Ustawa o zakazie uboju rytualnego

Wajehi1. I stało się..., a było to w połowie lat 30., kiedy my, polscy Żydzi, jeszcze nie wiedzieliśmy, że gdzieś pod Lublinem istnieje wioska Majdanek, zaś w połowie drogi między Warszawą a Lublinem jakiś lasek nazywany jest Treblinka...

Wiedzieliśmy za to, że w Polsce jest tyle antysemitów, ile ziarenek piasku na pustyni. Niedługo po śmierci Piłsudskiego podnieśli oni głowy i tylko szukali sposobu, jak nam zaszkodzić.

To w tym czasie na warszawskich ulicach pojawiły się plakaty ogłaszające (w języku polskim oczywiście), że Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami wzywa ludność do tłumnego stawienia się w „sali higienicznej”2 przy ulicy Karowej 31 [GoogleMaps]. Z referatem na temat uboju rytualnego miał wystąpić tam ksiądz dziekan Trzeciak.

Nazwisko prelegenta było wtedy w żydowskich kręgach zupełnie nieznane. Mówiło się, że po paru ładnych latach od krwawej rewolucji bolszewickiej ksiądz powrócił do Polski i zamieszkał w Katowicach. Dodawano też, że w Rosji był uczniem niesławnej pamięci księdza Pranajtisa3.

Na podstawie krzykliwej reklamy, jaką temu wystąpieniu zrobiła antysemicka prasa warszawska, można było się domyślić, co to za ziółko z tego księdza i co swoim referatem chce osiągnąć.

Kiedy o wyznaczonej godzinie przybyłem na miejsce (jako przedstawiciel „Momentu”4), ku swojemu wielkiemu zdziwieniu zobaczyłem, że porządku przy wejściu pilnuje kilku znamienitych Żydów. Na rękawach mieli białe opaski z napisem: „Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami”. Byli nie tylko przy wejściu. W środku miejsca do siedzenia również wskazywali Żydzi z opaskami; wyznaczyli mi zaszczytne miejsce w pierwszym rzędzie...

Do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami należeli zarówno Polscy, jak i Żydzi, z tą tylko różnicą, że na ulicy aktywność wykazywali Polacy, podczas gdy Żydzi ograniczali się do płacenia składek.

Wystarczy, że zaobserwujecie na ulicy ludzi, którzy zbiegli się, bo aresztowano żydowskiego dorożkarza za to, że batem poganiał swojego konia, albo woźnicę przewożącego dodatkowy kosz jabłek. Możecie być pewni, iż jest to robota członka polskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, który nie mógł znieść ich cierpienia. To samo serce jednak mogło ścierpieć widok woźnicy odprowadzanego na komisariat. Takiego „obrońcy zwierząt” nie obchodziło, że żona i dzieci nieszczęsnego woźnicy umierają ze strachu, bo ich mąż i ojciec nie wraca do domu.

Na sali zgromadził się zbity tłum Polaków. Żydów nie było widać, prócz organizatorów z białymi opaskami.

Na podium stanął wielki, gruby ksiądz o nalanej twarzy i czerwonym karku. Był w sutannie przewiązanej czerwonym pasem, obejmującym pokaźny brzuch. Zaczął od cytatów z Talmudu, z których publiczność nie rozumiała ani słowa. Kiedy jednak zaczął mówić, że ubój rytualny to barbarzyństwo, bo nóż zadaje wołu niesłychane cierpienie, i że w tak kulturalnym kraju, jakim jest Polska, nie powinno się tolerować „judejskiego” barbarzyństwa, rozległy się gromkie brawa, a ksiądz uśmiechnął się z wyniosłością.

Spojrzałem na ostatnie rzędy. Siedziały tam te same osoby, które aresztowały na ulicach żydowskich dorożkarzy i furmanów; jednak nie zauważyłem już żydowskich organizatorów z białymi opaskami. Ulotnili się szybko i zdaje się, że już nigdy nie przekroczyli progu chuligańskiej organizacji pod nazwą Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

W prasie zarówno żydowskiej, jak i polskiej ów antysemicki referat spotkał się z żywym oddźwiękiem.

W kręgach żydowskich szybko zrozumiano, że wykład Trzeciaka był zorganizowany nie tylko dla Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które jedynie go firmowało. Szybko zorientowano się, że jest to zakrojona na szeroką skalę, zorganizowana akcja, która ma na celu zdyskredytowanie Żydów, a za plecami księdza stoi partia polityczna, która chce zadać dotkliwy cios żydowskiej społeczności.

W polskiej prasie zaraz pojawiły się artykuły występujące przeciwko ubojowi rytualnemu (szchita), a na czoło tej antysemickiej akcji wysunęła się kobieta, posłanka Prystor5, działaczka partii chłopskiej.

Jasne stało się również, że poprzez napaść na żydowską religię chce się uderzyć po kieszeni żydowskich kupców, którzy stanowili 70% zatrudnionych w branży mięsnej. Antysemici wierzyli, że poprzez zakaz uboju rytualnego wyrwą tę gałąź gospodarki z rąk żydowskich. Jednak przeliczyli się co do tego. Zderzyli się z jednolitym frontem żydowskim – od Agudy6 i syjonistów po Poalej Cyjon-Lewicę7 i Bund8. Ten ostatni zadecydował o przeprowadzeniu kontrakcji.

Tę akcję odwetową, stanowiącą jeden z najpiękniejszych rozdziałów chwalebnej historii polskich Żydów i będącą matką żydowskiej jedności, postaramy się tu opisać.

Wkrótce po tym, jak w polskiej prasie ukazały się artykuły krytykujące ubój rytualny, zwołano w Warszawie nadzwyczajne zebranie władz wszystkich kahałów oraz przewodniczących sądów rabinackich. Sala posiedzeń warszawskiej Gminy Żydowskiej okazała się o wiele za mała, by pomieścić wszystkich delegatów, najlepszych naówczas reprezentantów swego narodu.

Przy jednym stole siedzieli rabini w sztrejmlach razem z delegatami partii socjalistycznych. I właśnie postawę tych ostatnich chciałbym szczególnie podkreślić.

Bundowski „Folks-Cajtung”9 zamieścił artykuł wstępny Henryka Erlicha10, błogosławionej pamięci, zawierający deklarację partii o jej zdyscyplinowanym przystąpieniu do egzekutywy mającej dać odpór antysemickim zamiarom delegalizacji uboju rytualnego. W tym bowiem partia upatruje zamachu na żydowskich handlarzy mięsem, mającego na celu odebranie im źródła utrzymania.

Podobne deklaracje złożyły także Poalej Cyjon Hitachdut11 i Poalej Cyjon-Lewica. Warto dodać, że nawet żydowscy komuniści, którzy z tego powodu, że działali nielegalnie, nie mogli złożyć oficjalnej deklaracji, również prowadzili w swoich szeregach agitację za popieraniem ze wszystkich sił wyłonionej egzekutywy, którą w znakomitej większości stanowili rabini i przedstawiciele ortodoksji.

A cóż dopiero mówić o żydowskich partiach obywatelskich. Wszystkie gazety żydowskie i żydowsko-polskie oddały swoje łamy - ma się rozumieć - do dyspozycji egzekutywy. Miała ona dać odpór antysemitom, którzy doprowadzili do tego, że projekt uchwały zakazującej uboju rytualnego wszedł już pod obrady Sejmu. Na domiar złego prasa polska niemal codziennie zamieszczała sprawozdania ze zdjęciami żydowskich rzezaków rytualnych (długobrodych, naturalnie...), którzy nożami o połyskujących ostrzach szlachtowali nieszczęsne woły.

Ukazywały się także „naukowe” rozprawy profesorów antysemitów, którzy wiedzieli „na pewno”, że wół nie będzie czuł bólu, jeżeli ogłuszy się go pałką lub strzeli z pistoletu między oczy...

Strona żydowska też nie stała z założonymi rękami. W celu przeprowadzenia akcji odwetowej naczelna egzekutywa ustanowiła swoją siedzibę w Warszawie, gdzie przebywali również parlamentarzyści żydowscy. Miała także swoje oddziały we wszystkich większych miastach w Polsce.

Z egzekutywy wyłoniono ciała, które zajmowały się różnymi obszarami działalności. Jednym z nich był Centralny Żydowski Związek Kupców12, mający do dyspozycji najlepszych ekonomistów. Zadaniem ich było znalezienie sposobu na zadanie antysemitom takiego ciosu na polu gospodarczym, aby jego skutki były boleśnie odczuwalne...

Na czele tego komitetu stanął sekretarz generalny Centralnego Żydowskiego Związku Kupców inżynier Seidenman13. W rozmowie z piszącym te słowa Seidenman opowiadał, że przychodzą do niego asymilatorzy, którzy już dawno zerwali z Żydami i żydostwem, zamożni ludzie, których dzieci już się wychrzciły, i deklarują swoją gotowość do udzielenia finansowego wsparcia akcji w obronie uboju rytualnego. A pieniędzy było potrzeba niemało, bo egzekutywa zawczasu przygotowała plan, jak przekwalifikować na drobiarzy zdeklasowanych i pozbawionych źródła dochodu żydowskich pracowników masarni. Powiedział mi również, że ci sami starzy asymilatorzy zadeklarowali, iż podporządkują się postanowieniom rabinatu, a także zrezygnują z jedzenia mięsa, jeśli wyda on taki zakaz.

I ciekawa rzecz: chociaż w tamtym czasie rabinat nie wydał takiego zakazu, zaczęły już nadchodzić pomyślne wieści z „frontu gospodarczego”, a mianowicie: wiele polskich jatek i kiełbasiarni nie zarabiało złamanego grosza. Były to jatki znajdujące się w dzielnicach zamieszkałych przez proletariat żydowski, gdzie nie zwracano szczególnej uwagi na koszerność mięsa; przy okazji wyroby niekoszerne było znacząco tańsze. Ci właśnie Żydzi dobrowolnie zobowiązali się do niekupowania trefnego mięsa i bojkotowania polskich jatek.

Wspomniane fakty świadczą dobitnie o tym, jak liczącą w przedwojennej Polsce trzy i pół miliona społeczność żydowską ożywił - mimo różnic partyjnych i klasowych - duch wspólnoty w walce z antysemitami.

Egzekutywa miała także wydział propagandy, kierowany przez dra Hilela Seidmana14. Wydział ten, którego zadaniem było dawanie odporu antysemickiej propagandzie w polskiej prasie, dzień w dzień drukującej artykuły o „barbarzyństwie” uboju rytualnego, rozwinął intensywną działalność. Udało mi się także pozyskać kilku polskich naukowców o liberalnych poglądach, którzy zdemaskowali księdza Trzeciaka pałającego nienawiścią jako nieuka.

Wśród liberalnych polskich uczonych wyróżniał się zwłaszcza dr Tadeusz Zaderecki15 z uniwersytetu lwowskiego (przebywa obecnie w Warszawie), który opublikował specjalną broszurę, w której logiczną argumentacją obalił wszystkie „naukowe” wywody profesorów antysemitów, że tylko w trakcie uboju rytualnego zwierzę doznaje największych cierpień.

Mimo niewątpliwych sukcesów zarówno na polu gospodarczym, jak i propagandowych, w obozie żydowskim nie robiono sobie nadziei, że uda się „opszrajen di gzejre”16. Przeciwnie, wszyscy byli głęboko przekonani, że jak tylko sprawa trafi pod obrady Sejmu, propozycja antysemitów, by zakazać uboju rytualnego, zostanie przyjęta; zbyt silne były już wtedy złe wiatry wiejące od hitlerowskich Niemiec, by Polacy zechcieli ugiąć się przed Żydami w kwestii, która uderzała w nich podwójnie, bijąc i w żydowską religię, i w żydowską ekonomikę.

Wychodząc z tego założenia, egzekutywa postanowiła użyć wszelkich środków, aby sprawa uboju rytualnego nie wyszła poza dyskusję toczoną w prasie żydowskiej i antysemickiej, bez przenoszenia jej do Sejmu.

W tamtym okresie mieszkał w Wilnie bp. gaon Chaim Ozer Grodzieński17, wielki autorytet w zakresie żydowskiego prawa religijnego. Ten posunięty w latach staruszek, któremu lekarze zabronili wychodzić z łóżka, co dzień był w kontakcie z warszawską egzekutywą. I to od niego wyszła inicjatywa, by w ostateczności delegacja najznamienitszych rabinów udała się do arcybiskupa Kakowskiego18, który rezydował przy ul. Miodowej.

Kiedy po długich staraniach udało się uzyskać audiencję u arcybiskupa, prasa żydowska nie wspomniała o tym ani słowem. I słusznie, bo nie chciano zapeszyć.

Po wizycie u najwyższego hierarchy Kościoła katolickiego w Polsce o tym fakcie prawie się nie zająknięto. Nie pisano, by było to bardzo niewygodne...

Rabini wrócili mocno poruszeni i nie chcieli o tym mówić.

Dopiero półtora roku później rabin Icie Majer Kanał19, błogosławionej pamięci, opowiedział mi o „przyjęciu” w pałacu arcybiskupa i stało się dla mnie całkiem jasne, że gdyby w tamtym czasie o tym napisać, stworzyłoby to atmosferę sprzyjającą pogromom. Wystarczy powiedzieć, że arcybiskup, ni mniej, ni więcej, wysunął pretensje, że Żydzi ukrzyżowali Jezusa...

Prócz tego kazał delegacji czekać w korytarzu przez czterdzieści minut...

***

W dniu, w którym nad sprawą uboju rytualnego obradował Sejm, w redakcji warszawskiego „Momentu” na Nalewkach 38

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
była „noc czuwania” (lejl szimurim)20; cały personel dziennikarski pozostawał w pełnej gotowości. Nawet Hilel Cajtlin21, błogosławionej pamięci, który tak boleśnie przeżywał wszystko, że zapłacił za to własnym zdrowiem, siedział do późnego wieczora.

Telegraf redakcyjny pracował bez przerwy.

Z prowincji nadchodziły zapytania: „Co się dzieje?”.

A trybunę sejmową długie godziny okupowała pani Prystorowa i miotała gromy tak na Żydów, jak i na ubój rytualny.

Wybiła już północ, kiedy kolega Marek Turkow22 zatelefonował do mnie z Sejmu:

„Prystorowa jeszcze mówi. Przed chwilą odczytała z trybuny list, który napisał do niej Żyd, niejaki Kenigsberg z ulicy Karmelickiej 23

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
, lewicowy syjonista. W liście tym Kenigsberg wyraża swój podziw i szacunek dla adresatki, gdyż on także uważa ubój rytualny za barbarzyństwo, które należy zlikwidować”.

Turkow dodał też, że choć nie wątpi w autentyczność tego listu i w to, że mogła znaleźć się żydowska kanalia, to jednak – wedle jego opinii – trzeba sprawę zbadać na miejscu.

Przy Karmelickiej 23, dokąd niezwłocznie się udałem, było już ciemno. Tylko w jednym mieszkaniu, do którego trzeba było zejść po kilku stopniach, świeciło się światło. Tam – wskazał mi stróż – mieszka Kenigsberg...

Jakaś kobieta w średnim wieku otworzyła mi drzwi, a kiedy powiedziałem, że jestem dziennikarzem „Momentu”, przestraszona – dlaczego tak późno w nocy? – zaprowadziła mnie przez mroczny korytarz do obszernej i oświetlonej izby, gdzie siedziała siedemnastoletnia dziewczyna, jej córka.

Matka i córka patrzyły na mnie ze przerażeniem w oczach, gdy opowiadałem im o liście do Prystorowej, który tutaj mnie sprowadził.

Kobieta załamywała ręce:

– „Oj, biada mi!”. „Czego to ja dożyłam!”.

– Tak, tatuś wczoraj przez cały dzień pisał jakiś list po polsku – dziewczyna odezwała się ze łzami w oczach.

Z powodu wielkiej zgryzoty matki i córki czułem się bardzo niekomfortowo; zacząłem je uspokajać, że to było z jego strony czyste szaleństwo itd.

Tymczasem na schodach prowadzących do sutereny słychać było powolne kroki; ktoś otwierał drzwi.

Matka i córka, obie blade, przestraszone, rzuciły się w kierunku drzwi, które jednak się nie otworzyły...

– Wynocha stąd, ty zaprzańcu! Idź do Sejmu, do tych antysemitów! – krzyczała kobieta. - Nie chcę cię więcej znać! Jutro będą o tobie pisać w gazetach!

Po drugiej stronie drzwi stał Kenigsberg... Nic nie odpowiedział. Nawet nie próbował się bronić. Bo i jak może tłumaczyć się człowiek, który odwrócił się od narodu, od trzech i pół miliona polskich Żydów?

Co ciekawe: dziennikarska ciekawość wcale nie kazała mi spojrzeć w twarz człowiekowi, który nazajutrz stał się negatywnym bohaterem nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Korespondenci zagraniczni, którzy następnego ranka przeczytali w „Momencie” artykuł Nacht-bazuch bajm fareter Kenigsberg23, byli niezmiernie zdziwieni, kiedy mówiłem, że nie widziałem jego twarzy i wcale nie chciałem widzieć. Jedynie korespondent „Manchester Guardian”, kolega Joel Zang, rozumiał to i wytłumaczył swoim gojskim kolegom po fachu, bo inaczej nie odczepiliby się ode mnie... Za wszelką cenę chcieli wiedzieć, jak wygląda Kenigsberg, bo na drzwiach jego mieszkania od samego rana wisiała wielka kłódka. Idąc za moją radą, matka i córka postanowiły pozbyć się tego wrzodu na tyłku, żeby nie dostał się do domu, a poza tym – żeby nie paść ofiarą brukowej prasy.

Kłódka na drzwiach Kenigsberga, tego zdrajcy, wisiała tygodnie i miesiące.

***

Na posiedzeniu plenarnym Sejmu zdecydowaną większością głosów przyjęto antysemicką uchwałę o zakazie uboju rytualnego. Dodano jedynie poprawkę, że tym Żydom, którzy zadeklarują, że jedzą wyłącznie koszernie, pójdzie się na rękę i przyzwoli na to, by pewna część bydła była zabijana w sposób przepisowy.

Nie trzeba dodawać, że „poprawka” pozwalająca pewnej części Żydów korzystać z koszernego mięsa nie uradowała społeczności żydowskiej, podobnie jak przyjęty przez Sejm antysemicki zakaz uboju rytualnego nie zdeprymował żydowskiej egzekutywy. Przeciwnie – postanowiła ona kontynuować walkę aż do zwycięskiego końca.

Do walki wciągnięto trzy i pół miliona polskich Żydów, element miejski, konsumentów, którzy kupują produkty żywnościowe. Pod znakiem zapytania stało tylko to, czy cała społeczność żydowska będzie na tyle zdyscyplinowana, by dalej wykonywać wszystkie zalecenia wydawane przez egzekutywę. Po napawającym smutkiem fakcie uchwalenia zakazu uboju rytualnego przyjęła ona taktykę prowadzenia walki gospodarczej z antysemitami i uderzenia ich po kieszeniach tak, żeby to boleśnie odczuli...

***

W jednym z poprzednich akapitów napisałem, że w ramach egzekutywy funkcjonowała też rada ekonomiczna, która składała się z renomowanych kupców i przemysłowców żydowskich. Z tej właśnie rady dotarła wiadomość, że antysemici, którzy prowadzili walkę przeciwko ubojowi rytualnemu i żydowskim rzeźnikom, otrzymują wielkie pieniądze – finansową pomoc od grupy polskich arystokratów i bogatych chłopów, właścicieli rzek i stawów. Warto dodać, że odwrotnie niż w branży mięsnej, która w większej części pozostawała w rękach żydowskich, handel rybami niemal w całości był prowadzony przez gojów. Wyjątek stanowiło jedynie wąskie grono żydowskich hurtowników, importujących karpie z Węgier i wielkie sandacze z Rosji. Przedstawiciele polskiej arystokracji i bogatego chłopstwa prócz urządzania antysemickiej hecy dbali także o własną kieszeń. Interes polegał na tym, że trzy i pół miliona polskich Żydów, pozbawionych możliwości spożywania koszernego mięsa, będzie musiało jeść ryby; tak to sobie umyślili ziemianie na spółkę z chłopami, bo inaczej przecież nie mogło być. I rzeczywiście, w pierwszy piątek po przyjęciu przez Sejm uchwały przywieźli ławice ryb. We wszystkich polskich miastach pluskały się w wodzie żywe karpie. Jednak ku ogromnemu zdziwieniu polskich handlarzy rybami, żaden Żyd nie tknął ich towaru, choćbyś pękł...

Taka drobnostka: dwa dni wcześniej, a mianowicie w środę wieczorem rabinat wydał zakaz kupowania ryb, i to właśnie polskich karpi. Pamiętam jak dziś, że sekretarz warszawskiego rabinatu, błogosławionej pamięci rabin Jakub Gesundheit24, przyszedł pełen powagi do „Momentu”, by zamieścić w gazecie postanowienie rabinatu o zakazie kupowania ryb. Podziwialiśmy wtedy bezkompromisowość i odwagę rabinów, którzy zaryzykowali rozpoczęcie otwartej walki, skierowanej bezpośrednio przeciwko polskim produktom.

Żydzi jak jeden mąż przestrzegali wydanego przez rabinat zakazu kupowania polskich karpi. Chłopi liczyli, że „Żydki” będą płacić po 2 złote za kilogram karpia, lecz nikt nie chciał zapłacić ani 20 groszy. Nie chciano brać nawet za darmo.

Nienawiść do Żydów to u każdego Polaka cecha przyrodzona, ale żeby mieli za tę swoją nienawiść płacić, tego Polacy nie chcą, zwłaszcza chłopi, którzy są bardzo chytrzy na pieniądze.

Nastał płacz i zgrzytanie zębów.

Polakom z początku trudno było zrozumieć:

Jak mogą Żydzi obchodzić szabat bez mięsa i bez ryb?

Dopiero kiedy się dowiedzieli, że w żydowskich hurtowniach w najlepsze kupowano rosyjskie sandacze i węgierskie karpie, płacąc wysokie ceny, zrozumieli, że „kiepełe” wykoncypowała ten bojkot w odpowiedzi na zdelegalizowanie uboju rytualnego.

Mieli naprawdę wielkiego kaca, bo oto zobaczyli, że żydowskiej jedności nie da się złamać. Polacy byli również świadomi faktu, że Żydzi polscy stosowali ostry bojkot produktów z hitlerowskich Niemiec. Kupcy żydowscy importowali towary z Wielkiej Brytanii i USA, choć wychodziło to o wiele drożej. Biada temu fabrykantowi lub kupcowi, który utrzymywał stosunki handlowe z Niemcami. Taki ktoś wystawiał się na szykany i prześladowania. A kiedy fakt współpracy wychodził na jaw, żyła tym nie tylko Warszawa, lecz także cały kraj. Któż nie słyszał o Menachemie Mendlu Elenbergu, niezwykle zamożnym kupcu, który importował sprzęt elektryczny z Niemiec?

W Jom Kipur, a nie kiedy indziej, wywołanego w synagodze Nożyków do czytania ze zwoju Tory Elenberga (pochodził z rodu kapłanów) ściągnięto z podwyższenia i opluwanego przez wszystkich zgromadzonych zmuszono do opuszczenia synagogi.

Podobny wypadek odnotowano w Wilnie.

Były to jednak wyjątki, bo na ogół przestrzegano bojkotu i wielu Żydów, którzy do czasu dojścia Hitlera do władzy byli przedstawicielami niemieckich firm, odeszło z pracy; pozostawali dosłownie bez chleba.

Wracając do walki Żydów z zakazem uboju rytualnego, chcę podać szczegół, świadczący o sile żydowskiej jedności. O fakcie tym dowiedziałem się dużo później, kiedy zakaz uboju rytualnego poszedł na bok dzięki temu, że rabinat zakazał kupowania polskiego karpia.

A doszło do tego następująco: kiedy rabinat przedstawił swój plan wprowadzenia zakazu kupowania polskich ryb, część członków egzekutywy wyraziła obawę, że ta metoda nie doprowadzi do celu, gdyż nadzorujący żydowską prasę cenzor, który jest oficjalnym przedstawicielem [rządowego komitetu], nie przepuści bezkompromisowej i rewolucyjnej propozycji rabinatu. Wśród członków egzekutywy byli też tacy, którzy uważali, że wydany przez rabinat zakaz lepiej rozesłać pismem obiegowym do wszystkich gmin żydowskich w Polsce, gdyż zamieszczanie go w prasie jest zbyt ryzykowne i może wywołać represje.

Była także trzecia grupa, która uważała, że wymierzony w antysemitów zakaz rzeczywiście wywoła zamieszanie i właśnie dlatego dobrze byłoby wcześniej porozumieć się z cenzorem. Wymóc na nim, by po opublikowaniu zakazu gazety nie zostały skonfiskowane.

I co ciekawe: rabinat, który ponosił wyłączną odpowiedzialność za bezkompromisową, a może nawet ryzykowną rezolucję, nie chciał pójść na żadne kompromisy i żądał, by zakaz został opublikowany przez całą żydowską prasę. Pewien rabin, dowiedziawszy się, że cenzor jest Żydem (nazwiskiem Szymkiewicz), w płomiennych słowach oświadczył, iż nie wierzy, by znalazł się Żyd, który mógłby chcieć zaszkodzić walce z antysemitami.

Rabin uważał także, że nawet nie trzeba chodzić wcześniej i informować go.

Po kilku dniach przekonaliśmy się, że rabin miał rację. Cenzor mówił później, że nawet gdyby miał stracić pracę, nie skonfiskowałby żydowskich gazet obwieszczających ogłoszenie zakazu kupowania polskich karpi.

Prowadzony przez Żydów bojkot polskich karpi nie trwał długo. Straty u naszych wrogów były bardzo duże i powstały szybciej, niż się spodziewaliśmy, więc przedłużanie akcji nie było potrzebne. Ci sami arystokraci i bogaci chłopi, którzy wcześniej finansowali antysemicką akcję księdza Trzeciaka i posłanki Prystorowej, a po uchwaleniu przez Sejm zakazu uboju rytualnego już odtrąbili zwycięstwo, szybko otrzeźwieli... Cios wymierzony w Żydów dotkliwiej odczuli nasi wrogowie.

Zaczęto więc odkręcać sprawę. Zakazu nie dało się odwołać, gdyż został przyjęty przez Sejm [ustawodawczy]. Zaczęto więc pracować nad „poprawkami”, które parlament przyjął, a mianowicie: „pewien procent będzie można zabijać koszernie”25. Krótko mówiąc, zaczęto sprawę odkręcać, tak że brodaci szojcheci26, których na początku hecy przeciwko ubojowi rytualnemu z lubością fotografowano z połyskującymi nożami, zaczęli teraz przychodzić do rzeźni miejskich, gdzie wykonywali swój fach.

To samo stało się też w rzeźniach na prowincji. Wkrótce żydowskie jatki zostały uruchomione ponownie i żydowscy rzeźnicy wrócili do pracy.

W ten sposób rabinat dzięki bezkompromisowej kontrofensywie odniósł zwycięstwo nad wrogiem. Gdyby cała społeczność żydowska nie przestrzegała ściśle dyscypliny, tryumf, ma się rozumieć, odniosłaby strona przeciwna.

***

Mieszkanie przy Karmelickiej 23, gdzie mieszkał zdrajca Kenigsberg, ów typ, który tamtego pamiętnego dnia nadesłał do Sejmu list popierający Prystorową w tym, że ubój rytualny jest barbarzyństwem, nadal było zamknięte, a na drzwiach wisiała wielka kłódka.

Na temat jego żony i córki chodziły słuchy, że w wielkim smutku i zgryzocie opuściły Warszawę i schroniły się u krewnych na prowincji; zbyt trudne dla tych pokrzywdzonych kobiet było znoszenie wstydu w mieście, gdzie wydarzyło się to nieszczęście.

W dodatku zaginął wszelki ślad po „bohaterze” Kenigsbergu i nikt nie miał pojęcia, gdzie on się podziewa.

Partia Poalej Cyjon, której Kenigsberg był nie tylko członkiem, lecz również płatnym funkcjonariuszem (przyjmował od towarzyszy składki członkowskie), przeszukała wszystkie kąty, żeby się czegoś dowiedzieć. Odcięła się jednak od niego i już na trzeci dzień, gdy próbował ostrożnie zajrzeć do lokalu partyjnego, woźny odebrał mu legitymację i zrzucił ze schodów. Od tamtej chwili minęło wiele miesięcy i o sprawie prawie zapomniano.

Nagle w polskiej gazecie pojawiła się informacja, że w „przytułku” (azyl dla bradiag, pijaków, nieudolnych złodziei i innych przedstawicieli półświatka, którzy za 10 groszy dostawali tam: ćwiartkę chleba, szklankę herbaty oraz nocleg) wybuchła krwawa bijatyka: „mieszkańcy” przytułku w nocy rzucili się na bradiagę i tak go zmasakrowali, że trzeba było wzywać karetkę pogotowia.

Skatowanym bradiagą był nie kto inny, jak właśnie Kenigsberg. Przyczyna jego pobicia jest nie tylko ciekawa, lecz także znamienna. Pokazuje, że bradiagi i złodzieje też mają swoją „etykę”. A stało się tak dlatego, że pewnej nocy goje w przytułku dowiedzieli się, że leżący na pryczy „Żydek” to „kapuś” i kolaborant, który zdradził swój naród. Uradzili więc, że trzeba mu wymierzyć sprawiedliwość i od razu przeszli do czynu.

Ten wypadek zupełnie załamał Kenigsberga, który po jakimś czasie popełnił samobójstwo.

Icchak Borensztajn, Warsze fun nechtn, São Paulo 1967, s. 19-33.
książka dostępna pod adresem: http://archive.org/details/nybc206123
tłumaczenie: Anna Ciałowicz

1Wajehi (hebr. biblijny) – „I stało się”. [↑]

2Wykład księdza Stanisława Trzeciaka odbył się w sali Towarzystwa Higienicznego, zob.: R. Mordas, Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939, Kraków 2004, s. 238. [↑]

3Justyn Bonawentura Pranajtis (1861 – 1917) – ksiądz katolicki pochodzenia litewskiego, hebraista, przez ówczesne władze kościelne uważany za znawcę Talmudu. Autor uznawanej za antysemicką pracy Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim (Christianus in Talmude Iudaeorum), wydanej po łacinie 1892 r. Dwa lata później książka została przetłumaczona na niemiecki, w 1911 r. także na rosyjski oraz inne języki. Późniejsze tłumaczenia miały często popularny charakter. [↑]

4„Der Moment” (jid., „Chwila”) – dziennik w języku jidysz, wydawany w Warszawie w latach 1910–1939, założony przez Cwi Pryłuckiego, Hilela Cajtlina, M.B. Justmana. Do 1937 r. był organem folkistów, a następnie dziennikiem niezależnym. W latach 30. gazeta dysponowała najlepszym spośród prasy żydowskiej wyposażeniem technicznym. [↑]

5Janina Prystorowa (1881 – 1975) – działaczka społeczna i polityk w okresie międzywojennym, posłanka na Sejm IV kadencji, żona polityka Aleksandra Prystora. W latach 1935–1938 była posłanką z okręgu nr 47, obejmującego powiat Wilno i Święciany. Podczas kadencji zasłynęła zgłoszeniem projektu ustawy zakazującej rytualnego żydowskiego uboju bydła (szchity). Uzasadniała to względami humanitarnymi. [↑]

6Agudas Isroel (hebr./jid., Związek Izraela) – międzynarodowa polityczna organizacja ortodoksji. Polska Aguda zajmowała nieprzejednane i programowo zachowawcze stanowisko w sprawach religijnych. W Agudzie wyjątkową pozycję mieli cadycy (zwłaszcza z Góry Kalwarii). [↑]

7Poalej Cyjon (hebr., Robotnicy Syjonu) – ruch robotniczy łączący w swojej ideologii hasła syjonistyczne i socjalistyczne, opierający się przede wszystkim na żydowskim proletariacie. W 1920 r. podczas zjazdu w Wiedniu doszło do rozłamu; oderwała się radykalna, marksistowska mniejszość, tworząc odrębną partię pod nazwą Poalej Cyjon-Lewica, która nie przystąpiła do Światowej Organizacji Syjonistycznej. [↑]

8Bund (właśc. Ogólnożydowski Związek Robotniczy „Bund” na Litwie, w Polsce i w Rosji) – najliczniejsza i najsilniejsza żydowska partia robotnicza w Polsce w okresie międzywojennym, utworzona w 1897 r. w Wilnie. [↑]

9„Folks-Cajtung” (jid., „Gazeta Ludowa”) – organ Bundu; w 1939 r. nakład gazety, którą redagował H. Erlich, osiągnął 45 tys. egzemplarzy. [↑]

10Henryk Erlich (właśc. Hersz Wolf, 1882 Lublin – 1942 Związek Radziecki) – prawnik, przywódca Bundu. W 1919 r. wszedł do Rady Miejskiej Warszawy, a w 1926 r. - do Rady Gminy Żydowskiej w Warszawie. Po przystąpieniu Bundu do Międzynarodówki Socjalistycznej zasiadał - wraz z W. Alterem - w jej egzekutywie. [↑]

11Poalej Cyjon Hitachdut (właśc. Zjednoczona Partia Syjonistyczno-Socjalistyczna Poalej Syjon – Hitachdut) – ugrupowanie powstałe w 1932 r. roku z połączenia Poalej Cyjon-Prawicy (z Galicji Wschodniej) i ugrupowania Hitachdut. [↑]

12[???] [↑]

13[???] [↑]

14Hilel Seidman (1908 Kamionka Strumiłowa – 1995 Nowy Jork) – dyplomowany rabin, publicysta, działacz Agudy. Pochodził z ortodoksyjnej rodziny. Ukończył studia na UW, uzyskując w 1939 r. stopień doktora filozofii. Odbył też studia rabinackie oraz w Instytucie Nauk Judaistycznych w Warszawie. Związany był z ortodoksją. Do wybuchu II wojny światowej mieszkał w Warszawie. Początkowo pracował jako kustosz w Muzeum Starożytności Żydowskich im. Mathiasa Bersohna przy Gminie Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie; kierował – od 1937 – archiwum Gminy, a potem był kierownikiem wydziału spraw religijnych w tej instytucji. W latach 30. sprawował funkcję sekretarza w klubie poselskim Sejmu III kadencji – Żydowskie Stronnictwo Ortodoksyjne – „Agudas Jisroel”. Od 1930 r. kierował działem świeckim w Centralnej Organizacji Oświatowej „Chorew” (dodam, że centrala tej organizacji mieściła się przy ul. Twardej 6, gdzie odbyło się nasze spotkanie). Był członkiem egzekutywy młodzieżowej organizacji Ceirej Agudas Jisroel. Wiele publikował w prasie; był redaktorem i czołowym publicystą organu Agudy – dziennika „Der Jud” (od 1929 r. ukazującego się pn. „Dos Jidisze Togblat”. Współpracował też m.in. z pismami: „Der Moment”, „Głos Gminy Żydowskiej” oraz z wydawanym przez Feldszuha „Jidiszer gezeltszaftlecher leksikon” (jid., Żydowski leksykon społeczny, t. 1, Warszawa 1939). Po wojnie był w USA wpływowym działaczem ortodoksji, pisał do czasopism izraelskich i żydowskich wydawanych w USA. W 1985 r. otrzymał doktorat honoris causa Yeshiva University. [↑]

15Tomasz Zadrecki () – autor książki Talmud w ogniu wieków (Warszawa 1936). [↑]

16„opszrajen di gzejre” (jid.) – odwrócić niekorzystny wyrok. [↑]

17Chaim Ozer Grodzieński (1863 Iwje k. Nowogródka – 1940 Wilno) – rabin. Studiował w jeszywach w Ejszyszkach i Wołożynie, gdzie zyskał miano iluja (genialnego młodzieńca). Brał udział w konferencji katowickiej, która doprowadziła do powstania Agudy. W tym ugrupowaniu odgrywał czołową rolę, podobnie jak w litwackich kręgach ortodoksyjnych. Był jednym z głównych oponentów wobec trendów modernizacyjnych w życiu żydowskim i dezintegracji gmin żydowskich w Polsce oraz na Litwie, a zwłaszcza syjonizmu i nauczania przedmiotów świeckich. [↑]

18Aleksander Kakowski (1862 – 1938) – polski biskup rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita warszawski (1913-1938), ostatni prymas Królestwa Polskiego (1925-1938). [↑]

19Icie Majer Kanał () – rabin, wiceprzewodniczący Wa'ad haRabanim (Związku Rabinów). [↑]

20lejl szimurim. [↑]

21Hilel Cajtlin (Korma 1871 – Warszawa 1942) – pisarz i publicysta, piszący w jidysz i po hebrajsku, redaktor dziennika „Der Moment”. [↑]

22Marek Turkow – dziennikarz, brat Zygmunta (reżyser), Jonasa (aktor), Icchaka (pisarz). [↑]

23Nacht-bazuch bajm fareter Kenigsberg (jid.) – Nocna wizyta u zdrajcy Kenigsberga. [↑]

24Jakub Gesundheit – rabin. [↑]

25W odróżnieniu od prasy katolickiej („Mały Dziennik”) polski rząd uważał, że kwestia uboju rytualnego ma nie tylko znaczenie humanitarne i ekonomiczne, lecz także aspekty religijne i prawne. Stał na stanowisku, że Żydzi mają prawo do mięsa koszernego, gwarantowane ustawowo. Ostatecznie, ze względu na postawę rządu, ustawa całkowicie zakazująca uboju rytualnego została odrzucona i zastąpiona przez tę, która ograniczała ubój rytualny do potrzeb społeczności żydowskiej. zob.: R. Mordas, Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939, Kraków 2004, s. 240. [↑]

26szojchet (hebr./jid.,) – rzezak rytualny. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 39 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3578967