„Git szabes, jidelach”

– "Git szabes, jidelach1, git szabes! Tu towarzystwo Machzikej Chojlim2. Przynoście i zrzucajcie – chały, chleb, ryby, mięso, cukier. Szybciej, szybciej, ludzie! Nie ma czasu! Trzeba odwiedzić inne podwórka. Jeśli ktoś nie może zejść, my wejdziemy. Dawać, dawać, ludzie, chorzy czekają! Szybciej, ludzie, nie ociągać się. Dajcie – masło, smalec, jajka, pomarańcze, jabłka. Chorzy też muszą porządnie zjeść, potrzebują czegoś dobrego!".

Oto szabasowa muzyka na podwórkach żydowskiej Warszawy wyśpiewywana przez spracowanych Żydów, wymęczonych, bladych, zatroskanych ludzi. Znużeni całotygodniową gonitwą za zarobkiem nie odpoczywali w szabas, nie kładli się, żeby rozprostować kości, lecz chodzili z wielkimi koszami po żydowskich podwórkach i zbierali żywność dla biednych chorych w szpitalach.

Oprócz dziesiątków dużych organizacji dobroczynnych, działały w Warszawie setki mniejszych – Bejs-Lechem, Tomchej-Anijim i inne. Przed świętami rozdają tysiące paczek z wszystkim, co potrzebne biednej rodzinie. Zimą po biednych ulicach żydowskiej Warszawy jeżdżą wózki z herbatą i chlebem. Każdy żydowski mieszkaniec miał jakiś kontakt z Bejs-Lechem, Tomchej-Anijim lub inną organizacją dobroczynną. Ci, którzy nie są ich beneficjentami, są darczyńcami – wiedział to każdy warszawski Żyd. Nieszczęśnik, któremu nagle gorzej się wiodło, odczuwał jako największą tragedię to, że celowo pomijano jego mieszkanie przy okazji zbiórek darów na Pejsach dla biedaków. Bardziej bolało go to, niż fakt, że sam nie miał pieniędzy na urządzenie świąt.

Warszawskim biedakom pomagały dziesiątki dużych i setki mniejszych organizacji dobroczynnych. Na każdej ulicy, a czasem nawet podwórku istniały także lokale Hachnoses Kale3, Gmiles Chesed4, Talmed Tojre5. Jednak żadna organizacja nie była tak znana i lubiana przez warszawskich Żydów, jak "Git szabes, jidelach".

Trudno sobie wyobrazić żydowskie podwórko, na którym nie pojawiliby się ludzie z tej organizacji. Byłby to dziwny szabas. Gefilte fisz, szabasowa chałka, czulent i kugel straciłyby swój odświętny smak. Tak samo straciłaby urok pieśń "Jom ze mechubed"6, śpiewana zarówno przez warszawskiego bogacza i chasyda z Góry Kalwarii reb Icze Mejera, jak i przez mełameda albo Josla tragarza.

"Git szabes, jidelach" nie przyszło dzisiaj na podwórko – szabas u bogacza jest zakłócony, bo choć sam ma wystarczająco dużo chały, żeby można było jeszcze po szabasie ją podsmażyć, przygotował i odłożył jeszcze jedną dla potrzebujących. U biednego mełameda szabas także jest jakby zawstydzony. Jego żona, wygniatając chałki na świąteczne posiłki, zabierała odrobinę z każdego bochenka z myślą o "Git szabes, jidelach". Smutek zapanował też u Josla tragarza, u którego, pośród czarnego chleba zakupionego na szabas, u którego pośród czarnego chleba zakupionego na szabes – o chale nawet nie marzył – ostała się jedna, jedyna chałka, przygotowana przez żonę dla zbierających.
– Git szabes, jidelach, git szabes!

Śpiewne wołanie "git szabes" zaczynało się wcześnie rano, tak by zdążyć ze zbieraniem darów do południa i poroznosić je po szpitalach. Zbierający pojawiali się więc na podwórkach z samego rana.

Nierzadko zdarzało się, że kobiety i dzieci nie zdążyły się nawet ubrać, a tu już rozlegał się okrzyk "Git szabes, jidelach". Z paltem zarzuconym na koszulę nocną spóźnieni darczyńcy zbiegali po schodach z czwartego lub piątego piętra, żeby tylko, broń Boże, nie przegapić momentu zbierania darów.
– Nie ociągajcie się, ludzie, nie ociągajcie! – wołali zwykle zbierający, a ludzie rzeczywiście się nie ociągali. Spieszyli się.
– Jeszcze więcej, ludzie! – upominali, a ludzie przynosili więcej. Dzieci targowały się z matkami, które już wcześniej same stoczyły z sobą boje. W końcu dokładały jeszcze odrobinę, jeszcze kawałek, oddawały jedyne jajko, ostatnie kostki cukru, choć często nie zostawało nic dla własnego dziecka.

Zbierający chodzili trójkami z dwoma dużymi koszami, z których każdy miał dwa ucha. "Git szabes, jidelach! Git szabes!". Kosze zapełniały się, a niosący je ludzie uginali się już pod ich ciężarem.
– Git szabes, jidelach! Git szabes!

Nawet jeśli człowiek nie miał tyle, żeby samemu przyrządzić sobie świąteczny posiłek, najpierw troszczył się o zbierających. Przyświecały temu dwa cele: po pierwsze, biedni chorzy mają pierwszeństwo, po drugie, lepiej, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, że człowiek nie ma na wyprawienie szabasu.
– Git szabes, jidelach! Idziemy dalej, kto jeszcze niczego nie dał, może przyjść na sąsiednie podwórko!

* * *

Sara nic dzisiaj nie dała. Ludzie na podwórku mówią, że cienko u niej z pieniędzmi. Cały tydzień nie była w jatce kupować mięsa, nie było jej też w sklepie. Sara chwali się wprawdzie, że kupiła gęś i masło na targu na cały tydzień, ale sąsiedzi nie wierzą. Sara nic dziś nie dała na "Git szabes, jidelach". Kobiety na podwórku mrugają do siebie porozumiewawczo.

Należałoby jakoś dyskretnie pomóc. Wkrótce jednak słychać na schodach drobne kroczki. Córeczka Sary biegnie z piątego piętra z paczuszką w ręku. Dziewczynka niesie papierowe zawiniątko dla zbierających, leci na drugie podwórko. Nie było w domu chałki, ryby, mięsa ani jajka, przed sąsiadami jednak wstyd. Dziecko niesie więc kromkę chleba zawiniętą w papier, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, że w domu nie ma nawet chały na szabas. Niesie na drugie albo trzecie podwórko, nawet jeszcze dalej – tam, gdzie jej nie znają.
– Proszę, kawałek chleba – dziecko oddaje paczuszkę. – Mama powiedziała, że na drugi tydzień da chałki i cukru – dodaje – nawet pomarańcz! Dzisiaj nie ma. A git szabes, jidelach, a git szabes!

Źródło: Jidisz-Warsze, Central-farband fun pojlisze jidn in Argentine, Buenos Aires 1954, s. 68-71. spacerTłum. Aleksandra Geller
1. (jid.) Git szabes, jidelach – "Dobrej soboty, ludkowe"; wymowa jidyszowa warszawska. [↑]
2. Machzikej Chojlim (hebr./jid. wspieranie chorych) – towarzystwo dobroczynne opiekujące się chorymi. [↑]
3. Hachnoses Kale (hebr./jid. wydawanie za mąż) – organizacja pomagająca ubogim dziewczętom w zamążpójściu. [↑]
4. Gemiles Chesed (hebr./jid. bezinteresowna pożyczka) – kasa zapomogowo-pożyczkowa działająca przy niemal każdej gminie żydowskiej. [↑]
5. Talmed Tojre (hebr./jid. nauka Tory) – instytucje, w których dzieci z biednych rodzin mogły odebrać podstawowe wykształcenie religijne. [↑]
6. "Jom ze mechubed" (hebr./jid. "Uświęcony ten dzień") – tradycyjna pieśń śpiewana podczas wieczerzy szabasowej. [↑]

 

 

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 51 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724775
UA-28053597-1