Na Nalewkach...

Piątek, 15 stycznia

zydkiZabraliśmy się energicznie do zbierania świętych ksiąg i książek świeckich z opuszczonych mieszkań na Nalewkach 33–41 i przewożenia ich do archiwum gminnego. Wcześnie rano, o godzinie 6.30, zorganizowałem grupę do wykonania tej pracy. Grupa zbierająca książki powiększyła się. Obecnie należą do niej: Jehuda Lejb Orlean , Eliezer Gerszon Friedensohn , Gustawa Jarecka , Jechiel Rajzman , dr Edumund Stein , dr Wohl , rabin Szmuel Beer , dr Szmuel Szymkiewicz , Jona Szper , Maurycy Reich , Aron Ziemba , Szalom Zalbe , Ch. Finkelsztejn , Aleksander Rozenfeld , Icchak Rosenstrauch , adwokat dr Rotfeld i inni.
Cały dzień chodzimy tak z dwoma wózkami ręcznymi po osieroconych żydowskich ulicach: Muranowskiej, Zamenhofa, Nalewkach, Franciszkańskiej, Kupieckiej, Nowiniarskiej, Świętojerskiej, Bonifraterskiej.
Przeraźliwa cisza. Opustoszałe domy patrzą na nas smutno swoimi pozbawionymi szyb oknami, które przypominają oczodoły trupa. Ponad gwarnymi niegdyś żydowskimi podwórkami rozpostarł swoje skrzydła anioł śmierci. Ulice dzielnicy żydowskiej – cmentarzysko. Lecz pod ziemią nie ma grobów. Chciałoby się westchnąć – myślę – nad grobem, łzę uronić; płakać się chce i rozpaczać nad zgasłym życiem. Jakże jednak ronić łzy nad grobem, który wykopano w – próżni?...
Gdyby kamienie mogły mówić, tomy można by napisać o troskach i radościach, o życiu i śmierci, o wygranych i przegranych. „Kamień ze ściany woła” .
Każda ściana jest – Ścianą Płaczu. Ale ci, którzy pod nią stali, nigdy jej już nie zobaczą.
Wszędzie pusto i głucho. Stąd ich powlekli. Pozostał w próżni ich strach. Pozostały puste domy – trupi jad.
Zdaje mi się: cały teren „dużego” getta – jeden wielki pogrzeb. Całe szeregi domów odprowadzają w ostatnią drogę tysiące ludzi. I oto zatrzymały się skamieniałe w żałobie.
Przypominam sobie:
Pewien mój przyjaciel, którego „rzuciło” do Ameryki (Beniamin Wolf Hendeles ), pisał do mnie jeszcze przed wojną: „Są takie minuty, zwłaszcza w szabes i święta, kiedy chciałbym całować nalewkowski bruk...”. I powraca wspomnienie tego, co Albert Londres , autor Le Juif errant est arrivé , powiedział mi kiedyś:
– Kiedy prorok Eliasz będzie miał obwieścić przyjście Mesjasza, gdzie stanie, by zadąć w barani róg? – i odpowiada:
– Właśnie tu, na rogu Gęsiej i Nalewek... Bowiem właśnie tu jest największa na świecie koncentracja mas żydowskich, żydowskiej siły i – „jidyszkejtu” . Przyjdzie dzień, kiedy prorok Eliasz , orędownik wieści zbawiennej, stanie właśnie tu i zadmie w barani róg Mesjasza. I wysypią się z Franciszkańskiej i z Wałowej, ze Smoczej i z Zamenhofa, ze Świętojerskiej i z Nowolipia, Żydzi, Żydzi, Żydzi z brodami i pejsami, bez bród i pejsów, w długich chałatach i krótkich marynarkach, starzy i młodzi, mężczyźni i kobiety, chasydzi i świeccy, i dzieci, i dzieci, żydowskie dzieci o rozmarzonych oczętach i bladych twarzach; oto ich wytęskniony prorok Eliasz, na którego czekały przez tyle sederowych nocy, nic chcąc iść spać, póki on nie upije z kielicha, i czekały daremnie – oto w końcu – doczekają się, promienna dziatwa żydowska...
Tak fantazjował francuski pisarz. I żebym go nie brał, uchowaj Bóg, za fantastę, udowadniał mi „na logikę”, rozumowo; dowodził prawie „matematycznie”:
– Ze wszystkich żydowskich skupisk największe i najbardziej tradycyjne jest – w Polsce (Ameryki nie brał pod uwagę, bo tam społeczność żydowska jest rozproszona i oderwana od tradycji); w Polsce – Warszawa, a w Warszawie – ten oto róg Nalewek i Gęsiej. Wychodzi na to, że tu, a nie gdzie indziej jest samo centrum żydowskiego świata...
Dziś przechodziłem przez owo „centrum”. Puste, opuszczone, tak samo jak inne ulice w getcie. Kiedyś było tu życie, dziś domy na Nalewkach to kamienie nagrobne, pod którymi kryje się unicestwione życie, macewy bez inskrypcji, lecz bardziej wymowne niż wszystkie napisy...
Utkwiła w mej pamięci nauka wielkiego chasydzkiego rebego: dlaczego Świątynia nie została zbudowana na górze Synaj, tylko na górze Moria? – Bo to miejsce, gdzie Żyd gotów jest złożyć swe życie dla uświęcenia Imienia, jest świętsze niż miejsce, gdzie Bóg nadał Torę.
A kiedy i gdzie więcej Żydów poległo śmiercią męczeńską niż właśnie tu, na ulicach warszawskiego getta? Każda ulica to góra Moria! A każdy kamień to ołtarz ofiarny!
Dziwna myśl kołacze mi się w głowie:
Jeśli Bóg sprawi cud i ja przeżyję, wezmę – jeśli spotka mnie zaszczyt wyjazdu do Ziemi Świętej – stąd cegłę, kamień z tego nalewkowskiego bruku, i postawię koło Ściany Płaczu. A Żydzi z całego świata będą tam pielgrzymować i łzami zraszać również ten kamień, i opłakiwać zagładę swoich najdroższych, [???]od dnia odpadnięcia Efraima od Judy» – tak samo jak zburzenie jerozolimskiej świątyni.

Hilel Seidman, Togbuch fun warszewer geto, Central-Farband fun di pojlisze Jidn in Argentine, Buenos Aires 1947, s. 263-266.
Tłum. Anna Ciałowicz

 

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3724538
UA-28053597-1