Uczniowie z jeszywy reb Iciego

Oskar Gruzenberg (1866-1940)    Warszawa, zima 1913 roku.
     W jeszywie reb Iciego przy placu Muranowskim 23 [

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Drukuj
] panuje wielkie ożywienie: stało się coś ważnego! Żaden z uczniów uczelni talmudycznej, ma się rozumieć, nigdy nie czytał gazety. To samo dotyczyło również mełamedów, którzy byli w najwyższym stopniu pobożni.
     Dowiedziano się jednak, że z Petersburga zjechał do Warszawy znany adwokat, Rosjanin, jeden z głównych obrońców w kijowskim procesie o mord rytualny, w którym sądzono Mendla Bejlisa1.
     Jego nazwisko brzmiało Korabczewski, człowiek około 60-letni, który miał opinię najlepszego adwokata w carskiej Rosji.
     Bejlisa broniło pięciu adwokatów, w tym jeden Żyd, Oskar Osipowicz Gruzenberg2 z Rygi (jego szczątki sprowadzono z Paryża do Izraela i uroczyście pochowano). Korabczewski z Gruzenbergiem byli obarczeni całym ciężarem procesu, a o mowie procesowej tego pierwszego cała światowa prasa rozpisywała się, że to majstersztyk, który swoją żelazną logiką zrobił wielkie wrażenia na sędziach przysięgłych.
     Korabczewski przyjechał do Warszawy w związku z procesem hrabiego Adama Ronikiera3, który został oskarżony o zamordowanie swojego szwagra, żeby pozbyć się konkurenta do wielomilionowego spadku po swoich teściach.
     Proces Ronikiera odbywał się w „Sudebne Palatke” na placu Krasińskich, a Korabczewski, który występował w imieniu oskarżonego, punktualnie o godzinie drugiej, po zakończeniu obrad, opuszczał budynek sądu.
     Pamiętam jak dziś otwierające się powoli drzwi, gdy wychowawca (maszgijach) reb Mosze, litwacki Żyd, wchodził do naszej klasy VI, gdzie reb Lejbel Charif (tak go nazywano na mieście) prowadził wykład.
     Reb Lejbel Charif był człowiekiem 75-letnim. Uczył się u wielkiego mędrca (gaon), od tytułu swego największego dzieła zwanego „Tiferet Jaakow”. Ten człowiek to była skóra i kości, poza studiowaniem nic go nie interesowało. Wejścia wychowawcy w ogóle nie zauważył. Ten, postawszy dłuższą chwilę przy drzwiach, podszedł do stołu i nieśmiało zapytał:
     – Rebe! Proszę mi wybaczyć, ale czy nie zechciałby pan zwolnić uczniów dziś o wpół do drugiej?
     Reb Lejbel Charif przesunął okulary z nosa na wysokie czoło, znamionujące uczonego, i odpowiedział niemal z gniewem:
     – A co to dziś za święto? Od dawna mówię, że za dużo czasu trwoni się na błahostki, zamiast poświęcić go na studiowanie Tory!
     – Rebe! Do Warszawy przyjechał jeden z najznamienitszych sprawiedliwych wśród narodów świata, ten, który bronił Bejlisa przed „antysemitnikami”!
     – Ach tak? Ach tak! – Charif powtórzył kilkakrotnie. – No to trzeba iść – powiedział, a jego twarz jaśniała radością.
     Żeby nie „prowokować gojów” szliśmy grupami, a nie wszyscy razem. Kiedy dotarliśmy na plac Krasińskich, było tam już bardzo dużo ludzi: sami Żydzi, a wszyscy w długich kapotach. Przyszli też uczniowie z innych uczelni talmudycznych, z „Ajzenhojf”4, z modlitewni cadyków z Góry Kalwarii. Przyszli złożyć hołd gojowi, który bronił narodu żydowskiego przez oskarżeniami o mord rytualny, przed wymysłami naszych wrogów, że Żydzi używają chrześcijańskiej krwi do wypieku macy.
     Plac Krasińskich przykrywał biały śnieg, podkreślający czerń żydowskich kapot. Suche, mroźnie powietrze nam nie przeszkadzało, ponieważ rozgrzewały nas emocje: za chwilę zobaczymy przecież adwokata, który bronił Bejlisa.
     Wybiła godzina druga. Z budynku zaczynają wychodzić ludzie z tekami pod pachą. Niewątpliwie adwokaci.
     Koło mnie stoi kilku „niemiaszków”.
     – To nie on. Nie, to nie Korabczewski.
     – To Bobriszczew-Puszkin5 (dobry adwokat, który bronił Ronikiera), a tam idzie Korwin-Piotrowski6 – mówi nam jeden z „niemiaszków”7.
     Z dużą szybkością zajeżdża dorożka i ten, który zowie się Korwin-Piotrowski, wsiada i odjeżdża. To samo robi ten, którego nazwisko brzmi Bobriszczew-Puszkin.
     Jest już dawno po drugiej. Wśród nas, chłopców z jeszywy, napięcie rosło z minuty na minutę. Od dłuższej chwili z „Sudebne Palatke” nikt nie wychodzi. Zaczynamy się denerwować: może Korabczewski dziś w ogóle nie przyszedł do sądu, może się rozchorował...
     Wtem ukazuje się w wejściu wysoka postać w futrze i w typowo rosyjskim kołpaku na głowie. Pewnym krokiem powoli schodzi po szerokich schodach.
     – To on! To Korabczewski! Podchodzimy do niego. Nikt z nas nie znał ani słowa po rosyjsku. A jeśli nawet znał, to kto by się ośmielił odezwać do takiego jaśnie pana?
     Widząc nasze wesołe miny i żywiołowe gestykulowanie, wysoka postać z monklem w oku zorientowała się, kim jesteśmy i dlaczego tu przyszliśmy.
     Kiedy dorożkarz, ukłoniwszy się, zaprosił go do pojazdu, Korabczewski machnął ręką, że nie trzeba. Największy adwokat w Rosji wolał przejść się w towarzystwie uczniów z uczelni talmudycznych, którzy, utworzywszy szpaler, towarzyszyli mu. Kilku starszych ludzi zdjęło tradycyjne żydowskie czapeczki, żeby go pozdrowić. Odprowadziliśmy go aż do ulicy Miodowej, gdzie Korabczewski wsiadł do dorożki i odjechał.
     Dwa tygodnie później podobna sytuacja zdarzyła się w Wilnie, lecz z odwrotnej przyczyny. Tam żydowscy studenci z „Bundu” zorganizowali demonstrację przeciwko jednemu z „antysemitników”, którzy oskarżali Bejlisa.

Icchak Borensztajn, Warsze fun nechtn, São Paulo 1967, s.11-14.
Książka jest dostępna pod adresem: http://archive.org/details/nybc206123
tłum. Anna Ciałowicz

1 Menachem Mendel Bejlis – fałszywie oskarżony o popełnienie mordu rytualnego; proces odbył się w 1913 roku w Kijowie. Bejlis został uniewinniony. [↑]

2 Oskar Osipowicz Gruzenberg (1866–1940) – syn żydowskiego kupca z Jekaterynosławia; słynny adwokat, występujący w procesach, w których bronił praw jednostki przeciwko autorytetowi państwa. Specjalizował się w procesach kasacyjnych. Bronił pisarzy rosyjskich (M. Gorki, W. Korolenko), rewolucjonistów (L. Trocki) i polityków. W 1950 r. jego zwłoki zostały przewiezione z Nicei, gdzie zmarł, do Izraela. [↑]

3 Autor się myli. Chodzi o Bogdana Jaxa-Ronikiera (1873–1956), który w 1910 r. został oskarżony o zabójstwo swego szwagra Stanisława Chrzanowskiego (mogło o sprawy majątkowe); miał go zamordować w hoteliku „Pokoje meblowane Zawadzkiego” przy ul. Marszałkowskiej 112. W 1914 r. został skazany na 11 lat ciężkich robót i dożywotnie zesłanie na Syberię. [↑]

4 Ajzenhojf (jid., żelazny dwór) – warszawska rezydencja cadyka z Góry Kalwarii, mieszcząca się – razem z modlitewnią i jeszywą – przy ulicy Żelaznej 57. [↑]

5 Hrabiego Ronikiera bronili adwokaci petersburscy: hr. Bobriszczew-Puszkin syn, Aronson i Goldstein, i warszawski – Sterling. [↑]

6 Kazimierz Jan Korwin-Piotrowski (1855–1922) – obywatel ziemski, wydawca, adwokat; w procesie hr. Ronikiera bronił Zawadzkiego, u którego miało odbyć się zabójstwo. [↑]

7 Niemiaszek – asymilator. [↑]

Drukuj

Partnerzy

Goście Online

Odwiedza nas 69 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
3667610
UA-28053597-1