Mariańska 10

Niedaleko Grzybowa, w drodze do dzielnicy żydowskiej, wciśnięta między dwie główne ulice tej dzielnicy biegnie uliczka Mariańska. Gwarny i ludny Grzybów, ciągnąc się półkoliście, wchłonął okoliczne ulice i uliczki, napełnił je dźwiękami i melodiami, histerycznym rykiem, nerwową gonitwą, ruchem. Obok ogromnych składów z artykułami żelaznymi stoją młodzieńcy z wielkimi misami na głowach, wykrzykując nazwy rozmaitych towarów, urocze czarnulki ze szklanicami żółtoczerwonego napoju krążą w gotowości, by ugasić pragnienie setek maklerów, sprzedawców biletów loteryjnych, cinkciarzy, tragarzy, furmanów i paniczyków, którzy w tym grzybowskim zgiełku tylko się rozglądają – a nuż coś się znajdzie. Po bramach siedzą Żydówki z wzrokiem posępnym, z głowami owiniętymi chustą, zajmując się porcjowaniem do papierowych tutek bobu, orzechów z Ziemi Świętej dla uczniów chederu. Od gorącego bobu bije para, mieszając się z olejową wonią napływającą z pobliskich składów mydlarskich. Żydzi z prowincji, z przestrachem w oczach i rozognionymi twarzami, ubrani w wysokie buty juchtowe i sięgające do kostek kapoty, biegają po chodnikach, torując sobie drogę rękami. W pośpiechu nadciągają od strony dworca i wracają stadnie, obładowani paczkami. A jeśli w tym morzu ludzi trafią na sąsiada lub ziomka z rodzinnego miasteczka, ich radość jest przeogromna, jakby się już całe wieki nie widzieli, jakby od przyjazdu tramwajem linii 8 minęła już cała wieczność.

Jakby zawstydzeni, podjeżdżają dorożkami „kupcy”, [naje gewelbnikes], wiedzący, gdzie u Żyda kupić okazyjnie towar, który później u siebie znacjonalizują… Kręcą się niecierpliwie, jakby paliło im się pod nogami. Jak złodzieje zakradają się do składów, pakują towar i bocznymi uliczkami odjeżdżają na stację kolejową.

Ponad domami Grzybowa wznosi się kościół Wszystkich Świętych, górując nad tym obcym sobie królestwem. Fasada tego kościoła, jego późnorenesansowe portale i kolumny, silnie kontrastują z jedno- i dwupiętrowymi niepozornymi domami w żółtym kolorze, oblepionymi metalowymi szyldami i pokrytymi papą.

Pod kościołem, w podziemiach, znajduje się wielka sklepiona sala. Schodzą tu wierni po „pacem requiem eternam”, a także po to, by wysłuchać płomiennych kazań księdza Kalewskiego1. Gorącą smołę wylewa ksiądz na wrogów Kościoła, a w sercach wiernych zapala ogień wiary. Płonie ten ogień, płonie, aż się wypali, ledwie tli się… Do czasu, do czasu. O, przyjedzie ten czas! To dla wierzących rzecz wiadoma, pewnik.

A gdyby się przydarzyło, że jakiś syn bogatego ojca z rejonu Grzybowa przeprowadzi się na Krakowskie Przedmieście, na Nowy Świat lub wręcz w Aleje Ujazdowskie, a przybywszy po latach, stęskniony za domem, zajdzie do kościoła Wszystkich Świętych – pokropi go ksiądz Kalewski wodą święconą i zmieni mu imię. Nazywał się taki Chaim Szlojme, ochrzczą go Franciszkiem Salezym, a jeśli w metryce miał Hersz, zostanie Henrykiem. Tylko nazwisko się nie zmienia. Loewenthal nadal jest Loewnthalem, a Nussbaum – Nussbaumem. W ten sposób kościół zostaje oswojony, stosunek do niego zmienia się niemal w rodzinny. Po co chodzić do innego kościoła, skoro tu wszystko bliskie i znajome jeszcze z lat dzieciństwa.

Uliczka Mariańska leży zupełnie na uboczu. Odgłosy grzybowskiego zgiełku ledwie tu docierają. Ludziom zawsze mieszkało się tu spokojnie, skromnie póty, póki nie zmieniły się czasy i o ulicy Mariańskiej zaczęło być głośno we wszystkich zakątkach Rzeczpospolitej. Ulica Mariańska stała się bardziej znana niż Nalewki, popularniejsza niż minister Grabski2, a na Kresach budziła nowe nadzieje…

Tamtego roku Grzybowem setki ludzi ciągnęły na ulicę Mariańską dzień w dzień. Dom pod numerem dziesiątym

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
od najwcześniejszych godzin porannych do późnego wieczora przeżywał stan oblężenia. Urząd Palestyński3 jawił się jako udzielne księstwo. Na kilku piętrach stłoczono różne wydziały. Robiło to wrażenie swego rodzaju ministerstwa sprawa zagranicznych, towarzystwa żeglugowego, konsulatu i urzędu emigracyjnego w jednym. Przy drzwiach zamiast policji stali woźni, użerając się z kandydatami do aliji4, którzy nie mieli cierpliwości siedzieć w domu w oczekiwaniu na certyfikaty i przyjęcie reklamacji. Ludzie pchali się na „inwestygację”. Podczas takiej „inwestygacji” urzędnik rozwalał się za stołem jak panisko i tak, siedząc, przesłuchiwał stojących mężczyzn i kobiety. Odpowiedź padała beznamiętna i sucha: „tak” albo „nie”. W osobliwie zimnym pomieszczeniu rozbierano do naga starszych Żydów, badano stan ich zdrowia i szukano znamion na pokracznych ciałach, cherlawych piersiach. W innej „sali” tłoczyły się w ogonku mamy z dziećmi, które wybierały się do swoich ojców, narzeczone – do swoich wybrańców, dziewczęta z krótkimi włosami i w kusych spódniczkach – do kibuców. Serce każdej drżało, a usta szeptały: żeby to się już skończyło… Angielska kontrola była główną przyczyną niepokoju i największym utrapieniem każdego imigranta.

Lewi stał zmieszany. Pierwsze, co mu się w tym ogromnym tłoku rzuciło w oczy, radując jego duszę, to napisy w języku hebrajskim. Powiało mu powietrzem Ziemi Świętej, dreszcz przeszył jego ciało. Przypomniał sobie, co w diasporze stanowiło jego ideał. Oto jego marzenie nabiera kształtów. Zaraz jednak zrobił marsową minę, znikł podniosły nastrój. Lewi zauważył coś, czego nikomu by nie mógł nigdy wybaczyć: w hebrajskich napisach były błędy gramatyczne. To znaczy, że tu, w miejscu uświęconym (Lewi zawsze uważał, że rzeczą najświętszą jest „jiszuw Erec Israel” [osiedlenie się w Ziemi Świętej – A.C.], a zatem każde miejsce, które ma związek z tym zbożnym uczynkiem – jest święte), siedzą ludzie, którzy nie znają hebrajskiego w dostatecznym stopniu. Był to dla niego wielki cios. Ale zaraz wszystko się wyjaśniło, przynosząc ulgę jego sercu. Za kratkami w okienkach siedziały przy stolikach panienki oraz młodzieńcy, wąsacze i gołowąsy. Zewsząd słychać było perlisty śmiech. Rozmowę prowadzili w obcym języku. Syci i zadowoleni, przekrwionymi oczami patrzyli obojętnie i z lekceważeniem na „P.T. klientów”. Telefony dzwoniły bez przerwy. Do uszu Lewiego dobiegły urywane zdania o dolarach, funtach, złotych. Wyglądało na to, że wszystkich urzędników interesuje tylko jedna rzecz: kursy giełdowe.

Przy kasie stała kobieta w średnim wieku. Schylając się do okienka, mówiła z płaczem:

– Miejże Boga w sercu, zaliczkę na „szifskarty”5 wpłaciłam pół roku temu, a wy mi liczycie po dzisiejszym kursie! Zabieracie mi jedną trzecią wszystkiego, co posiadam!

Ludzie stracili cierpliwość i kobieta, nie doczekawszy się na odpowiedź kasjera, została wypchnięta z kolejki. Pocieszano ją:

– Daremny trud, dobra kobieto, nic to pani nie pomoże. Nie jest pani jedyna. Oni mówią, że niby cały czas liczą odsetki.

Przy „Machloket ha-awoda”, gdzie oceniano zdolność do pracy, stali młodzi mężczyźni, oczekując na egzamin. Tymczasem się przygotowywali:

– Pamiętaj, Szmuel, jak cię zapytają, kto jest przywódcą Poalej Cyjon6, masz odpowiedzieć: Której frakcji? Lewicy czy prawicy?

Dziewczyna w chustce na głowie, pewnie ze wsi, podeszła do Lewiego:

– Może pan szanowny mi powie, czym różni się „moszaw owdim”7 od „kwucy”8?

A po chwili, jakby dla zrobienia lepszego wrażenia, dodała:

– Jadę do Ein Charod9, do brata.

W tej sekundzie z któregoś pokoiku wypadł z krzykiem starszy Żyd z siwą brodą. Wygrażał pięścią:

– Zapamiętajcie sobie! To wam nie ujdzie płazem! Napiszą o tym w gazetach, przyjdzie komisja i wszystko sprawdzi. Z każdego dolara, z każdego funta będziecie musieli się dokładnie rozliczyć.

Drzwi się zamknęły. Porządkowy odprowadził rozgorączkowanego mężczyznę na stronę.

– Ja będziesz pan urządzać skandale, to zrzuci się go ze schodów.

Lewi utorował sobie drogę w tłumie.

Dumał:

W wyobraźni każda rzecz wygląda inaczej niż jest naprawdę. Swoje marzenie snuje już od dziesiątków lat. Stało się ono częścią jego serca. Ćwierć wieku czekał na tę chwilę. Wyobrażał ją sobie w różowych barwach. I oto nastały – czasy Mesjasza! Nie był to jednak wschód słońca taki, na jaki czekał. Nie ma tego żaru, jaki powinien ogarnąć wszystkich, cały naród. Ktoś zdecydowanie się nie sprawdził: naród, a może jego przywódcy? Ktoś zawinił. A może zawiniło samo życie, codzienne nasze życie, co każe kalkulować, przeliczać, wszystko sprowadzać na ziemię. I kto wie, czy tam, w Ziemi Świętej, Żydzi nie będą bardziej na wygnaniu niż gdziekolwiek indziej. Czyżby mełamed Judel rzeczywiście miał rację, że wszystko sprowadza się do jednego: do materii, do bytu określającego świadomość?… A dusza, serce – skąd w nim ten skurcz? Dlaczego omdlewa z miłości do Syjonu? Do każdego najmniejszego skrawka wybrzeża Morza Śródziemnego, o którym Jehuda haLewi10 powiedział: „Cyjon, halo teszali”11. Co stanie się z tym krajem? Czy rzeczywiście będzie narodowym centrum duchowym, „merkaz ruchani”12, jak chciał Achad haAm13, bądź stanie się państwem policyjno-wojskowym, jak uważa Żabotyński14, albo wręcz – przede wszystkim Tel Awiw – wielkim centrum handlowym z okrzykami: „Dolary wymieniam!”, jak na Grzybowie? Miałby Syjon, jego wymarzony, być czymś w rodzaju drugich Nalewek, z całym tym „szlilat ha-galut”?15 Nie, co to, to nie. On wszystkim otworzy ślepe oczy, będzie walczyć o czystość idei HeChaluc16, będzie… Gdy tak rozmyślał, dostał mocnego kułaka w bok. Koło Lewiego stał jeden z woźnych, młodzieniec wyglądający na wariata, i patrzył wzrokiem bandyty.

– Czego plączesz się pod nogami? Kręcisz się jak gówno w betoniarce! Bierz nogi za pas i jazda. Tam są schody!

To przerwało tok jego myśli. Krew uderzyła mu do głowy. Chciał mu powiedzieć coś do słuchu, nauczyć grzeczności, ale tamten już zniknął.

Lewi ustawił się w kolejce.

Michael Bursztym, Iber di churwes fun Plojne, Central‐farband fun Pojlisze Jidn in Argentine, Buenos Aires 1949, s. 193-199.
Tłum. Anna Ciałowicz

1Chodzi niewątpliwie o księdza Marcelego Godlewskiego (1865 Turczyn – 1945 Anin) – ksiądz katolicki, twórca Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich, od 1915 r. proboszcz parafii Wszystkich Świętych w Warszawie. W okresie międzywojennym starał się powstrzymywać wpływy socjalistyczne, niemieckie i żydowskie na życie polityczne i gospodarcze kraju. Brał w obronę swoich parafian, nawet jeśli prowadziło to do ekonomicznej walki z żydowskimi sąsiadami. Po utworzeniu getta kościół Wszystkich Świętych znalazł się w obrębie jego murów. Ksiądz Godlewski zaangażował się w ratowanie Żydów, za co został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. [↑]

2Władysław Grabski (1874 Borów nad Bzurą – 1938 Warszawa) – działacz narodowej demokracji, ekonomista i historyk, minister skarbu oraz dwukrotny premier II RP. Znany powszechnie jako autor reformy walutowej. [↑]

3Urząd Palestyński – po I wojnie światowej instytucja funkcjonująca w krajach diaspory (wcześniej w Palestynie), podporządkowana Agencji Żydowskiej, złożona z przedstawicieli partii syjonistycznych. Do jego najważniejszych działań należał podział otrzymywanych od Agencji Żydowskiej certyfikatów na wyjazd do Palestyny. [↑]

4Alija (hebr., wznoszenie się) – imigracja Żydów do Palestyny. [↑]

5szifskakrte (jid.) – bilet okrętowy. [↑]

6Poalej Cyjon (hebr., Robotnicy Syjonu) – ruch robotniczy łączący w swojej ideologii hasła syjonistyczne i socjalistyczne, opierający się przede wszystkim na żydowskim proletariacie. [↑]

7moszaw owdim (hebr., osada robotników) – spółdzielcza osada robotnicza w Palestynie. [↑]

8kwuca (hebr., grupa) – spółdzielcza osada rolnicza mniejsza niż kibuc. [↑]

9Ein Charod – kibuc na północy Izraela, niedaleko góry Gilboa. [↑]

10Jehuda haLevi (ok. 1075 Toledo – 1141) – poeta i filozof. Tęsknotę za Ziemią Świętą i wiarę w odrodzenie Izraela zawarł w cyklu pieśni Synoidy (przekład pol. Z. Bromberg-Bytkowski, opublik. przez M. Bałabana w: Historia i literatura żydowska, t. 2, 1925), które weszły do liturgii postu Tisza beAw. [↑]

11„Cyjon, halo teszali” (hebr., „Zion, wilt thou not ask if peace's wing Shadows the captives that ensue thy peace, Left lonely from thine ancient shepherding? / Lo! west and east and north and south – world-wide – All those from far and near, without surcease, Salute thee: Peace and Peace from every side”) – pieśń z cyklu Synoidy, włączona do liturgii postu Tisza beAw. [↑]

12merkaz ruchani (hebr., centrum duchowe) – akronim od słów „merkaz ruchani” – MiZRaChI – stał się nazwą partii religijnych syjonistów. [↑]

13Achad haAm (hebr., dosł.: jeden z ludu), właśc. Aszer Cwi Ginzberg (1856 Skwira k. Kijowa – 1927 Tel Awiw) – czołowa osobistość ruchu Chowewej Cyjon i „duchowego syjonizmu”, pisarz, publicysta, myśliciel. Wychowany w środowisku chasydzkim, pod wpływem haskali przeszedł na pozycje agnostycyzmu oraz skierował swe zainteresowania na rozważania o kulturze i ideach etycznych judaizmu. Achad haAm uważał, że utworzenie państwa żydowskiego może być jedynie ukoronowaniem długiego procesu. Odrodzenie narodu musi za sobą pociągnąć odrodzenie judaizmu. Początek winien im dać rozwój „duchowego syjonizmu”, inicjujący odnowę moralną, w której kluczową rolę miały odgrywać edukacja, literatura itp. Dzięki temu ruchowi powstać miało „narodowe centrum duchowe”, które oddziaływałoby na Żydów w diasporze. [↑]

14Zeew (Włodzimierz) Żabotyński (1880 Odessa – 1940 Nowy Jork) – działacz syjonistyczny, twórca i przywódca Nowej Organizacji Syjonistycznej, pisarz, poeta, tłumacz i publicysta; współtwórca Legionu Żydowskiego, który miał wyzwolić Palestynę. W 1936 r. sformułował program ewakuacji 1 mln 500 tys. Żydów z Europy Wschodniej do Palestyny w ciągu 10 lat (w tym 750 tys. Żydów polskich), realizowany przy wykorzystaniu pomocy międzynarodowej. [↑]

15szlilat ha-galut (hebr., negacja diasporyzmu) – idea syjonistyczna wyrażająca się odmową zgodny na asymilację; idea ta, sformułowana bardziej umiarkowanie, głosi, że Żydzi jak naród nie mają przyszłości bez „centrum duchowego” w Ziemi Izraela. [↑]

16HeChaluc (hebr., Pionier) – ponadpartyjna młodzieżowa organizacja syjonistyczna o charakterze pionierskim (dla młodzieży żydowskiej powyżej 18 lat), przygotowująca młodzież do pracy w Palestynie. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 14 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3578946