Ulica Dzika-Zamenhofa

Ulica zaczynała się przy Nowolipkach, naprzeciwko podwórka, w którym mieściła się redakcja polsko-żydowskiego dziennika "Nasz Przegląd"1 oraz jedna z najstarszych żydowskich bibliotek, czytelnia Breslera.

Dzika i Zamenhofa stanowiły niegdyś jedną ulicę, która nazywała się po prostu Dzika. Ulica kończyła się daleko na Powązkach, jednym z warszawskich przedmieść. Dochodziła aż do wielkiego katolickiego cmentarza. W okolicy tej znajdowały się chrześcijańskie warsztaty kamieniarskie, produkujące nagrobki i krzyże, a także miejsca, w których wyplatano wieńce. Jeśli zabłądził tam żydowski chłopiec i niechcący spojrzał na wielkie żelazne i kamienne krzyże, ogarniał go strach przed ciężkim grzechem, który właśnie popełnił. Jako pokutę wyrywał sobie kilka włosów z pejsów lub gryzł się mocno w palec. Z przymkniętymi oczami, co sił w nogach uciekał z tego nieczystego miejsca, a jeśli przypadkiem na kogoś wpadł i dostał kuksańca w bok, przyjmował go z wdzięcznością, jako należną karę.

Kilka lat przed wojną podzielono Dziką na dwie ulice: dalsza część ulicy, od Stawek do Powązek, pozostała Dziką; resztę nazwano Zamenhofa, od nazwiska twórcy esperanto, który mieszkał na tej właśnie ulicy.

Żydzi już wcześniej dzielili ją na dwie części – żydowską i nie-żydowską – choć oficjalnie była to wciąż jedna ulica. Spacerowali tylko do miejsca, w którym została później podzielona. Do nie-żydowskiej części nigdy nie chodzili.

Zamenhofa biegła równolegle do Nalewek, była jej najbliższą sąsiadką. Obie ulice łączyły wspólne podwórka z wyjściami na każdą z nich. Przejścia te stały się kanałami, którymi płynął strumień nalewkowskich klientów, mieszkańców ulicy Zamenhofa.

Na Zamenhofa mieszkali kupcy z największych żydowskich ulic handlowych – Nalewek, Franciszkańskiej i Gęsiej. Zamenhofa nie była jednak jedną z handlowych arterii. I choć nie "eksportowała" na prowincję, znana była w całej Polsce. Gdzież indziej mógł bowiem przyjezdny – zabiegany kupiec czy spedytor z prowincji – zjeść obiad tak tanio i smacznie jak u Chaskielberga, Bursztyna albo w jednej z niezliczonych jadłodajni, ogłaszających się jako "obiady domowe", których pełno było w każdym podwórku? Nie musiał ich wcale szukać. Wzrok przyciągała wypchana kura i duże porcje wątróbek, które stały jako reklama w oknie wystawowym Chaskielberga i zachęcały hasłem "Smacznie i syto". Oprócz tej reklamy dziesiątki młodzików wciskały do rąk ulotki z adresami "obiadów domowych", gdzie za złotówkę człowiek mógł dostać: "Prawdziwe porcje >>żywej ryby<<", "duży talerz rosołu z kluskami i słodką babkę", "pyszny nadziewany i upieczony na złoto półgąsek" z żołądkami, kompotem, chlebem "do woli" i "wodą sodową gratis".

Na Zamenhofa były także hotele i umeblowane pokoje. Co tylko sobie zażyczysz. Osobny pokój "czysty i schludny, miła obsługa". Pokój na spółkę "za połowę ceny". Nie stać cię na całe łóżko, można tu nawet wynająć łóżko na spółkę za kilka groszy.

Gdzie znajdziesz takie okazje jak na Zamenhofa? "Płacąc pięć groszy za szklankę wody sodowej – dolewki gratis". Chodniki były tak zatłoczone, że aż trudno było przejść; szło się więc ulicą. Tramwaj musiał przeciskać się przez ludzką masę. Na Zamenhofa znajdowały się setki sklepów przeróżnych branż – produkty spożywcze, odzież, naczynia i sprzęty kuchenne, lampy elektryczne – tylko handel detaliczny, na potrzeby domowe. W rozmaitych "sezonach" znikała różnorodność i wszystkie sklepy wyglądały podobnie. Przed Chamiszoser2 w niemal wszystkich oknach wystawowych pojawiały się koszyki z "Erec Jisroel pejres"3 ozdobione jedwabnymi kokardami z napisem "Chamiszoser". Cała ulica zamieniała się wtedy w sklep z bakaliami. Ludzie kupowali suszone owoce i zanosili do domu dla żon i dzieci na "sze-hechijanu"4.

Przed Purim5 był sezon na torty i cała ulica zamieniała się w cukiernię. W sklepach młodzi mężczyźni przepychali się, aby czym prędzej dostać się do lady. Bali się, że ktoś zwinie im sprzed nosa najpiękniejszy tort, który zamierzali posłać narzeczonej jako "szlachmones"6.

Na wąskich chodnikach cisnęli się sprzedawcy uliczni z wózkami owoców, koszami bajgli, baniakami wody sodowej i skrzynkami cukierków. Idąc ulicą można było sobie poobijać boki.

W wigilię Roszeszone7 czy Jonkiper8 albo po zakończeniu Jonkiper lub Hojszajne Rabe9 ulica zapełniała się dorożkami, którymi mieszkańcy jeździli do krewnych życzyć im "A gut kwitl"10.

Popołudniami ulica należała do młodzieży. "Modni" młodzieńcy i panny chodzili na Bielańską – na "tamte" ulice – do polskich teatrów. Robotnicy z książkami pod pachą zbierali się w swoich stowarzyszeniach i bibliotekach.

Od czasu do czasu przez tłum przeciskał się policjant na koniu. Zdarzało się często, że konia obklejano odezwami i proklamacjami przeciwko władzy. W ścisku ulicznym działacze partii lewicowych dekorowali zwierzę, robiąc z niego swojego agitatora. Wykorzystywali też tłok, by zawieszać czerwone flagi na drutach tramwajowych a także na samych tramwajach, które potem wiozły je po pańskich ulicach chrześcijańskiej Warszawy, dopóki ktoś ich nie zauważył.

Od Zamenhofa odchodziły Miła, Wołyńska i Niska, ulice żydowskiego proletariatu i biedoty. Patrzyły one na ulicę Zamenhofa jak na burżuja, z którym trzeba prowadzić "walkę klas". Pierwszego maja, kiedy proletariacki pochód zbliżał się do Zamenhofa, dawało się słyszeć okrzyki:
– Precz z burżujami!

Minione straszliwe lata zrównały jednak żydowskiego burżuja z proletariuszem, złączyły ich w walce z wspólnym wrogiem i zbratały we wspólnej śmierci.

Źródło: Jidisz-Warsze, Central-farband fun pojlisze jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 41-44. spacerTłum. Aleksandra Geller
1. Nasz Przegląd (1923 – 1939) – wpływowy żydowski dziennik wychodzący po polsku w Warszawie, pod redakcją Jakuba Appenszlaka. [↑]
2. Chamiszoser (jid.) – biblijne święto płodów rolnych, znane także pod hebrajską nazwą Tu biSzwat (15. dzień miesiąca szwat). [↑]
3. Erec Jisroel pejres (hebr./jid. "owoce ziemi Izraela") – zbiorowy termin, którym określano suszone owoce (rodzynki, figi, daktyle, morele) spożywane tradycyjnie podczas święta Tu biSzwat. [↑]
4. Sze-hechijanu (hebr., "który dałeś nam dożyć") – zwyczajowa nazwa błogosławieństwa dziękczynnego. [↑]
5. Purim (hebr.) – święto upamiętniające ocalenie Żydów od zagłady z rąk Hamana; historia tego święta zawarta jest w Księdze Estery. Purim zwany jest też żydowskim karnawałem, gdyż do świątecznych tradycji należy przebieranie się oraz sute ucztowanie. [↑]
6. Szlachmones (hebr./jid. "posyłanie prezentów") – zwyczaj obdarowywania rodziny i znajomych smakołykami podczas święta Purim. [↑]
7. Roszeszone (hebr./jid.) – żydowski Nowy Rok, rozpoczyna dziesięciodniowy okres pokutny; znany także pod nazwą Święto Trąbek. [↑]
8. Jonkiper (hebr./jid.) – święto, podczas którego społeczność żydowska pokutuje za grzechy całego roku; znane także pod nazwą Dzień Pojednania. [↑]
9. Hojszane Rabe (hebr./jid.) – siódmy dzień Święta Kuczek (hebr./jid. Sukes), który tradycyjnie uchodzi za dzień, kiedy kończy się Sąd Boży, rozpoczynający się w dniu Nowego Roku. [↑]
10. (jid.) "A gut kwitl" ("Obyś był dobrze zapisany") – według tradycji żydowskiej w okresie od Nowego Roku do Jom Kipur (albo do końca Święta Kuczek) Bóg rozważa grzechy wszystkich Żydów, jednych zapisuje w Księdze Życia, innych w Księdze Śmierci. [↑]

 

 

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 50 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3575609