z żydowskimi pisarzami i – razem z finansistą Samuelem Szwicem21 – sfinansował i pomógł Moszemu Bordersonowi22 otworzyć teatr miniatur „Ararat”23, który wydał tak utalentowanych artystów, jak Szymon Dżigan24, Izrael Szumacher25, Szmuel Goldsztajn26.

Wyszło to na jaw przypadkiem. Zupełnie niespodziewanie. W kawiarni u Holcberga...

Holcberg jest „panem bufetu” w Związku Literatów. Ma też we własnym domu, Tłomackie 13

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
, swoją kawiarnię na spółkę z barem „Metropol”. A w zasadzie – małą restaurację, w której serwuje się dania mleczne. Restauracyjkę, która słynie z podawanej tam „gefilte fisz”. Z pysznego czerwonego barszczu, poziomek ze śmietaną, naleśników z serem...

Siedzimy u niego. To niemal jak filia Związku Literatów. Wpadnie tu i pisarz, i malarz bądź inna persona: artysta lub osoba dopiero aspirująca do tego miana. Tu jest domowo, przytulnie, pełna kultura. A przy tym może się zdarzyć, że zamówioną rybę lub talerz barszczu osobiście poda do stołu córka właściciela...

Związek Literatów ma szczęście do dzierżawców bufetu. Niemal wszyscy, którzy dotąd sprawowali nad nim pieczę, mają niezwykle urodziwe córki...

Na przykład Jadzia Gandz27, którą Nomberg28 wprost ubóstwiał. Wspominał ją do ostatniego dnia swego życia... Następnie – Lola Nejkron29, którą Ber Horowic30 uwiecznił w wierszu, Maurycy Minkowski31 namalował jej portret, a Józef Śliwniak32 umieścił jej podobiznę na miedzianych szpilach, które żony literatów noszą na piersi.

Jeśli one były pięknościami, to córka Holcberga była pięknością nad pięknościami. Miała w sobie tyle wdzięku, że każdemu mogła wpaść w oko.

Niektórzy młodsi koledzy po piórze smalili do niej cholewki. Lecz nic z tego. Chodzą słuchy, że niedługo zostanie żoną młodego dziennikarza Moszego Dancigerkrona33.

Zachodzę do kawiarni Holcberga, a tu akurat jest ten goj...

Siedzi Segałowicz34, siedzą Mosze Lejzerowicz35, Jankele Danciger36, Herszele Danielewicz i – ten goj...

Tak, to on. Przedstawiają mi go – Międzyrzecki...

Dziwię się:

– To pan mówi po żydowsku?

A Lejzerowicz jak się nie roześmieje:

– A niby po jakiemu ma mówić Jechiel Węgrower?

To znaczy?

 Wtedy Międzyrzecki wyjaśnia:

Jechielem Węgrowerem nazwano go – i był znany pod tym nazwiskiem – kiedy w roku 1922 przybył do Warszawy, do jeszywy37 „Nowardok”38 przy ulicy Franciszkańskiej 11

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
. Znajomi nazywali go tak i później, kiedy po mniej więcej trzech latach opuścił jeszywę i zatrudnił się we włoskim towarzystwie ubezpieczeniowym „Riunione Adriatica” przy ulicy Moniuszki 10. Nazywają go tak nawet teraz, kiedy został dyrektorem tej firmy...

A nazywają go tak, bo pochodzi z Węgrowa. Bo cała jego rodzina jest stamtąd.

abcPrzede wszystkim – Międzyrzecki to jest nazwisko gojskie. A poza tym – trudne do wymówienia. Więc – po co się męczyć?...

Jego prawdziwe nazwisko znają nie tylko dawni koledzy z jeszywy, nie tylko Żydzi, lecz także kilku znajomych gojów. A mimo to nazywają go „Węgrowerem”...

Herszele wtrąca:

Pewnie antysemici.

Lecz Międzyrzecki uśmiecha się:

A gdzie tam! Całkiem sympatyczni ludzie. Zwłaszcza po kieliszku...

 

*

 

Na dnie kieliszka wszystko znika...

Prawda. Tutaj też to widać podczas kilkudniowych obrad polskiego syndykatu dziennikarzy.

Co ma wspólnego zjazd dziennikarzy z piciem wódki?

A ma!

Polski rząd ma z dziennikarzami niemało kłopotu. Te pismaki wszędzie wścibią nosy. Czasem napiszą nie to, co trzeba. Co nie jest na rękę jakiemuś ministrowi...

Więc trzeba wyjść im naprzeciw. Trzeba z nimi dobrze żyć.

Więc specjalny wysłannik rządu przybywa na konferencję z listem gratulacyjnym. Inny przynosi oświadczenie, że rząd zwiększa przydział książeczek na darmowe przejazdy koleją dla dziennikarzy. Trzeci – zaprasza do sali [sejmowego bufetu] na oficjalny obiad z rządem...

A kiedy ludzie słyszą słowa: „obiad z rządem” – od razu patrzą na zegarki. Przemówienia idą już nieskładnie. Postanowienia i uchwały nie wchodzą już do głowy.

Wiadoma sprawa – tam, w wielkiej [sali bankietowej] czekają nakryte stoły. Na stołach – morze alkoholu. Obok butelek – armada kieliszków...

Kieliszki, dosyć tej nudy! Czekacie aż będziecie napełnione. Aż ulitują się nad wami...

gotliebŻydzi – zarząd Żydowskiego Syndykatu Dziennikarzy39 – też się nie ociągają.

Doktor Joszua Gotlieb40, Wiktor Szulman41, Natan Szwalbe42, Baruch Szefner43, Mark Turkow44, Bernard Singer45, ja – wszyscy musimy dotrzymać kroku. Nie można wylewać za kołnierz.

Tutaj nie ma podziału na prawicę i lewicę, na reakcjonistów i liberałów, na antysemitów i żydostwo.

Jest kieliszeczek...

Siedzimy przy stołach. Biegają kelnerzy. Opróżniamy talerze. Trącamy się kieliszkami:

– Na zdrowie!

– Wiwat!

– Lechaim!...

Gospodarzem jest minister oświaty. Siedzi na honorowym miejscu. Prowadzi „tisz”46, opowiada dykteryjki.

Śledź, łosoś, cebulka, oliwka, pieprz, musztarda, taka sałatka, inna sałatka, grzyby z grochem, krupnik z flakami, ryby, mięsa – i jeszcze, i dokładka – bez końca, bez ustanku...

A po każdym daniu kieliszeczek, a po kieliszeczku – jeszcze jeden kieliszeczek...

Prezes Związku Dziennikarzy Polskich pije bruderszaft z Baruchem Szefnerem. Redaktor „Kuriera Warszawskiego” szwalbecałuje się z Markiem Turkowem.
Szwalbe śmieje się z dykteryjek ministra. Poznański redaktor przysięga „na mój dusiu”, że muszę pozwolić nalać sobie z jego butelki. Doktor Gotlieb odkłada widelec:

– Niech pan słucha... Choruję na nerki... Ale nie pasuje... Trzeba wytrzymać... Jeśli jutro umrę – proszę nic nie mówić mojej żonie...

Już po.

Z powrotem w sali konferencyjnej.

Sala – w połowie pusta. Jakiś redaktor z Krakowa stoi na trybunie, lecz nikt go nie słucha. Wysoki goj siedzi oparty o Singera i drzemie. Inny łka rzewnie, żeby udzielić mu głosu. Trzeci – w czarnym fraku – leży w kącie na podłodze i chrapie jak z nut...

Kręci się w głowie... Może ja też przesadziłem?... W głowie kręci się przede wszystkim od patrzenia na poważnych redaktorów, którzy „w glorii i chwale” leżą na podłodze... Myślę o truciźnie, jaką większość z nich wlewa w siebie regularnie...

Tak, sympatyczni ludzie – zwłaszcza po kieliszku...

 

*

 

Zależy, z kim się pije...

Ci w czarnych frakach, ci z konferencji, z gabinetów redakcyjnych – oni mogą sobie na to pozwolić. Mogą nadskakiwać, mogą się kłaniać i zataczać na nogach. Mogą się uśmiechać, chrapać, całować...

Oni mogą, bo to jest ich fach. Bo oni są tylko „nauczycielami”, „wychowawcami”. Krzewicielami nobliwego, rycerskiego, uprawianego w białych rękawiczkach kultu sprawowanego za cenę krwi...

Oni mogą – bo to nie oni wykonują całą pracę, czarna robota to nie ich rewir. Czarną robotę wykonują inni. Spada ona na uczniów, którzy chłoną ich rzekome mądrości.

Którzy odurzają się ich trucizną...

Na hulance u stróża, Żelazna 47, pije się „po kielonku”, jest zaraz weselej na duszy i wychodzi się na ulicę bić Żydów...

Z restauracji przy Sierakowskiej 1 wychodzi dwóch pijaków, przewracają wózek dziecięcy, biją żydowską matkę i rozwalają głowę szewcowi Jankielowi Fiszlerowi...

bialikPrzyjeżdża do Warszawy Chaim Nachman Bialik47. Żydowska Warszawa cieszy się z jego przyjazdu. Na jego cześć przyjęcie w dzienniku „Hajnt”48. Przyjęcia w Związku Literatów, u pisarzy hebrajskich, na salonach. Kiedy szedł z kolegą z lokalu gazety „Hajnt”, idacy z naprzeciwka pijak, słysząc rozmowę po żydowsku, złapał za kamień i – artyście Żakowi Lewi49 trzeba było przykładać zimny okład do twarzy...

Czy to można zliczyć wszystkie podobne incydenty? Czy można je wszystkie odnotować? Zwłaszcza że człowiek już się przyzwyczaił. Wydaje mu się, że tak musi być. Inaczej być nie może.

Tak było wczoraj, tak jest dzisiaj i tak będzie jutro, pojutrze, za rok – i za każdym razem, kiedy do redakcji dociera podobna wiadomość, Lejzerowicz przypomina słowa Jechiela Międzyrzeckiego:

– A zwłaszcza – po kieliszku...

Racja, Międzyrzecki już dawno tak się nie nazywa. Zhebraizował swoje nazwisko.

Nazywa się teraz – Nahari...

I już dawno temu odszedł z towarzystwa ubezpieczeniowego. Wyjechał do Erec Israel. Sprowadza tam polskie materiały budowlane. Jego osiągnięcia handlowe zwróciły uwagę polskiego rządu. Został zatrudniony jako przedstawiciel Polskiej Izby Handlowej na zagranicę...

I to jest ten sam ortodoksyjny Żyd. Ten sam – Jechiel Węgrower.

Opowiada, że w jego kontrakcie z polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych widnieje zapis, że nie pracuje w szabat. I że wszędzie, gdzie się wybiera w imieniu Polskiej Izby Handlowej, jego przyjazd poprzedza telegram, żeby przygotować koszerną kuchnię...

A kiedy przyjeżdża na kilka dni do Warszawy, to jest tylko: Związek Literatów, artyści, teatr żydowski, do Segałowicza, do Jeuszsohna50, do Heftmana51.

Tak, mówi się także, że „chodzi” z bratanicą Szaloma Asza52, że niedługo zostanie zięciem Szyji Asza.

Proszę bardzo, niech ludzie się pobierają i będą szczęśliwi.

Tymczasem Nehari jest nieobecny. Wczoraj Lejzerowicz dostał od niego list z Afryki Południowej. Z Cape Town. Przyjedzie dopiero za dwa tygodnie.

Cóż, poczekamy.

Lejzerowicz ułożył o nim nowy dowcip. Chilinowicz53 przełożył urodziny swojej Estusi. Jednak przede wszystkim czeka Herszele. Wie, że kiedy przyjedzie Jechiel, wtedy on, Herszele, pojedzie do domu z pełnym baniakiem nafty...

 

*

 

Jak się trochę wypije...

Kto? Co? Żeby swobodnie i bez przeszkód bić Żydów, nie trzeba się wcale nażłopać. Nie trzeba nawet udawać, że jest się wstawionym...

Bierze się po prostu kij, nóż, drąg i – hura! Na Żyda!54

Trzeba tylko mieć w kieszeni legitymację członkowską nowej patriotycznej partii „[Nara]”55.

Wtedy jest się zupełnie bezkarnym. Wtedy to jest normalna, legalna sprawa.

Bo to jest zgodnie z zarejestrowanym statutem partii. Zgadza się ze wszystkimi przyjętymi rezolucjami. Ze wszystkimi hasłami i całym ich wyznaniem wiary...

Bić Żydów, bo: Żydzi zabierają Polakom pracę; Żydzi zabierają Polakom powietrze; gdyby nie Żydzi – Polakom żyłoby się jak u Pana Boga za piecem.

A kto nie chce żyć jak u Pana Boga za piecem?

Cóż może być zacniejszego nad człowieka goja.

Zapisze się taki do partii „[Nara]”. Dostanie legitymację i jest wolny jak ptak. Może sobie ulżyć.

A jeszcze go z honorami przyjmą na salonach...

A potem zdarzają się Powązki, Przytyk, Mińsk Mazowiecki...56

Stamtąd przenosi się to do Warszawy. Rozlewa po ulicach, parkach, szkołach wyższych. Zaczyna się od numerus clausus. Później – getto ławkowe, drągi, kastety...

Czy to przystoi studentowi – przyszłemu nosicielowi kultury, krzewicielowi nauki – wyczekiwać Żydów pod kinoteatrem „Fama”, gdzie Izrael Szajewicz z żydowską orkiestrą symfoniczną gra V Symfonię Beethovena. Wyczekują pod teatrem Kamińskiego, gdzie Morris Szwarc, Ajzyk Samberg, Mosze Lipman, Dora Blumenfeld, Abraham Kurc, Dwojra Szajewicz, Jonas Turkow, Natalia Lipman, Dwojra Lerer – grają sztukę Josie kalb I.J. Singera57. Przy teatrze „Eldorado”, gdzie Bencyjon Witler, Lea Rotbaum, Szlomo Kutner, Morris Lampe, Nadia Kareni, Symcha Rozen, Icchak Latowicz, Dora Rubin – grają sztukę Cigajnerin B. Kuczera58. Przed teatrem „Nowości”, gdzie Zygmunt Turkow, Maks Bożyk, Dina Halperin, Ester Perelman, Josef Strugacz – grają sztukę Mechutonim Chone Gotesfelda. Przed studiem filmowym „Falanga”, gdzie Molly Picon59 kręci film „Jidl mitn fidl”... 60

A panowie w czarnych cylindrach. Z „Gazet Codziennych”, z „Dzienników Narodowych”, z „ABC” – dodają kurażu. Opiewają bojówkarzy. Wynajdują Żydom coraz to nowe grzechy przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej.

Drogi dr Rafał Lemkin, który jakiś czas był prokuratorem, jedynym prokuratorem Żydem w Polsce – nie spoczywa ani na chwilę. Zdolny adwokat. Wielki znawca zagadnień prawnych. A tu tyle grzechów ciążących na Żydach. Tyle przewin...61

A oto grzech najnowszy:

Nehari...

Przecież w uznaniu jego zdolności rząd polski powołał go na stanowisko kierownika polskiej misji handlowej w Afryce Południowej i Zachodniej. Za jego ogromne zasługi dla polskiego handlu otrzymał wiele odznaczeń, a na koniec Order [Odrodzenia Polski] Polonia Restituta.

I tego już było za wiele.

Żeby Żyd dostał najwyższe polskie odznaczenie? I to w dodatku taki Żyd, który swoje polsko brzmiące nazwisko zmienił na hebrajskie? To jest najlepszy dowód niecnych zamiarów Żydów...

Najlepszy dowód, że trzeba ich bić.

Żydowscy studenci wyższych uczelni nie mogą siedzieć w ławkach razem z gojami...

Kiedy przebierze się miarka? Taki wykręt, inny wykręt – biją dalej... Prawda, Żydzi nie są dłużni. Zdarzają się przypadki, że „bohaterowie” pierzchają w niesławie. Uciekają z obitymi bokami. Mimo to hece urządza się dalej. Żydzi są bici. Szyby się wybija. Podkładane są bomby...

Podłożono już bombę pod księgarnię Ajzyka Kafnera62. Podłożono bombę w redakcji „Naszego Przeglądu”. Tego samego spodziewają się w redakcji „Hajntu”. Już nadeszły pogróżki...

 

*

 

Pod wieczór.

Lokalny numer „Hajntu” – dopiero co skończony. Maszyna rotacyjna zaczyna stukać. Dział ekspedycji w gorączce. Auto redakcyjne stoi z rozwartą paszczęką, gotowe połknąć wydrukowane numery, które mu zaserwują.

Szofer patrzy na zegarek. Coś to się dzisiaj wlecze. Żeby tylko się nie spóźnić.

– Hej! Czego się guzdrzecie?!

– Już!

Już niosą paczki. Goniec idzie do redakcji ze świeżo wydrukowanymi egzemplarzami.

Lecz – co się stało? Wchodzi powolutku. Twarz blada jak kreda i drży na całym ciele.

 

Spoglądają na niego:

– Co jest?

– Nie wiem... Jakaś blacha...

– Że co?

– Tam... W korytarzu... W samym kącie... Takie czarne żelastwo...

– Co to znaczy: żelastwo?

Nikt zgoła nie czeka na odpowiedź. Wybiegają na korytarz. Stoją w oddali. Nikt nie ma odwagi tego dotknąć...

Tak. W kącie. W półmroku – coś dziwnego, coś takiego blaszanego...

I jakiś taki dziwny, nieprzyjemny zapach...

Wszyscy pobledli. Wszyscy mają gęsią skórkę. M. Berenholc63 rusza się z miejsca:

– Czego stoicie? Bałamucicie? To przecie... Przecie to...

Nie dokończył. Widocznie nie może mu to przejść przez gardło. Wbiega do redakcji, łapie za telefon, nerwowo wykręca numer i zaczyna niemal krzyczeć:

– Mówię z redakcji gazety „Hajnt”... Chłodna 8

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
... Pospieszcie się!... Podłożono bombę... W każdej chwili może wybuchnąć...

Z trzaskiem odkłada słuchawkę. Zaczyna biegać po pomieszczeniu. Miota się tam i z powrotem.

– Co robić?

Krzyki docierają do drukarni. Ludzie biegną do okna... Niewysoki parter...

Komisariat jest niedaleko. Szybko się uwinęli. Trzech policjantów, dwóch cywili, specjalistyczny sprzęt. Z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Cały ta-ra-ram!

Wtem z administracji zbiega na dół Herszele. Taranuje drzwi. Ledwo może złapać dech:

– Gdzie... Gdzie ona jest?

– Kto?

– Zaszedłem na chwilę do administracji... Muszę już jechać do domu... Tu ją zostawiłem...

– Kogo tu zostawiłeś?

– Moją blaszankę...

– Twoje co?

– Co jest? Jeszcze nie czas?... Ledwo doczekałem się na Jechiela... Mogę już, w szczęsnej godzinie, jechać do domu z blaszanką nafty...

 

 

*

 

Trudno powiedzieć dlaczego, kiedy pisałem ten fragment, kapryśna pamięć przekręciła nazwisko Międzyrzecki na Męczycki. Tak pomyślałem i tak napisałem, ani przez chwilę nie przypuszczając, że tu kryje się błąd.

Z końcem roku 1952 mój drogi przyjaciel Josef Heftman przyjeżdża do Paryża. Spotykam się z nim w kawiarni. Siedzi w większym gronie, w którym znajduje się też Żyd z Izraela.

Jego twarz wydaje mi się znajoma.

Patrzy się, uśmiecha:

– Poznaje mnie pan?

Jestem zakłopotany. Nie mogę sobie przypomnieć. Jestem pewien, że tak. Że go znam. Że gdzieś go widziałem. Tylko gdzie? Kiedy?

Lecz Heftman nie zwleka. Przedstawia go:

– Międzyrzecki...

Moje zakłopotanie rośnie. Znam to nazwisko. Gdzieś już je słyszałem, tego jestem pewny.

I znów te same pytania: Gdzie? Kiedy?

Lecz – któż by czekał na odpowiedź? W towarzystwie nie dadzą człowiekowi pomyśleć. Wiadomości z Izraela też są bardzo ciekawe. Jeden powie słowo, drugi powie słowo – i tyle. Rozmowa schodzi na inny temat...

Po pożegnaniu. Spaceruję sam po bulwarach. Zastanawiam się. Szukam w pamięci nazwiska Międzyrzecki. Powtarzam w kółko. I nagle rozjaśnia mi się głowie:

Jechiel Węgrower...

Ber Kuczer, Gewen amol Warsze, Paris 1955, s. 251‐274
książka dostępna pod adresem: http://ia700302.us.archive.org/17/items/nybc209842/nybc209842.pdf
tłum. Anna Ciałowicz

1„Makabi” – Związek Żydowskich Towarzystw Gimnastycznych i Sportowych w Polsce „Makabi” – założona w 1929 r. organizacja sportowa; część istniejącego od 1921 r. światowego ruchu żydowskiego o tej samej nazwie. [↑]

2Chinuch Jolodim (hebr., Edukacja Dzieci) – stowarzyszenie oświatowe. [↑]

3Żydowskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe „Tarbut” (hebr., Oświata) – żydowskie świeckie stowarzyszenie kulturalno-oświatowe, prowadzące w okresie międzywojennym sieć żydowskich szkół i bibliotek. [↑]

4(hebr.) Raz! Dwa! Trzy! Cztery! [↑]

5Herszel Szyja Farbstein (1870 Warszawa – 1948 Jerozolima) – polityk syjonistyczny, czołowy działacz partii Mizrachi, działacz społeczny. Pełnił m.in. funkcje: przewodniczącego Organizacji Syjonistycznej w Polsce, członka Rady Miejskiej w Warszawie, przewodniczącego Mizrachi w Polsce, posła na Sejm RP, przewodniczącego Keren haJesod, prezesa Stowarzyszenia Kupców Żydowskich, członka prezydium Agencji Żydowskiej, prezesa Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie (1926-1931). Był jednym z założycieli seminarium rabinackiego „Tachkemoni”. Wyjechał do Palestyny; przez wiele lat (od 1938 r.) kierował gminą żydowską w Jerozolimie. [↑]

6Mosze Feldsztajn [???]. [↑]

7dozor – członek zarządu gminy żydowskiej. [↑]

8Stanisław Rozenberg [???]. [↑]

9Icchak Sztikgold [???]. [↑]

10CISZO, właśc. Centrale jidysze Szul-Organizacje (jid., Centralna Żydowska Organizacja Szkolna) – świecka organizacja oświatowa, powołana do życia w 1921 r.. W latach 20. organizacja prowadziła 114 szkół, 46 domów dziecka, 52 szkoły wieczorowe, 3 gimnazja i seminarium nauczycielskie – z ogółem ok. 24 tys. uczniów. [↑]

11Bund (właśc. Ogólnożydowski Związek Robotniczy „Bund” na Litwie, w Polsce i w Rosji) – najliczniejsza i najsilniejsza żydowska partia robotnicza w Polsce w okresie międzywojennym, utworzona w 1897 r. w Wilnie. [↑]

12Agudas Isroel (hebr./jid., Związek Izraela) – międzynarodowa polityczna organizacja ortodoksji. Polska Aguda zajmowała nieprzejednane i programowo zachowawcze stanowisko w sprawach religijnych. W Agudzie wyjątkową pozycję mieli cadycy (zwłaszcza z Góry Kalwarii). [↑]

13Herszele Danielewicz (1882 Lipno k. Mławy – 1941[1942] Warszawa) – ludowy poeta, folklorysta. Debiutował w prasie jidysz w 1902 r.; pierwszy tomik – Herszeles lider (Wiersze Herszka) – wydał w 1907 r. Pisał także wiersze dla dzieci; pierwszy ich zbiorek pt. Zunfejgelech (Kanarki) wydał w 1918 roku. Był znakomitym kolekcjonerem literatury ludowej. Część swoich zbiorów opublikował w dziele zbiorowym Baj undz Jidn (Między nami Żydami) w 1923 r. [↑]

14Związek Literatów i Dziennikarzy Żydowskich w Polsce z siedzibą przy ul. Tłomackie 13. [↑]

15„Der Jud” (jid., Żyd) – tygodnik, a od 1919 r. dziennik, założony z inicjatywy środowiska chasydów skupionych wokół cadyka z Góry Kalwarii, wydawany w Warszawie w latach 1918-1929 przez członka zarządu krakowskiej Gminy Żydowskiej, senatora Mosze Deustschera, pod redakcją Hilela Seidmana; z czasem stał się organem ortodoksów związanych z Agudą. Po reorganizacji, od 1929 r., ukazywał się jako „Dos Jidisze Togblat”. [↑]

16Mosze Mark – obecnie w Izraelu (przyp. autora). [↑]

17Natan Korzeń (1895 Płock – 1941 Wilno) – malarz, scenograf. Od 1918 r. studiował w warszawskiej ASP, m.in. u T. Pruszkowskiego. Związany był także ze Studiem Teatralnym, gdzie wykładał historię sztuki. Malował głównie pejzaże (m.in. z okolic Kazimierza Dolnego), tworzył martwe natury, portrety pisarzy (J.I. Trunk, I.M. Wajsenberg, Z. Segałowicz). Jego malarstwo wywodzi się z impresjonizmu. [↑]

18Rabin Menachem Międzyrzecki [???]. [↑]

19„Bajs Jakow” (hebr./jid., Dom Jakubowy) – ortodoksyjna organizacja szkolna związana z Agudą, zajmująca się edukacją dziewcząt. [↑]

20Jehuda Lejb Orlean (1900 Warszawa – 1943 Bergnau) – współzałożyciel i pierwszy prezydent Poalej Agudas Israel (Robotnicy Wierni Izraelowi), wybitny działacz szkolnictwa religijnego dla dziewcząt (Bajs Jakow). [↑]

21Samuel Szwic [???]. [↑]

22Mosze Broderson (1890 Moskwa – 1956 Warszawa) – artysta plastyk, twórca teatralny. Należał do najbardziej wszechstronnych postaci żydowskiego życia artystycznego w Polsce. Był współzałożycielem grupy artystyczno-literackiej „Jung Jidysz”, autorem jej nazwy i twórcą założeń ideowych, propagujących dążenia do rozwoju narodowej sztuki żydowskiej. Projektował okładki tomików wydawanych przez grupę i publikował rysunki w jej czasopismach oraz ilustrował swoje utwory. Jego prace mieszczą się w nurcie ekspresyjno-futurystycznym. [↑]

23Łódzki Żydowski Rewiowo-Kameralny Teatr „Aratat”. [↑]

24Szymon Dżigan (1905 Łódź – 1980 Tel Awiw) – aktor, komik; występował w duecie z Izraelem Szumacherem, z którym zetknął się w studiu dramatycznym M. Brodersona. Od 1927 r. występowali razem w teatrzyku „Ararat” (najpierw w Łodzi, a w latach 30. w Warszawie). [↑]

25Izrael Szumacher (1908 Łódź – 1961 Tel Awiw) – aktor, komik; występował w duecie z Szymonem Dżiganem, z którym zetknął się w studiu dramatycznym M. Brodersona. Od 1927 r. występowali razem w teatrzyku „Ararat” (najpierw w Łodzi, a w latach 30. w Warszawie). [↑]

26Szmuel Goldsztajn [???]. [↑]

27Jadwiga Gandz [???]. [↑]

28Hersz Dawid Nomberg (1876 Mszczonów – 1927 Otwock) – pisarz, działacz społeczny. Pierwsze utwory pisał po hebrajsku. Pod wpływem sugestii Icchoka Lejbusza Pereca zaczął pisać w jidysz. Jego teksty pojawiały się w prasie warszawskiej: „Hajnt”, „Der Moment”. Był współzałożycielem partii folkistów, przez pewien czas zasiadał nawet w Sejmie RP. W 1920 r. zrezygnował jednak z funkcji posła, motywując swą decyzję chęcią poświęcenia się twórczości literackiej. Był także współzałożycielem Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich w Polsce. [↑]

29Lola Nejkron [???]. [↑]

30Ber Horowic [???]. [↑]

31Maurycy Minkowski (1882 Sosnowiec – 1939 Buenos Aires) – malarz. Kształcił się w Krakowie. Malował sceny z życia Żydów. [↑]

32Józef Śliwniak (1899 Kijów – 1942 Warszawa) – malarz. Malował sceny rodzajowe z życia Żydów. [↑]

33Mosze Dancigerkron [???]. [↑]

34Zusman Segałowicz, pseud. Swengali, Aleksander Jawec (1884 Białystok – 1949 Nowy Jork) – poeta i prozaik piszący w jęz. jidysz. Debiutował wierszem w jęz. rosyjskim w 1903 r., a w jęz. jidysz – w 1904. Jidysz pozostał już wierny do końca życia. Brał udział w rewolucji 1905 r. Okres I wojny światowej spędził w Rosji. W 1919 r. osiadł w Warszawie. Współpracował z wieloma czasopismami, m.in. z „Hajntem” i „Momentem”. Segałowicz działał w Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich, w którym m.in. pełnił funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. W 1939 r. Segałowicz opuścił Warszawę, by w 1941 dotrzeć do Palestyny. Ostatecznie osiadł w Nowym Jorku (1947). [↑]

35Mosze Lejzerowicz [???]. [↑]

36Jankele Danciger [???]. [↑]

37jeszywa (hebr., posiedzenie) – wyższa uczelnia talmudyczna. [↑]

38Nowardok (jid.) – Nowogródek; działała tam słynna jeszywa litwacka. [↑]

39Żydowski Syndykat Dziennikarzy [???]. [↑]

40Joszua Gotlieb (1882 Pińsk – 1940[1941] Kazachstan?) – dziennikarz, działacz syjonistyczny, poseł na Sejm RP. W latach 1919-1935 współpracownik dziennika „Hajnt”. Członek zarządu warszawskiej Gminy Żydowskiej (1924-1939), a od 1924 r. jej wiceprezes. W latach 1935-1938 współpracował z redakcją dziennika „Der Moment”; w latach 1935-1938 był posłem na Sejm RP. Pełnił też funkcję prezesa Sekcji Żydowskiej Syndykatu Dziennikarzy Warszawskich (1927-1934). [↑]

41Wiktor Szulman [???]. [↑]

42Natan Szwalbe – współtwórca polskojęzycznego dziennika „Nasz Przegląd”. [↑]

43Baruch Szefner [???]. [↑]

44Mark Turkow – obecnie w Argentynie, redaktor serii „Dos pojlisze jidntum” (przyp. autora). [↑]

45Bernard Singer – obecnie w Londynie (przyp. autora). [↑]

46tisz (jid., stół) – uczta duchowa, podczas której cadyk wygłasza naukę. [↑]

47Chaim Nachman Bialik (1873 Rady na Wołyniu – 1934 Wiedeń) – odnowiciel poezji hebrajskiej. [↑]

48„Hajnt” (1908-1939) – jeden z największych warszawskich dzienników w języku jidysz. [↑]

49Żak Lewi [???]. [↑]

50Jeuszsohn [???]. [↑]

51Józef Heftman (1888 Brańsk – 1955 Tel Awiw) – poeta i dziennikarz, piszący w językach hebrajskim i jidysz, działacz Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie. Był współpracownikiem gazety „Moment”, a także współorganizatorem ruchu HeChaluc w Polsce. Działał w Organizacji Syjonistycznej; związany z jej frakcją Al haMiszmar. W 1932 r. wyjechał do Palestyny, gdzie początkowo wydawał pismo „HaJom” (hebr., Dzisiaj), a od 1935 r. – „HaBoker” (hebr., Ranek). Był współzałożycielem i przewodniczącym Izraelskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. [↑]

52Szalom Asz (Kutno 1880 – Londyn 1957) – piszący w jidysz prozaik, dramaturg, eseista; bywa nazywany „czwartym klasykiem” literatury jidysz; honorowy prezes jidyszowego PEN Clubu. [↑]

53Bencyjon Chilinowicz (1889 Łomża – 1942 [1943] Treblinka) – dziennikarz, publicysta, literat, syjonista. Od 1912 r. współpracował z dziennikiem „Der Moment”, a od 1920 był sprawozdawcą parlamentarnym tej gazety. Był współzałożycielem Klubu Sprawozdawców Sejmowych, wiceprezesem Sekcji Żydowskiej Syndykatu Dziennikarzy Warszawskich, współzałożycielem i wiceprezesem Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich. [↑]

54W oryginale po polsku. [↑]

55[???]. [↑]

56W Przytyku i Mińsku Mazowieckim doszło w 1936 r. do pogromu Żydów. [↑]

57Izrael Jehoszua Singer (1893 Biłgoraj – 1944 Nowy Jork) – prozaik, dramaturg i publicysta piszący w jęz. jidysz; starszy brat i pierwszy mistrz Icchaka Baszewisa Singera. W 1918 r. debiutował opowiadaniami w „Dos jidisze Wort”. Później współpracował z „Folks-Cajtung” i „Hajntem”. Przez krótki czas był współwydawcą pisma „Di jidisze Welt”, a później członkiem redakcji „Literarisze Bleter”. Jego pozycję w żydowskim świecie literackim ugruntowała powieść Josie Kałb (Josie Kałb, 1932; wyd. pol. 1934, 1992), ukazująca dramatyzm namiętności ludzkich na tle galicyjskiego dworu chasydzkiego. Podobnie jak inne powieści Singera, doczekała się ona adaptacji scenicznej. Po emigracji do Stanów Zjednoczonych Singer w 1933 r. osiadł w Nowym Jorku, gdzie współpracował z dziennikiem „Forwerts”. [↑]

58Dawid Ber Kuczer (1883-1978) – dziennikarz, pisarz; od 1916 r. członek redakcji dziennika „Hajnt”. [↑]

59Molly Picon, właśc. Małka Opiekun (1898 Nowy Jork – 1992 Lancaster) - amerykańska aktorka, gwiazda teatru i filmu żydowskiego, autorka tekstów piosenek filmowych. [↑]

60Morris Szwarc, Dora Blumenfeld, Jonas Turkow, Dwojra Lerer, Bencyjon Witler, Dora Rubin, Maks Bożyk, Dina Halperin, Molly Picon – obecnie w Nowym Jorku. Mosze Lipman, Natalia Lipman, Nadia Kareni – w Izraelu. Icchak Latowicz – w Polsce (przyp. autora). [↑]

61 Raphael Lemkin – obecnie profesor w Nowym Jorku. Twórca konwencji o ludobójstwie, którą po przyjęciu przez ONZ podpisało kilkadziesiąt państw (przyp.autora). [↑]

62Ajzyk Kafner [???]. [↑]

63M. Berenholc [???]. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 62 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3618397